POSTACIE Strona głóna

czwartek, 24 września 2015

11. TITANIC



Wychodzę z łazienki w moim pokoju hotelowym, jednocześnie wycierając właściwie suche już włosy ręcznikiem. Musiałem je przefarbować na czarno, z powodu kręcenia „The Kill”. Teoretycznie mógłbym wrócić do naturalnego koloru, ale w sumie, to podoba mi się tak jak jest. Zatrzymuję się w pół kroku, gdy zauważam Shannona siedzącego na moim łóżku. Jeszcze jego tu brakowało.
-Weź tu trochę posprzątaj.- Mruczy.- Podłogę ledwo widać.- Rzucam ręcznik na krzesło.- Idziesz gdzieś?
-Tak jakby.- Nie mam ochoty opowiadać mu o moich planach. Nie mam ochoty nawet przebywać z nim w jednym pomieszczeniu.- Po co tu przyszedłeś?- Opieram się komodę.
-Już nie mogę odwiedzić młodszego brata?- Cmokam z niechęcią, schylając się jednocześnie po szary sweter. Ubieram go na białą koszulkę.
-Jakoś ostatnio mnie nie odwiedzałeś. I przeniosłeś się na swoją połowę domu.- Rozglądam się po pokoju. Telefonie, telefonie, telefonie, gdzie ty się podziewasz? O jesteś! Podchodzę do poduszki i zgarniam z niej komórkę, która ląduje w kieszeni czarnych spodni.
-Stwierdziłem, że nie bez powodu nazywa się to moja połowa. A poza tym co cię naszło na rozmowy o domu? Od półtora miesiąca siedzimy w Nowym Yorku.- Teraz muszę znaleźć buty. No i są. Zakładam je.
-Rozmawiałeś ostatnio z mamą?- Zmieniam temat na jakiś bezpieczniejszy.
-Wczoraj do mnie dzwoniła. Pytała kiedy wracamy.
-Jak chcesz możesz wracać. Droga wolna.- Mruczę. Nie podoba mi się ta rozmowa. Czy ja aby na pewno wszystko mam? Co mi się może jeszcze przydać? Wiem, portfel! Zgarniam go z szafki i podchodzę do drzwi.- Ja wychodzę.- Oznajmiam i z  niecierpliwością czekam, aż ten drugo Leto raczy ruszyć tyłek. W końcu wychodzi na korytarz. Zamykam pokój i odchodzę bez pożegnania.
Wychodzę z hotelu i kieruję się prosto pod kamienice, w której mieszka dziewczyna. Jeszcze kilka minut i ją zobaczę. Wyjmuję komórkę z kieszeni. A co jeśli przez tego idiotę mogę się spóźnić? Na ekranie zauważam nieodebrane połączenie i jedną wiadomość. Na początek sprawdzam to drugie: „Chyba musimy przełożyć nasze spotkanie. Jestem jeszcze w pracy i szybko stamtąd nie wyjdę. Olivia.”. Cholera. Klikam na ostatnie połączenia. To ona do mnie dzwoniła. Pewnie jak brałem prysznic. Od razu do niej oddzwaniam. Odbiera po niecałych 10 sekundach.
-Chowaj ten telefon!- Słyszę w tle głos Terrenca. On nienawidzi komórek podczas pracy. Doskonale się o tym przekonałem.
-Jay, ja bardzo cię przepraszam.- Mówi od razu.
-Ooo… Jared tak?- Po raz kolejny wtrąca się jej ojciec.- Powiedz mu, że ma się tu więcej na oczy nie pokazywać.- Na moich ustach pojawia się delikatny uśmiech. Uwielbiam jego wybuchy złości. Są przekomiczne, o ile nie są skierowane na mnie. Wtedy cały urok znika.
-Terry, zaraz wracam.- Mruczy czarnowłosa, zapewne wychodząc do innego pomieszczenia.- Jay, przepraszam.- Jęczy z poczuciem winy.- To nie tak miało być.
-Nie przejmuj się. Będę na ciebie czekać na schodach pod kamienicą, może być?
-Ale tu mi chwile zajmie. Przesuńmy spotkanie na kiedy indziej.
-Będę na ciebie czekać nawet do rana.- Odpowiadam zgodnie z prawdą.
-Na pewno? Muszę zrobić jeszcze dużo rzeczy.
-Na pewno. Tylko wróć przed porankiem, żartowałem z tym czekaniem.…-Dziewczyna wybucha śmiechem i o to właśnie mi chodziło.
-Postaram się być jak najszybciej.
                                            *                      *                      *
Budzi mnie lampa błyskowa? Otwieram oczy. Chyba musiałem zasnąć czekając. Nade mną stoi Olivia z aparatem w dłoni. Cmoka cicho ustami i po raz kolejny naciska przycisk w urządzeniu. Rozciągam się i z pomocą poręczy wstaję.
-Wiesz, że te schody są całkiem wygodne.- Odzywam się, całując ją w policzek. Dziewczyna grzebie przez moment w torebce, po czym podaje mi małą butelkę. Odkręcam ją i upijam ostatki wody.- Dziękuję.- Już tyle razy u niej nocowałem, że zdążyła zauważyć, że zaraz po obudzeniu muszę się napić.
-Przepraszam, że tak długo mi zeszło.- Spuszcza wzrok na swoje buty. Dwoma palcami podnoszę jej podbródek, tak żeby na mnie patrzyła.
-Ty za nic nie przepraszaj. Obiecałem, że będę czekać. Czekałem i przy okazji się zdrzemnąłem.- Składam na jej ustach delikatny pocałunek.- Głodna jesteś?- Kiwa głową, lekko się uśmiechając.
-Zjadłam tylko śniadanie.- Mruczy.
-W takim razie zamawiamy pizzę.- Ciągnę ją do budynku, przy okazji wyciągając komórkę. Zamawiam posiłek w drodze na odpowiednie piętro. Wchodzimy do mieszkania.- Leć pod prysznic, a ja poszukam jakiegoś filmu.- Czarnowłosa wysyła mi wdzięczne spojrzenie i po chwili, zostają po niej tylko buty. Włączam telewizor, po czym całą zawartość kieszeni odkładam na szafce, przy sofię. Przeglądam kanały, ale jedyny godny zainteresowania film, to „Titanic”. No, cóż, tylko to nam pozostało. Rozkładam się, a gdy znajduję najwygodniejszą pozycję, dzwoni dzwonek do drzwi. Zrywam się i idę otworzyć. Za progiem stoi jeden z pracowników pizzeri, która mieści się na tej samej ulicy. Reguluje rachunek i zabieram posiłek, gdy wraca dziewczyna, ubrana w piżamy.
-Znalazłeś coś ciekawego?- Pyta, siadając na sofie, a komórkę jak zwykle kładzie obok siebie.- „Titanic”?- Zajmuję miejsce obok niej.
-Nic innego nie ma. Chyba jesteśmy na to skazani.- Otwieram karton i chwytam w palce pierwszy kawałek.- Smacznego.- Biorę gryza. Dziewczyna robi to co ja.- Mieliście dzisiaj z kimś sesje?
-Lenny Kravitz. Zdjęcia miały być robione rano, ale Terry miał jakieś sprawy do załatwienia i przesuną na wieczór, ale teraz też się spóźnił. A jak już przyszedł, to i tak ja robiłam te zdjęcia.- Jęczy, opierając głowę na moim ramieniu.- On jest straszny.- Dodaje.
-Taki Demon, nie?- Uśmiecham się lekko.
-A żebyś wiedział.
Po zjedzeniu pizzy do końca, czarnowłosa kładzie się z głową na moich kolanach. Głaskam ją po włosach. Tak się cieszę, że ją znalazłem. Nagle wszystko zaczęło się układać. Nawet Ludbrook już nie narzeka na moje humorki, chociaż od tej pory rozmawialiśmy tylko przez telefon, ale może rzeczywiście Olivia ma na mnie dobry wpływ? Chyba też działa na mnie kojąco, bo już się tak nie stresuje i nie budzę się bez powodu w środku nocy.
-Ja bym ci się podsunęła.- Odzywa się w pewnym momencie. Kieruję wzrok na nią, nie wiedząc o co chodzi. Dopiero po chwili, gdy spoglądam na ekran telewizora, rozumiem. Film powoli się kończy i aktualnie biedny Leonardo znika w mroku wody.
-Gdyś my tam byli zamiast ich, to płynęłabyś w pierwszej łodzi ratunkowej.
-A ty? Nie zostawiłabym cię.- Robi smutną minkę. Nachylam się i składam pocałunek na jej ustach.
-Jakoś bym sobie poradził. Przeżyłbym dla ciebie.
-No ja myślę.- Pstryka mnie w nos.- Bo co ja bym bez ciebie zrobiła?- Przerywam zabawę jej włosami, a zaczynam łańcuszkiem. Przedstawia on trójkąt z poprzeczką w połowie. Nosiła go jeszcze w LA, gdy przychodziła do baru.
-Lepiej się nie zastanawiajmy. Najważniejsze jest to, że jesteśmy teraz razem.
-Prawda.- Richardson wraca do oglądania filmu. Ja też spoglądam na ekran.
Jakaś staruszka wychodzi na białą barierkę. A raczej brudnobiałą. Ona chce popełnić samobójstwo, czy co? I nagle otwiera dłoń, w której znajduje się niebieski klejnot w kształcie serca na srebrnym łańcuszku. To nie ten co Kate Winslet miała wcześniej? No i pojawia się rudowłosa, w jakimś płaszczu. Z kieszeni wyciąga „serce oceanu”. Czyli ta babunia to starsza wersja tej całej Rose? Starsza pani uśmiecha się lekko i wyrzuca wisior do oceanu. Okey, chyba nie rozumiem jej logiki. Zaraz potem babcia leży w łóżku, a jej kamera skupia się na jej zdjęciach, a potem wędrujemy pod wodę i oglądamy wrak, który następnie zmienia się w ten na powierzchni. Po czułym przywitaniu głównych bohaterów pojawiają się napisy. W tle słychać tą rozpoznawalną piosenkę Celine Dion „My heart will go on”. Olivia zaczyna pierwsze ją nucić, a następnie śpiewać, podnosząc się przy tym z moich kolan i stając na sofie. Udaje, że wczuwa się w piosenkę. Wybucham śmiechem.
-Głos masz okropny, ale mógłbym cię słuchać godzinami.- Mówię zgodnie z prawdą, a ona ze śmiechem pada obok mnie.
-Za to ty masz cudowny i to wystarczy. Nie każdy jest idealny.- Siada po turecku i bawi się moimi palcami.
-Ty jesteś idealna dla mnie.- Na jej policzki wkrada się delikatny rumieniec.- A teraz do spania, Aniele. Masz za sobą ciężki dzień.-Pomagam jej wstać i popycham w kierunku sypialni.- Ja się będę powoli zbierać.
-Sprzeciw, zostajesz ze mną. Teraz ty leć pod prysznic. Ja przygotuje ci kanapę.- Uśmiecha się zawadiacko. Jęczę cicho.
-No wiesz?- Obejmuję jej twarz dłońmi.
-Nie ugnę się.- Całuje mnie w nos, po czym z szafki wyciąga koc i rzuca go na sofę, Z rezygnacją kieruję się do łazienki, a po szybkim prysznicu, wracam do salonu w samych bokserkach. Zgarniam koc i podchodzę pod drzwi do pokoju czarnowłosej. Pukam lekko, po czym je uchylam.- Czekałam na ciebie.- Mruczy, podsuwając się na łóżku. Zajmuję miejsce obok niej.- Dłużej się nie dało?
-Cicho.- Obejmuję ją ramieniem.- Wiesz, że tylko raz spałem na kanapie? Wtedy, gdy się upiłem.
-Mam propozycję.- Przez moment się wierci, aż w końcu ustawia się twarzą do mnie.- Chcesz ze mną zamieszkać? W końcu i tak jesteś tu codziennie. A do hotelu wracasz się tylko przebrać. No i musisz za niego płacić.
-Jesteś przekonana do tego pomysłu?- Dopytuję z uśmiechem na ustach.
-Tak. Przecież mówię.- Jęczy.- Myślę, że w sobotę możesz się do mnie oficjalnie przenieść.
-A teraz ostatnie pytanie. Będę spać z tobą czy w salonie?
-No raczej, że na kanapie.- Całuje mnie w nos.- A teraz spać.
-Dobranoc, Aniele.
-Dobranoc.
                                *                      *                      *
Otwieram oczy. W pomieszczeniu panuje mrok. Przekręcam się na drugą stronę i ręką szukam dziewczyny. Jednak łóżko jest puste. Siadam i próbuję przyzwyczaić wzrok do ciemności. Zauważam światło przeciekające pod drzwiami. Wstaję i idę w tym kierunku. W salonie, na sofie siedzi czarnowłosa. Drapię się w tył głowy, podchodząc do niej. Kładę łokcie na oparciu fotela.
-Czemu nie śpisz?- Pytam, a ona obdarza mnie uśmiechem i wskazuje na opakowanie lodów. Siadam obok niej.
-Chcesz trochę? Sama je robiłam. Są wegańskie.- Nabiera łyżką lody i karmi mnie.- I jak ci smakują?
-Pycha.

czwartek, 17 września 2015

10. ZNÓW EMILY



Budzi mnie dobijanie do mieszkania. Dźwięk dzwonka, na zmianę z waleniem to dobry budzik. Otwieram oczy. Leżę na Jardzie, który ciągle śpi. Delikatnie wstaję, starając się go nie obudzić. Z podłogi zgarniam pierwszą lepszą rzecz, która okazuje się koszulką Jareda. Ubieram ją, nie zawracając sobie głowy, żeby przewinąć ją na prawą stronę. Z lekkim ociąganiem podchodzę do drzwi i otwieram je, ukazując Emily. Wywracam oczami i próbuję naprawić swój błąd zamykając je z powrotem, jednak dziewczyna uniemożliwia mi to, wkładając stopę koło progu.
-Hej, a co z naszą sobotnią kawą?- Jęczy, wchodząc do środka. Dreptam za nią z nieciekawą miną.- Czyżby gorąca noc z Jay’em?
-Skąd ten pomysł?- Pytam, opierając się o blat dzielący kuchnie z salonem.- Mi też zrób kawę.
-Wnioskuję to z twojego stroju. Musiałam cię zerwać z łóżka, a ty ubrałaś pierwszą lepszą rzecz.- Przecieram zaspane oczy dłonią.
-Idę się ubrać.- Mruczę, kierując się w stronę sypialni. Z szafy wyciągam dżinsowe spodenki i krótką, białą koszulkę oraz dżinsy, które kiedyś zostawił Jared. Kładę je na szafce nocnej razem z karteczką na której piszę: „Ubierz się. Emily przyszła.”. Po porannym prysznicu, wracam do blondynki, która ogląda poranne wiadomości z nogami wyłożonymi na szklanym stoliku. Siadam po drugiej stronie sofy i wystawiam stopy na jej uda.- Gdzie moja kawa?
-Masz ją przed sobą.- Wskazuje na kubek, stojący na stoliku. Chwytam go i upijam łyk. Dziewczyna wyłącza telewizor.- No opowiadaj. Co wczoraj robiliście?
-Byliśmy w wesołym miasteczku.- Mówię po chwili z lekkim uśmiechem.
-Przecież ty masz lęk wysokości.
-Omijaliśmy wszystko co jeździło w górę. Odwróć się i podziwiaj co wygrałam.- Opieram głowę na poduszce.
-Ten wielki misiek? Gratulacje. Ale nie chodziło mi o to.- Jęczy, a w tym samym momencie z sypialni wychodzi brunet, ubrany w dżinsy i koszulkę, w której otworzyłam drzwi.- Cześć, Jay.- Blondynka macha mu, a ten uśmiecha się, podchodząc do nas.
-O czym rozmawiacie?- Pyta, nachylając się nade mną. Całuje mnie w policzek.
-O niczym ważnym.- Odpowiadam z rumieńcem.
-Takie babskie ploteczki.- Dopowiada blondynka ze śmiechem.
-Zrobić ci kawę?- Zwracam się do mężczyzny.
-Ty siedź. Dam sobie radę.- Po raz kolejny obdarowywuję mnie pocałunkiem w policzek i odchodzi do kuchni.
-Mmm… Też mogłabym mieć takiego faceta.- Mruczy dziewczyna, obserwując Jareda.- Szczęściara z ciebie. Gdzie on właściwie pracuje?
-Jest muzykiem.- Mówię tylko część prawdy.
-Już sobie wyobraziłam jak gra ci na gitarze. Jest z Nowego Yorku?- Spoglądam na mężczyznę, który tanecznym krokiem robi sobie śniadanie. Nasze spojrzenia się krzyżują. Brunet unosi kąciki ust w górę.
-Nie, z Los Angeles.- Odpowiadam, wracając wzrokiem do Emily.
-Jeszcze lepiej. Gorący facet z Kalifornii. To mi się podoba. A teraz wynajmuje jakieś mieszkanie czy coś?
-Mieszka w hotelu.- Upijam łyk kawy i odkładam ją na szafkę, stojącą za sofą.
-Płaci za hotel, ale i tak większość czasu spędza tutaj, tak?- Kiwam głową w górę i w dół.- To na co ty czekasz? Zaproponuj mu, żeby z tobą zamieszkał.- Po raz kolejny spoglądam na Leto, jednak tym razem blondynka podąża za moim wzrokiem.
-Nie sądzisz, że to trochę za wcześnie?
-Całowałaś się z nim w drugi dzień znajomości.
-Tak naprawdę znałam go jeszcze z LA. –Przyznaję, a ona uderza mnie w kolano.
-To tym bardziej powinnaś mu to zaproponować. Masz tydzień. Rozumiesz?- leniwie kiwam głową w górę i dół. W tym samym momencie na szafce obok mnie dzwoni telefon. Przekładam rękę do tyłu i łapię urządzenie. Spoglądam na wyświetlacz.
-Jay, Shann do ciebie dzwoni.- Oznajmiam.- Odebrać?
-Rzuć. Musi chodzić o coś ważnego.- Mężczyzna podchodzi bliżej i wystawia ręce. Robię zamach i rzucam. Leto łapię i od razu przystawia komórkę do ucha.- Tak?- Brunet wraca do pomieszczenia, a ja napotykam zaciekawiony wzrok blondynki.
-Kto dzwoni?- Pyta.
-Ty musisz wszystko wiedzieć? To jego brat. Nie mają zbyt dobrych relacji.- Moment później z kuchni wraca Jared.- Po co dzwonił?
-Emma załatwiła nam wczoraj wywiad w radiu w Queens. Nie zauważyłem jak do mnie dzwoniła. Musze iść. Skoro już media dowiedziały się, gdzie jesteśmy muszą korzystać.- Uśmiecha się z lekkim znudzeniem.- Muszę iść, bo nie zdążę.- Wkłada portfel do kieszeni.- Przyjdę do ciebie później.- Składa na moim policzku całusa i wychodzi z mieszkania.
-A Emma to kto?- Mrożę dziewczynę wzrokiem.
-Jego asystentka. Całkiem miła, ale odrobinę zapracowana.- Odpowiadam.
-No dobra, Jay poszedł, to teraz opowiadaj co wczoraj robiliście?
-Mówiłam ci już. Byliśmy w wesołym miasteczku.- Powtarzam.
-Ale potem…- Jęczy.
-Nic, bo zasnęłam.- Przyznaję, sięgając po kawę.
-Co zrobiłaś? Powiedz, że żartujesz.
-Nie. Byłam zmęczona. Przecież wiesz jaki jest Terry i jeszcze ta wczorajsza modelka. Nie zdajesz sobie sprawy, jak praca z nim męczy.
-Skoro już zeszłaś na temat Richardsona, to przyznaj się. Co cię z nim łączy oprócz nazwiska.- Przez moment zastanawiam się czy wyznać jej sekret.
-Tylko nikomu nie mów.- Decyduję w końcu.- Terrence jest moim ojcem- Przyglądam się jej twarzy, która zmienia się z zaskoczenia na niedowierzanie, co przy jej wiecznym opanowaniu wygląda przekomicznie.
-Stop. Mówisz poważnie?- Kiwam głową na „tak” i upijam łyk ciepłego jeszcze napoju.- To dlatego jeszcze nie wyleciałaś?
-Dokładnie.- Nagle ktoś puka do mieszkania. Zrywam się z sofy i podbiegam do drzwi. Za progiem stoi starsza pani z mieszkania naprzeciwko, trzymająca w dłoni kubek – Dzień dobry.- Witam się z uśmiechem.
-Dzień dobry. Mam pytanie. Miałabyś może pożyczyć trochę cukru. Piekę ciasto i mi się skończyło.
-Proszę wejść. Ja poszukam.- Otwieram drzwi szerzej, wpuszczając ją do środka. Kieruję się prosto do kuchni. Staruszka spogląda na blondynkę siedzącą na kanapie. Przeglądam wszystkie szafki w poszukiwaniu kilogramowego opakowania.
-A gdzie ten przystojny mężczyzna, z którym cię wczoraj widziałam?- Pyta, a ja podnoszę się, przy okazji uderzając się w głowę. Na policzkach wyczuwam rumieńce.
-Poszedł sobie.- Odpowiada za mnie recepcjonista.- Ale wróci.- Mrożę ją wzrokiem, a ona tylko wzrusza ramionami, nie przejmując się tym. Wracam do poszukiwań, aż w końcu znajduję. Wracam do salonu i podaję kobiecie to po co przyszła.
-Proszę wziąć całe.
-Na jutro ci odkupię.
-Nie trzeba. Ani ja, ani Jay nie słodzimy, a Emily sobie kupi.- Mówię, uśmiechając do blondynki.
-W takim razie zapraszam potem na ciasto.
-Nie trzeba.
-A ja chętnie przyjdę.- Wtrąca dziewczyna. 

 JARED 



Wbiegam po schodach na drugie piętro kamienicy z zakupami w ręce. Pukam do drzwi, ale nikt nie otwiera. Może gdzieś wyszła? Ale to do niej nie podobne. Pukam po raz kolejny, co z sekundy na sekundę zamienia się w desperacje. A co jeśli jej się coś stało? Może potrzebuje pomocy? Nagle z mieszkania naprzeciwko wychodzi starsza pani, która wczoraj wychodziła z pieskiem na spacer.
-Tak myślałam, że to ty.- Zwraca się do mnie.- Ta sympatyczna blondynka zostawiła mi klucz do mieszkania Olivii, bo zasnęła, a Emily musiała już iść. Miałam ci go dać jak przyjdziesz.- Podaje mi klucz, a ja nagle oddycham spokojniej.
-Dziękuję.- Mówię, odbierając od niej przedmiot.
-Nie ma za co. Od czego są sąsiedzi. Dobrze, że na Cebie trafiła. Pamiętam jak zaraz po wprowadzeniu się tu, wychodziła tylko po zakupy. Dzięki tobie zaczęła znów żyć. Tylko jej nie skrzywdź.
-Nie skrzywdzę. Obiecuję.- Mówię szczerzę, a ona z uśmiechem wraca do siebie.
Otwieram drzwi, po czym wchodzę do mieszkania. Podchodzę do sofy, na której leży dziewczyna, wtulona w poduszkę. Z szafy wyjmuję koc i przykrywam ją nim. Wygląda jak anioł. Składam na jej czole całusa, a ona zarzuca rękę na oparcie. Unoszę kąciki ust w górę i zaraz po opróżnieniu kieszeni, wchodzę do kuchni. Zabieram się za robienie wegańskiej pizzy. A w między czasie rozmyślam o nas. Nie mogę jej stracić, jest dla mnie wszystkim.
Siedzę przy stolę, naprzeciwko piekarnika, popijając przy tym kawę, gdy nagle czuję dłoń na ramieniu. Odwracam głowę. Dziewczyna z uśmiechem przeciera zaspane oczy. Jej czarne włosy są poplątane. Odsuwam się lekko na krześle i ciągnę ją, tak, że ląduje na moich kolanach. Całuję ją na przywitanie, a ona zarzuca ramiona na moją szyję, wtulając się po chwili w nią.
-Chyba się zdrzemnęłam.- Mruczy w moją koszulkę.- Dawno przyszedłeś?- Spogląda na mnie swoimi zielonymi oczami.
-Z godzinę temu, ale robię obiad.- Wskazuję na piekarnik.
-Jesteś najlepszym facetem pod słońcem.- Komentuje, a mój uśmiech się powiększa.- Mam nadzieję, że będziesz go robił częściej.- Dodaje.
-Dla ciebie wszystko. Kawki?- Wskazuje na kubek, a ona unosi go do ust i wypija kilka łyków.
-Jak się tu dostałeś i gdzie Emily?- Pyta, odstawiając naczynie na stolik.
-Poszła i zostawiła klucz u tej starszej pani z naprzeciwka. Bałem się, że ci się coś stało i dlatego nie otwierasz.- Wyznaję.
-Ja tylko zasnęłam. Byłam trochę zmęczona. Wiesz, ta historia z Terrym, wróciliśmy późno i w dodatku zostałam drastycznie zbudzona.
-To moja wina. Obiecuję, już nigdy nie będę cię nigdzie zabierał prosto z pracy w piątek. Chyba, że chodzi o odprowadzenie do domu.
-Nie.- Sprzeciwia się.- Nie o to mi chodziło. Uwielbiam jak robisz mi niespodzianki. I uwielbiam spędzać z twoją czas, więc odwołaj to co powiedziałeś.- Obejmuję jej twarz dłońmi i całuję w nos.
-W takim razie, będę zabierał cię po pracy, szczególnie w piątki i zamęczał ciągłymi randkami, aż w końcu powiesz dość.
-To mi się podoba.- Szepcze, nachylając się, tak, że czuję jej oddech na twarzy i czuję ciepło bijące od niej. Nie mogę wytrzymać tej bliskości, ale jednak oddalenia, więc łączę nasze usta. Czarnowłosa jednak na tym nie poprzestaje, bo przechodzi linią mojej szczęki do szyi, a następnie do obojczyka. Mimowolnie kieruję swój wzrok na piekarnik, z którego trzeba wyjąć pizze i mimo, że podoba mi się to położenie, muszę przerwać.
-Aniele, pierwsze obiad, potem przyjemności.- Mówię, chociaż wcale tego nie chcę. Dziewczyna z jękiem przestaje i opiera głowę na moim ramieniu.
-Musiałeś?- Mruczy.
-Niestety.- Wstaję, cały czas trzymając panią fotograf, po czym sadzam ją na moim miejscu, a sam kieruję się w stronę piekarnika. Wyjmuję stamtąd nasz posiłek i kroję dwa kawałki, które lądują na talerzu.- Chodź do salonu.- Łapię ją za rękę i ciągnę do pomieszczenia obok. Siadamy na sofie, na której spędziliśmy większość wieczorów do tej pory i zaczynamy jeść. 
-Pyszna. Czemu wcześniej jej nie zrobiłeś?- Odchylam się do tyłu i z szafki zgarniam telefon. Odblokowuję go, po czym wchodzę w wiadomości. Ostatnia jest od mamy z przepisem. Podaję komórkę dziewczynie.
-Odkąd oznajmiłem mamie, że przechodzę na weganizm, co jakiś czas wysyła mi nowy przepis.
-Cieszę się, że masz z nią dobry kontakt. Z moją rozumiałam się bez słów.- Mówi, spuszczając wzrok. Łapię jej dłoń i ściskam ją, chcąc pokazać, że może na mnie liczyć. Czarnowłosa spogląda na mnie, a w jej oczach dostrzegam łzy. Całuję ją w skroń. Jestem prawie pewny, że reagowałbym tak samo.
-Powinnaś ją poznać. Polubiłybyście się.
-Może kiedyś. No dobra. Koniec mazania się.- Oznajmia ocierając oczy.- Dużo masz takich świetnych przepisów?
-Całą skrzynkę na poczcie.- Uśmiecham się, podobnie jak ona.- Trzeba je będzie wypróbować.- Robi dziubek, a ja nagle odczuwam dziwną potrzebę pocałowania jej. Nachylam się i zatapiam się w jej ustach. Przez moment jest zdziwiona moim ruchem, ale moment później oddaje pocałunek.
-Wczoraj czegoś nie skończyliśmy.- Mruczy, ściągając mi koszulkę przez głowę. Po chwili i jej górna część garderoby ląduję obok sofy. Czarnowłosa popycha mnie, tak, że upadam na poduszkę, a ona siada na mnie okrakiem. Zaczyna obdarowywać mnie pocałunkami, gdy nagle ktoś wpada do mieszkania, przy okazji trzaskając drzwiami. Olivia podnosi się do pozycji siedzącej i na widok niespodziewanego gościa wywraca oczami.- Nie nauczono cię pukać?- Pyta, a ja unoszę głowę. Koło miśka, którego wczoraj wygrał mój aniołek, stoi jej ojciec.
-A już myślałem, że znalazłaś sobie kogoś innego. Jest tyle facetów, a ty wybrałaś właśnie jego.- Z powrotem opadam na kanapę i wzdycham.
-Po co przyszedłeś?- Dziewczyna przeczesuje włosy palcami.
-Nie mogę już córki odwiedzić? Dziecko, ubierz się.- Dziewczyna wzdycha, sięgając po koszulkę. Ubiera ją i schodzi ze mnie.
-No, dobra, a tak naprawdę to po co przyszedłeś?- Przymykam oczy.
-Będziesz mi potrzebna wieczorem. Sesja z jakąś tam modelką.- Jęczę cicho z rezygnacją i również wstaję.
-O której dokładnie?- Schylam się po górną część garderoby i przerzucam ją przez głowę. Spoglądam na czarnowłosą, która aktualnie opiera się o ścianę i wypytuje zielonookiego.
-Właściwie to już. Taksówka czeka, więc się zbieraj.
-To ja się zbieram.- Mruczę, ładując do kieszeni portfel i komórkę.
-Ile to potrwa?- Olivia przenosi swój wzrok ze mnie, na ojca.
-Najdłużej trzy godziny.- Odpowiada mężczyzna.
-To idź już. Ja zaraz przyjdę.- Fotograf wzrusza ramionami i wychodzi, a jego córka łapie mnie za rękę.- Może chcesz zostać tutaj.- Mówi, zagryzając dolną wargę.- Nie chcę wracać do pustego mieszkania.- Uśmiecham się lekko.- Albo chociaż wróć potem. Musimy w końcu dokończyć.
                                *                      *                      *
Naciskam klamkę, spodziewając się, że drzwi otworzą się od razu. W końcu spóźniłem się jakiś pół godziny. Ze zdziwieniem otwieram je kluczem zapasowym, który został mi powierzony.
-Jesteś?- Pytam, wchodząc do środka, jednak odpowiada mi cisza, albo raczej nie odpowiada mi. Sprawdzam wszystkie pomieszczenia, ale dziewczyny nie ma. Siadam na kanapie i z kieszeni wyjmuję komórkę. Na wyświetlaczu pojawia się informacja o kilku nieodebranych połączeniach, a wszystkie są od Olivii. Oddzwaniam do niej. Odbiera po trzech sygnałach.- Przedłużyło się?- Pytam od razu.
-Bardzo się gniewasz?- Odpowiada pytaniem, a w tle słychać różne głosy i chyba najgłośniejszy z nich należy do Terrenca, krzyczącego: „Odłóż ten telefon!”.
-Nie umiem się na ciebie gniewać.- Wyznaję.- Mam sobie pójść czy poczekać na ciebie?- Jestem prawie pewny, że czarnowłosa właśnie w tym momencie przegryza dolną wargę.
-Jeśli nie masz nic przeciwko poczekaniu na mnie, zostań. Tylko ostrzegam, to może trochę potrwać.
-Czego się dla ciebie nie robi.- Odpowiadam z uśmiechem.
-Jakbym naprawdę długo nie przychodziła, to po prostu idź spać.
I tak też się stało. Po kilku godzinach czekania, postanowiłem zaczekać na nią, leżąc na łóżku, aż zasypiam. Budzi mnie dopiero trzask drzwiami. Otwieram jedną powiekę, potem drugą, by ujrzeć czarnowłosą, przebierającą się w piżamę, czyli koszulkę, spodenki i różowe skarpetki. Połączenie doskonałe.
-Która godzina?- Pytam, podnosząc lekko głowę. Dziewczyna kieruje na mnie swój wzrok.
-W pół do drugiej.- Odpowiada, związując włosy w kucyka.- Śpij. Nie chciałam cię obudzić.- Dopowiada, wślizgując się pod kołdrę obok mnie. Przyciągam ją bliżej i przytulam, całując przy okazji w policzek.- Ta cała, godna pożałowania sesja miała trwać trzy godziny.- Jęczy zmęczonym głosem. Biedulka.- A nie siedem. Przepraszam, znów dałam się nabrać Terry’emu.
-Nie przepraszaj. To nie twoja wina.
-Ale przeze mnie musiałeś tu siedzieć sam.- Odchyla delikatnie głowę i spogląda na mnie.
-Napisałem piosenkę, więc się nie nudziłem. A teraz do spania. Masz za sobą ciężki dzień.

czwartek, 10 września 2015

9. WESOŁE MIASTECZKO



Z uśmiechem wymalowanym na ustach wchodzę do budynku mieszczącego się na 155 6th Avenue. Kieruję swój wzrok na ladę, spodziewając się, że za nią zobaczę Emily, jednak blondynki nie ma, a zamiast niej jest karteczka: „Jestem na lunchu. PS. Jeśli jesteś młody i przystojny zadzwoń.”. Ze śmiechem wchodzę do windy, która zawozi mnie na piętnaste piętro. Drzwi się otwierają i odsłaniają Olivię i Terrenca, czekających zapewne na windę. Mój uśmiech się powiększa w momencie gdy na policzkach czarnowłosej pojawiają się rumieńce.
-O wilku mowa.- Mruczy mężczyzna wchodząc do metalowej klatki. Za nim drepta dziewczyna.- Mam cię powoli dość. Jak przyjdziesz do mnie raz na pół roku może być, ale codziennie?- Zielonooki naciska guzik, dzięki któremu mamy dojechać na parter.
-Ale ja nie przychodzę tu do ciebie.- Rumieńce na policzkach dziewczyny się powiększają. Przyciągam ją do siebie i całuję na przywitanie.
-Zostawilibyście te czułości na moment kiedy będziecie sami.- Jęczy fotograf, a Olivia odsuwa się ode mnie z jeszcze bardziej czerwona niż moment wcześniej.- Skoro tu jesteś, to chyba nici z mojego lunchu z córką?
-Możemy iść z tobą.
-Nie, dziękuję.- Mówi, a w tym samym momencie drzwi windy się otwierają. Mężczyzna bez słowa wychodzi z budynku.
-Co mu się stało?- Pytam szeptem.
-Pokłócił się z jakąś modelką, no i łagodnie mówiąc, zrezygnował ze współpracy.- Otwieram drzwi i przepuszczam ją w nich.- Gdzie idziemy?
-Nie wiem. Może po kawę do Starbucksa, a potem posiedzimy w parku?- Proponuję, łapiąc jej dłoń
-Może być.- Zgadza się. Idziemy w stronę kawiarni.- A ty co robiłeś?
-Skończyłem scenariusz do „From Yesterday”, zrobiłem kilka kopii i wysłałem do chłopaków i Emmy.
-No to gratulacje.- Całuję ją w skroń, gdy skręcamy na Spring Street.
-Gdyby nie ty, nigdy bym tego nie zrobił.- Mówię zgodnie z prawdą.
-Nie przesadzaj.
-Wiem co mówię. Ja cię zabrakło, przestałem pisać. „A Beautiful Lie” nagraliśmy tylko dzięki piosenką, które napisałem zanim wyjechałeś. Myślę, że powinnaś to wiedzieć. Jesteś dla mnie wszystkim.- Po raz kolejny całuję ją w głowę.
-Nigdy nie sądziłam, że mogę dla kogoś tyle znaczyć.- Odzywa się w końcu i stając na palcach zatapia się w moje usta.- Cieszę się, że wtedy na ciebie wpadłam.- Dodaje, wtulając się we mnie.
-Ja też. I nagle zacząłem doceniać moją znajomość z Terrym.- Wchodzimy do Starbucksa. Zabawiam dwie kawy na wynos, a gdy je dostajemy wracamy tą samą drogą do parku.- O której dzisiaj kończysz?- Pytam, gdy siadamy na ławce naprzeciwko wejścia do budynku.
-Powinnam wyjść koło szóstej, a co?- Czarnowłosa upija łyk napoju.
-W takim razie zapraszam cię na randkę.- W jej zielonych oczach dostrzegam ciekawość.
-A gdzie?- Przygląda mi się z zaciekawieniem.
-Nie powiem, bo sam jeszcze nie wiem.- Wystawiam w jej kierunku język. Boże, Leto, zachowujesz się jak zakochany szczeniak…
-A zdążysz wymyślić to do wieczora?
-Postaram się.- Wyznaję.
                                            *                      *                      *
Zajeżdżam wypożyczonym samochodem na parking i wysiadam z niego. Bardziej preferuje jazdę rowerem, ale to za daleko. Wchodzę do budynku i po wcześniejszym przywitaniu z Emily, wjeżdżam na góre, gdzie Olivia już na mnie czeka. Prowadzę ją do czarnego Forda i otwieram drzwi po stronie pasażera. Całe życie dziękuję mamie, za to jak mnie wychowała. Obiegam pojazd i wsiadam za kierownice. Wyjeżdżam na ulicę, kierując się za miasto, jednak o tej porze, w dodatku w piątek, nie da się ominąć korków…
Po godzinnej jeździe docieramy do wesołego miasteczka. Zajmuję jedno z wolnych miejsc parkingowych i spoglądam na dziewczynę, która śpi, oparta o szybę. Chcąc, nie chcąc musze ją obudzić. Gdy otwiera oczy i zauważa gdzie jesteśmy, na jej twarzy pojawia się uśmiech.
-To od czego zaczynamy? Rollercoaster? Diabelski młyn?
-Jednego nie przewidziałeś.- Mruczy.- Mam lęk wysokości.- Przez moment nie wiem co powiedzieć, ale w końcu wesołe miasteczko to nie tylko rozrywka w górze.
-No to niech się przygotują, bo zamierzam wygrać dla ciebie metrowego miśka.- Czarnowłosa wybucha śmiechem.
-A uda ci się?
-Wątpisz we mnie?- Unoszę prawą brew w górę. Wysiadamy z samochodu i po wykupieniu bilecików, zaczynamy zabawę od wizyt w punktach z grami zręcznościowymi. Jednak największego miśka jakiego udaje mi się wygrać, to może dwudziesto centymetrowa panda oraz breloczek z kotem
-Chodź teraz na karuzele z konikami.- Olivia łapie mnie za rękę i ciągnie w kierunku obiektu. Jeszcze nigdy nie widziałem jej takiej szczęśliwej. Chyba powinienem zabierać ją tu częściej.- Zawsze chciałam jeździć na koniu.- Mówi, gdy siadamy na dwóch białych zwierzętach, stojących obok siebie.
-Kiedyś cię zabiorę na takie prawdziwe.- Obiecuję, a karuzela rusza dookoła swojej osi. Szczerze, ja też świetnie się tu bawię. Ja, trzydziestoczteroletni facet. Po kilkunastu minutach, podczas gdy zdążyło mi się zakręcić w głowie, wychodzimy z powrotem na trawę. Przez moment decydujemy się odpocząć na ławce.
-Dobra, co teraz?- Pyta, odwracając się w moją stronę z wielkim uśmiechem na twarzy.
-Może sobie postrzelamy?- Proponuję, wskazując na stoisko jakieś pięćdziesiąt metrów od nas. Czarnowłosa po chwili już stoi nade mną, wyciągając dłoń w moją stronę. Jednak zanim tam docieramy zaczepiają mnie jakieś nastolatki, prosząc o autograf. Taka cena sławy, nie? Spoglądam z niepokojem na panią fotograf, ale ona postanowiła spróbować szczęścia na mini strzelnicy sama. Odwracam się ze spokojem do dziewczyn, które mnie okrążyły. Po kolei podpisuję się na jakiś kartkach, w zeszytach, a grono powoli się zmniejsza, aż w końcu znika. Podbiegam do Richardson, która odbiera właśnie od mężczyzny misia mniej więcej jej wzrostu.
-Pacz co wygrałam.- Podskakuję w miejscu z radości. Obejmuję ją w pasie i całuję z dumą.
-A ja zdobyłem dla ciebie jakąś głupią pandę.- Mruczę.
-Nie jest głupia. Jest śliczna.- Sprzeciwia się.- Ale co zrobimy z nim?- Wskazuje na miśka.
-Zaniosę go do samochodu, a ty poczekaj tu na mnie, dobrze?- Skoro i tak przechodziliśmy niedaleko parkingu, postanawiam zaciągnąć zdobycz czarnowłosej do wypożyczonego forda. Moment później wracam na miejsce gdzie się rozstaliśmy, ale jej nie ma. Rozglądam się na wszystkie strony, aż dostrzegam breloczek z kotem, który przyczepiła do torebki.- Olivia!- Krzyczę, a ona z uśmiechem odwraca się, trzymając w dłoni jedną, wielką watę cukrową, w kolorze różowym.
                                               *                      *                      *
Zatrzymuję się pod kamienicą Richardson. Wysiadamy z samochodu. Z tylnego siedzenia próbuję wyciągnąć wielkiego miśka, którego wygrała pani fotograf. Moment później stoimy pod mieszkaniem. Podczas gdy ona mocuje się z zamkiem, ja cierpliwie czekam, by móc odstawić pluszaka do środka.
-Pomóc ci?- Pytam, a ona odwraca się, lustrując mnie zielonymi oczami. Kiwa delikatnie głową w górę i w dół. Ze śmiechem odpieram od niej klucz i moment później otwieram drzwi, jednak dziewczyna nadal stoi w kąciku, przypatrując mi się.
-Zostań ze mną.- Szepcze, spuszczając głowę. Uśmiecham się i obejmuję jej podbródek. Zatapiam się w jej ustach. Po chwili odrywam się, ale jedynie na kilka milimetrów.
-Zostanę.- Tym razem całuję ją w nos, a w tym samym momencie z mieszkania naprzeciwko wychodzi starsza pani z pieskiem na smyczy.- Dobry wieczór.- Mówię kulturalnie.
-Dobry wieczór.- Odpowiada, lustrując mnie dokładnie wzrokiem.
Przepuszczam Olivie w drzwiach, a sam ciągnę miśka do środka. Odstawiam go w salonie i przyciągam do siebie czarnowłosą. Po raz kolejny całuję ja, jednak tym razem to ona się ode mnie odsuwa.
-Chodź do sypialni.- Ciągnie mnie za rękę w kierunku pomieszczenia. W środku rozbiera się zostając w samej bieliźnie, podobnie jak ja. Kładę ją na łóżku i obdarowywuję pocałunkami. Czarnowłosa kładzie się na mnie, całuje linie mojej szczęki i nagle przestaje. Spoglądam na nią. Jej oddech się wyrównał, a oczy zamknęły, co zwiastuje tylko jedno. Zasnęła. Z uśmiechem przykrywam nas kołdrą i po chwili też śpię. 

piątek, 4 września 2015

8. EMILY



Budzę się w dość niekomfortowej sytuacji. Jared śpi w poprzek łóżka, z głowa na moim brzuchu, więc nie mogę się ruszyć, dopóki się nie obudzi. Chyba, że byłabym taka okrutna i go zwaliła. Jednak wiem, że nie jestem zdolna mu to zrobić. Zaczynam głaskać go po włosach, tak jak wtedy w taksówce, gdy zasnął na moich kolanach. Zamykam oczy, nie przerywając gładzenia. Nie wiem, ile tak spędzam, jednak w pewnym momencie czuję ruch. Podnoszę powieki i pierwsze co widzę, to jego niebieskie tęczówki, a zaraz potem jego uśmiech. Mężczyzna podnosi się.
-Przepraszam. Trochę rozgościłem się na twoim łóżku.- Drapie się w tył głowy, a ja wtulam się w niego.
-Mogłabym się tak częściej budzić.- Szepczę, a on całuje mnie w czoło. Siedzimy tak wtuleni w siebie, gdy nagle słyszymy dzwonek do drzwi. Odrywam się od niego.
-Spodziewasz się kogoś?- Pyta, przyglądając mi się. Przeczę ruchem głowy. Wstaję z łóżka, gdy dzwonek się powtarza. Otwieram drzwi i widzę Emily.
-Co ty tutaj robisz?- Pytam, przeciągając się.
-Jak to co? Miałyśmy iść na kawę.- No tak, zapomniałam.- Ty jeszcze w piżamie?- Wchodzi do mieszkania, nie czekając na zaproszenie.- Czy to jest męska kurtka?- Wskazuje na kurtkę Jareda, wiszącą na wieszaku.- Jest u ciebie ten facet z pod Art Partner?- Milczę przez chwilę. W końcu postanawiam się odezwać.
-Rozgość się.- Wskazuję na salon.- Ja zaraz wracam.- Wchodząc do sypialni, wpadam na niebieskookiego, a on mnie łapie.
-Będę się powoli zbierał.- Mówi zawstydzony, nie wypuszczając mnie z ramion.
-Nie wychodź, proszę. Musze mieć jakąś wymówkę, bo będzie o ciebie wypytywać.- Zagryzam wargę. Naprawdę chcę, żeby został.
-Nie rozpozna mnie?- Mężczyzna cmoka ustami.
-Przedstaw się jako Jay.- Uśmiecha się.
-Nie potrafię ci odmówić.- Chichoczę pod nosem.
-Muszę się przebrać.- Oznajmiam.- Poczekasz na mnie?- Mężczyzna puszcza mnie i siada na łóżku.
-Mam się odwrócić?- Unoszę jedną brew w górę.
-A po co?- Przebieram się w koszulkę z napisem „100 SUNS” i czarne dżinsy, a oprócz tego wełniany sweter, zapinany na dwa guziki, który kiedyś należał do mojej mamy.
-Gotowa?- Potwierdzam ruchem głowy.- No to idziemy.- Przepuszcza mnie w drzwiach.
-Widzę, że nie myliłam się co do tej kurtki.- Mówi blondynka, puszczając mi oczko.- Jestem Emily.- Wstaje i wyciąga rękę w stronę Jareda.
-Jay.- Odpowiada, ściskając dłoń.
-Kawa?- Wskazuję na dziewczynę.
-Po to tu przyszłam.- Przewraca oczami, powoli przekazuję jej swoje nawyki.
-Naleśnika?- Od razu zaprzecza, krzywiąc się przy tym.
-Te twoje smakują jak podeszwa.- Mruczy.
-Jeszcze nie przywykłaś do mojego gotowania.- Idę w kierunku kuchni.
-Czekaj, pomogę ci.- Odzywa się Leto, biegnąc za mną. Wchodzimy do pomieszczenia.- Co jest nie tak z twoimi naleśnikami?- Obejmuje mnie w pasie.
-Nic. Tylko są wegańskie.- Wzruszam ramionami.
-Jesteś weganką?- Dziwi się, a ja potwierdzam.- Nie sądziłem, że mamy, aż tyle wspólnego.- Patrzę na niego z niedowierzaniem, a on przybliża swoją twarz do mojej.
-Ej, mieliście robić kawę i naleśniki, a nie się miziać.- Mówi Emily, wchodząc do kuchni.
-Won. Jesteśmy w ważnym momencie.- Odpędzam ją dłonią.
-No dobra, sama sobie kawę zrobię.- Jared cmoka mnie w usta.
-Ja też jestem głodny, Aniołku.- Robię oburzoną minę, a ten bezgłośnie mówi.- „Dokończymy później”- Zaczynam się śmiać.
-Ty się coraz dziwniejsza robisz.- Jęczy blondynka.
-Tak właściwie, to nie przypominam sobie, żebym cię tu zapraszała.- Mruczę, biorąc się za robienie naleśników.