Łapię gwałtownie komórkę, by mój
dzwonek nie obudził Elizabeth i odbieram nawet nie patrząc, kto dzwoni.
Przykładam komórkę do ucha, jednak odzywam się dopiero, gdy wychodzę z pokoiku
małej.
-Halo?- Schodzę na dół, gdzie Henry
robi obiad.
-Cześć, Aniołku.- Uśmiecham się,
słysząc głos Jareda. Martwiłam się o niego, bo od wczoraj nie odbierał
telefonu.- Przepraszam, że nie oddzwoniłem. Mieliśmy taki zapiernicz na planie,
że sobie nawet nie wyobrażasz.- Wzdycha.- Co u was? Tęsknię za wami.
-Jadłeś coś dzisiaj?- Pytam,
prosto z mostu, wchodząc do kuchni.
-Nie.- Odpowiada, po chwilowej
ciszy.
-Wiesz, jaką mam w tym momencie
ochotę ci przywalić, Leto?- Fuczę ze złością.- Jesteś małym dzieckiem, że mam
ci przypominać o jedzeniu? W tej chwili idź coś zjeść.
-Lee, jest już późno. Na kolacje
coś zjem.- Zaciskam zęby.
-Nawet mnie nie denerwuj…- Słyszę
jak coś upada w tle.- Jay, co to było?- Dopytuję, ale odpowiada mi cisza.-
Leto, nie żartuj sobie ze mnie.- Po raz kolejny odpowiada mi cisza.- Jared?-
Spoglądam na Henrego, który z zaciekawieniem mi się przygląda.- Nie odpowiada.-
Mówię, łamliwym głosem.
-Może zemdlał. Kiedy ostatnio coś
jadł?
-Nie wiem. Na pewno nie dzisiaj.-
Rozłączam się, próbując zadzwonić jeszcze raz, ale to nic nie daje. Po
kolejnych kilkunastu razach, postanawiam wykorzystać numer alarmowy do
McConaugheya, który dostałam od niego na jednej z sesji. Mężczyzna odbiera od
razu.- Matt, tu Olivia.- Odzywam się od razu.- Sprawdź co z Jaredem. Boję się o
niego.- Mówię, na jednym wydechu.
-Coś się stało?- Dopytuję, a ja
słyszę jak gdzieś idzie.
-No właśnie nie wiem.- Matthew
się zatrzymuje, zapewnie pod drzwiami mojego męża.
-Hej, Leto, otwieraj!- Puka, a ja
jestem pewna, że nikt mu nie odpowiada.- Jakby co, to włamuję się do jego
pokoju.- Oznajmia. Przez chwile panuje cisza, a potem padają słowa przez które
martwię się jeszcze bardziej.- O cholera!
* * *
Wysiadam z taksówki i spoglądam
na budynek szpitala. Jak najszybciej płacę kierowcy, który przywiózł mnie tutaj
z lotniska i z małym plecakiem wchodzę do środka, gdzie czeka na mnie Matthew.
Mężczyzna od razu podchodzi do mnie.
-Cześć. Szybko się tu zjawiłaś.-
Mówi.
-I tak za wolno. Gdzie on jest?-
Pytam, a ten rusza z miejsca. Idę jego śladem, by po chwili stanąć pod białymi
drzwiami.
-To tutaj. Skoro już tu jesteś,
ja wracam do hotelu, bo cały czas przy nim byłem.
-Dziękuję.- Odzywam się.- Za
wszystko.- Aktor macha ręką i bez słowa odchodzi. Łapię klamkę i powoli
otwieram drzwi do pomieszczenia. Na łóżku leży Jared przyłączony do różnych
aparatów. Odwraca się w moim kierunku i uśmiecha.
-Już mnie wkurzasz.- Mówię, choć
w głębi skaczę ze szczęścia, że nic poważnego mu się nie stało. Siadam na
stołku, ale po jego spojrzeniu przesiadam się obok niego.
-Przepraszam.- Zaczyna,
wyciągając dłoń w kierunku mojego policzka.- Jestem idiotą.- Wywracam oczami.
-No co ty, Leto, naprawdę? Nie
domyśliłam się wcześniej.- Decyduję się na sarkazm.- Zastanawiam się tylko co
ja jeszcze robię w tym związku.- Wzdycham.- Ciągle słyszę tylko „Przepraszam,
jestem kretynem.”.- Dzięki jednej z maszyn, doskonale słyszę, że bicie jego
serca przyśpiesza.
-Chyba… Nie zamierzasz…- Żyłka
pod jego okiem drga, a robi to tylko jak śpiewa, więc musi być nieźle
przerażony, szczególnie, że w dodatku się jąka.
-Aleś ty jest tępy.- Mruczę.- Nie
odchodzę od ciebie, nawet o tym nie myśl. Albo raczej, zacznij wreszcie myśleć,
tym pustym łbem.- Brunet oddycha z ulgą.- Najadłam się niezłego stracha przez
ciebie.- Kładę się obok niego, a ten obejmuje mnie ramieniem, żebym nie spadła.
-Jeszcze raz przepraszam. Będę
już jeść, obiecuję.- Całuje mnie w skroń.- Kocham cię bardzo.
-Ja też cię kocham, Jared.