POSTACIE Strona głóna

czwartek, 22 października 2015

15. WESELE


4 sierpień 2006
Uśmiecham się na widok czarnowłosej, która siedzi obok mnie i rozmawia z Shannonem o uwaga, uwaga krzywiźnie ołówka. Wywracam oczami na kolejną uwagę mojego brata. Dziewczyna odwraca się do mnie z grymasem na twarzy.
-Powiedz mu, że nie każdy ołówek jest idealnie prosty, a w sumie to nawet nie możliwe.
-Ona dobrze mówi, Bro.- Potwierdzam, obejmując ją ramieniem.
-Czy tylko ja tu myślę?- Brunet wyrzuca  ręce w góre, a obok nas pojawia się Tomislav.
-Ja też myślę.- Oznajmia.- A o co tak właściwie chodzi?- Spogląda na każdego z nas z pytającym wyrazem twarzy.
-Ołówki są proste, prawda?- Perkusista kieruje swój wzrok na Chorwata.
-Teoretycznie tak, praktycznie nie. Każdy ma jakiś minimalny kąt odchylenia.- Tłumaczy, po czym kontynuuje wędrówkę między stolikami.
Nagle wszyscy cichną i kierują wzrok na Matta i Libby, siedzących w centralnym miejscu sali. Nasz basista unosi kieliszek w górę i zaczyna swoją wypowiedzieć.
-Zebraliście się tu wszyscy dla mnie i mojej ukochanej, za co niezmiernie wam dziękujemy. Jest tu ze mną cała moja rodzina, przyjaciele i za to was uwielbiam. Chciałem wam za po podziękować, a szczególnie trzem osobom, dzięki którym moje życie jest… No cóż, dość dziwne, zaskakujące, i tak dalej. No i oczywiście, chcę podziękować mojej pięknej żonie, którą kocham nad życie. Chcę spędzić resztę swoich dni z tobą u boku.- Podaje jej rękę i pomaga wstać, po czym całuje ją czule. Rozglądam się dookoła, połowa osób płacze. No, okey, jak kto woli, ale tu chyba należy się cieszyć ich szczęściem, a nie płakać.- No dobrze, teraz możecie wypić nasze zdrowie i zmykać na parkiet.- Szczerzy się do swoich gości i na raz wypija całą zawartość kieliszka, podobnie jak wszyscy obecni tu, no może z wyjątkiem dzieci.
-Olivio Richardson, zatańczysz ze mną?- Zwracam się do mojej towarzyszki, szepcząc wprost do jej ucha, a ona uśmiecha szeroko.
-No na myślę.- Całuje mnie w policzek. Pomagam jej wstać od stołu i prowadzę na parkiet. Łapię ją w ramiona, a ona kładzie głowę na mojej klatce piersiowej. Delikatnie wprawiam w ruch nasze ciała i chłonę jej obecność.
Nigdy nie sądziłem, że to z nią spędzę ten wieczór. Matt planował to wesele już od dawna i szczerzę, jakoś nie spodziewałem się zaproszenia na nie, ze względu na moje wcześniejsze zachowanie, jednak najwyraźniej mój starszy braciszek musiał wygadać się basiście o moim związku z piękną czarnowłosą, która właśnie w tym momencie wsłuchuje się w bicie mojego serca.
Nagle piosenka zmienia się na jakąś szybszą, a obok nas pojawia się para młoda. Spoglądam na przyjaciela z zespołu, nie rozumiejąc o co im chodzi.
-Odbijamy.- Mówi, a ja z cichym jękiem sprzeciwu oddaję mu moją dziewczynę, a sam zaczynam tańczyć z Libby.
-Och, Jared, ostatnim razem widziałam cię w takim stanie po jednym z koncertów w barze u Foley’a.- Uśmiecham się na samo wspomnienie.- Nie jestem pewna, ale mam przeczucie, że Olivia i tamta dziewczyna to ta sama osoba.
-I tym razem, przeczucie cię nie myli.- Odpowiadam, ukazując rząd moich ząbków.- Choć nie jestem pewny, czy aby na pewno twoje przeczucie miało racje wychodząc za tego głąba.- Brunetka prycha.
-No cóż, to lepsze niż związek z pajacem, którym jest twój brat.- Śmieję się.
-W tym akurat masz racje.- Obracam głowę, szukając wzrokiem mojej towarzyszki. Niestety jej nie wyłapuję, za to moje spojrzenie przykuwa Shannimal tańczący w towarzystwie Emmy. Wszystko byłoby w porządku, gdyby nie to, że szepta jej na ucho jakieś pewnie miłe słówka, bo na jej policzki wkrada się rumieniec.- Moment, czy ja, aby o czymś nie wiem?- Pytam, wskazując na tą parę.
-Dla mnie to też nowość.- Oznajmia, w momencie kiedy piosenka się kończy. Obok nas zjawia się blondyn i czarnowłosa.
-No dobra, oddawaj mi moją żonę.- Mówi, chwytając brunetkę za rękę. Po raz kolejny zaczynamy z Olivią taniec, jednak znów zostaje on zakłócony, tym razem przez gitarzystę i jego dziewczynę.
-Jak się pewnie spodziewasz, nie dane będzie ci delektować tym tańcem z panną Richardson.- Zaczyna Chorwat z krzywym uśmiechem i to dosłownie krzywym. Następuję zamiana partnerek.
-Oni to robią specjalnie?- Zadaje pytanie, czysto retoryczne.- Matt, teraz Tomo, jeszcze brakuje Shannona.
-Nie martw się, on też czym prędzej się napatoczy.- Odpowiada, kobieta, która zna Miličevica odkąd pamiętam.
-Tak właściwie, to jak poznałaś Tomo?- Zadaje pytanie, które męczy mnie już od dłuższego czasu.
-Jeszcze w szkole. Chodziliśmy do tej samej klasy, no i cóż, zaczęliśmy się spotykać i jakoś to trwa do teraz.- Uśmiecha się.- Chociaż czasem mam ochotę wywalić go z domu, za te jego durne pomysły.- Dodaje.- A teraz ty mi się spowiadaj jak to było z Olivią.
-Panna Richardson to ta dziewczyna z baru.- Mówię, a ona unosi jedną brew w górę.
-A mógłbyś mi powiedzieć coś czego nie wiem? Może jak ją znalazłeś w Nowym Yorku, przecież to wielkie miasto.
-Przypadkiem. Wpadła na mnie, biegnąc do pracy.- Unoszę kąciki ust w górę.- Ale prędzej czy później i tak byśmy się spotkali.
-Skąd ta pewność? A dobra, już wiem, jest córką Terrego, a to twój kumpel od siedmiu boleści, który upija każdego swoją whisky.
-No cóż, odkąd jestem z nią, jakoś zmienił swoje podejście do mnie.
-Nie dziwię mu się, czasem zachowujesz się jak dupek.- Wywracam oczami.
-Było minęło, tak? Skończyłem z tym.
-Wiem, wiem. Chyba pora, abyś mnie oddał mojemu kretynowi.- Mruczy. 

OLIVIA


Tańczę z Mattem do jednej z piosenek zespołu Red Hot Chili Peppers, którego wprost uwielbiam, gdy basista Marsów zaczyna.
-Jak udało ci doprowadzić do porządku tego głąba?- Pyta, a ja patrzę na niego zdezorientowana.- Ostatnim razem widziałem szczęśliwego Jareda po tych występach w barze w LA, a wraz z ich zakończeniem stał się dupkiem bez serca.- Kontynuuje, a ja nie wiem jak mam to skomentować.
-Ja… Nic takiego nie zrobiłam.- Odzywam się po chwili.
-I tak ci nie wierzę. On by się od tak nie zmienił. I powiem ci coś jeszcze. Jesteś naszym cudem prosto z Marsa.- Na jego ustach pojawia się uśmiech.- Bez ciebie długo byśmy nie pożyli. Dziękuję w imieniu nas wszystkich, w tym Echelonu.- Kłania się przede mną, niczym Książę.- No dobra, pora oddać cię Jayowi.- Prowadzi mnie do mojego towarzysza. -No dobra, oddawaj mi moją żonę.- Mówi, chwytając brunetkę za rękę, po czym znikają w tłumie wirujących par. Z uśmiechem na ustach zaczynamy tańczyć, gdy obok nas zjawia się Chorwat ze swoją dziewczyną.
-Jak się pewnie spodziewasz, nie dane będzie ci delektować tym tańcem z panną Richardson.- Zaczyna gitarzysta uśmiechając się. Łapie mnie w objęcia i zaczyna poruszać się w rytm piosenki, tym razem Linkin Park. Jestem ciekawa kto je wybierał, bo żadna nie pasuje do tego rodzaju przyjęcia.- I jak wrażenia po poznaniu Vicki?- Pyta.
-Nie mogłeś lepiej trafić.- Mówię, zgodnie z prawdą.
-Wiesz, ty jesteś jednym z najlepszych wyborów w życiu Jareda. O ile nie najlepszych, nie wliczając oczywiście przyjęcia mnie do zespołu.- Śmieję się.
-Rzeczywiście chłopaki dobrze zrobili przyjmując cię do zespołu.

JARED


Łapię dziewczynę za rękę i prowadzę do wyjścia z budynku. Spoglądam na nią, delektując się jej pięknem. Ma na sobie czarną, koronkową sukienkę bez ramiączek, przed kolano. Włosy zostawiała rozpuszczone, twierdząc, że nie ma siły się z nimi użerać. Wychodzimy z hotelu, wprost do ogrodu, gdzie naszą uwagę przykuwa oświetlony basen. Jest już po trzeciej, a nawet nie zapowiada się, aby impreza się kończyła.
-Pięknie tu.- Mówi moja towarzyszka, zatrzymując się przy żywopłocie.
-Jak ostatnim razem tu byłem, wyglądało to zupełnie inaczej.- Kładę głowę na jej ramieniu i wdycham jej zapach.
-Matt zdecydował się na to miejsce ze względu na „The Kill”?- Pyta, a ja przytakuję całując przy okazji jej szyję.
-A przynajmniej tak mi się wydaję. No cóż, będę tęsknił za nim jak odejdzie z zespołu.
-Macie jeszcze czas do końca roku. – Odwraca głowę w moim kierunku i smyra mój nos swoim, po czym podchodzi bliżej krawędzi basenu, gdzie kładzie swoje buty. Wpatruje się w nią, po czym podchodzę do niej. Wbijam się w jej wargi, a ona przeczesuje moje włosy palcami. Jęczy wprost w moje usta. Nigdy nie sądziłem, że jednym pocałunkiem wywołam u niej taką reakcję.
-Masz ochotę na to samo co ja?- Pytam, zalewając jej szyję pocałunkami.
               -Mhm…- Wymrukuje, nie wiedząc na co się właśnie zgodziła. Robię krok do przodu, przez co lądujemy w basenie. Czarnowłosa wynurza się i odkłada koło butów swoją komórkę.- Chyba jednak chodziło mi o co innego.- Rzuca, a ja podpływam do niej.- Zabiłeś mi…- Zaczyna, ale ja znów atakuję jej wargi.- Hej, opamiętaj się.- Wyrywa mi się.- Ja chcę sobie na przykład popływać.- Ucieka mi na drugi koniec basenu, a ja się nie ruszam.- No dobra, znudziło mi się.- Oznajmia, jednak ja nie reaguję.- Naprawdę trzeba ci to powtarzać dwa razy?- Kręci głową z politowaniem i jednym, zgrabnym ruchem wychodzi z wody. Dopiero teraz się budzę i podążam za nią.
-Aniele…

OLIVIA


Wychodzę z basenu, do którego wrzucił mnie ten głąb. Mimo wszystko nie jestem na niego za to zła. Jedynie o czym mogłam pomyśleć, to zostawienie telefonu przy stoliku. Ale teraz to już za późno.
-Aniele.-  Odwracam się na dźwięk głosu mojego chłopaka, a ten brutalnie wbija się w moje usta. Zaskoczona jego ruchem, potykam się o własne nogi i lecę do tyłu, a on razem ze mną. Lądujemy na mięciutkiej trawie, a on ani na moment nie odrywa się od moich warg. Jego dłonie błądzą po mojej talii, a moje nurkują pod jego marynarkę, której po chwili się pozbywam. Turlamy się po trawniku, gdy przerywa nam chrząknięcie.
-Nie wolno tutaj przebywać w nocy. Proszę powrócić do budynku.- Unoszę głowę i zauważam jednego z pracowników hotelu. Z rumieńcem na twarzy wstaje z mężczyzny. Podchodzę do krawędzi basenu i podnoszę szpilki i komórkę, po czym kieruję się do środka.
-Olivia, czekaj.-Zatrzymuję się na dźwięk swojego imienia. Po chwili Jared mnie dogania i łapie za rękę.- Mam wrażenie, że nie powinniśmy w takim stanie wracać na sale, więc możemy iść prosto do pokoju.- Szepcze wprost do mojego ucha.
-Myślę, że to dobry pomysł.- Odpowiadam. Jay prowadzi mnie przez labirynty korytarz, aż w końcu docieramy do naszego pokoju. Wchodzimy do niego.- Odsuń mi sukienkę.- Mówię. Najwyraźniej nie trzeba mu tego dwa razy powtarzać, bo po chwili ta część garderoby leży na wykładzinie.- Idę pod prysznic, sama.- Podkreślam.- A ty też się tu rozbierz, bo przez jakiegoś idiotę wylądowaliśmy w basenie.

JARED
Czarnowłosa znika w łazience, a ja z cichym jękiem ściągam z siebie koszule i spodnie. Rzucam to wszystko obok sukienki Olivii i siadam na fotelu. Zawsze marzyłem o dziewczynie, która nie przejmuje się rozwaloną fryzurą, czy makijażem i wreszcie taką znalazłem. A na dodatek całowała się ze mną, tarzając po trawniku. Tego jeszcze nie było. Po kilku minutach wychodzi z pomieszczenia, a na sobie ma jedynie koronkowe majtki i zwiewną koszulkę, kończącą się w połowie brzucha. Automatycznie wstaję, jednak ta wystawia dłoń, zatrzymując mnie.
-Pierwsze prysznic.- Mówi, a ja jęczę ze sprzeciwem.- Już, bo inaczej nie wpuszczę cię do łóżka.- Wysyła w moim kierunku słodki uśmiech, a ja z grymasem na twarzy wchodzę do łazienki. Po najszybszym prysznicu w swoim życiu, wracam do sypialni, gdzie na łóżku, wtulona w poduszkę, śpi czarnowłosa. No tak, a czego ja się spodziewałem. Że ten wieczny śpioch poczeka na mnie? Kładę się obok niej i z uśmiechem przykrywam nas kołdrą. Dziewczyna przez chwile mruczy coś niezrozumiałego dla mnie, by po chwili wtulić się we.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz