Budzi mnie dobijanie do
mieszkania. Dźwięk dzwonka, na zmianę z waleniem to dobry budzik. Otwieram
oczy. Leżę na Jardzie, który ciągle śpi. Delikatnie wstaję, starając się go nie
obudzić. Z podłogi zgarniam pierwszą lepszą rzecz, która okazuje się koszulką
Jareda. Ubieram ją, nie zawracając sobie głowy, żeby przewinąć ją na prawą
stronę. Z lekkim ociąganiem podchodzę do drzwi i otwieram je, ukazując Emily.
Wywracam oczami i próbuję naprawić swój błąd zamykając je z powrotem, jednak
dziewczyna uniemożliwia mi to, wkładając stopę koło progu.
-Hej, a co z naszą sobotnią
kawą?- Jęczy, wchodząc do środka. Dreptam za nią z nieciekawą miną.- Czyżby
gorąca noc z Jay’em?
-Skąd ten pomysł?- Pytam,
opierając się o blat dzielący kuchnie z salonem.- Mi też zrób kawę.
-Wnioskuję to z twojego stroju.
Musiałam cię zerwać z łóżka, a ty ubrałaś pierwszą lepszą rzecz.- Przecieram
zaspane oczy dłonią.
-Idę się ubrać.- Mruczę, kierując
się w stronę sypialni. Z szafy wyciągam dżinsowe spodenki i krótką, białą
koszulkę oraz dżinsy, które kiedyś zostawił Jared. Kładę je na szafce nocnej
razem z karteczką na której piszę: „Ubierz się. Emily przyszła.”. Po porannym
prysznicu, wracam do blondynki, która ogląda poranne wiadomości z nogami
wyłożonymi na szklanym stoliku. Siadam po drugiej stronie sofy i wystawiam
stopy na jej uda.- Gdzie moja kawa?
-Masz ją przed sobą.- Wskazuje na
kubek, stojący na stoliku. Chwytam go i upijam łyk. Dziewczyna wyłącza
telewizor.- No opowiadaj. Co wczoraj robiliście?
-Byliśmy w wesołym miasteczku.-
Mówię po chwili z lekkim uśmiechem.
-Przecież ty masz lęk wysokości.
-Omijaliśmy wszystko co jeździło
w górę. Odwróć się i podziwiaj co wygrałam.- Opieram głowę na poduszce.
-Ten wielki misiek? Gratulacje.
Ale nie chodziło mi o to.- Jęczy, a w tym samym momencie z sypialni wychodzi brunet,
ubrany w dżinsy i koszulkę, w której otworzyłam drzwi.- Cześć, Jay.- Blondynka
macha mu, a ten uśmiecha się, podchodząc do nas.
-O czym rozmawiacie?- Pyta,
nachylając się nade mną. Całuje mnie w policzek.
-O niczym ważnym.- Odpowiadam z
rumieńcem.
-Takie babskie ploteczki.-
Dopowiada blondynka ze śmiechem.
-Zrobić ci kawę?- Zwracam się do
mężczyzny.
-Ty siedź. Dam sobie radę.- Po
raz kolejny obdarowywuję mnie pocałunkiem w policzek i odchodzi do kuchni.
-Mmm… Też mogłabym mieć takiego
faceta.- Mruczy dziewczyna, obserwując Jareda.- Szczęściara z ciebie. Gdzie on
właściwie pracuje?
-Jest muzykiem.- Mówię tylko
część prawdy.
-Już sobie wyobraziłam jak gra ci
na gitarze. Jest z Nowego Yorku?- Spoglądam na mężczyznę, który tanecznym
krokiem robi sobie śniadanie. Nasze spojrzenia się krzyżują. Brunet unosi
kąciki ust w górę.
-Nie, z Los Angeles.- Odpowiadam,
wracając wzrokiem do Emily.
-Jeszcze lepiej. Gorący facet z
Kalifornii. To mi się podoba. A teraz wynajmuje jakieś mieszkanie czy coś?
-Mieszka w hotelu.- Upijam łyk
kawy i odkładam ją na szafkę, stojącą za sofą.
-Płaci za hotel, ale i tak
większość czasu spędza tutaj, tak?- Kiwam głową w górę i w dół.- To na co ty
czekasz? Zaproponuj mu, żeby z tobą zamieszkał.- Po raz kolejny spoglądam na
Leto, jednak tym razem blondynka podąża za moim wzrokiem.
-Nie sądzisz, że to trochę za
wcześnie?
-Całowałaś się z nim w drugi
dzień znajomości.
-Tak naprawdę znałam go jeszcze z
LA. –Przyznaję, a ona uderza mnie w kolano.
-To tym bardziej powinnaś mu to
zaproponować. Masz tydzień. Rozumiesz?- leniwie kiwam głową w górę i dół. W tym
samym momencie na szafce obok mnie dzwoni telefon. Przekładam rękę do tyłu i
łapię urządzenie. Spoglądam na wyświetlacz.
-Jay, Shann do ciebie dzwoni.-
Oznajmiam.- Odebrać?
-Rzuć. Musi chodzić o coś
ważnego.- Mężczyzna podchodzi bliżej i wystawia ręce. Robię zamach i rzucam.
Leto łapię i od razu przystawia komórkę do ucha.- Tak?- Brunet wraca do
pomieszczenia, a ja napotykam zaciekawiony wzrok blondynki.
-Kto dzwoni?- Pyta.
-Ty musisz wszystko wiedzieć? To
jego brat. Nie mają zbyt dobrych relacji.- Moment później z kuchni wraca Jared.-
Po co dzwonił?
-Emma załatwiła nam wczoraj
wywiad w radiu w Queens. Nie zauważyłem jak do mnie dzwoniła. Musze iść. Skoro
już media dowiedziały się, gdzie jesteśmy muszą korzystać.- Uśmiecha się z
lekkim znudzeniem.- Muszę iść, bo nie zdążę.- Wkłada portfel do kieszeni.- Przyjdę
do ciebie później.- Składa na moim policzku całusa i wychodzi z mieszkania.
-A Emma to kto?- Mrożę dziewczynę
wzrokiem.
-Jego asystentka. Całkiem miła,
ale odrobinę zapracowana.- Odpowiadam.
-No dobra, Jay poszedł, to teraz
opowiadaj co wczoraj robiliście?
-Mówiłam ci już. Byliśmy w
wesołym miasteczku.- Powtarzam.
-Ale potem…- Jęczy.
-Nic, bo zasnęłam.- Przyznaję,
sięgając po kawę.
-Co zrobiłaś? Powiedz, że
żartujesz.
-Nie. Byłam zmęczona. Przecież
wiesz jaki jest Terry i jeszcze ta wczorajsza modelka. Nie zdajesz sobie
sprawy, jak praca z nim męczy.
-Skoro już zeszłaś na temat
Richardsona, to przyznaj się. Co cię z nim łączy oprócz nazwiska.- Przez moment
zastanawiam się czy wyznać jej sekret.
-Tylko nikomu nie mów.- Decyduję
w końcu.- Terrence jest moim ojcem- Przyglądam się jej twarzy, która zmienia
się z zaskoczenia na niedowierzanie, co przy jej wiecznym opanowaniu wygląda
przekomicznie.
-Stop. Mówisz poważnie?- Kiwam
głową na „tak” i upijam łyk ciepłego jeszcze napoju.- To dlatego jeszcze nie
wyleciałaś?
-Dokładnie.- Nagle ktoś puka do
mieszkania. Zrywam się z sofy i podbiegam do drzwi. Za progiem stoi starsza
pani z mieszkania naprzeciwko, trzymająca w dłoni kubek – Dzień dobry.- Witam
się z uśmiechem.
-Dzień dobry. Mam pytanie.
Miałabyś może pożyczyć trochę cukru. Piekę ciasto i mi się skończyło.
-Proszę wejść. Ja poszukam.-
Otwieram drzwi szerzej, wpuszczając ją do środka. Kieruję się prosto do kuchni.
Staruszka spogląda na blondynkę siedzącą na kanapie. Przeglądam wszystkie
szafki w poszukiwaniu kilogramowego opakowania.
-A gdzie ten przystojny
mężczyzna, z którym cię wczoraj widziałam?- Pyta, a ja podnoszę się, przy
okazji uderzając się w głowę. Na policzkach wyczuwam rumieńce.
-Poszedł sobie.- Odpowiada za
mnie recepcjonista.- Ale wróci.- Mrożę ją wzrokiem, a ona tylko wzrusza
ramionami, nie przejmując się tym. Wracam do poszukiwań, aż w końcu znajduję.
Wracam do salonu i podaję kobiecie to po co przyszła.
-Proszę wziąć całe.
-Na jutro ci odkupię.
-Nie trzeba. Ani ja, ani Jay nie
słodzimy, a Emily sobie kupi.- Mówię, uśmiechając do blondynki.
-W takim razie zapraszam potem na
ciasto.
-Nie trzeba.
-A ja chętnie przyjdę.- Wtrąca
dziewczyna.
JARED
Wbiegam po schodach na drugie
piętro kamienicy z zakupami w ręce. Pukam do drzwi, ale nikt nie otwiera. Może
gdzieś wyszła? Ale to do niej nie podobne. Pukam po raz kolejny, co z sekundy
na sekundę zamienia się w desperacje. A co jeśli jej się coś stało? Może
potrzebuje pomocy? Nagle z mieszkania naprzeciwko wychodzi starsza pani, która
wczoraj wychodziła z pieskiem na spacer.
-Tak myślałam, że to ty.- Zwraca
się do mnie.- Ta sympatyczna blondynka zostawiła mi klucz do mieszkania Olivii,
bo zasnęła, a Emily musiała już iść. Miałam ci go dać jak przyjdziesz.- Podaje
mi klucz, a ja nagle oddycham spokojniej.
-Dziękuję.- Mówię, odbierając od
niej przedmiot.
-Nie ma za co. Od czego są
sąsiedzi. Dobrze, że na Cebie trafiła. Pamiętam jak zaraz po wprowadzeniu się
tu, wychodziła tylko po zakupy. Dzięki tobie zaczęła znów żyć. Tylko jej nie
skrzywdź.
-Nie skrzywdzę. Obiecuję.- Mówię
szczerzę, a ona z uśmiechem wraca do siebie.
Otwieram drzwi, po czym wchodzę
do mieszkania. Podchodzę do sofy, na której leży dziewczyna, wtulona w
poduszkę. Z szafy wyjmuję koc i przykrywam ją nim. Wygląda jak anioł. Składam
na jej czole całusa, a ona zarzuca rękę na oparcie. Unoszę kąciki ust w górę i
zaraz po opróżnieniu kieszeni, wchodzę do kuchni. Zabieram się za robienie
wegańskiej pizzy. A w między czasie rozmyślam o nas. Nie mogę jej stracić, jest
dla mnie wszystkim.
Siedzę przy stolę, naprzeciwko
piekarnika, popijając przy tym kawę, gdy nagle czuję dłoń na ramieniu. Odwracam
głowę. Dziewczyna z uśmiechem przeciera zaspane oczy. Jej czarne włosy są
poplątane. Odsuwam się lekko na krześle i ciągnę ją, tak, że ląduje na moich
kolanach. Całuję ją na przywitanie, a ona zarzuca ramiona na moją szyję,
wtulając się po chwili w nią.
-Chyba się zdrzemnęłam.- Mruczy w
moją koszulkę.- Dawno przyszedłeś?- Spogląda na mnie swoimi zielonymi oczami.
-Z godzinę temu, ale robię
obiad.- Wskazuję na piekarnik.
-Jesteś najlepszym facetem pod
słońcem.- Komentuje, a mój uśmiech się powiększa.- Mam nadzieję, że będziesz go
robił częściej.- Dodaje.
-Dla ciebie wszystko. Kawki?-
Wskazuje na kubek, a ona unosi go do ust i wypija kilka łyków.
-Jak się tu dostałeś i gdzie
Emily?- Pyta, odstawiając naczynie na stolik.
-Poszła i zostawiła klucz u tej
starszej pani z naprzeciwka. Bałem się, że ci się coś stało i dlatego nie
otwierasz.- Wyznaję.
-Ja tylko zasnęłam. Byłam trochę
zmęczona. Wiesz, ta historia z Terrym, wróciliśmy późno i w dodatku zostałam
drastycznie zbudzona.
-To moja wina. Obiecuję, już
nigdy nie będę cię nigdzie zabierał prosto z pracy w piątek. Chyba, że chodzi o
odprowadzenie do domu.
-Nie.- Sprzeciwia się.- Nie o to
mi chodziło. Uwielbiam jak robisz mi niespodzianki. I uwielbiam spędzać z twoją
czas, więc odwołaj to co powiedziałeś.- Obejmuję jej twarz dłońmi i całuję w
nos.
-W takim razie, będę zabierał cię
po pracy, szczególnie w piątki i zamęczał ciągłymi randkami, aż w końcu powiesz
dość.
-To mi się podoba.- Szepcze,
nachylając się, tak, że czuję jej oddech na twarzy i czuję ciepło bijące od
niej. Nie mogę wytrzymać tej bliskości, ale jednak oddalenia, więc łączę nasze
usta. Czarnowłosa jednak na tym nie poprzestaje, bo przechodzi linią mojej
szczęki do szyi, a następnie do obojczyka. Mimowolnie kieruję swój wzrok na
piekarnik, z którego trzeba wyjąć pizze i mimo, że podoba mi się to położenie,
muszę przerwać.
-Aniele, pierwsze obiad, potem
przyjemności.- Mówię, chociaż wcale tego nie chcę. Dziewczyna z jękiem
przestaje i opiera głowę na moim ramieniu.
-Musiałeś?- Mruczy.
-Niestety.- Wstaję, cały czas
trzymając panią fotograf, po czym sadzam ją na moim miejscu, a sam kieruję się
w stronę piekarnika. Wyjmuję stamtąd nasz posiłek i kroję dwa kawałki, które
lądują na talerzu.- Chodź do salonu.- Łapię ją za rękę i ciągnę do
pomieszczenia obok. Siadamy na sofie, na której spędziliśmy większość wieczorów
do tej pory i zaczynamy jeść.
-Pyszna. Czemu wcześniej jej nie
zrobiłeś?- Odchylam się do tyłu i z szafki zgarniam telefon. Odblokowuję go, po
czym wchodzę w wiadomości. Ostatnia jest od mamy z przepisem. Podaję komórkę
dziewczynie.
-Odkąd oznajmiłem mamie, że
przechodzę na weganizm, co jakiś czas wysyła mi nowy przepis.
-Cieszę się, że masz z nią dobry
kontakt. Z moją rozumiałam się bez słów.- Mówi, spuszczając wzrok. Łapię jej
dłoń i ściskam ją, chcąc pokazać, że może na mnie liczyć. Czarnowłosa spogląda
na mnie, a w jej oczach dostrzegam łzy. Całuję ją w skroń. Jestem prawie pewny,
że reagowałbym tak samo.
-Powinnaś ją poznać.
Polubiłybyście się.
-Może kiedyś. No dobra. Koniec
mazania się.- Oznajmia ocierając oczy.- Dużo masz takich świetnych przepisów?
-Całą skrzynkę na poczcie.- Uśmiecham
się, podobnie jak ona.- Trzeba je będzie wypróbować.- Robi dziubek, a ja nagle
odczuwam dziwną potrzebę pocałowania jej. Nachylam się i zatapiam się w jej
ustach. Przez moment jest zdziwiona moim ruchem, ale moment później oddaje
pocałunek.
-Wczoraj czegoś nie
skończyliśmy.- Mruczy, ściągając mi koszulkę przez głowę. Po chwili i jej górna
część garderoby ląduję obok sofy. Czarnowłosa popycha mnie, tak, że upadam na
poduszkę, a ona siada na mnie okrakiem. Zaczyna obdarowywać mnie pocałunkami,
gdy nagle ktoś wpada do mieszkania, przy okazji trzaskając drzwiami. Olivia
podnosi się do pozycji siedzącej i na widok niespodziewanego gościa wywraca
oczami.- Nie nauczono cię pukać?- Pyta, a ja unoszę głowę. Koło miśka, którego
wczoraj wygrał mój aniołek, stoi jej ojciec.
-A już myślałem, że znalazłaś
sobie kogoś innego. Jest tyle facetów, a ty wybrałaś właśnie jego.- Z powrotem
opadam na kanapę i wzdycham.
-Po co przyszedłeś?- Dziewczyna
przeczesuje włosy palcami.
-Nie mogę już córki odwiedzić?
Dziecko, ubierz się.- Dziewczyna wzdycha, sięgając po koszulkę. Ubiera ją i
schodzi ze mnie.
-No, dobra, a tak naprawdę to po
co przyszedłeś?- Przymykam oczy.
-Będziesz mi potrzebna wieczorem.
Sesja z jakąś tam modelką.- Jęczę cicho z rezygnacją i również wstaję.
-O której dokładnie?- Schylam się
po górną część garderoby i przerzucam ją przez głowę. Spoglądam na czarnowłosą,
która aktualnie opiera się o ścianę i wypytuje zielonookiego.
-Właściwie to już. Taksówka czeka,
więc się zbieraj.
-To ja się zbieram.- Mruczę,
ładując do kieszeni portfel i komórkę.
-Ile to potrwa?- Olivia przenosi
swój wzrok ze mnie, na ojca.
-Najdłużej trzy godziny.-
Odpowiada mężczyzna.
-To idź już. Ja zaraz przyjdę.-
Fotograf wzrusza ramionami i wychodzi, a jego córka łapie mnie za rękę.- Może
chcesz zostać tutaj.- Mówi, zagryzając dolną wargę.- Nie chcę wracać do pustego
mieszkania.- Uśmiecham się lekko.- Albo chociaż wróć potem. Musimy w końcu
dokończyć.
* * *
Naciskam klamkę, spodziewając
się, że drzwi otworzą się od razu. W końcu spóźniłem się jakiś pół godziny. Ze
zdziwieniem otwieram je kluczem zapasowym, który został mi powierzony.
-Jesteś?- Pytam, wchodząc do
środka, jednak odpowiada mi cisza, albo raczej nie odpowiada mi. Sprawdzam
wszystkie pomieszczenia, ale dziewczyny nie ma. Siadam na kanapie i z kieszeni
wyjmuję komórkę. Na wyświetlaczu pojawia się informacja o kilku nieodebranych
połączeniach, a wszystkie są od Olivii. Oddzwaniam do niej. Odbiera po trzech
sygnałach.- Przedłużyło się?- Pytam od razu.
-Bardzo się gniewasz?- Odpowiada
pytaniem, a w tle słychać różne głosy i chyba najgłośniejszy z nich należy do
Terrenca, krzyczącego: „Odłóż ten telefon!”.
-Nie umiem się na ciebie
gniewać.- Wyznaję.- Mam sobie pójść czy poczekać na ciebie?- Jestem prawie
pewny, że czarnowłosa właśnie w tym momencie przegryza dolną wargę.
-Jeśli nie masz nic przeciwko
poczekaniu na mnie, zostań. Tylko ostrzegam, to może trochę potrwać.
-Czego się dla ciebie nie robi.-
Odpowiadam z uśmiechem.
-Jakbym naprawdę długo nie
przychodziła, to po prostu idź spać.
I tak też się stało. Po kilku
godzinach czekania, postanowiłem zaczekać na nią, leżąc na łóżku, aż zasypiam.
Budzi mnie dopiero trzask drzwiami. Otwieram jedną powiekę, potem drugą, by
ujrzeć czarnowłosą, przebierającą się w piżamę, czyli koszulkę, spodenki i
różowe skarpetki. Połączenie doskonałe.
-Która godzina?- Pytam, podnosząc
lekko głowę. Dziewczyna kieruje na mnie swój wzrok.
-W pół do drugiej.- Odpowiada,
związując włosy w kucyka.- Śpij. Nie chciałam cię obudzić.- Dopowiada,
wślizgując się pod kołdrę obok mnie. Przyciągam ją bliżej i przytulam, całując
przy okazji w policzek.- Ta cała, godna pożałowania sesja miała trwać trzy
godziny.- Jęczy zmęczonym głosem. Biedulka.- A nie siedem. Przepraszam, znów
dałam się nabrać Terry’emu.
-Nie przepraszaj. To nie twoja
wina.
-Ale przeze mnie musiałeś tu
siedzieć sam.- Odchyla delikatnie głowę i spogląda na mnie.
-Napisałem piosenkę, więc się nie
nudziłem. A teraz do spania. Masz za sobą ciężki dzień.
O jaki długi rozdział <3 Emily to zawsze wie kiedy się pojawić ;) btw tez bym skorzystała z zaproszenia na ciasto :D co Jay w ogóle,pizza ważniejsza,serio? Hehe :D ten Terry to się przez nich nabawi jakieś choroby w koñcu :D hmm zastanawiam się o którą piosenkę chodzi ;))
OdpowiedzUsuń