Z wielkim uśmiechem wychodzę z windy, prowadząc Elizabeth za rękę. Już sama nie pamiętam kiedy ostatnio byłam w studiu ojca, a teraz gdy już tu nie pracuję i nie muszę zrywać się z samego rana, żeby zdążyć na sesję, pojawiam się tu szczęśliwa. Nie żebym wcześniej nie lubiła tego miejsca, ale teraz darzę go jeszcze większą sympatią niż wcześniej.
-Puk, puk. Jest tu kto?- Wołam, a z gabinetu wychyla się głowa fotografa.
-Witam serdecznie mojego kochanego Kangurka i Puchatka.- Unosi kąciki ust w górę, a dziewczynka wyrywa mi się i po chwili stoi wtulona w nogę swojego dziadka.
-Cześć, Terry.- Podchodzę bliżej i cmokam go w policzek.- Jestem, tak jak prosiłeś.- Wchodzę do środka i zwalam się na jego ulubiony fotel, za co zostaję zmrożona wzrokiem czyli tak jak zawsze.- To co mam zrobić?- Pytam, obserwując jak podnosi swoją wnuczkę na ręce i razem siadają na fotelu obok.
-Chciałem tylko pogadać, jak ojciec z córką.- Mruczy, nachylając się do szafki. Po chwili wyciąga z niej miśka, którym zawsze bawiłam się w czasie przerw, choć byłam już wtedy dorosła…- Co powiesz na taką zabawkę, hmm?- Podaje ją dziewczynce, a ta zeskakuje z jego kolan i siada na trzecim i ostatnim fotelu, po czym robi proszącą minę w moim kierunku, więc podaje jej mały, różowiutki plecaczek z zabawkami, z którym nie rozstaje się na krok poza domem, chyba że idziemy na plac zabaw, chociaż i wtedy zabiera w nim jakąś zabawkę tak na wszelki wypadek.
-Dziękuję.- Woła zadowolona i zaczyna zabawę. Kieruję wzrok na Terenca, który wygląda na zdenerwowanego.
-Gdzie Skinny?- Pytam, nigdzie nie dostrzegając jego dziewczyny i jednocześnie asystentki.
-No właśnie o nią mi chodzi.- Zaczyna mężczyzna, zagryzając wargę.
-Tylko nie mów, że się rozstaliście.- Jęczę, krzywiąc się.
-Nie.- Zielonooki śmieję się cicho, ale wygląda to trochę tak jakby chciał odreagować. Marszczę brwi, bo chyba nie rozumiem o co mu chodzi.
-Więc? Co masz mi do powiedzenia?- Napełniam usta powietrzem, czekając aż wreszcie wydusi to z siebie.
-Głupio mi o tym mówić.- Wzdycha.- Ale Skinny jest w ciąży.- Fotograf opuszcza głowę, a ja wypuszczam gwałtownie powietrze. Tego chyba się nie spodziewałam.
-Nie cieszysz się?- Pytam niepewnie, bo nie bardzo wiem jak mam zareagować.
-Cieszę się, ale po tym jakim byłem ojcem dla ciebie, nie chcę, żebyś czuła się tą gorszą czy coś w tym rodzaju. No wiesz, że nie cały czas byłem przy tobie.- Mruczy.- A teraz zamierzam stać się ojcem o jakim dziecko marzy.
-Ej, staruszku, byłeś świetnym ojcem.- Wysyłam w jego kierunku uśmiech, bo w końcu zdołał na mnie spojrzeć.- Nawet wtedy, gdy kłóciliście się z mamą. I mówię poważnie. No i fajnie będzie mieć rodzeństwo młodsze od mojej córki.- Mężczyzna śmieje się, tym razem już naprawdę, a ja razem z nim.
-Nawet nie wiesz jak mi ulżyło.- Wzdycha.- Jesteś pierwszą osobą, której to powiedzieliśmy.- Dodaje.
-Chyba ty powiedziałeś.- Poprawiam.- To gdzie ona jest?
-U lekarza. Ale za niedługo powinna wrócić.
***
Otwieram mieszkanie kluczem, a zaraz potem wchodzimy z Elizabeth do środka. Dziewczynka od razu znika w swoim pokoju, a ja odkładam torebkę na szafkę w przedpokoju i pozbywam się butów. Marszczę brwi, bo Jared nie miał na dzisiaj nic zaplanowane i miał nie wychodzić z domu, a wnioskując po zamkniętych drzwiach, chyba gdzieś jednak wybył. Przeczesuję włosy palcami, a zaraz potem związuję je w małego kucyka, bo na nic więcej nie mogę sobie pozwolić z obecną długością. W kuchni zaglądam do lodówki, a następnie do garczków, stojących na kuchence, czyli obiad już gotowy. Odwracam się, słysząc otwieranie drzwi i w progu sypialni dostrzegam zaspanego Jaya.
-Cześć, śpiochu.- Spotykamy się mniej więcej w połowie salonu. Cmokam go w usta na przywitanie, a ten kładzie dłonie na moich biodrach i przyciąga mnie bliżej.
-Cześć, Aniołku.- Mruczy, opierając głowę na moim ramieniu.
-Skoro spanie cię wzięło w dzień, to co będziesz robić w nocy?- Uśmiecham się szeroko.
-Jeszcze zobaczysz.- Szepcze do mojego ucha, przy okazji chuchając na moją szyję.
-W takim razie też muszę sobie zafundować taką drzemkę.- Wyplątuję się z jego ramion i siadam na oparciu sofy, a ten wygląda jakbym zabrała mu ulubioną zabawkę.
-I co u Terrego? Znów wykorzystywał cię do roboty, która jemu nie pasowała?- Pyta, siadając obok mnie.
-Nie tym razem. Tylko rozmawialiśmy.- Muzyk marszczy brwi, spoglądając na mnie i jednocześnie łapiąc moją dłoń.
-Trochę nie chce mi się w to wierzyć. To o czym rozmawialiście?
-Będę miała rodzeństwo.- Oznajmiam, a ten otwiera usta ze zdziwieniem.- Skinny jest w ciąży i to nie uwierzysz, bo bliźniaczej.- Dzielę się z nim nowościami, które usłyszałam po przybyciu dziewczyny mojego ojca.
-Cóż, tego się nie spodziewałem.- Niebieskooki robi najpierw jakąś minę, którą nie umiem zinterpretować, a zaraz potem uśmiecha się.- Trochę śmiesznie, że Luckie będzie mieć wujków młodszych od siebie.- Dodaje.
-O tym samym pomyślałam.- Mówię, kładąc mu głowę na ramieniu, a z pokoju wypada dziewczynka z misiem w rączce i po chwili stoi wtulona w nogę Jareda.
-Cześć, Królewno.- Zaczyna, podnosząc ją na ręcę i cmokając w nosek.- Jak było u dziadka?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz