POSTACIE Strona głóna

niedziela, 10 września 2017

113. NAJMĄDRZEJSZY CZŁOWIEK ŚWIATA

Prowadzę moją córeczkę po ulicach Paryża, w którym aktualnie mieszkamy od jakiś dwóch miesięcy. Przechodzimy przez przejście dla pieszych i znów znajdujemy się na chodniku, tym razem już w uliczce z kamienicą, w której mieszkamy. Gdy jesteśmy już mniej więcej w połowie drogi do wejścia na malutkie podwóreczko, moja towarzyszka podróży zatrzymuje się w miejscu. Wzdycham cicho i odwracam się w jej kierunku, po czym kucam, żeby znaleźć się na jej poziomie.
-Co tam, królewno?- Pytam, gdy ta milczy. Obserwuję jak napełnia buzie powietrzem, a po chwili spuszcza je ze świstem.
-Bo ja wiem, tato, że jesteś najmądrzejszy na świecie, no oczywiście za mamą, ale jednak nadeptujesz linie na chodniku. Dlaczego to robisz?- Powstrzymuję uśmiech, chcąc chociaż udać poważnego, ale chyba nic nie przychodzi mi mądrego na myśl. Nawet nie umiem obronić się na wiadomość, o zdetronizowaniu przez żonę z najmądrzejszych osób.
-Obiecuję się poprawić.- Wykrztuszam w końcu.- To jak? Idziemy dalej? Mama pewnie już na nas czeka.- Dziewczynka kiwa szybko głową w górę i w dół, a ja prostuję się i kontynuujemy podróż.
Tym razem staram się nie wdeptywać na linię, ale mój but jest za długi i po prostu nie mieści się w kostce, co wspólnie komentujemy jedynie westchnieniem. W ciszy wchodzimy na drugie piętro, a następnie do mieszkania. Mała biegnie do pokoiku, w którym nocuje i gdzie trzyma większość zabawek, a ja podążam do drugiej części mieszkania, przerobionej na studio fotograficzne, gdzie spodziewam się znaleźć moją żonę. I dostrzegam ją pochyloną nad biurkiem i sprawdzającą coś na laptopie, cały czas rozmawiającą po francusku. Opieram się o framugę i cierpliwie czekam, aż skończy rozmawiać z prawdopodobnie z jakąś osobą z Vogue o zdjęciach, które zrobiła na wczorajszej sesji, właśnie dla tego magazynu. W pewnym momencie odwraca się i wywraca oczami, ale na jej ustach pojawia się lekki uśmiech. Po mniej więcej dwóch minutach kończy, wzdychając z ulgą.
-Cześć.- Mówi, zamykając laptopa, bez wyłączenia go, a następnie zbliża się do mnie i wtula w moje ciało.- Dawno temu wróciliście?- Mruczy w moją koszulkę.
-Przed momentem.- Cmokam ją w czubek głowy.- Jakiś problem ze zdjęciami?- Pytam, gdy ta się odrywa ode mnie.
-Nie, tylko wiesz jak to jest we Francji, mało im papierów, to dowalili mi kolejną umowę za tą sesję i kolejne dziesięć stron na następną za dwa tygodnie.- Jęczy, opierając głowę na mojej klatce piersiowej.
-A pamiętasz jak Terry robił tu wystawę?- Śmieję się cicho, a ta prostuje z poważną miną.
-Nawet mi o tym nie przypominaj. To był jeden wielki koszmar. Gdzie Luckie?- Kobieta rozgląda się dookoła, po czym zatrzymuje wzrok na mojej twarzy.
-Poszła do pokoju.- Przechodzimy do salonu, a zielonooka siada na oparciu sofy.
-Jay, musimy poważnie porozmawiać.- Marszczy nos, jedną nogą wytupując jakiś rytm. Z jękiem siadam na fotelu, bo nie cierpię takich rozmów, a ta odwraca się i zsuwa na siedzenie kanapy. Pląta nogi, siadając po turecku.
-Słucham cię uważnie.- Mruczę, zastanawiając się czy zrobiłem coś źle ostatnio.
-Nie martw się, tym razem nie chodzi o ciebie.- Czarnowłosa śmieje się cicho, zapewne z mojej miny.- Chodzi mi o Ellie i o to, że za rok pójdzie do szkoły, a to oznacza koniec takiego naszego koczowania w Paryżu i NY.- Napełnia usta powietrzem, tak samo jak przed kilkunastoma minutami zrobiła to nasza córka.
-A w czym tu jest problem? Wrócimy po prostu do LA.- Wzruszam ramionami.- Coś jeszcze?
-Nie.- Kobieta uśmiecha się szeroko.- Wszystko zostało już omówione.- Opada na poduszkę, a do salonu wbiega nasza córka z kartkami i kredkami.
-Cześć, mamo!- Woła, odkładając cały swój bagaż na szklanym stoliku, a następnie wychodzi na sofę i przytula zielonooką mocno.

OLIVIA

Spoglądam niepewnie na własną matkę z malutką Melody na rękach, która stoi po drugiej stronie wielkiej szyby i przygląda mi brązowymi oczętami. Uderzam w dzielący nas przedmiot, jednocześnie krzycząc jak mocno je kocham i chcę, żeby wróciły, ale ta jedynie przykłada wolną dłoń do ust i tak po prostu znika z dziewczynką.
***
Siadam na łóżku, próbując ochłonąć po śnie. Sięgam na ślepo po telefon, leżący na szafeczce i odblokowuję go, sprawdzając jednocześnie godzinę. Minęła już trzecia, a ja cichutko wysuwam się spod pościeli, uważając, żeby nie zbudzić Jareda, który pochrapuje obok. Wychodzę z naszej sypialni, oświetlając sobie drogę i kieruję się prosto do pokoju, w którym śpi Elizabeth, zachowując się równie cicho, co znów jest nie potrzebne, bo dziewczynka mogłaby przespać wszystko. Przez moment przyglądam się Luckie, która wygląda na jeszcze  mniejszą w wielkim łóżku małżeńskim, w którym normalnie mocuje Terry i Alex.
Ile bym dała, żeby spały w tym miejscu dwie osoby. Wzdycham cicho, zagryzając wargę, jednocześnie powstrzymując łzy. Tuż po narodzinach Ellie, chcieliśmy mieć jeszcze jedno dziecko, żeby podwoić ilość miłości jaką ofiarujemy naszej córce na kolejną małą istotkę w naszym życiu, ale tym razem dobitnie wytłumaczono nam, że nie ma co liczyć na kolejny cud. Dlatego właśnie traktujemy tą kruszynkę jak nasz własny skarb.
Po kilku minutach nachylam się i składam na jej czole całusa, a potem wycofuję się do kuchni połączonej z salonem. Zaglądam do lodówki, z której wyciągam małą butelkę wody, po czym prawie podskakuję, gdy z mojego telefonu wydobywa się “Highway to hell”, czyli mój dzwonek, a zaraz potem milknie. Biorę głęboki wdech, odkładając mój niedoszły napój na blat i nasłuchując czy przebój AC/DC nie obudził przypadkiem Jareda, ale w mieszkaniu panuje cisza, przerwana jedynie krótkim piknięciem, dochodzącym również z mojego telefonu. Po raz kolejny go odblokowuję, bo z tego wszystkiego przez moment stałam w całkowitym mroku i odczytuję  wiadomość od Jacka: “Sorcia, zapomniałem, że szwędacie się po Europie, a tam jest teraz noc.”. Uśmiecham się lekko, klikając w napis “POŁĄCZ” i przekładam komórkę do ucha, a po chwili muzyk odbiera.
-Sorry, ja naprawdę nie chciałem.- Odzywa się.
-Nic się nie stało, White. I tak nie spałam.- Rzucam, przenosząc się z wodą na sofę.- Co tam?
-To dziecko idź  spać, bo z tego co na szybko przeliczyłem u was już druga w nocy.
-Trzecia.- Poprawiam.- Spałam, ale miałam dziwny sen.- Wzdycham, mając przed oczami moją matkę wraz z naszą pierwszą córką.
-Chcesz o tym podagać?
-Dzięki, White, ale raczej nie. Poradzę sobie, ale doceniam twoje chęci.- Unoszę jeden kącik ust w góry.
-Oke, ale wiesz, że zawsze możesz mi się wygadać, jeśli coś cię trapi?- Śmieję się cicho,  bo znów zaczyna zachowywać się jak starszy brat, którego nigdy nie miałam.
-Wiem, ale naprawdę dam sobie radę. Ale chłopie, nadal nie wyjaśniłeś mi po co dzwoniłeś.- Nasuwa na nogi kocyk, leżący do tej pory na oparciu.
-Chciałem się tylko spytać co u was? Kiedy wracacie? Tęsknię za moją ulubioną czarnulką.- Mruczy, na co reaguję śmiechem.
-Ale mówisz o mnie czy o Luckie?
-Nie odpowiem na to pytanie.- Przez moment milczymy.- Dobra, Lizi, idź spać, bo przy najbliżej okazji oberwę od twojego męża, że romansujemy w środku nocy.
-Nie wiem jak ma się o tym dowiedzieć, skoro ja nie zamierzam mu o tym mówić?
-No już nie zgrywaj się. I tak mu wszystko wypaplasz.- Wywracam oczami.- Spać, spać. Wio!
-Jasne, już się zbieram. Pozdrów dzieciaki.
-Nawzajem. Pa.- Rozłącza się zanim nawet z moich ust wydobywa się jakiekolwiek słowo.
-No to pa.- Mruczę, podnosząc się. Upija jeszcze łyczek wody i wracam do sypialni, gdzie na łóżku siedzi Jay i wpatruje się we mnie ze zmarszczonymi brwiami. Zapalił lampkę, więc odkładam komórkę na szafkę.
-Wszystko w porządku?- Pyta, gdy siadam obok. Przyciąga mnie do siebie i cmoka we włosy.
-Nic się nie stało. Sprawdzałam tylko czy Luckie śpi, no i przy okazji porozmawiałam z Jackiem.- Odpowiadam, wtulając się w jego ciała.
-Śniła ci się mama?- Kiwam lekko głową, a ten ponawia całusa.- Melody też?- Odrywam się lekko, żeby na niego spojrzeć.
-Możemy o tym nie rozmawiać?- Tym razem zostawia leciutki pocałunek na moich ustach.- Wiesz przecież, że zbliża się rocznica.- Przejeżdżam palcami po jego policzku.
-Wiem, ale martwię się o Ciebie.- Mruczy.- Nie śpisz po nocach.- Dodaje.
-Przejdzie mi, zobaczysz.- Uśmiecham się lekko.- Wracajmy do spania.- Kładę się na swojej połowie łóżka, a tej idzie moim śladem i po chwili leży obok mnie. Przekręcam się w bok i wtulając się w jego ciało.- Bardzo cię kocham.- Szepczę.
-Ja ciebie też, Aniele.- Odpowiada.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz