POSTACIE Strona głóna

czwartek, 10 września 2015

9. WESOŁE MIASTECZKO



Z uśmiechem wymalowanym na ustach wchodzę do budynku mieszczącego się na 155 6th Avenue. Kieruję swój wzrok na ladę, spodziewając się, że za nią zobaczę Emily, jednak blondynki nie ma, a zamiast niej jest karteczka: „Jestem na lunchu. PS. Jeśli jesteś młody i przystojny zadzwoń.”. Ze śmiechem wchodzę do windy, która zawozi mnie na piętnaste piętro. Drzwi się otwierają i odsłaniają Olivię i Terrenca, czekających zapewne na windę. Mój uśmiech się powiększa w momencie gdy na policzkach czarnowłosej pojawiają się rumieńce.
-O wilku mowa.- Mruczy mężczyzna wchodząc do metalowej klatki. Za nim drepta dziewczyna.- Mam cię powoli dość. Jak przyjdziesz do mnie raz na pół roku może być, ale codziennie?- Zielonooki naciska guzik, dzięki któremu mamy dojechać na parter.
-Ale ja nie przychodzę tu do ciebie.- Rumieńce na policzkach dziewczyny się powiększają. Przyciągam ją do siebie i całuję na przywitanie.
-Zostawilibyście te czułości na moment kiedy będziecie sami.- Jęczy fotograf, a Olivia odsuwa się ode mnie z jeszcze bardziej czerwona niż moment wcześniej.- Skoro tu jesteś, to chyba nici z mojego lunchu z córką?
-Możemy iść z tobą.
-Nie, dziękuję.- Mówi, a w tym samym momencie drzwi windy się otwierają. Mężczyzna bez słowa wychodzi z budynku.
-Co mu się stało?- Pytam szeptem.
-Pokłócił się z jakąś modelką, no i łagodnie mówiąc, zrezygnował ze współpracy.- Otwieram drzwi i przepuszczam ją w nich.- Gdzie idziemy?
-Nie wiem. Może po kawę do Starbucksa, a potem posiedzimy w parku?- Proponuję, łapiąc jej dłoń
-Może być.- Zgadza się. Idziemy w stronę kawiarni.- A ty co robiłeś?
-Skończyłem scenariusz do „From Yesterday”, zrobiłem kilka kopii i wysłałem do chłopaków i Emmy.
-No to gratulacje.- Całuję ją w skroń, gdy skręcamy na Spring Street.
-Gdyby nie ty, nigdy bym tego nie zrobił.- Mówię zgodnie z prawdą.
-Nie przesadzaj.
-Wiem co mówię. Ja cię zabrakło, przestałem pisać. „A Beautiful Lie” nagraliśmy tylko dzięki piosenką, które napisałem zanim wyjechałeś. Myślę, że powinnaś to wiedzieć. Jesteś dla mnie wszystkim.- Po raz kolejny całuję ją w głowę.
-Nigdy nie sądziłam, że mogę dla kogoś tyle znaczyć.- Odzywa się w końcu i stając na palcach zatapia się w moje usta.- Cieszę się, że wtedy na ciebie wpadłam.- Dodaje, wtulając się we mnie.
-Ja też. I nagle zacząłem doceniać moją znajomość z Terrym.- Wchodzimy do Starbucksa. Zabawiam dwie kawy na wynos, a gdy je dostajemy wracamy tą samą drogą do parku.- O której dzisiaj kończysz?- Pytam, gdy siadamy na ławce naprzeciwko wejścia do budynku.
-Powinnam wyjść koło szóstej, a co?- Czarnowłosa upija łyk napoju.
-W takim razie zapraszam cię na randkę.- W jej zielonych oczach dostrzegam ciekawość.
-A gdzie?- Przygląda mi się z zaciekawieniem.
-Nie powiem, bo sam jeszcze nie wiem.- Wystawiam w jej kierunku język. Boże, Leto, zachowujesz się jak zakochany szczeniak…
-A zdążysz wymyślić to do wieczora?
-Postaram się.- Wyznaję.
                                            *                      *                      *
Zajeżdżam wypożyczonym samochodem na parking i wysiadam z niego. Bardziej preferuje jazdę rowerem, ale to za daleko. Wchodzę do budynku i po wcześniejszym przywitaniu z Emily, wjeżdżam na góre, gdzie Olivia już na mnie czeka. Prowadzę ją do czarnego Forda i otwieram drzwi po stronie pasażera. Całe życie dziękuję mamie, za to jak mnie wychowała. Obiegam pojazd i wsiadam za kierownice. Wyjeżdżam na ulicę, kierując się za miasto, jednak o tej porze, w dodatku w piątek, nie da się ominąć korków…
Po godzinnej jeździe docieramy do wesołego miasteczka. Zajmuję jedno z wolnych miejsc parkingowych i spoglądam na dziewczynę, która śpi, oparta o szybę. Chcąc, nie chcąc musze ją obudzić. Gdy otwiera oczy i zauważa gdzie jesteśmy, na jej twarzy pojawia się uśmiech.
-To od czego zaczynamy? Rollercoaster? Diabelski młyn?
-Jednego nie przewidziałeś.- Mruczy.- Mam lęk wysokości.- Przez moment nie wiem co powiedzieć, ale w końcu wesołe miasteczko to nie tylko rozrywka w górze.
-No to niech się przygotują, bo zamierzam wygrać dla ciebie metrowego miśka.- Czarnowłosa wybucha śmiechem.
-A uda ci się?
-Wątpisz we mnie?- Unoszę prawą brew w górę. Wysiadamy z samochodu i po wykupieniu bilecików, zaczynamy zabawę od wizyt w punktach z grami zręcznościowymi. Jednak największego miśka jakiego udaje mi się wygrać, to może dwudziesto centymetrowa panda oraz breloczek z kotem
-Chodź teraz na karuzele z konikami.- Olivia łapie mnie za rękę i ciągnie w kierunku obiektu. Jeszcze nigdy nie widziałem jej takiej szczęśliwej. Chyba powinienem zabierać ją tu częściej.- Zawsze chciałam jeździć na koniu.- Mówi, gdy siadamy na dwóch białych zwierzętach, stojących obok siebie.
-Kiedyś cię zabiorę na takie prawdziwe.- Obiecuję, a karuzela rusza dookoła swojej osi. Szczerze, ja też świetnie się tu bawię. Ja, trzydziestoczteroletni facet. Po kilkunastu minutach, podczas gdy zdążyło mi się zakręcić w głowie, wychodzimy z powrotem na trawę. Przez moment decydujemy się odpocząć na ławce.
-Dobra, co teraz?- Pyta, odwracając się w moją stronę z wielkim uśmiechem na twarzy.
-Może sobie postrzelamy?- Proponuję, wskazując na stoisko jakieś pięćdziesiąt metrów od nas. Czarnowłosa po chwili już stoi nade mną, wyciągając dłoń w moją stronę. Jednak zanim tam docieramy zaczepiają mnie jakieś nastolatki, prosząc o autograf. Taka cena sławy, nie? Spoglądam z niepokojem na panią fotograf, ale ona postanowiła spróbować szczęścia na mini strzelnicy sama. Odwracam się ze spokojem do dziewczyn, które mnie okrążyły. Po kolei podpisuję się na jakiś kartkach, w zeszytach, a grono powoli się zmniejsza, aż w końcu znika. Podbiegam do Richardson, która odbiera właśnie od mężczyzny misia mniej więcej jej wzrostu.
-Pacz co wygrałam.- Podskakuję w miejscu z radości. Obejmuję ją w pasie i całuję z dumą.
-A ja zdobyłem dla ciebie jakąś głupią pandę.- Mruczę.
-Nie jest głupia. Jest śliczna.- Sprzeciwia się.- Ale co zrobimy z nim?- Wskazuje na miśka.
-Zaniosę go do samochodu, a ty poczekaj tu na mnie, dobrze?- Skoro i tak przechodziliśmy niedaleko parkingu, postanawiam zaciągnąć zdobycz czarnowłosej do wypożyczonego forda. Moment później wracam na miejsce gdzie się rozstaliśmy, ale jej nie ma. Rozglądam się na wszystkie strony, aż dostrzegam breloczek z kotem, który przyczepiła do torebki.- Olivia!- Krzyczę, a ona z uśmiechem odwraca się, trzymając w dłoni jedną, wielką watę cukrową, w kolorze różowym.
                                               *                      *                      *
Zatrzymuję się pod kamienicą Richardson. Wysiadamy z samochodu. Z tylnego siedzenia próbuję wyciągnąć wielkiego miśka, którego wygrała pani fotograf. Moment później stoimy pod mieszkaniem. Podczas gdy ona mocuje się z zamkiem, ja cierpliwie czekam, by móc odstawić pluszaka do środka.
-Pomóc ci?- Pytam, a ona odwraca się, lustrując mnie zielonymi oczami. Kiwa delikatnie głową w górę i w dół. Ze śmiechem odpieram od niej klucz i moment później otwieram drzwi, jednak dziewczyna nadal stoi w kąciku, przypatrując mi się.
-Zostań ze mną.- Szepcze, spuszczając głowę. Uśmiecham się i obejmuję jej podbródek. Zatapiam się w jej ustach. Po chwili odrywam się, ale jedynie na kilka milimetrów.
-Zostanę.- Tym razem całuję ją w nos, a w tym samym momencie z mieszkania naprzeciwko wychodzi starsza pani z pieskiem na smyczy.- Dobry wieczór.- Mówię kulturalnie.
-Dobry wieczór.- Odpowiada, lustrując mnie dokładnie wzrokiem.
Przepuszczam Olivie w drzwiach, a sam ciągnę miśka do środka. Odstawiam go w salonie i przyciągam do siebie czarnowłosą. Po raz kolejny całuję ja, jednak tym razem to ona się ode mnie odsuwa.
-Chodź do sypialni.- Ciągnie mnie za rękę w kierunku pomieszczenia. W środku rozbiera się zostając w samej bieliźnie, podobnie jak ja. Kładę ją na łóżku i obdarowywuję pocałunkami. Czarnowłosa kładzie się na mnie, całuje linie mojej szczęki i nagle przestaje. Spoglądam na nią. Jej oddech się wyrównał, a oczy zamknęły, co zwiastuje tylko jedno. Zasnęła. Z uśmiechem przykrywam nas kołdrą i po chwili też śpię. 

2 komentarze:

  1. Jeeej tyle rozdziałów do nadrobienia! Wybacz,że nie byłam na bieżąco,ale nie było mnie w domu i nie miałam ani chwili ani internetu :(
    Co do rozdziału,to przeslodki <3 i ta karuzela z konikami, już widzę Jareda na takim kolorowym koniu unoszącym się w górę i dół :D no i ta sytuacja z miskiem, to tak bardzo możliwe :D no i to, że został...Ah :))

    OdpowiedzUsuń