Stoję przy środkowym wyjściu,
mając przy okazji doskonały widok na wnętrze busa. Na prawo stoją szafki
kuchenne, na lewo są sypialnie, a naprzeciwko wielka sofa, na której siedzi
zniecierpliwiony Shannoon.
-Jared!- Krzyczę, strzelając
palcami.- Zaraz się zacznie!
-Już, już.- Z pokoju,
przeznaczonego do spania wychyla się górna połowa mężczyzny.- Jeszcze tylko
koszulka.- Podchodzi bliżej, zakładając na siebie wspomnianą część garderoby,
na której znajduje się symbol zespołu, który zaraz będzie grał na scenie.
Perkusista wstaje gwałtownie i po prostu wybiega z pojazdu. Podobnie jak ja i
jego brat. Doganiamy go po chwili, gdyż jego kondycja jest po prostu
beznadziejna. Nie żebym ja miała lepszą, ale, no cóż, jednak mam lepszą. Zatrzymujemy
się, widząc tłum pod sceną.
-I co teraz?- Pytam, zagryzając
wargę.- I gdzie Tomo z Emmą?- Rozglądam się dookoła.
-Nie wracali z nami po Muse’ie.-
Odpowiada starszy Leto, marszcząc brwi.- W sumie, gdyby nie Jay, też mogliśmy
zostać.- Mruczy, w momencie, gdy koncert się rozpoczyna.- Chyba widzę Emmę.-
Wskazuje na miejsce koło sceny, a w tym samym momencie Chester zaczyna piosenkę
„One Step Closer”.
-I cannot take this anymore
Saying everything I've said before- Śpiewa, a my powolutku przeciskamy się w kierunku przyjaciół. Po kilku minutach, gdy już trwa kolejny utwór docieramy do miejsca, gdzie „nieupoważnionym wstęp wzbroniony”, no ale to przecież członkowie Thirty Seconds To Mars i niezastąpiona asystentka młodszego z braci.
Saying everything I've said before- Śpiewa, a my powolutku przeciskamy się w kierunku przyjaciół. Po kilku minutach, gdy już trwa kolejny utwór docieramy do miejsca, gdzie „nieupoważnionym wstęp wzbroniony”, no ale to przecież członkowie Thirty Seconds To Mars i niezastąpiona asystentka młodszego z braci.
-Gdzie wyście się podziali?- Pyta
Australijka, a właściwie wykrzykuje, próbując zagłuszyć Chestera.
-Jared poszedł zmienić koszulkę.-
Jęczę.
-Czyli na darmo dwie godziny
męczyłam się w dwóch warstwach materiału, żeby potem rozebrać jedną z nich,
wraz ze zmianą zespołu?- Dziewczyna mrozi wzrokiem powód naszego rozdzielenia.
-Dobra, cicho siedźcie.- Tomislav
macha ręką w naszym kierunku.- Przyszliśmy tutaj, żeby zabawić się na
koncercie, a nie obwiniać.
Nagle tłum wraz z Shinodą na
czele zaczynają klaskać, co zwiastuje piosenkę „Given Up”.
-One, two, three, four.- Liczy
multiinstrumentalista, a po chwili wokalista zaczyna utwór, gdy jest przy
refrenie, odzywa się Ludbrook.
-No, taki to nawet by mógł na
mnie krzyczeć.- Mruczy z rozmarzeniem, a ja klepię ją po plecach.
-Marzenia.- Komentuję, a Jared
jak na komendę odwraca się w naszym kierunku.
-Chcesz, żebym zaczął na ciebie
krzyczeć?- Pyta ze skruszoną miną.
-Nie.- Śmieję się, całując go w
usta.- Wystarczy, że śpiewasz biorąc prysznic. Twoja ostatnia przeróbka „Ruby” Kaisera Chiefa była świetna.- Oddalam się nieco
od niego, a ten tylko mruży oczy, cały czas patrząc na mnie, podczas, gdy jego
przyjaciele zwijają się ze śmiechu.- A tak a propos, to występują jutro o
17:40. Akurat zdążycie odświeżyć się po waszym występie.- Drapię się w nos.- A
tak w ogóle, to kto zamierza iść ze mną na The White Stripes?- Uśmiecham się do
zgromadzonych.
-Nie dość ci?- Blondynka robi minę, jakby co najmniej umierała.- Byliśmy
już na Led Zeppelin, Muse, teraz Linkin Park, a ty jeszcze masz energię na
więcej?
-Obiecałam Jackowi, że przyjdę.
-Ja bardzo chętnie pójdę.- Zgłasza się Jay.
-Ja też.- Wtrąca Chorwat.
-I ja.- Shan opiera łokcia na ramieniu Tomislava, co wygląda komicznie,
gdyż, co tu dużo mówić, perkusista jest niższy.
-No, niech wam będzie.- Jęczy.- Ale nie liczcie na to, że pójdę jutro na
wasz koncert.- Wskazuje palcem na mężczyzn.- Będę to wszystko odsypiać.
-Ale my gramy dopiero po 16.- Młodszy Leto rozkłada ramiona.
-Jared, wchodzicie na scenę o 15:25. Zapamiętaj: 15:25. Rozumiesz?
-No, niech ci będzie. 15:45.- Brunet wywraca oczami, a Australijka jest
na skraju załamania.
-Spokojnie, Em. Ja im przypomnę.- Uśmiecham się do niej pokrzepiająco.
-A ty nie będziesz na jakimś koncercie?- Unosi jedną brew w górę.
-Nie, jutro nudy. No oprócz naszych drogich Marsów i Kaisera Chiefa.-
Mówię ze smutkiem.
-Och, co za szkoda.
-A żebyś wiedziała. A takie pytanie, jakim sposobem możemy tu normalnie
rozmawiać, skoro trwa koncert i nie powinniśmy słyszeć nawet własnych myśli?
-Tu jest tak jakby wyciszone.- Odpowiada Shannon. Nagle obok nas pojawia
się Mike.
-Co wy tu robicie?- Pyta, zatrzymując się przed nami.
-Yyy… Stoimy?- Uśmiecham się do niego, a on to odwzajemnia.- A ty nie
powinieneś być na scenie?- Cmokam ustami, wpatrując się w niego.
-Przyszedłem tylko po gitarę.- Odpowiada, łapiąc instrument.- Ja lecę,
pogadamy jutro.-Macha nam i znika na scenie.
* * *
Po raz kolejny czekam przy wyjściu z busa. Przeżywam deja vu, jednak
teraz obok starszego Leto, siedzi jeszcze Tomo i Emma.
-Jared!- Krzyczę.- Mógłbyś łaskawie kończyć?
-Moment. Spodnie.- Po pojeździe rozbrzmiewa odpowiedź.
-Ile ty się przebierasz? Nam to zajęło dwie minuty.- Jęczy
zniecierpliwiona Emma, poprawiając białą koszulkę.
-Cierpliwości.-Słyszymy.
-Po co te stroje? I dlaczego akurat te kolory?- Shannon wskazuje na
białe spodnie i czarną koszulkę, które ma na sobie.
-Chcę, żeby Jack mnie zauważył. A kolory? Nie słyszałeś? The White
Stripes ubierają się tylko w trzy kolory: Biały- Wskazuje na jego spodnie i
koszulkę Australijki.- Czerwony- Tym razem moja góra i dół Chorwata.- I czarny.-
Teraz na odwrót dół mój, góra Milicevica.- Według Jacka trzy to liczba święta.
Gadał mi o tym przez trzy godziny na ostatniej sesji.- Jęczę, w momencie, gdy z
sypialni wychodzi Jay, ubrany w czarne dżinsy i koszulkę w biało-czerwone
paski.
-Jak białe paski, to białe paski. (The The Stripes z ang. Białe Paski)-
Podchodzi do mnie.- No, zbierać się. I tak jesteśmy już spóźnieni.- Patrzymy na
niego jak na idiotę, po czym zrywamy się i biegiem docieramy pod scenę, pełną
ludzi. No, świetnie. Jakoś docieramy w podobne miejsce, w jakim spędziliśmy
koncert Linkin Park. Rozpoznaję piosenkę „Little Cream Soda”.
-Coś czuję, że jesteśmy odrobinę spóźnieni.- Mruczę.
-Ciekawe, dlaczego?- Jęczy Shannon, wpatrując się w swojego brata.
-Nie jęcz.
Moją uwagę zwraca piosenka „I
Just Don't Know What To Do With Myself”, którą wprost uwielbiam. Przyglądam się
dokładnie Johnowi, który ma na sobie czerwone spodnie i czarną koszulkę, tak
jak ja, a gra na czerwono-białej gitarze. Meg jest w zamienionych kolorach.
Jack zaczyna piosenkę, a po dwóch pierwszych słowach to tłum ją wyśpiewuje. Ja
też zaczynam nucić ją pod nosem. White śpiewa zwrotki, pozwalając fanom
powtarzać słowa, które są w tytule. Po moim policzku spływa pojedyncza łza. Od
zawsze ten utwór mnie wzruszał. W pewnym momencie czuję dłonie Jareda na mojej
tali i pocałunek na szyi.
-Dlaczego ty się zawsze na tym
rozklejasz?- Pyta, szepcząc wprost do mojego ucha.
-Nie wiem.- Pociągam nosem, a w
tym samym czasie zaczyna się następna piosenka i Jack podchodzi do keyboardu i
podnosi wzrok na nas. Uśmiecha się w naszym kierunku i zaczyna grać.