Otwieram drzwi samochodu i wciągam wielgaśny brzuch, po czym siadam za kierownicą. Głaskam brzuszek z czułością, uśmiechając się szeroko. I tak trwam dopóki po pojeździe nie rozbrzmiewa mój dzwonek. Przez moment przeszukuję torebkę, a gdy już wyciągam komórkę, mój uśmiech się poszerza, bo dzwoni “MÓJ SHANNIMAL”. Odbieram, zanim się rozłączy.
-Co tam?- Pytam na wstępie, przytrzymując telefon ramieniem.
-Miałaś do mnie zadzwonić, jak tylko wyjdziesz z gabinetu.- Mówi z wyrzutem.- Nie dlatego zgadzałem się, żebyś jechała tam sama, żebyś teraz nie dawała mi znaku życia.- Wywracam oczami, bo odkąd jestem w ciąży, perkusista zrobił się aż zbyt opiekuńczy.
-Właśnie wsiadłam do samochodu.- Odpowiadam.- Wszystko jest w jak najlepszym porządku.- Wolnymi dłońmi wyciągam zdjęcia z USG, które będą jego prezentem urodzinowym, którego swoją drogą nadal nie mam.- A ty nie masz teraz wywiadu w radiu?- Marszczę brwi, próbując przypomnieć sobie godzinę audycji radiowej z członkami 30 Seconds To Mars i z tego co pamiętam, powinna ona trwać właśnie teraz.
-Puścili jakąś piosenkę, więc na moment zwiałem.- Mówi z dumą.
-Wracaj tam, a my porozmawiamy wieczorem.- Uśmiecham się jeszcze szerzej, zapinając pasy.
-Bardzo cię kocham, Em.- Mruczy jeszcze.
-Wiem, ja ciebie też, ale naprawdę musisz już iść.- Cmokam do telefonu i rozłączam się.
Rzucam komórkę na siedzenie obok i wyjeżdżam z parkingu, wcześniej włączając radio na stację z ich audycją. Po niecałych kilku minutach parkuję pod wielkim supermarketem, gdzie zamierzam zrobić zakupy. Już w budynku wkładam do wózka najpotrzebniejsze produkty, gdy całkowicie przypadkowo trafiam na rząd z zabawkami i ubrankami dla dzieci. Zatrzymuję się przed maleńkimi ciuszkami, a moją uwagę przyciągają śpioszki z napisem “Baby nr.1” i leżące tuż obok nich z tekstem “Baby nr.2”. Nie muszę się nawet długo zastanawiać, bo po tym co usłyszałam dzisiaj na wizycie, wiem, że takie na pewno nam się przydadzą.
***
Wchodzę do mieszkania Shannona, w którym od czasu sprzedania mojego mieszkam. W przedpokoju zdejmuje buty i boso, z tylko częścią zakupów przechodzę do kuchni, z której mam doskonały widok na salon, a tym samym na wielką klatkę z papugą, którą perkusista dostał od swojego przybranego ojca na święta. Carl tym samym spełnił dziecięce marzenie muzyka. Po rozłożeniu części zakupionych produktów, przechodzę z torebką do salonu. Siadam na sofie i do ozdobnego pudełka wkładam śpioszki wraz ze zdjęciem USG oraz dużą czekoladą, którą jak zdążyłam się dowiedzieć w ciągu kilkunastu lat, starszy z braci uwielbia. Wszystko kładę na jego poduszcze w sypialni.
***
Wkładam ostatnie już dokumenty do teczki. Od kiedy awansowałam na producentkę Marsów kompletuję powoli wszystkie papiery, żeby zwieść wszystko do Laba i tam to poukładać. Niby zawsze starałam się utrzymywać porządek, ale w czasie tych kilku lat, nie wszystko zawsze szło po mojej myśli. Zamykam teczkę i odkładam ją na biurku, żeby wziąć ją, gdy pojedziemy jutro na przyjęcie. Wychodzę z sypialni akurat w momencie, gdy drzwi wejściowe się otwierają.
-Emmie, jestem!- Woła na przywitanie Shannon, a zaraz potem drzwi trzaskają, a ten pojawia się w salonie.- Wstąpiłem jeszcze do Laba zobaczyć czy wszystko gotowe na jutrzejsze urodziny.- Podchodzi do mnie i cmoka mnie w usta, a następnie nachyla się i najpierw podwija moją koszulkę, a potem cmoka również brzuch.- Cześć, Junior. Jak było u pani doktor?- Głaska skórę, a ja chcąc nie chcąc, uśmiecham się na ten widok, bo odkąd Shan dowiedział się, że zostanie ojcem, zmienił się nie do poznania.
-Mówisz do dziecka czy do mnie?- Pytam, a ten prostuje się.
-Do was, ale na razie Junior mi raczej nie odpowie. To jak było?
-Wszystko w porządku. Następna wizyta za miesiąc. Jesteś głodny?- Mężczyzna przyciąga mnie do siebie.
-Jak już wpadłem do Laba, to podjadłem mamie jakąś sałatkę.- Zakłada kosmyk moich włosów za ucho.- Myślałem, że mama mnie zamorduję, jak już mnie przyłapała.- Śmieje się cicho.- Skoczę się przebrać i możemy sobie poleniuchować. Zaraz wracam.- Tym razem całuje mnie w czoło i znika w sypialni. Idę powoli w jego kierunku i docieram do drzwi akurat w momencie, gdy perkusista otwiera pudełko.- To dla mnie?- Kiwam głową, potwierdzając, chociaż ten nawet na mnie nie patrzy, zajęty prezentem. Shan wyciąga najpierw zdjęcie, a potem ciuszki, całkowicie ignorując czekoladę.- Czy to znaczy…?- Zaczyna.- Będziemy mieć dwa Juniory?- Mruga powiekami w szoku, podobnie jak ja, gdy się o tym dowiedziałam.
-Na to wygląda.- Mężczyzna zamyka mnie w uścisku.
-Nawet nie wiesz, jak się cieszę.- Całuje mnie lekko.- Tak bardzo was kocham.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz