POSTACIE Strona głóna

czwartek, 17 września 2015

10. ZNÓW EMILY



Budzi mnie dobijanie do mieszkania. Dźwięk dzwonka, na zmianę z waleniem to dobry budzik. Otwieram oczy. Leżę na Jardzie, który ciągle śpi. Delikatnie wstaję, starając się go nie obudzić. Z podłogi zgarniam pierwszą lepszą rzecz, która okazuje się koszulką Jareda. Ubieram ją, nie zawracając sobie głowy, żeby przewinąć ją na prawą stronę. Z lekkim ociąganiem podchodzę do drzwi i otwieram je, ukazując Emily. Wywracam oczami i próbuję naprawić swój błąd zamykając je z powrotem, jednak dziewczyna uniemożliwia mi to, wkładając stopę koło progu.
-Hej, a co z naszą sobotnią kawą?- Jęczy, wchodząc do środka. Dreptam za nią z nieciekawą miną.- Czyżby gorąca noc z Jay’em?
-Skąd ten pomysł?- Pytam, opierając się o blat dzielący kuchnie z salonem.- Mi też zrób kawę.
-Wnioskuję to z twojego stroju. Musiałam cię zerwać z łóżka, a ty ubrałaś pierwszą lepszą rzecz.- Przecieram zaspane oczy dłonią.
-Idę się ubrać.- Mruczę, kierując się w stronę sypialni. Z szafy wyciągam dżinsowe spodenki i krótką, białą koszulkę oraz dżinsy, które kiedyś zostawił Jared. Kładę je na szafce nocnej razem z karteczką na której piszę: „Ubierz się. Emily przyszła.”. Po porannym prysznicu, wracam do blondynki, która ogląda poranne wiadomości z nogami wyłożonymi na szklanym stoliku. Siadam po drugiej stronie sofy i wystawiam stopy na jej uda.- Gdzie moja kawa?
-Masz ją przed sobą.- Wskazuje na kubek, stojący na stoliku. Chwytam go i upijam łyk. Dziewczyna wyłącza telewizor.- No opowiadaj. Co wczoraj robiliście?
-Byliśmy w wesołym miasteczku.- Mówię po chwili z lekkim uśmiechem.
-Przecież ty masz lęk wysokości.
-Omijaliśmy wszystko co jeździło w górę. Odwróć się i podziwiaj co wygrałam.- Opieram głowę na poduszce.
-Ten wielki misiek? Gratulacje. Ale nie chodziło mi o to.- Jęczy, a w tym samym momencie z sypialni wychodzi brunet, ubrany w dżinsy i koszulkę, w której otworzyłam drzwi.- Cześć, Jay.- Blondynka macha mu, a ten uśmiecha się, podchodząc do nas.
-O czym rozmawiacie?- Pyta, nachylając się nade mną. Całuje mnie w policzek.
-O niczym ważnym.- Odpowiadam z rumieńcem.
-Takie babskie ploteczki.- Dopowiada blondynka ze śmiechem.
-Zrobić ci kawę?- Zwracam się do mężczyzny.
-Ty siedź. Dam sobie radę.- Po raz kolejny obdarowywuję mnie pocałunkiem w policzek i odchodzi do kuchni.
-Mmm… Też mogłabym mieć takiego faceta.- Mruczy dziewczyna, obserwując Jareda.- Szczęściara z ciebie. Gdzie on właściwie pracuje?
-Jest muzykiem.- Mówię tylko część prawdy.
-Już sobie wyobraziłam jak gra ci na gitarze. Jest z Nowego Yorku?- Spoglądam na mężczyznę, który tanecznym krokiem robi sobie śniadanie. Nasze spojrzenia się krzyżują. Brunet unosi kąciki ust w górę.
-Nie, z Los Angeles.- Odpowiadam, wracając wzrokiem do Emily.
-Jeszcze lepiej. Gorący facet z Kalifornii. To mi się podoba. A teraz wynajmuje jakieś mieszkanie czy coś?
-Mieszka w hotelu.- Upijam łyk kawy i odkładam ją na szafkę, stojącą za sofą.
-Płaci za hotel, ale i tak większość czasu spędza tutaj, tak?- Kiwam głową w górę i w dół.- To na co ty czekasz? Zaproponuj mu, żeby z tobą zamieszkał.- Po raz kolejny spoglądam na Leto, jednak tym razem blondynka podąża za moim wzrokiem.
-Nie sądzisz, że to trochę za wcześnie?
-Całowałaś się z nim w drugi dzień znajomości.
-Tak naprawdę znałam go jeszcze z LA. –Przyznaję, a ona uderza mnie w kolano.
-To tym bardziej powinnaś mu to zaproponować. Masz tydzień. Rozumiesz?- leniwie kiwam głową w górę i dół. W tym samym momencie na szafce obok mnie dzwoni telefon. Przekładam rękę do tyłu i łapię urządzenie. Spoglądam na wyświetlacz.
-Jay, Shann do ciebie dzwoni.- Oznajmiam.- Odebrać?
-Rzuć. Musi chodzić o coś ważnego.- Mężczyzna podchodzi bliżej i wystawia ręce. Robię zamach i rzucam. Leto łapię i od razu przystawia komórkę do ucha.- Tak?- Brunet wraca do pomieszczenia, a ja napotykam zaciekawiony wzrok blondynki.
-Kto dzwoni?- Pyta.
-Ty musisz wszystko wiedzieć? To jego brat. Nie mają zbyt dobrych relacji.- Moment później z kuchni wraca Jared.- Po co dzwonił?
-Emma załatwiła nam wczoraj wywiad w radiu w Queens. Nie zauważyłem jak do mnie dzwoniła. Musze iść. Skoro już media dowiedziały się, gdzie jesteśmy muszą korzystać.- Uśmiecha się z lekkim znudzeniem.- Muszę iść, bo nie zdążę.- Wkłada portfel do kieszeni.- Przyjdę do ciebie później.- Składa na moim policzku całusa i wychodzi z mieszkania.
-A Emma to kto?- Mrożę dziewczynę wzrokiem.
-Jego asystentka. Całkiem miła, ale odrobinę zapracowana.- Odpowiadam.
-No dobra, Jay poszedł, to teraz opowiadaj co wczoraj robiliście?
-Mówiłam ci już. Byliśmy w wesołym miasteczku.- Powtarzam.
-Ale potem…- Jęczy.
-Nic, bo zasnęłam.- Przyznaję, sięgając po kawę.
-Co zrobiłaś? Powiedz, że żartujesz.
-Nie. Byłam zmęczona. Przecież wiesz jaki jest Terry i jeszcze ta wczorajsza modelka. Nie zdajesz sobie sprawy, jak praca z nim męczy.
-Skoro już zeszłaś na temat Richardsona, to przyznaj się. Co cię z nim łączy oprócz nazwiska.- Przez moment zastanawiam się czy wyznać jej sekret.
-Tylko nikomu nie mów.- Decyduję w końcu.- Terrence jest moim ojcem- Przyglądam się jej twarzy, która zmienia się z zaskoczenia na niedowierzanie, co przy jej wiecznym opanowaniu wygląda przekomicznie.
-Stop. Mówisz poważnie?- Kiwam głową na „tak” i upijam łyk ciepłego jeszcze napoju.- To dlatego jeszcze nie wyleciałaś?
-Dokładnie.- Nagle ktoś puka do mieszkania. Zrywam się z sofy i podbiegam do drzwi. Za progiem stoi starsza pani z mieszkania naprzeciwko, trzymająca w dłoni kubek – Dzień dobry.- Witam się z uśmiechem.
-Dzień dobry. Mam pytanie. Miałabyś może pożyczyć trochę cukru. Piekę ciasto i mi się skończyło.
-Proszę wejść. Ja poszukam.- Otwieram drzwi szerzej, wpuszczając ją do środka. Kieruję się prosto do kuchni. Staruszka spogląda na blondynkę siedzącą na kanapie. Przeglądam wszystkie szafki w poszukiwaniu kilogramowego opakowania.
-A gdzie ten przystojny mężczyzna, z którym cię wczoraj widziałam?- Pyta, a ja podnoszę się, przy okazji uderzając się w głowę. Na policzkach wyczuwam rumieńce.
-Poszedł sobie.- Odpowiada za mnie recepcjonista.- Ale wróci.- Mrożę ją wzrokiem, a ona tylko wzrusza ramionami, nie przejmując się tym. Wracam do poszukiwań, aż w końcu znajduję. Wracam do salonu i podaję kobiecie to po co przyszła.
-Proszę wziąć całe.
-Na jutro ci odkupię.
-Nie trzeba. Ani ja, ani Jay nie słodzimy, a Emily sobie kupi.- Mówię, uśmiechając do blondynki.
-W takim razie zapraszam potem na ciasto.
-Nie trzeba.
-A ja chętnie przyjdę.- Wtrąca dziewczyna. 

 JARED 



Wbiegam po schodach na drugie piętro kamienicy z zakupami w ręce. Pukam do drzwi, ale nikt nie otwiera. Może gdzieś wyszła? Ale to do niej nie podobne. Pukam po raz kolejny, co z sekundy na sekundę zamienia się w desperacje. A co jeśli jej się coś stało? Może potrzebuje pomocy? Nagle z mieszkania naprzeciwko wychodzi starsza pani, która wczoraj wychodziła z pieskiem na spacer.
-Tak myślałam, że to ty.- Zwraca się do mnie.- Ta sympatyczna blondynka zostawiła mi klucz do mieszkania Olivii, bo zasnęła, a Emily musiała już iść. Miałam ci go dać jak przyjdziesz.- Podaje mi klucz, a ja nagle oddycham spokojniej.
-Dziękuję.- Mówię, odbierając od niej przedmiot.
-Nie ma za co. Od czego są sąsiedzi. Dobrze, że na Cebie trafiła. Pamiętam jak zaraz po wprowadzeniu się tu, wychodziła tylko po zakupy. Dzięki tobie zaczęła znów żyć. Tylko jej nie skrzywdź.
-Nie skrzywdzę. Obiecuję.- Mówię szczerzę, a ona z uśmiechem wraca do siebie.
Otwieram drzwi, po czym wchodzę do mieszkania. Podchodzę do sofy, na której leży dziewczyna, wtulona w poduszkę. Z szafy wyjmuję koc i przykrywam ją nim. Wygląda jak anioł. Składam na jej czole całusa, a ona zarzuca rękę na oparcie. Unoszę kąciki ust w górę i zaraz po opróżnieniu kieszeni, wchodzę do kuchni. Zabieram się za robienie wegańskiej pizzy. A w między czasie rozmyślam o nas. Nie mogę jej stracić, jest dla mnie wszystkim.
Siedzę przy stolę, naprzeciwko piekarnika, popijając przy tym kawę, gdy nagle czuję dłoń na ramieniu. Odwracam głowę. Dziewczyna z uśmiechem przeciera zaspane oczy. Jej czarne włosy są poplątane. Odsuwam się lekko na krześle i ciągnę ją, tak, że ląduje na moich kolanach. Całuję ją na przywitanie, a ona zarzuca ramiona na moją szyję, wtulając się po chwili w nią.
-Chyba się zdrzemnęłam.- Mruczy w moją koszulkę.- Dawno przyszedłeś?- Spogląda na mnie swoimi zielonymi oczami.
-Z godzinę temu, ale robię obiad.- Wskazuję na piekarnik.
-Jesteś najlepszym facetem pod słońcem.- Komentuje, a mój uśmiech się powiększa.- Mam nadzieję, że będziesz go robił częściej.- Dodaje.
-Dla ciebie wszystko. Kawki?- Wskazuje na kubek, a ona unosi go do ust i wypija kilka łyków.
-Jak się tu dostałeś i gdzie Emily?- Pyta, odstawiając naczynie na stolik.
-Poszła i zostawiła klucz u tej starszej pani z naprzeciwka. Bałem się, że ci się coś stało i dlatego nie otwierasz.- Wyznaję.
-Ja tylko zasnęłam. Byłam trochę zmęczona. Wiesz, ta historia z Terrym, wróciliśmy późno i w dodatku zostałam drastycznie zbudzona.
-To moja wina. Obiecuję, już nigdy nie będę cię nigdzie zabierał prosto z pracy w piątek. Chyba, że chodzi o odprowadzenie do domu.
-Nie.- Sprzeciwia się.- Nie o to mi chodziło. Uwielbiam jak robisz mi niespodzianki. I uwielbiam spędzać z twoją czas, więc odwołaj to co powiedziałeś.- Obejmuję jej twarz dłońmi i całuję w nos.
-W takim razie, będę zabierał cię po pracy, szczególnie w piątki i zamęczał ciągłymi randkami, aż w końcu powiesz dość.
-To mi się podoba.- Szepcze, nachylając się, tak, że czuję jej oddech na twarzy i czuję ciepło bijące od niej. Nie mogę wytrzymać tej bliskości, ale jednak oddalenia, więc łączę nasze usta. Czarnowłosa jednak na tym nie poprzestaje, bo przechodzi linią mojej szczęki do szyi, a następnie do obojczyka. Mimowolnie kieruję swój wzrok na piekarnik, z którego trzeba wyjąć pizze i mimo, że podoba mi się to położenie, muszę przerwać.
-Aniele, pierwsze obiad, potem przyjemności.- Mówię, chociaż wcale tego nie chcę. Dziewczyna z jękiem przestaje i opiera głowę na moim ramieniu.
-Musiałeś?- Mruczy.
-Niestety.- Wstaję, cały czas trzymając panią fotograf, po czym sadzam ją na moim miejscu, a sam kieruję się w stronę piekarnika. Wyjmuję stamtąd nasz posiłek i kroję dwa kawałki, które lądują na talerzu.- Chodź do salonu.- Łapię ją za rękę i ciągnę do pomieszczenia obok. Siadamy na sofie, na której spędziliśmy większość wieczorów do tej pory i zaczynamy jeść. 
-Pyszna. Czemu wcześniej jej nie zrobiłeś?- Odchylam się do tyłu i z szafki zgarniam telefon. Odblokowuję go, po czym wchodzę w wiadomości. Ostatnia jest od mamy z przepisem. Podaję komórkę dziewczynie.
-Odkąd oznajmiłem mamie, że przechodzę na weganizm, co jakiś czas wysyła mi nowy przepis.
-Cieszę się, że masz z nią dobry kontakt. Z moją rozumiałam się bez słów.- Mówi, spuszczając wzrok. Łapię jej dłoń i ściskam ją, chcąc pokazać, że może na mnie liczyć. Czarnowłosa spogląda na mnie, a w jej oczach dostrzegam łzy. Całuję ją w skroń. Jestem prawie pewny, że reagowałbym tak samo.
-Powinnaś ją poznać. Polubiłybyście się.
-Może kiedyś. No dobra. Koniec mazania się.- Oznajmia ocierając oczy.- Dużo masz takich świetnych przepisów?
-Całą skrzynkę na poczcie.- Uśmiecham się, podobnie jak ona.- Trzeba je będzie wypróbować.- Robi dziubek, a ja nagle odczuwam dziwną potrzebę pocałowania jej. Nachylam się i zatapiam się w jej ustach. Przez moment jest zdziwiona moim ruchem, ale moment później oddaje pocałunek.
-Wczoraj czegoś nie skończyliśmy.- Mruczy, ściągając mi koszulkę przez głowę. Po chwili i jej górna część garderoby ląduję obok sofy. Czarnowłosa popycha mnie, tak, że upadam na poduszkę, a ona siada na mnie okrakiem. Zaczyna obdarowywać mnie pocałunkami, gdy nagle ktoś wpada do mieszkania, przy okazji trzaskając drzwiami. Olivia podnosi się do pozycji siedzącej i na widok niespodziewanego gościa wywraca oczami.- Nie nauczono cię pukać?- Pyta, a ja unoszę głowę. Koło miśka, którego wczoraj wygrał mój aniołek, stoi jej ojciec.
-A już myślałem, że znalazłaś sobie kogoś innego. Jest tyle facetów, a ty wybrałaś właśnie jego.- Z powrotem opadam na kanapę i wzdycham.
-Po co przyszedłeś?- Dziewczyna przeczesuje włosy palcami.
-Nie mogę już córki odwiedzić? Dziecko, ubierz się.- Dziewczyna wzdycha, sięgając po koszulkę. Ubiera ją i schodzi ze mnie.
-No, dobra, a tak naprawdę to po co przyszedłeś?- Przymykam oczy.
-Będziesz mi potrzebna wieczorem. Sesja z jakąś tam modelką.- Jęczę cicho z rezygnacją i również wstaję.
-O której dokładnie?- Schylam się po górną część garderoby i przerzucam ją przez głowę. Spoglądam na czarnowłosą, która aktualnie opiera się o ścianę i wypytuje zielonookiego.
-Właściwie to już. Taksówka czeka, więc się zbieraj.
-To ja się zbieram.- Mruczę, ładując do kieszeni portfel i komórkę.
-Ile to potrwa?- Olivia przenosi swój wzrok ze mnie, na ojca.
-Najdłużej trzy godziny.- Odpowiada mężczyzna.
-To idź już. Ja zaraz przyjdę.- Fotograf wzrusza ramionami i wychodzi, a jego córka łapie mnie za rękę.- Może chcesz zostać tutaj.- Mówi, zagryzając dolną wargę.- Nie chcę wracać do pustego mieszkania.- Uśmiecham się lekko.- Albo chociaż wróć potem. Musimy w końcu dokończyć.
                                *                      *                      *
Naciskam klamkę, spodziewając się, że drzwi otworzą się od razu. W końcu spóźniłem się jakiś pół godziny. Ze zdziwieniem otwieram je kluczem zapasowym, który został mi powierzony.
-Jesteś?- Pytam, wchodząc do środka, jednak odpowiada mi cisza, albo raczej nie odpowiada mi. Sprawdzam wszystkie pomieszczenia, ale dziewczyny nie ma. Siadam na kanapie i z kieszeni wyjmuję komórkę. Na wyświetlaczu pojawia się informacja o kilku nieodebranych połączeniach, a wszystkie są od Olivii. Oddzwaniam do niej. Odbiera po trzech sygnałach.- Przedłużyło się?- Pytam od razu.
-Bardzo się gniewasz?- Odpowiada pytaniem, a w tle słychać różne głosy i chyba najgłośniejszy z nich należy do Terrenca, krzyczącego: „Odłóż ten telefon!”.
-Nie umiem się na ciebie gniewać.- Wyznaję.- Mam sobie pójść czy poczekać na ciebie?- Jestem prawie pewny, że czarnowłosa właśnie w tym momencie przegryza dolną wargę.
-Jeśli nie masz nic przeciwko poczekaniu na mnie, zostań. Tylko ostrzegam, to może trochę potrwać.
-Czego się dla ciebie nie robi.- Odpowiadam z uśmiechem.
-Jakbym naprawdę długo nie przychodziła, to po prostu idź spać.
I tak też się stało. Po kilku godzinach czekania, postanowiłem zaczekać na nią, leżąc na łóżku, aż zasypiam. Budzi mnie dopiero trzask drzwiami. Otwieram jedną powiekę, potem drugą, by ujrzeć czarnowłosą, przebierającą się w piżamę, czyli koszulkę, spodenki i różowe skarpetki. Połączenie doskonałe.
-Która godzina?- Pytam, podnosząc lekko głowę. Dziewczyna kieruje na mnie swój wzrok.
-W pół do drugiej.- Odpowiada, związując włosy w kucyka.- Śpij. Nie chciałam cię obudzić.- Dopowiada, wślizgując się pod kołdrę obok mnie. Przyciągam ją bliżej i przytulam, całując przy okazji w policzek.- Ta cała, godna pożałowania sesja miała trwać trzy godziny.- Jęczy zmęczonym głosem. Biedulka.- A nie siedem. Przepraszam, znów dałam się nabrać Terry’emu.
-Nie przepraszaj. To nie twoja wina.
-Ale przeze mnie musiałeś tu siedzieć sam.- Odchyla delikatnie głowę i spogląda na mnie.
-Napisałem piosenkę, więc się nie nudziłem. A teraz do spania. Masz za sobą ciężki dzień.

1 komentarz:

  1. O jaki długi rozdział <3 Emily to zawsze wie kiedy się pojawić ;) btw tez bym skorzystała z zaproszenia na ciasto :D co Jay w ogóle,pizza ważniejsza,serio? Hehe :D ten Terry to się przez nich nabawi jakieś choroby w koñcu :D hmm zastanawiam się o którą piosenkę chodzi ;))

    OdpowiedzUsuń