POSTACIE Strona głóna

środa, 25 listopada 2015

20. TERRY

24 sierpień 2006

Kręcę się po mieszkaniu od kilku minut. A raczej kilkunastu. W końcu łapię w dłoń komórkę. Wykręcam numer Terenca. Odbiera po chwili.
-Czego?- Mruczy.
-Ja…- Zaczynam, ale nie wiem co powiedzieć.- Nudzę się.
-A, to ty. Myślałem, że znów ktoś chciał się umówić na sesję. Błagam, wracaj szybko do zdrowia. Nie daję sobie rady.
-Możesz mi podrzucić jakieś zdjęcia do obróbki, albo coś w tym stylu. Zanudzę się tu na śmierć.- Jęczę, padając na sofę.- A jest dopiero jedenasta.- Dodaję, włączając telewizor.
-Będę u ciebie za godzinę. Kupić ci coś?
-Sok kaktusowy i zgrzewkę wody. Tylko się pośpiesz, zanim padnę trupem.- Mężczyzna ze śmiechem rozłącza się. Dobra, tylko co ja mam robić przez tą godzinę, co?
Przelatuję pilotem po kanałach, po czym zatrzymuję na stacji muzycznej, wstaję i kontynuuję mój spacer po mieszkaniu. Głupia ja. Dlaczego nie wypiłam tej herbaty? Byłabym teraz w Zakazanym Mieście razem z Jay’em i resztą zespołu, a nie siedziała w Nowym Yorku z gorączką. Teoretycznie mogłabym do nich zadzwonić, ale tam jest już noc. Dokładnie dwanaście godzin różnicy, a jak to przystało na Jareda, pewnie jeszcze kręcą, więc odpada. Zostało mi jedynie czekać na ojca.
Wchodzę do kuchni w akompaniamencie „Fairytale Gone Bad” Sunrise Avenue i z blatu zgarniam czerwone jabłko. Biorę gryza, siadając przy stole. Jednak minutę później jestem powrotem w salonie, stojąc przed regałem z książkami. Dlaczego wszystko już stąd przeczytałam? Odwracam wzrok na telewizor, gdzie zaczyna się właśnie „The Kill”. Podchodzę bliżej i kładę łokcie na oparciu. Ile bym dała, żeby wtulić się teraz w Jay’a. I nagle dostaję olśnienia. Już wiem co mam zrobić. Dojadam jabłko, podczas gdy teledysk się kończy. Wyrzucam ogryzek, myśląc co takiego mogę użyć do mojego planu.
Z szafy wyciągam jedną z wielu czarnych koszulek Leto. Jeśli to co chcę zrobić nie wyjdzie, po prostu ją wyrzucę, a on nawet tego nie zauważy. Z górnej półki wyjmuję pudełko z farbami i pędzlami. Wybieram niebieski kolor i cienki pędzel, którym będzie dobrze malować litery. Rozkładam koszulkę na wysuwanej części biurka, którą wyjęłam. Przenoszę to wszystko do salonu. Zwykłym mydłem szkicuję litery tworzące napis „Who the f#%k is Bartholomew Cubbins?”.  Gdy biorę się za wypełnianie farbą literę „W”, drzwi mieszkania się otwierają, a do środka wchodzi Terence z zakupami.
-Jestem.- Woła, kładąc zgrzewkę wody przy zamkniętych już drzwiach.- Skoczyłem jeszcze do wypożyczalni po kilka filmów.- Wskazuje na jedną z reklamówek.- „Piraci z Karaibów”, „Madagaskar”, „Sposób na teściową”- Unoszę brew w górę.- No wiesz, może kiedyś ci się przyda.- Puszcza mi oczko.- No i dwa pierwsze sezony „Dr. House”.- Podchodzi bliżej i kładzie na szklanym stoliku sok i filmy.- Idę zrobić popcorn, a ty zajmij się włączaniem.- Znika w kuchni, a ja siadam na sofie i zaczynam przeglądać opakowania.
-Ale co pierwsze włączyć?- Pytam.
-Wybór należy do ciebie.- Odpowiada. Decyduję się na komedie romantyczną z Jennifer Lopez i Jane Fonda w rolach głównych. Po niecałych pięciu minutach do salonu wraca Terry i zajmuje miejsce na fotelu, a ja kontynuuje malowanie koszulki.
                                *                      *                      *
Zielonooki nagle wstaje z sofy. Za oknem jest już ciemno, a my kończymy oglądać jedenasty odcinek dr. Housa. Włączyliśmy to zaraz po skończeniu „Sposób na teściową”.
-Ja będę się zbierał.- Mówi, ziewając.- Już grubo po północy.- Łapie w dłoń miskę po popcornie.
-Ja to zrobię, Terry.- Zabieram naczynie z jego rąk.- Dziękuję za ten dzień. Było świetnie.- Uśmiecham się.
-Cieszę się, ale ja uciekam. Idź spać. Sen to najlepsze lekarstwo.- Drapie się po głowie.- Twoja matka zawsze tak mówiła.- Na jego twarzy pojawia się ledwo widoczny ból.
-Kochałeś ją?- Pytam w pewnym momencie.
-Bardzo, ale nigdy jej tego nie powiedziałem, czego naprawdę żałuję.- Uśmiecha się, jakby próbował ją sobie przypomnieć.
-A Nikki?
-Chcesz znać prawdę?- Kiwam głową w górę i w dół.- Nie. Elizabeth mówiła mi, że kiedyś obwiniałaś się o mój rozwód. To nie twoja wina, choć Nikki naprawdę szczerze cię nienawidziła. Od pierwszego spotkania. Może dlatego, że gdyby kazali mi wybrać, zawsze wybrałbym ciebie.- Rozkłada ramiona, wskazując na mnie.- I powiedziałem jej to. Ale ty nie byłaś lepsza. Nieźle ją wkurzałaś, jak do mnie przyjeżdżałaś na wakacje.
-Nie wiem o co ci chodzi.- Robię minę niewiniątka, a on kręci głową z politowaniem.
-Najlepsze było jak nalałaś jej do szamponu fioletowej farby i uciekłaś do Elizy.- Mówi, chichocząc.- Tylko ja zostałem w centrum gniewu Nikki. Ale to zostało ci wybaczone, tak jak inne rzeczy, które jej zrobiłaś.- Macha lekceważąco dłonią.- Idę, bo w końcu nigdy stąd nie pójdę.
-A może zostaniesz na noc? Kanapa jest wolna.- Proponuję.
-Nie, dziękuję.- Podchodzi do drzwi.- Dobranoc.
-Dobranoc.- Mężczyzna chwyta klamkę, ale mi przypomina się pewna rzecz.- Nie dałeś mi tych zdjęć do obróbki. W końcu po to tu przyszedłeś.- Ojciec kieruje swój wzrok na mnie.
-Jeśli do jutra nie zrezygnujesz, wyśle ci je po południu.- Uśmiecha się po raz ostatni i wychodzi. Zamykam drzwi i sprzątam po naszym oglądaniu. Zaraz po wieczornym prysznicu, pakuje się do łóżka. Rzucam ostatnie spojrzenie na koszulkę, którą dzisiaj zrobiłam i gaszę światło. Przez moment przechodzi mi przez dlaczego miałabym niby zrezygnować, przecież jutro czeka mnie kolejny dzień nudów…
                                *                      *                      *
Budzi mnie trzask drzwi wejściowych, po którym następuję to jakże rozpoznawalne „fuck” w wykonaniu Jareda? Ale on miał wrócić dopiero w połowie przyszłego tygodnia. Podnoszę się do pozycji siedzącej i wpatruję w drzwi. Po kolejnej wiązance przekleństw, drzwi się uchylają, a do pomieszczenia ktoś wchodzi, oświetlając drogę komórką. Kieruje ją na łóżko, a kiedy blask trafia na mnie, mrużę oczy.
-Cholera, obudziłem cię.- Oznajmia, a ja momentalnie wybiegam z pościeli i ląduję w jego ramionach.
-Tęskniłam za tobą.- Mruczę w jego koszulkę.
-Ja za tobą też, Aniele.- Całuje mnie w czubek głowy.- Wyzdrowiałaś?
-Mniej więcej, ale Terry zakazał mi jutro przychodzić do pracy.- Odrywam się od niego. Komórka zdążyła już przygasnąć, tak że w sypialni panuję ciemność.
-To dobrze się składa, bo ja jutro nie mam żadnych planów.- Znam go na tyle, żeby wiedzieć, że ja jego ustach pojawił się uśmiecha.- A teraz do spania. Jest środek nocy.- Mruczy pchając mnie w stronę łóżka.- Malowałaś coś? W salonie śmierdzi farbą.
-Zobaczysz jutro.- Wskakuję na swoją połowę, a on po chwili kładzie się obok. Wtulam się w niego i zasypiam.

czwartek, 19 listopada 2015

19. KALENDARZ

17 sierpień 2006
Spacerujemy po parku przy Art Partner. Czarnowłosa wygląda przepięknie, choć jest ubrana w dżinsowe szorty i koszulkę z glifami, którą ostatnio zrobiła. Na jednej z ławek zauważam chłopaka i dziewczynę, wtulonych w siebie. Wyglądają uroczo. Po raz kolejny spoglądam na Olivię, która właśnie upija ostatni łyk kawy. Uśmiecham się lekko. Miałem naprawdę dużo szczęścia, że udało mi się ją znaleźć. Terrence pozwolił jej wyjść na lunch, mimo że mają ogrom pracy. Pracują nad kalendarzem na następny rok, choć dopiero mamy sierpień.
-Dlaczego tak na mnie patrzysz?- Pyta, wyrzucając kubek po napoju do kosza.
-Bo jesteś piękna.- Odpowiadam, po czym łapię ją za rękę. Rumieni się, ale ściska moją dłoń mocniej.- Będę musiał wyjechać na jakieś dwa tygodnie.- Wyznaję.
-Gdzie?- Patrzy na mnie z zaciekawieniem.
-Do Chin. Chcemy nagrać nowy teledysk. W Zakazanym Mieście.
-No to szalejecie.- Uśmiecha się do mnie.- Kiedy wyjeżdżacie?
-Tu się pojawia problem, bo Emma załatwiła to na za półtora tygodnia. Ale jest jeszcze jedna sprawa.- Zatrzymuję ją. Odwracam w moim kierunku i łapię za obie dłonie.- Pojechałabyś tam ze mną? Nie chcę cię zostawiać samej.- Zagryzam dolną wargę, czekając na odpowiedź.
-Bardzo chętnie, ale nie wiem co na to Terry.- Uśmiecha się lekko.- Teraz na pewno się nie zgodzi, jest naprawdę wkurzony, bo jeden z modeli przyszedł na kacu. Spytam się go jutro wieczorem, dobrze?
-Myślę, że się zgodzi. W końcu mnie uwielbia.- Kontynuujemy spacer, a ona wybucha śmiechem.
-Szczególnie za to, że nazywasz go Demonem.- Poprawia koszulkę, tak żeby każdy z glifów był widoczny.
-Bo nim jest.- Jęczę.- Lot będziemy mieć z LA, więc musimy tam być w sobotę.
-Los Angeles?- Widzę lekki lęk w jej oczach.
-Tak. Coś się stało?- . Ściskam mocniej jej dłoń, uświadamiając sobie, że nie była tam od wypadku.
-Nie nic. Tylko nie byłam tam dawno.- Mruczy.
-Przy okazji poznasz moją mamę.-Planuję. Bardzo bym chciał, żeby się wreszcie spotkały.- I kilku moich znajomych.- Dziewczyna podnosi moją rękę wyżej i spogląda na zegarek na moim nadgarstku.
-Chyba musimy już powoli wracać.- Jęczy z niechęcią, w momencie, gdy docieramy do Broome Street- Zdaje się, że dzisiaj nie wrócę zbyt wcześnie do domu.- Zawracamy i powoli idziemy w kierunku budynku, w którym mieści się Art Partner.-Jeszcze tylko piątek i weekend.- Opiera się o moje ramię.
-Co powiesz na wypad za miasto?- Proponuję.
-O nie. Zostajemy w Nowym Yorku. Muszę odespać ten tydzień.- Uśmiecha się, ale widać na jej twarzy zmęczenie. Biedna.
-W takim razie wypożyczę kilka filmów.
-Ten pomysł mi się podoba. I kup popcorn, dużo popcornu.- Prycham.
-A jak by inaczej.- Powoli dochodzimy do szklanych drzwi.- A wiesz, że nawet odprowadzę cię na górę?- Mówię, przepuszczając ją w przejściu.
-A dziękuję. Patrz, Emily wyszła.- Wskazuje na biurko, na którym leży kartka z napisem: „Jestem na lunchu. PS. Jeśli jesteś młody i przystojny zadzwoń”.
-Ta dziewczyna jest niesamowita.- Komentuję, gdy widna się zamyka. Po chwili jesteśmy miejscu. Na korytarzu Terrence rozmawia z kimś przez telefon. Jednak, gdy tylko nas zauważa, przerywa i zwraca się do dziewczyny.
-Anthony rzyga w toalecie.- Oznajmia.- Nie mamy modela, więc chyba jesteś wolna. Musimy to przełożyć.- Jego wzrok wędruje na mnie.- Chociaż…- Mruczy, rozłączając się.- Jared, masz jakieś plany na teraz?
-Nie.- Odpowiadam.
-No to wyśmienicie.- Klaszcze w dłonie.
-A czy ja przypadkiem nie jestem tu mile widziany?- Ryzykuję tym pytaniem, ale co tam.
-Skoro już tu jesteś, to zostaniesz.- Mówi głosem nie znoszącym sprzeciwu, wchodząc do pomieszczenia, w którym odbywają się zdjęcia.- Koniec przerwy!- Krzyczy.
-Czyli chyba nie będzie tak źle.- Mruczy czarnowłosa, a ja cmokam ją w usta.- Zdaje się, że jesteś seksownym styczniem.- Pstryka mnie w nos.- A teraz leć do gabinetu Terry’ego i ubieraj kożuch. Modelki zajęły prawdziwą garderobę.- Oblizuję dolną wargę.- No już.- Jęczy, popychając mnie w tamtą stronę.
-A całus na drogę?
-Dostaniesz, jak zdjęcia wyjdą dobrze. Teraz nie masz na co liczyć.- Odchodzi w ślad za ojcem. Z niezadowoleniem idę do „garderoby” i zgarniam to co mi kazała. Idę za nią, jednak przystaję w drzwiach. Obok mojej dziewczyny zatrzymuje się jakaś blondynka.
-Fanka?- Pyta, wskazując na koszulkę. Uśmiecham się pod nosem.
-Tak. Wprost szaleję za Jaredem.- Zasłaniam usta, żeby nie wybuchnąć śmiechem.- Chyba się na niego rzucę jak go tylko zobaczę. I powiem ci w sekrecie, że tylko po to się tu zatrudniłam, bo, wiesz, oni się przyjaźnią.- Blondi robi dziwną minę i bez słowa odchodzi. Kręcę głową z politowaniem. Czego ona jeszcze nie wymyśli? Czarnowłosa wraca do ustawiania aparatu, a ja wchodzę na białe tło.
-Może być?- Pytam, zakładając kożuch. Dziewczyna cmoka.
-Niech będzie. A teraz się ustaw. I patrz na mnie.- Dyktuje, a ja robię co każe.-Kąt 45 stopni do ściany.- Zmieniam pozycję.- Dobrze.- Klika guziczek, po czym spogląda na laptopa ustawionego obok.- Co to za wzrok? Patrz na mnie, tak jakbyś chciał ze mną zrobić…- urywa.- Sam wiesz co.- Uśmiecha się chytrze, a ta blondynka szczerzy oczy. Po raz kolejny błyska lampa. Tym razem na twarzy, patrzącej na ekran, czarnowłosej dostrzegam zadowolenie.
-Teraz dostanę całusa?- Pytam.
-Nie.- Odpowiada i po raz kolejny robi zdjęcie.
-A teraz?- Dziewczyna spogląda na mnie znad aparatu.
-Nie.- Powtarza i znów naciska guzik lustrzanki.
-Teraz?- Dopytuję.
-Nie.- Mrozi mnie wzrokiem, a Terry fotografujący modelki odwraca się zirytowany w naszym kierunku.
-Olivia, pocałuj go wreszcie, albo oboje wylądujecie na chodniku.- Uśmiecham się i podchodzę do czarnowłosej. Nachylam się nad nią i zatapiam w jej usta z zachłannością.
-Jay, wystarczy.- Odsuwa się ode mnie, jednak przegryza wargę, jakby chciała więcej.
-Ale kazałaś mi sobie wyobrazić sama wiesz co. I powiedziałaś tej blondi, że się na mnie rzucisz…- Mruczę.
-Wracaj tam.- Mówi ze stanowczością, wskazując na tło.
-No niech ci będzie.- Jęczę niezadowolony i doczłapuję do wskazanego miejsca. Teraz czas się zabawić. W ostatniej sekundzie przed uwiecznieniu mnie na zdjęciu, rozchylam kożuszek i robię jakąś dziką minę, wskazując na moją koszulkę z Mithrą. Taki szalony jestem. Szczerzę ząbki, ale czarnowłosa krzyżuje ramiona i wpatruje się we mnie, z podniesioną lewą brwią w górę.
-Jared, uspokoisz się?- Pyta.
-Nie.- Mój uśmiech się poszerza. Uwielbiam jak się wścieka. Wygląda wtedy przekomicznie.
-Terry, zamienisz się?- Jej ojciec spogląda na jedną z modelek, ubranych w bikini, po czym kieruje swój wzrok na mnie.
-To twój facet. Sama sobie z nim radź.- Wraca do swojej pracy, a ja wysyłam całusa do dziewczyny.
-Proszę, jeszcze jedno zdjęcie, tylko takie normalne.- Składa dłonie jak do modlitwy.
-Myślę, że to da się wykonać.- Mruczę z niechęcią.- Ale muszę mieć coś w zamian.- Przechylam głowę na prawo.
-Inaczej śpisz na kanapie.- Grozi. Robię oburzoną minę.
-Nie zrobisz tego.
-A właśnie, że zrobię.- Cmokam z rezygnacją i ustawiam się już normalnie.- Dziękuję.- Tym razem na twarzy Olivi pojawia się uśmiech.- Za to zdjęcie należy ci się całus.- Podskakuję ze szczęścia i biegnę w jej kierunku, po czym nastawiam usta. Całuje mnie, a potem z jękiem odsuwa się.- Koniec. Ty jesteś wolny, a ja nie.
-Mogę ci życzyć tylko miłej pracy. I wiesz, spodobał mi się ten kożuszek.
-Zostaw go w garderobie, dobrze?
-No, dobrze. A dlaczego ty fotografujesz facetów?- Naprawdę zżera mnie ciekawość i zazdrość.
-Bo Terry zaklepał sobie modelki. To nie moja wina.
* * *
Drzwi windy się otwierają. Wchodzę na granatową wykładzinę i kieruję się prosto do pomieszczenia, przeznaczonego do sesji. Przystaję w drzwiach zauważając czarnowłosą strzelającą palcami u rąk. Nie za bardzo lubię ten dźwięk, ale sam też często tak robię. Na pomarańczowym tle stoi jakiś blondyn, ubrany w jesienny płaszcz. Dziewczyna naciska guzik w aparacie, po czym spogląda na laptopa, który tym razem jest już podłączony do prądu.
-To by było chyba na tyle.- Mówi, nie patrząc na modela.
-Może poszłabyś ze mną na kawę?- Pyta młodziak, a ja marszczę brwi. Nie podoba mi się to.
-Na noc nie piję kawy, a po za tym mam kogoś.- Spogląda na mężczyznę, po czym wraca wzrokiem do laptopa.- No już wypad.- Jęczy.- Ty może jesteś już wolny, ale ja muszę jeszcze udoskonalić twoją buźkę, bo w takim stanie ten kalendarz na pewno się nie sprzeda.- Prycham, wchodząc w głąb pomieszczenia.
-A ja? Przecież jest wyśmienita.- Mruczę, kładąc dłonie na jej talii.
-Co tu robisz?- Dziewczyna odwraca się w moją stronę, a na jej twarzy pojawia się uśmiech.
-Przyszedłem po ciebie.- Mruczę, wbijając się w jej usta. Dziewczyna odpycha mnie lekko, a ja mrożę wzrokiem tego blondyna, który nam się przypatruje.- Co ty tu jeszcze robisz, chłopczyku?- zwracam się do niego, a on bez słowa wychodzi.
-W sumie twoje zdjęcia też muszę poprawić.- Wyznaję, a ja robię oburzoną minę.- Ale tylko dlatego, że ten kożuch miał plamę.- Dodaje ze śmiechem.
-No ja myślę.- Kładę głowę na jej szyi.- Zmęczona?- Całuję ją w miejsce, gdzie powinna być aorta.
-Nawet nie zdajesz sobie sprawy jak bardzo.- Jęczy, a ja przejeżdżam nosem po jej skórze. Po jej ciele przechodzi dreszcz. Powtarzam czynność, a dreszcz się powtarza. Czemu ja tego wcześniej nie odkryłem? Znów smyram jej szyję, a jej ciało reaguje tak samo.- Co ty robisz?- Pyta odsuwając się ode mnie.
-Ja tylko… zresztą, nieważne.- Macham ręką lekceważąco, jednocześnie obiecując sobie, że jeszcze kiedyś to sprawdzę. Dziewczyna wraca w moje objęcia, a ja tym razem już tylko całuję ją w odsłoniętą skórę.
-Ej, co to ma być?- Odzywa się Terry, wchodząc do pomieszczenia.- Co ty tu robisz, Leto?- Pyta niezadowolony.
-Przyszedłem po twoją asystentkę.- Odsuwam się od czarnowłosej, a na moją twarz wkrada się uśmiech.- A tak w ogóle, to twoje oczy już nie dają sobie rady, co staruszku?- Puszczam mu oczko.
-A co tam słychać u Emmy?- Odpowiada z chytrym uśmieszkiem.
-Całkiem nieźle, oprócz tego, że odwala całą pracę za mnie.- Wystawiam mu język, a ten poprawia swoją koszulę w czerwoną kratę.- Mogę zabrać Olivię do domu?
-A bierz ją. Powoli mnie wkurza.- Dziewczyna robi oburzoną minę.
-No dzięki, tato.- Podkreśla ostatnie słowo.- Chodź, Jay.- Łapię mnie za rękę, a ja ją przytulam.
-Nie martw się Aniołku, ja cię nie opuszczę.- Mruczę, a Terrence przedrzeźnia nas wychodząc z pomieszczenia.- Dobra, teraz zbieraj się i idziemy.- Puszczam ją, a ona zamyka laptopa, odłącza ładowarkę i zabiera to wszystko razem z aparatem.
-Mógłbyś złożyć tło?- Cmokam ją w usta i ściągam materiał, po czym go składam i odkładam na półkę. Idę za dziewczyną do gabinetu jej ojca. Właśnie wkłada to wszystko do czarnej torebki, naprawdę dużej torebki.
-Już.- Mówię.- Gotowa?
-Gotowa.- Wysyła mi uśmiech i idzie w moim kierunku.
-Zaczekajcie na mnie.- Jęczy Terry.- Skoro już jedziecie na dół, to zabiorę się z wami.- Mruczy. Wychodzimy na korytarz, a on wszystko zamyka.
* * *
Czekam, aż woda się zagotuje. Po chwili zalewam torebkę z jeżynową herbatą. Niosę dwa kubki z herbatą do salonu, gdzie na sofie siedzi Olivia, przykryta kocem, z laptopem na kolanach. Kładę naczynia na szklanym stoliku i siadam obok dziewczyny.
-Wypij ją.- Mówię.
-Człowieku, jest sierpień, a to jest gorące. Nie ma szans.- Kręci głową, sprzeciwiając się. Wzdycham. Dlaczego ona jest taka uparta?
-Proszę…
-Nie.- Wraca do poprawiania twarzyczki tego blondasa.
-Chcesz cały weekend siedzieć pod kołdrą i zdychać?
-Nie rozchoruję się w sierpniu.- Oznajmia dobitnie.
-Bo nie pojedziesz ze mną do Chin.- Czas zastosować groźby.
-Na razie nie wiadomo czy w ogóle Terry mi pozwoli.- Wywracam oczami, tak jak ona ma to w zwyczaju robić.
-Proszę cię, zrób choć raz coś po mojemu. Załapaliśmy się na ulewę, a ja nie czekam, aż grypa mnie dopadnie, tylko próbuję ją przegonić gorącą herbatą.- Łapię w dłonie mój kubek i upijam łyk napoju.
-Nie.

czwartek, 12 listopada 2015

18. ROMANS?

Spacerkiem idę do Art Partner. Mijam jakieś budynki, przyglądając się im z uwagą. Zatrzymuję się, ziewając przy kiosku, gdy moją uwagę przyciąga gazeta ze zdjęciem Jay i mnie. Po chwili trzymam kupione czasopismo w ręce i otwieram je na artykule. Pierwsze co rzuca się w oczy to wielki tytuł: „Olivia Richardson znalazła kolejnego kochanka!”. Wzdycham cicho i wchodzę do budynku.
-Widziałaś?- Wita mnie Emily.- Aaa, czytasz.- Odpowiada sobie.- Nie wiedziałam, że ty i Jack…- Unoszę dłoń w górę, przerywając jej wypowiedź.
-Przyjaciel, Anderson, tylko przyjaciel.- Poprawiam.- Terry już jest?- Blondynka kiwa ochoczo głową, a ja wchodzę do windy, czytając dalej: „Olivia Richardson (28 l.), byłą kochanka Terrego Richardsona i Jacka White’a, znalazła sobie nową ofiarę, tym razem jest to aktor i wokalista Jared Leto (34 l.). Jak długo potrwa ten romans?”. Zamykam z wściekłością gazetę i wychodzę z metalowej puszki. Kieruję się do gabinetu ojca, a tam rzucam czasopismo na stolik, które ląduje zdjęciem do góry.
-Ooo… Byliście ostatnio na spacerze?- Mężczyzna otwiera gazetę.- Miałaś już z kimś romans?- Zwraca się do mnie i wraca do czytania.-Ze mną?! No chyba im się coś pomieszało.- Siadam na sofię.- Czekaj, czekaj. Miałaś romans z Jackiem?
-Nie? Po prostu kiedyś poszliśmy razem na kawę, a oni wymyślili sobie resztę.- Wymachuję rękami w powietrzu, próbując ukazać wyobraźnie tych godnych pożałowania dziennikarzy.
-A to co jest między tobą, a Leto? Kochasz go?- Ukrywam twarz w dłoniach i przez chwilę się zastanawiam nad tym wszystkim. Nad całym moim związkiem z Jaredem.
-To chyba za krótko, żeby to stwierdzić.- Odzywam się, spoglądając zielone oczy mojego ojca. Takie same jak moje.- Ale mimo wszystko, myślę że, tak, kocham go.- Mówię.- Dzięki niemu, zrozumiałam, że mama nie wróci, a ja muszę żyć dalej.- Z moich oczy wypływają łzy.
-Olivia, nie płacz.- Czuję jego ramiona, jak mnie przytula.- Ja też za nią tęsknię. Naprawdę ją kochałem.- Biorę głęboki wdech, próbując się uspokoić. Odsuwam się od ojca.- Już?- Pyta, a ja kiwam głową w górę i dół, po czym przecieram oczy.- To dobrze, bo zaraz przyjdzie Drew. Zrobisz z nią sesję, a ja pójdę coś załatwić. Wrócę za godzinę.- Wstaje, zabiera aparat i znika, a ja zostaje sama.


JARED




Zapisuję kolejne słowa w notesie, gdy drzwi do mieszkania się otwierają.
-Zapomniałaś czegoś?- Pytam, nie odwracając się.
-Ty lepiej patrz, kto wchodzi, bo w końcu ktoś was okradnie, a wy nawet nie zauważycie.- Odzywa się męski głos, a ja odwracam głowę. Za mną stoi Terence.
-Co tu robisz? Nie jesteś w pracy?- Odkładam notes i długopis na stolik.
-Mam pomysł.- Mężczyzna ignoruje moje pytanie.- W dodatku genialny.- Dodaje i rzuca mi gazetę. Łapię ją w locie i spoglądam na okładkę, na której jest moje zdjęcie z Olivią.
-Kiedyś musieli się o nas dowiedzieć.- Wzdycham, otwierając na stronie z artykułem. Zaczynam czytać i dowiaduje się, że moja dziewczyna miała „romans” z Terrym i Jackiem, no i że to ja jestem jej kolejną ofiarą.- A ten twój pomysł to jaki?- Wracam spojrzeniem do zielonookiego.
-Robię wystawę. Świat musi się dowiedzieć, kim ona dla mnie jest. Już dawno powinienem to zrobić.- Wstaję z sofy i idę w kierunku kuchni, po drodze zgarniając kubek ze stolika.
-A ja ci do czego jestem potrzebny? Kawa? Herbata?- Nastawiam wodę.
-Kawa. Potrzebuje zdjęć Olivii.- Odwracam się w jego kierunku i przyglądam ze zdziwieniem, jak siada na krześle.
-To raczej ty powinieneś je mieć, wielki panie fotografie.- Rzucam, po czym z szafki, wiszącej nad blatem, wyjmuję puszkę z ulubionym napojem mojego brata i dziewczyny. Nasypuje zmielone ziarna do jednego kubka, a do mojego wkładam torebkę herbaty.
-Nie robie jej zdjęć na każdym kroku, mój drogi. Nie wiem, czy wiesz, ale mam dostęp do jej aparatu. Ty chyba nie przepuścisz okazji na zdjęcie.
-To po co do mnie przychodzisz, skoro masz do nich dostęp?- Pytam.
-Bo masz jeszcze je na telefonie, prawda?
-Prawda.- Potwierdzam, zalewając nasze napoje.- Mam ci je dać teraz?- Mężczyzna przeczy ruchem głowy.- To w takim razie…- Urywam.
-Chwiałem ci to powiedzieć.- Oznajmia, a ja kładę przed nim kawę.
-Było tak od razu. I zostawiłeś Olivię samą w pracy?- Unoszę brew w górę, zajmując miejsce naprzeciwko Terence.
-Nie jest sama. Robi sesje. Wylatuję w sobotę do LA. Spotkam się z rodzicami Elizabeth i załatwię jakieś zdjęcia. Ach, Alice nigdy mnie nie lubiła. Wredne babsko.- Domyślam się, że mówi o babci mojej dziewczyny.- Próbowała mi nawet utrudnić kontakt z córką., tak więc trochę ci współczuję.
-A co jeśli akurat jej się spodobam?
-Wątpię.- Nagle po mieszkaniu rozchodzi się dzwonek do drzwi. Idę otworzyć. Za progiem stoi Sarah z Annabeth na rękach.
-Cześć. Jest Olivia?
-Poszła do pracy, a o co chodzi?- Uśmiecham się do kobiety.
-Opiekunka się rozchorowała i nie mam z kim zostawić Ann. Myślałam, że może Olivia…- Urywa.
-Ja się nią mogę zajmę.- Proponuję.- I tak siedzę cały dzień w domu.
-Na pewno?- Potwierdzam.- Postaram się wrócić w przeciągu godziny. Nie wiem, jak mam ci dziękować.- Podaje mi dziewczynkę i całuje ją w czoło.- Zostaniesz z wujkiem, dobrze?- Mała kręci głową w górę i dół.- Dziękuję.
                                *                      *                      *
Wchodzę do wysprzątanego mieszkania i rozbieram buty. Niosę papierowe torby do kuchni i zabieram się za rozpakowywanie zakupów. Chwytam w rękę paczkę krakersów i przez moment zastanawiam się gdzie je schować. W końcu wkładam je do lodówki, może tam będą bezpieczne. Zamykam drzwiczki, gdy po pomieszczeniu roznosi się głos.
-Jestem!- Odwracam się i pierwsze co widzę, to uśmiechniętą twarz mojej dziewczyny. Podchodzi do mnie, a ja ją obejmuje.- Widzę, że posprzątałeś w domu.- Całuje mnie w policzek, a kąciki moich ust unoszą się w górę.
-Raz na jakiś czas trzeba.- Odpowiadam, wyplątując się z uścisku. Składam papierowe torby po zakupach.- Jak w pracy?
-Terry zwiał. Mówił, że wychodzi na godzinę, a wrócił trzydzieści minut temu. Tak więc sama musiałam robić sesje. Jestem tylko ciekawa co on do diaska robił.- Czarnowłosa wyjmuje z szafki kubki i nastawia wodę.- A ty co robiłeś?
-Pisałem piosenkę, dopóki…- „nie przyszedł Terry.”- Sarah nie zostawiła ze mną Ann.- Mówię.- Potem sprzątałem i zrobiłem zakupy. No i rozmawiałem z Emmą. Nagrywamy teledysk.
-Naprawdę? Kiedy? I gdzie?- Opieram się o blat i przyglądam jak fotograf robi sobie kolacje.
-Jeszcze nic pewnego, ale może będę musiał wyjechać na kilka dni. I na razie nie mogę pisnąć, ani słówka gdzie i kiedy. Tajemnica.- Na jej twarzy pojawia się oburzenie.
-No, wiesz?- Zalewa wrzątkiem herbaty.
-Dowiesz się w następnym tygodniu.
-W następnym tygodniu to ja ze studia nie wyjdę.- Odwraca się w moim kierunku i wywraca oczami.- Będziemy robić sesje do kalendarza. A to trochę pracy.- Podchodzę do niej i kładę dłonie na jej talii.
-Dasz radę. Może Demon ci pomoże.
-Nie może, tylko na pewno, bo inaczej zmieniam pracę.- Wtula się w moją klatkę piersiową, a ja całuję ją w głowę. Przez chwilę stoimy tak w ciszy, przerywanej jedynie naszymi oddechami, aż dziewczyna odzywa się szeptem.- Nasze zdjęcia są w gazecie.
-Wiem. Terry tu był i mi pokazywał.- Mówię.
-Zamiast robić sesje, siedział z moim facetem?- Czarnowłosa odrywa się ode mnie.- Po prostu świetnie…- Przerywam jej pocałunkiem, bo jak tak dalej pójdzie to jeszcze mi się oberwie. Nagle z jej tylnej kieszonki zaczynają wydobywać się pierwsze nuty „Highway to hell”. Puszczam ją i pozwalam odebrać.- Halo?- Łapię w dłoń dwa kubki z postaciami z „Kubusia Puchatka” i zanoszę je do salonu.


OLIVIA



Odbieram telefon, przerywając tym samym ten jakże rozpoznawalny utwór AC/DC.
-Halo?- Przyglądam się jak Jay zanosi nasze herbaty do salonu i zajmuje miejsce na sofie, włączając telewizor.
-Lizi, co u ciebie?- Po pierwszym słowie rozpoznaje mojego rozmówce. Wywracam oczami, siadając na blacie kuchennym.
-A co ma być, White? Po co dzwonisz?
-Widziałaś dzisiejszą prasę? Cały świat bębni o twoim związku. No i przy okazji o mnie.- Prycham, wlepiając swój wzrok w mojego chłopaka.- Nie wiedziałem, że miałaś ze mną romans. Cały czas byłem przekonany, że to tylko przyjaźń.
-Ja też, White, ja też.- Uśmiecham się lekko, widząc w jakim skupieniu Jared ogląda jakiś film.
-O kiedy jesteś z Leto? Nie chwaliłaś mi się.
-Od marca. Nie pytałeś, to nie mówiłam.- Zeskakuje z szafki i wyglądam na ulice. Za oknem robi się już ciemno. Nie wierzę, że ten dzień tak szybko zleciał, podobnie jak połowa tygodnia.
-Pół roku byliście w ukryciu. No nieźle. Mogę ci jedynie pogratulować, bo to nie lada wyczyn.- Odwracam się i spoglądam na moją owsiankę, która czeka, aż ją zjem.
-Jeszcze coś? Jestem zmęczona. Dopiero wróciłam z pracy.
-No niech ci będzie. Zadzwonię za niedługo. Pa, Lizi.- Rozłącza się, nie czekając na moją odpowiedź.
Zaraz po zjedzeniu kolacji i wypiciu herbatki, kładę się do łóżka i wtulam w poduszkę. W momencie, gdy już przysypiam, drzwi do sypialni się otwierają i do pomieszczenia wchodzi Jared. Unoszę głowę, spoglądając na jego sylwetkę. Najciszej jak się da, przemierza odcinek, który nas oddziela i kładzie się obok mnie. Odwracam się i wtulam w jego ciało. Przed zaśnięciem czuję jeszcze jak całuje mnie w głowę i dopiero wtedy odpływam.


czwartek, 5 listopada 2015

17. WYJECHALI, PRZYJECHALI



6 sierpień 2006
Budzę się nagle. Przez moment nie wiem  gdzie jestem, ale po chwili sobie wszystko przypominam. Spoglądam przez okno, przez które do pomieszczenia wpada światło latarni, która oświetla dziedziniec. Kieruję swój wzrok na dziewczynę, śpiącą w moich ramionach. Leży na moim torsie, kurczowo mnie obejmując, jakby bała się mnie puścić. Ile ja bym dał, żeby budzić się tak codziennie. Przekręcam delikatnie głowę i wzrokiem szukam telefonu. W końcu lokalizuję go na szafce nocnej. Łapię go wolną ręką i robię nam kilka zdjęć. Podczas ostatniego czarnowłosa się budzi.
-Co robisz?- Pyta, unosząc lekko głowę.
-Nic. Chyba powinniśmy się powoli zbierać.- Mruczę, a ta przegryza wargę. Okładam komórkę na miejsce, ówcześnie spoglądając na zegar i przyglądam się jej twarzy.
-Do której możemy tu być?- Pyta, przysuwając się bliżej mojej twarzy.
-Wynająłem go na sześć godzin, najmniej ile się dało. Mamy jeszcze godzinę.
-W takim razie, to nie może się zmarnować.- Wbija się w moje usta, a ja przerzucam ją na drugą połowę materacu i zaczynam pocałunkami, wyznaczać mokrą ścieżkę na jej dekolcie.
-Myślę, że masz rację.- Ściągam z niej moją bluzę. Może i wygląda pięknie w moich ciuchach, ale jeszcze lepiej bez nich. Pod spodem ma jeszcze cienką koszulkę, pod którą wkładam ręce. Kładę je na talii, jednocześnie zatrzymując się z pocałunkami kilka centymetrów nad obojczykiem i delikatnie wgryzam się skórę, nie tak żeby bolało, ale na tyle mocno, żeby został ślad.
-Hej, nie rób malinek.- Łapie mnie za podbródek i przyciąga w górę.

OLIVIA



Spoglądam na Jareda, który zapina guzik spodni, po czym unosi wzrok na mnie. Uśmiecham się do niego i kładę głowę na poduszce. Mężczyzna podchodzi do drzwi, a gdy je otwiera, mówię:
-Przynieś mi dżinsowe spodenki, a ja tu poczekam.- Podciągam kołdrę jeszcze wyżej.
-Mam przedłużyć wynajem?- Zagryza wargę, a ja rzucam w niego butem, który jakimś cudem znalazł się na łóżku. Jednak brunet z łatwością go łapie i odkłada na wykładzinę.- To chyba znaczyło nie.- Odburkuje, po czym znika. Gdy tylko drzwi się zamykają, wyskakuję z pod kołdry i ubieram każdą część mojej garderoby, które jeszcze nadaje się do użytku, czyli wszystko oprócz spodni. Te pakuję do plecaka, podobnie jak bluzę i kilka inny rzeczy, porozrzucanych po pomieszczeniu. Podchodzę do łóżka i je ślę, gdy wraca Leto.- Proszę.- Podaje mi spodenki, które od razu ubieram, żeby dłużej go nie kusić.
-Myślę, że możemy wyjeżdżać.- Oznajmiam, podczas gdy on przyciąga mnie do siebie i przytula, przy okazji, obmacując mój tyłek. -Hej, zapominasz się.- Strącam jego dłonie i składam całusa na jego policzku.
-Jesteś okrutna, Aniele.- Mruczy, łapiąc plecak.
-Jeszcze nie zobaczyłeś na co mnie stać.- Uśmiecham się tajemniczo, wychodząc na balkonik. Po schodach schodzę na dziedziniec, który oświetla latarnia. Otwieram samochód, a Jay idzie odnieść klucz, ówcześnie zostawiając na tylnym siedzeniu plecak. Ze schowka wyjmuję moją lustrzankę i fotografuję motel i okolice, razem z samochodem z wypożyczalni.
-Co robisz?- Za mną jakimś magicznym sposobem pojawia się mężczyzna.
-Nic.- Odpowiadam, tak jak on, gdy się obudziłam, choć ewidentnie robił mi zdjęcie.- To na pamiątkę.- Mruczę, naciskając po raz ostatni guziczek, dzięki któremu zapisuje ten moment. Wsiadam do auta, a on szybko go okrąża i zajmuje miejsce za kierownicą. Przykrywam się kocem, bo jest jeszcze dość zimno. Nie trudno się dziwić, w końcu dopiero po czwartej nad ranem.- Daleko jeszcze?- Pytam, gdy odpala.
-Trzy i pół godziny, tak około.- Odpowiada, wyjeżdżając na ulice.- Jak chcesz to możesz się jeszcze zdrzemnąć.
-Chyba jednak podziękuję. Wyspałam się już.- Spoglądam za okno i podziwiam wschód słońca, robiąc przy okazji zdjęcia.
                                *                      *                      *
Budzę się, gdy zatrzymujemy się pod kamienicą. Spoglądam zaspanym wzrokiem na mężczyznę. Uśmiecha się do mnie, a ja nachylam się i cmokam go w usta. Wysiadam z samochodu. Z tylnego siedzenia zabieram plecak, a brunet naszą walizkę. Wchodzimy do budynku, w drzwiach mijając panią Adeline, naszą sąsiadkę z naprzeciwka, która wychodzi z pieskiem na spacer. Wita nas serdecznym uśmiechem. Po schodach wchodzimy na drugie piętro, a przy drzwiach wbijam się w usta mojego chłopaka. Ten naciska klamkę, a drzwi otwierają się bez żadnego oporu. Mimo wszystko nie zwracamy na to uwagi i całując się wchodzimy do środka. Przerywa nam dopiero chrząkanie. Odrywam się od Jareda, by zobaczyć Terrence i Emily, siedzących na sofie i przyglądających się nam.
-Gdzie wy się podziewaliście?- Ojciec zatrzymuję się dwa metry od nas, a ja opieram głowę na klatkę piersiowej Jaya.- Mieliście wrócić w nocy. Co ty sobie w ogóle wyobrażasz, co Leto?
-O nie, tylko ja mogę tak do niego mówić.- Odzywam się, nie spoglądając na zielonookiego. W sumie już po otwartych drzwiach mogłam się domyślić, co nas tu zastanie. W końcu po kimś musiałam to odziedziczyć.- Zatrzymaliśmy się na kilka godzin w motelu, żeby się zdrzemnąć.- Tłumaczę, ciągnąc plecak do sypialni.- Em, mówiłam, nie mam siły na kawę. Zaraz kładę się spać. Podróż mnie zmęczyła.- Próbuję ją zbyć, jednak blondynka z uśmiechem wskazuje na kubek z napojem.
-Na co innego się zapowiadało, jak tu wpadliście.- Komentuje, przez co mrożę ją wzrokiem. Obok mnie pojawia się brunet. Kładzie walizkę przy szafie i wywraca oczami.
-Wiesz jak się ich pozbyć?- Pyta bezgłośnie, a ja wzruszam ramionami.
-Mam pewien pomysł.- Mruczę. Łapię go za rękę i ciągnę do wyjścia z mieszkania.- Idziemy jeszcze do samochodu.- Oznajmiam, zanim znikamy za drzwiami, jednak zamiast w dół, kieruję się po schodach w górę, aż w końcu docieramy do metalowej klapy. Otwieram ją i wchodzę na dach budynku.
-Jeszcze nigdy tu nie byłem.- Mówi Jared, obracając się wokół własnej osi.- Moglibyśmy to wyremontować i było by idealne miejsce na spotkania ze znajomymi.- Mówi, a w mojej głowie pojawiają się już obrazy odnowionego dachu.- Załóżmy tu mini ogrodzik.- Łapie mnie w tali i przyciąga do siebie.- Co ty na to?
-Jestem za, ale musimy to omówić z innymi mieszkańcami. 

JARED 



Wchodzę do mieszkania. W przedpokoju ściągam buty i kieruję się do kuchni. Na stole odkładam papierową torbę z zakupami, gdy do pomieszczenia wchodzi czarnowłosa, ubrana w dresowe spodenki i koszulkę z napisem „Bright lights, big city”. Całuje mnie na przywitanie, po czym zabiera się za rozpakowywanie produktów.
-Poszli sobie.- Wzdycha z ulgą, wkładając karton mleka do lodówki.- Odstawiłeś samochód do wypożyczalni?- Łapię paczkę krakersów, zanim dziewczyna je zauważa i wrzucam do szafki.
-Tak.- Siadam na blacie i przyglądam jej się. Z rozpuszczonych włosów kapią krople. Musiała brać przed chwilą prysznic.- Pytania i odpowiedzi?- Na moje słowa, odwraca się i wysyła mi uśmiech.- Z kim miałaś pierwszą sesję?
-Jack White. Od tej pory jest moim „cholernym przyjacielem”. Znaczy na takiego się mianował.- Podchodzi do mnie i całuje w nos.- Teraz moja kolej. Zaniosłeś moją komórkę do naprawy?- Kiwam ochoczo głową.
-I mam nawet zastępczą.- Z kieszeni wyjmuję przedmiot i podaje go jej. W tym samym momencie, zaczyna on dzwonić.- To raczej do ciebie.- Mówię, gdy fotograf przygląda mu się z zaciekawieniem.
-Wiem, ale ma jakiś dziwny dzwonek. Potem mi to zmienisz na „Highway…”.- Mruczy, po czym naciska zieloną słuchawkę.- Halo?... Dziadek?... Przepraszam, ale mam popsuty telefon.- Wysyła mi krótkie spojrzenie i wychodzi z kuchni.