4 sierpień 2006
Uśmiecham się na widok
czarnowłosej, która siedzi obok mnie i rozmawia z Shannonem o uwaga, uwaga
krzywiźnie ołówka. Wywracam oczami na kolejną uwagę mojego brata. Dziewczyna
odwraca się do mnie z grymasem na twarzy.
-Powiedz mu, że nie każdy ołówek
jest idealnie prosty, a w sumie to nawet nie możliwe.
-Ona dobrze mówi, Bro.-
Potwierdzam, obejmując ją ramieniem.
-Czy tylko ja tu myślę?- Brunet
wyrzuca ręce w góre, a obok nas pojawia
się Tomislav.
-Ja też myślę.- Oznajmia.- A o co
tak właściwie chodzi?- Spogląda na każdego z nas z pytającym wyrazem twarzy.
-Ołówki są proste, prawda?-
Perkusista kieruje swój wzrok na Chorwata.
-Teoretycznie tak, praktycznie nie.
Każdy ma jakiś minimalny kąt odchylenia.- Tłumaczy, po czym kontynuuje wędrówkę
między stolikami.
Nagle wszyscy cichną i kierują
wzrok na Matta i Libby, siedzących w centralnym miejscu sali. Nasz basista
unosi kieliszek w górę i zaczyna swoją wypowiedzieć.
-Zebraliście się tu wszyscy dla
mnie i mojej ukochanej, za co niezmiernie wam dziękujemy. Jest tu ze mną cała
moja rodzina, przyjaciele i za to was uwielbiam. Chciałem wam za po
podziękować, a szczególnie trzem osobom, dzięki którym moje życie jest… No cóż,
dość dziwne, zaskakujące, i tak dalej. No i oczywiście, chcę podziękować mojej
pięknej żonie, którą kocham nad życie. Chcę spędzić resztę swoich dni z tobą u
boku.- Podaje jej rękę i pomaga wstać, po czym całuje ją czule. Rozglądam się
dookoła, połowa osób płacze. No, okey, jak kto woli, ale tu chyba należy się
cieszyć ich szczęściem, a nie płakać.- No dobrze, teraz możecie wypić nasze
zdrowie i zmykać na parkiet.- Szczerzy się do swoich gości i na raz wypija całą
zawartość kieliszka, podobnie jak wszyscy obecni tu, no może z wyjątkiem
dzieci.
-Olivio Richardson, zatańczysz ze
mną?- Zwracam się do mojej towarzyszki, szepcząc wprost do jej ucha, a ona uśmiecha
szeroko.
-No na myślę.- Całuje mnie w
policzek. Pomagam jej wstać od stołu i prowadzę na parkiet. Łapię ją w ramiona,
a ona kładzie głowę na mojej klatce piersiowej. Delikatnie wprawiam w ruch
nasze ciała i chłonę jej obecność.
Nigdy nie sądziłem, że to z nią
spędzę ten wieczór. Matt planował to wesele już od dawna i szczerzę, jakoś nie
spodziewałem się zaproszenia na nie, ze względu na moje wcześniejsze
zachowanie, jednak najwyraźniej mój starszy braciszek musiał wygadać się
basiście o moim związku z piękną czarnowłosą, która właśnie w tym momencie
wsłuchuje się w bicie mojego serca.
Nagle piosenka zmienia się na
jakąś szybszą, a obok nas pojawia się para młoda. Spoglądam na przyjaciela z
zespołu, nie rozumiejąc o co im chodzi.
-Odbijamy.- Mówi, a ja z cichym
jękiem sprzeciwu oddaję mu moją dziewczynę, a sam zaczynam tańczyć z Libby.
-Och, Jared, ostatnim razem
widziałam cię w takim stanie po jednym z koncertów w barze u Foley’a.-
Uśmiecham się na samo wspomnienie.- Nie jestem pewna, ale mam przeczucie, że
Olivia i tamta dziewczyna to ta sama osoba.
-I tym razem, przeczucie cię nie
myli.- Odpowiadam, ukazując rząd moich ząbków.- Choć nie jestem pewny, czy aby
na pewno twoje przeczucie miało racje wychodząc za tego głąba.- Brunetka
prycha.
-No cóż, to lepsze niż związek z pajacem,
którym jest twój brat.- Śmieję się.
-W tym akurat masz racje.-
Obracam głowę, szukając wzrokiem mojej towarzyszki. Niestety jej nie wyłapuję,
za to moje spojrzenie przykuwa Shannimal tańczący w towarzystwie Emmy. Wszystko
byłoby w porządku, gdyby nie to, że szepta jej na ucho jakieś pewnie miłe
słówka, bo na jej policzki wkrada się rumieniec.- Moment, czy ja, aby o czymś
nie wiem?- Pytam, wskazując na tą parę.
-Dla mnie to też nowość.-
Oznajmia, w momencie kiedy piosenka się kończy. Obok nas zjawia się blondyn i
czarnowłosa.
-No dobra, oddawaj mi moją żonę.-
Mówi, chwytając brunetkę za rękę. Po raz kolejny zaczynamy z Olivią taniec,
jednak znów zostaje on zakłócony, tym razem przez gitarzystę i jego dziewczynę.
-Jak się pewnie spodziewasz, nie
dane będzie ci delektować tym tańcem z panną Richardson.- Zaczyna Chorwat z
krzywym uśmiechem i to dosłownie krzywym. Następuję zamiana partnerek.
-Oni to robią specjalnie?- Zadaje
pytanie, czysto retoryczne.- Matt, teraz Tomo, jeszcze brakuje Shannona.
-Nie martw się, on też czym
prędzej się napatoczy.- Odpowiada, kobieta, która zna Miličevica odkąd
pamiętam.
-Tak właściwie, to jak poznałaś
Tomo?- Zadaje pytanie, które męczy mnie już od dłuższego czasu.
-Jeszcze w szkole. Chodziliśmy do
tej samej klasy, no i cóż, zaczęliśmy się spotykać i jakoś to trwa do teraz.-
Uśmiecha się.- Chociaż czasem mam ochotę wywalić go z domu, za te jego durne
pomysły.- Dodaje.- A teraz ty mi się spowiadaj jak to było z Olivią.
-Panna Richardson to ta
dziewczyna z baru.- Mówię, a ona unosi jedną brew w górę.
-A mógłbyś mi powiedzieć coś
czego nie wiem? Może jak ją znalazłeś w Nowym Yorku, przecież to wielkie
miasto.
-Przypadkiem. Wpadła na mnie,
biegnąc do pracy.- Unoszę kąciki ust w górę.- Ale prędzej czy później i tak
byśmy się spotkali.
-Skąd ta pewność? A dobra, już
wiem, jest córką Terrego, a to twój kumpel od siedmiu boleści, który upija
każdego swoją whisky.
-No cóż, odkąd jestem z nią,
jakoś zmienił swoje podejście do mnie.
-Nie dziwię mu się, czasem
zachowujesz się jak dupek.- Wywracam oczami.
-Było minęło, tak? Skończyłem z
tym.
-Wiem, wiem. Chyba pora, abyś
mnie oddał mojemu kretynowi.- Mruczy.
OLIVIA
Tańczę z Mattem do jednej z
piosenek zespołu Red Hot Chili Peppers, którego wprost uwielbiam, gdy basista
Marsów zaczyna.
-Jak udało ci doprowadzić do
porządku tego głąba?- Pyta, a ja patrzę na niego zdezorientowana.- Ostatnim
razem widziałem szczęśliwego Jareda po tych występach w barze w LA, a wraz z
ich zakończeniem stał się dupkiem bez serca.- Kontynuuje, a ja nie wiem jak mam
to skomentować.
-Ja… Nic takiego nie zrobiłam.-
Odzywam się po chwili.
-I tak ci nie wierzę. On by się od
tak nie zmienił. I powiem ci coś jeszcze. Jesteś naszym cudem prosto z Marsa.-
Na jego ustach pojawia się uśmiech.- Bez ciebie długo byśmy nie pożyli.
Dziękuję w imieniu nas wszystkich, w tym Echelonu.- Kłania się przede mną,
niczym Książę.- No dobra, pora oddać cię Jayowi.- Prowadzi mnie do mojego
towarzysza. -No dobra, oddawaj mi moją żonę.- Mówi, chwytając brunetkę za rękę,
po czym znikają w tłumie wirujących par. Z uśmiechem na ustach zaczynamy
tańczyć, gdy obok nas zjawia się Chorwat ze swoją dziewczyną.
-Jak się pewnie spodziewasz, nie
dane będzie ci delektować tym tańcem z panną Richardson.- Zaczyna gitarzysta
uśmiechając się. Łapie mnie w objęcia i zaczyna poruszać się w rytm piosenki,
tym razem Linkin Park. Jestem ciekawa kto je wybierał, bo żadna nie pasuje do
tego rodzaju przyjęcia.- I jak wrażenia po poznaniu Vicki?- Pyta.
-Nie mogłeś lepiej trafić.-
Mówię, zgodnie z prawdą.
-Wiesz, ty jesteś jednym z
najlepszych wyborów w życiu Jareda. O ile nie najlepszych, nie wliczając
oczywiście przyjęcia mnie do zespołu.- Śmieję się.
-Rzeczywiście chłopaki dobrze
zrobili przyjmując cię do zespołu.
JARED
Łapię dziewczynę za rękę i
prowadzę do wyjścia z budynku. Spoglądam na nią, delektując się jej pięknem. Ma
na sobie czarną, koronkową sukienkę bez ramiączek, przed kolano. Włosy zostawiała
rozpuszczone, twierdząc, że nie ma siły się z nimi użerać. Wychodzimy z hotelu,
wprost do ogrodu, gdzie naszą uwagę przykuwa oświetlony basen. Jest już po
trzeciej, a nawet nie zapowiada się, aby impreza się kończyła.
-Pięknie tu.- Mówi moja
towarzyszka, zatrzymując się przy żywopłocie.
-Jak ostatnim razem tu byłem,
wyglądało to zupełnie inaczej.- Kładę głowę na jej ramieniu i wdycham jej zapach.
-Matt zdecydował się na to
miejsce ze względu na „The Kill”?- Pyta, a ja przytakuję całując przy okazji
jej szyję.
-A przynajmniej tak mi się
wydaję. No cóż, będę tęsknił za nim jak odejdzie z zespołu.
-Macie jeszcze czas do końca
roku. – Odwraca głowę w moim kierunku i smyra mój nos swoim, po czym podchodzi
bliżej krawędzi basenu, gdzie kładzie swoje buty. Wpatruje się w nią, po czym
podchodzę do niej. Wbijam się w jej wargi, a ona przeczesuje moje włosy
palcami. Jęczy wprost w moje usta. Nigdy nie sądziłem, że jednym pocałunkiem
wywołam u niej taką reakcję.
-Masz ochotę na to samo co ja?-
Pytam, zalewając jej szyję pocałunkami.
-Mhm…- Wymrukuje, nie wiedząc na
co się właśnie zgodziła. Robię krok do przodu, przez co lądujemy w basenie.
Czarnowłosa wynurza się i odkłada koło butów swoją komórkę.- Chyba jednak
chodziło mi o co innego.- Rzuca, a ja podpływam do niej.- Zabiłeś mi…- Zaczyna,
ale ja znów atakuję jej wargi.- Hej, opamiętaj się.- Wyrywa mi się.- Ja chcę
sobie na przykład popływać.- Ucieka mi na drugi koniec basenu, a ja się nie
ruszam.- No dobra, znudziło mi się.- Oznajmia, jednak ja nie reaguję.- Naprawdę
trzeba ci to powtarzać dwa razy?- Kręci głową z politowaniem i jednym, zgrabnym
ruchem wychodzi z wody. Dopiero teraz się budzę i podążam za nią.
-Aniele…
OLIVIA
Wychodzę z basenu, do którego
wrzucił mnie ten głąb. Mimo wszystko nie jestem na niego za to zła. Jedynie o
czym mogłam pomyśleć, to zostawienie telefonu przy stoliku. Ale teraz to już za
późno.
-Aniele.- Odwracam się na dźwięk głosu mojego chłopaka,
a ten brutalnie wbija się w moje usta. Zaskoczona jego ruchem, potykam się o
własne nogi i lecę do tyłu, a on razem ze mną. Lądujemy na mięciutkiej trawie,
a on ani na moment nie odrywa się od moich warg. Jego dłonie błądzą po mojej
talii, a moje nurkują pod jego marynarkę, której po chwili się pozbywam.
Turlamy się po trawniku, gdy przerywa nam chrząknięcie.
-Nie wolno tutaj przebywać w
nocy. Proszę powrócić do budynku.- Unoszę głowę i zauważam jednego z
pracowników hotelu. Z rumieńcem na twarzy wstaje z mężczyzny. Podchodzę do
krawędzi basenu i podnoszę szpilki i komórkę, po czym kieruję się do środka.
-Olivia, czekaj.-Zatrzymuję się na dźwięk swojego imienia. Po
chwili Jared mnie dogania i łapie za rękę.- Mam wrażenie, że nie powinniśmy w
takim stanie wracać na sale, więc możemy iść prosto do pokoju.- Szepcze wprost
do mojego ucha.
-Myślę, że to dobry pomysł.- Odpowiadam. Jay prowadzi mnie
przez labirynty korytarz, aż w końcu docieramy do naszego pokoju. Wchodzimy do
niego.- Odsuń mi sukienkę.- Mówię. Najwyraźniej nie trzeba mu tego dwa razy
powtarzać, bo po chwili ta część garderoby leży na wykładzinie.- Idę pod
prysznic, sama.- Podkreślam.- A ty też się tu rozbierz, bo przez jakiegoś
idiotę wylądowaliśmy w basenie.
JARED
Czarnowłosa znika w łazience, a
ja z cichym jękiem ściągam z siebie koszule i spodnie. Rzucam to wszystko obok
sukienki Olivii i siadam na fotelu. Zawsze marzyłem o dziewczynie, która nie
przejmuje się rozwaloną fryzurą, czy makijażem i wreszcie taką znalazłem. A na
dodatek całowała się ze mną, tarzając po trawniku. Tego jeszcze nie było. Po
kilku minutach wychodzi z pomieszczenia, a na sobie ma jedynie koronkowe majtki
i zwiewną koszulkę, kończącą się w połowie brzucha. Automatycznie wstaję,
jednak ta wystawia dłoń, zatrzymując mnie.
-Pierwsze prysznic.- Mówi, a ja
jęczę ze sprzeciwem.- Już, bo inaczej nie wpuszczę cię do łóżka.- Wysyła w moim
kierunku słodki uśmiech, a ja z grymasem na twarzy wchodzę do łazienki. Po
najszybszym prysznicu w swoim życiu, wracam do sypialni, gdzie na łóżku,
wtulona w poduszkę, śpi czarnowłosa. No tak, a czego ja się spodziewałem. Że
ten wieczny śpioch poczeka na mnie? Kładę się obok niej i z uśmiechem
przykrywam nas kołdrą. Dziewczyna przez chwile mruczy coś niezrozumiałego dla mnie,
by po chwili wtulić się we.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz