Wychodzę z łazienki w moim pokoju
hotelowym, jednocześnie wycierając właściwie suche już włosy ręcznikiem.
Musiałem je przefarbować na czarno, z powodu kręcenia „The Kill”. Teoretycznie mógłbym
wrócić do naturalnego koloru, ale w sumie, to podoba mi się tak jak jest.
Zatrzymuję się w pół kroku, gdy zauważam Shannona siedzącego na moim łóżku.
Jeszcze jego tu brakowało.
-Weź tu trochę posprzątaj.-
Mruczy.- Podłogę ledwo widać.- Rzucam ręcznik na krzesło.- Idziesz gdzieś?
-Tak jakby.- Nie mam ochoty
opowiadać mu o moich planach. Nie mam ochoty nawet przebywać z nim w jednym
pomieszczeniu.- Po co tu przyszedłeś?- Opieram się komodę.
-Już nie mogę odwiedzić młodszego
brata?- Cmokam z niechęcią, schylając się jednocześnie po szary sweter. Ubieram
go na białą koszulkę.
-Jakoś ostatnio mnie nie
odwiedzałeś. I przeniosłeś się na swoją połowę domu.- Rozglądam się po pokoju.
Telefonie, telefonie, telefonie, gdzie ty się podziewasz? O jesteś! Podchodzę
do poduszki i zgarniam z niej komórkę, która ląduje w kieszeni czarnych spodni.
-Stwierdziłem, że nie bez powodu
nazywa się to moja połowa. A poza tym co cię naszło na rozmowy o domu? Od
półtora miesiąca siedzimy w Nowym Yorku.- Teraz muszę znaleźć buty. No i są.
Zakładam je.
-Rozmawiałeś ostatnio z mamą?-
Zmieniam temat na jakiś bezpieczniejszy.
-Wczoraj do mnie dzwoniła. Pytała
kiedy wracamy.
-Jak chcesz możesz wracać. Droga
wolna.- Mruczę. Nie podoba mi się ta rozmowa. Czy ja aby na pewno wszystko mam?
Co mi się może jeszcze przydać? Wiem, portfel! Zgarniam go z szafki i podchodzę
do drzwi.- Ja wychodzę.- Oznajmiam i z
niecierpliwością czekam, aż ten drugo Leto raczy ruszyć tyłek. W końcu
wychodzi na korytarz. Zamykam pokój i odchodzę bez pożegnania.
Wychodzę z hotelu i kieruję się
prosto pod kamienice, w której mieszka dziewczyna. Jeszcze kilka minut i ją
zobaczę. Wyjmuję komórkę z kieszeni. A co jeśli przez tego idiotę mogę się
spóźnić? Na ekranie zauważam nieodebrane połączenie i jedną wiadomość. Na
początek sprawdzam to drugie: „Chyba musimy przełożyć nasze spotkanie. Jestem
jeszcze w pracy i szybko stamtąd nie wyjdę. Olivia.”. Cholera. Klikam na
ostatnie połączenia. To ona do mnie dzwoniła. Pewnie jak brałem prysznic. Od
razu do niej oddzwaniam. Odbiera po niecałych 10 sekundach.
-Chowaj ten telefon!- Słyszę w tle
głos Terrenca. On nienawidzi komórek podczas pracy. Doskonale się o tym
przekonałem.
-Jay, ja bardzo cię przepraszam.-
Mówi od razu.
-Ooo… Jared tak?- Po raz kolejny
wtrąca się jej ojciec.- Powiedz mu, że ma się tu więcej na oczy nie pokazywać.-
Na moich ustach pojawia się delikatny uśmiech. Uwielbiam jego wybuchy złości.
Są przekomiczne, o ile nie są skierowane na mnie. Wtedy cały urok znika.
-Terry, zaraz wracam.- Mruczy
czarnowłosa, zapewne wychodząc do innego pomieszczenia.- Jay, przepraszam.-
Jęczy z poczuciem winy.- To nie tak miało być.
-Nie przejmuj się. Będę na ciebie
czekać na schodach pod kamienicą, może być?
-Ale tu mi chwile zajmie.
Przesuńmy spotkanie na kiedy indziej.
-Będę na ciebie czekać nawet do
rana.- Odpowiadam zgodnie z prawdą.
-Na pewno? Muszę zrobić jeszcze
dużo rzeczy.
-Na pewno. Tylko wróć przed
porankiem, żartowałem z tym czekaniem.…-Dziewczyna wybucha śmiechem i o to
właśnie mi chodziło.
-Postaram się być jak
najszybciej.
* * *
Budzi mnie lampa błyskowa?
Otwieram oczy. Chyba musiałem zasnąć czekając. Nade mną stoi Olivia z aparatem
w dłoni. Cmoka cicho ustami i po raz kolejny naciska przycisk w urządzeniu.
Rozciągam się i z pomocą poręczy wstaję.
-Wiesz, że te schody są całkiem
wygodne.- Odzywam się, całując ją w policzek. Dziewczyna grzebie przez moment w
torebce, po czym podaje mi małą butelkę. Odkręcam ją i upijam ostatki wody.-
Dziękuję.- Już tyle razy u niej nocowałem, że zdążyła zauważyć, że zaraz po
obudzeniu muszę się napić.
-Przepraszam, że tak długo mi
zeszło.- Spuszcza wzrok na swoje buty. Dwoma palcami podnoszę jej podbródek,
tak żeby na mnie patrzyła.
-Ty za nic nie przepraszaj.
Obiecałem, że będę czekać. Czekałem i przy okazji się zdrzemnąłem.- Składam na jej
ustach delikatny pocałunek.- Głodna jesteś?- Kiwa głową, lekko się uśmiechając.
-Zjadłam tylko śniadanie.-
Mruczy.
-W takim razie zamawiamy pizzę.-
Ciągnę ją do budynku, przy okazji wyciągając komórkę. Zamawiam posiłek w drodze
na odpowiednie piętro. Wchodzimy do mieszkania.- Leć pod prysznic, a ja poszukam
jakiegoś filmu.- Czarnowłosa wysyła mi wdzięczne spojrzenie i po chwili,
zostają po niej tylko buty. Włączam telewizor, po czym całą zawartość kieszeni
odkładam na szafce, przy sofię. Przeglądam kanały, ale jedyny godny
zainteresowania film, to „Titanic”. No, cóż, tylko to nam pozostało. Rozkładam
się, a gdy znajduję najwygodniejszą pozycję, dzwoni dzwonek do drzwi. Zrywam
się i idę otworzyć. Za progiem stoi jeden z pracowników pizzeri, która mieści
się na tej samej ulicy. Reguluje rachunek i zabieram posiłek, gdy wraca
dziewczyna, ubrana w piżamy.
-Znalazłeś coś ciekawego?- Pyta,
siadając na sofie, a komórkę jak zwykle kładzie obok siebie.- „Titanic”?-
Zajmuję miejsce obok niej.
-Nic innego nie ma. Chyba
jesteśmy na to skazani.- Otwieram karton i chwytam w palce pierwszy kawałek.-
Smacznego.- Biorę gryza. Dziewczyna robi to co ja.- Mieliście dzisiaj z kimś
sesje?
-Lenny Kravitz. Zdjęcia miały być
robione rano, ale Terry miał jakieś sprawy do załatwienia i przesuną na wieczór,
ale teraz też się spóźnił. A jak już przyszedł, to i tak ja robiłam te
zdjęcia.- Jęczy, opierając głowę na moim ramieniu.- On jest straszny.- Dodaje.
-Taki Demon, nie?- Uśmiecham się
lekko.
-A żebyś wiedział.
Po zjedzeniu pizzy do końca,
czarnowłosa kładzie się z głową na moich kolanach. Głaskam ją po włosach. Tak
się cieszę, że ją znalazłem. Nagle wszystko zaczęło się układać. Nawet Ludbrook
już nie narzeka na moje humorki, chociaż od tej pory rozmawialiśmy tylko przez
telefon, ale może rzeczywiście Olivia ma na mnie dobry wpływ? Chyba też działa
na mnie kojąco, bo już się tak nie stresuje i nie budzę się bez powodu w środku
nocy.
-Ja bym ci się podsunęła.- Odzywa
się w pewnym momencie. Kieruję wzrok na nią, nie wiedząc o co chodzi. Dopiero
po chwili, gdy spoglądam na ekran telewizora, rozumiem. Film powoli się kończy
i aktualnie biedny Leonardo znika w mroku wody.
-Gdyś my tam byli zamiast ich, to
płynęłabyś w pierwszej łodzi ratunkowej.
-A ty? Nie zostawiłabym cię.-
Robi smutną minkę. Nachylam się i składam pocałunek na jej ustach.
-Jakoś bym sobie poradził.
Przeżyłbym dla ciebie.
-No ja myślę.- Pstryka mnie w
nos.- Bo co ja bym bez ciebie zrobiła?- Przerywam zabawę jej włosami, a
zaczynam łańcuszkiem. Przedstawia on trójkąt z poprzeczką w połowie. Nosiła go
jeszcze w LA, gdy przychodziła do baru.
-Lepiej się nie zastanawiajmy.
Najważniejsze jest to, że jesteśmy teraz razem.
-Prawda.- Richardson wraca do
oglądania filmu. Ja też spoglądam na ekran.
Jakaś staruszka wychodzi na białą
barierkę. A raczej brudnobiałą. Ona chce popełnić samobójstwo, czy co? I nagle
otwiera dłoń, w której znajduje się niebieski klejnot w kształcie serca na
srebrnym łańcuszku. To nie ten co Kate Winslet miała wcześniej? No i pojawia
się rudowłosa, w jakimś płaszczu. Z kieszeni wyciąga „serce oceanu”. Czyli ta
babunia to starsza wersja tej całej Rose? Starsza pani uśmiecha się lekko i
wyrzuca wisior do oceanu. Okey, chyba nie rozumiem jej logiki. Zaraz potem
babcia leży w łóżku, a jej kamera skupia się na jej zdjęciach, a potem wędrujemy
pod wodę i oglądamy wrak, który następnie zmienia się w ten na powierzchni. Po
czułym przywitaniu głównych bohaterów pojawiają się napisy. W tle słychać tą
rozpoznawalną piosenkę Celine Dion „My heart will go on”. Olivia zaczyna
pierwsze ją nucić, a następnie śpiewać, podnosząc się przy tym z moich kolan i
stając na sofie. Udaje, że wczuwa się w piosenkę. Wybucham śmiechem.
-Głos masz okropny, ale mógłbym
cię słuchać godzinami.- Mówię zgodnie z prawdą, a ona ze śmiechem pada obok
mnie.
-Za to ty masz cudowny i to
wystarczy. Nie każdy jest idealny.- Siada po turecku i bawi się moimi palcami.
-Ty jesteś idealna dla mnie.- Na
jej policzki wkrada się delikatny rumieniec.- A teraz do spania, Aniele. Masz
za sobą ciężki dzień.-Pomagam jej wstać i popycham w kierunku sypialni.- Ja się
będę powoli zbierać.
-Sprzeciw, zostajesz ze mną.
Teraz ty leć pod prysznic. Ja przygotuje ci kanapę.- Uśmiecha się zawadiacko.
Jęczę cicho.
-No wiesz?- Obejmuję jej twarz
dłońmi.
-Nie ugnę się.- Całuje mnie w
nos, po czym z szafki wyciąga koc i rzuca go na sofę, Z rezygnacją kieruję się
do łazienki, a po szybkim prysznicu, wracam do salonu w samych bokserkach.
Zgarniam koc i podchodzę pod drzwi do pokoju czarnowłosej. Pukam lekko, po czym
je uchylam.- Czekałam na ciebie.- Mruczy, podsuwając się na łóżku. Zajmuję
miejsce obok niej.- Dłużej się nie dało?
-Cicho.- Obejmuję ją ramieniem.-
Wiesz, że tylko raz spałem na kanapie? Wtedy, gdy się upiłem.
-Mam propozycję.- Przez moment
się wierci, aż w końcu ustawia się twarzą do mnie.- Chcesz ze mną zamieszkać? W
końcu i tak jesteś tu codziennie. A do hotelu wracasz się tylko przebrać. No i
musisz za niego płacić.
-Jesteś przekonana do tego
pomysłu?- Dopytuję z uśmiechem na ustach.
-Tak. Przecież mówię.- Jęczy.-
Myślę, że w sobotę możesz się do mnie oficjalnie przenieść.
-A teraz ostatnie pytanie. Będę
spać z tobą czy w salonie?
-No raczej, że na kanapie.-
Całuje mnie w nos.- A teraz spać.
-Dobranoc, Aniele.
-Dobranoc.
* * *
Otwieram oczy. W pomieszczeniu
panuje mrok. Przekręcam się na drugą stronę i ręką szukam dziewczyny. Jednak
łóżko jest puste. Siadam i próbuję przyzwyczaić wzrok do ciemności. Zauważam
światło przeciekające pod drzwiami. Wstaję i idę w tym kierunku. W salonie, na
sofie siedzi czarnowłosa. Drapię się w tył głowy, podchodząc do niej. Kładę
łokcie na oparciu fotela.
-Czemu nie śpisz?- Pytam, a ona obdarza
mnie uśmiechem i wskazuje na opakowanie lodów. Siadam obok niej.
-Chcesz trochę? Sama je robiłam.
Są wegańskie.- Nabiera łyżką lody i karmi mnie.- I jak ci smakują?
-Pycha.
Niiieee nie wierze,ze Jared nie oglądał Titanica, każdy oglądał Titanica <3 przecudowne było to,że czekał na nią na tych schodach ;))
OdpowiedzUsuńNie no, może oglądał, ale zapomniał, że był taki moment???
OdpowiedzUsuń