POSTACIE Strona głóna

czwartek, 29 października 2015

16. MOTEL



5 sierpień 2006
Budzi mnie dzwonek telefonu. Na ślepo szukam go na szafce nocnej. Gdy w końcu wpada w moje ręce, odbieram, nawet nie patrząc kto to.
-No wreszcie.- Po drugiej stronie wydziera się Terrence.- Wytłumacz mi, dlaczego nie mogę dodzwonić się do mojej córki?
-Ciszej, Olivia śpi.- Szepczę.- Komórka jej się zepsuła.- Odpowiadam, a dziewczyna w moich ramionach zaczyna się wiercić.
-Wszystko u niej w porządku? Nie dzwoniła do mnie wczoraj.
-Terry wróciliśmy do pokoju po czwartej nad ranem. Możemy się wyspać? Jesteśmy zmęczeni.
-Niech ci będzie, ale niech do mnie zadzwoni później.
-Dobrze.
-I przepraszam.- Stop, czy Terry Richardson właśnie mnie przeprosił? Myślę co mam odpowiedzieć, gdy do moich uszu dociera odgłos zakończenia połączenia. To już bardziej do niego pasuje. Odkładam telefon na szafkę i spoglądam na czarnowłosą, która śpi wtulona we mnie. Na jej ustach widoczny jest delikatny uśmiech, więc pewnie śni jej się coś miłego. Zamykam powieki i zapadam w sen.
Po raz drugi budzą mnie promienie słońca zaglądające do sypialni. Otwieram oczy i przelatuje spojrzeniem pomieszczenie. Wnętrze nie zmieniło się tak bardzo od kręcenia „The Kill”, ale za to dużo pozmieniało się w ogrodzie. W całym budynku dominuje kolor brązowy i biały, co w naszym teledysku daje trochę ponurego wyglądu, ale mimo wszystko jest tu bardzo przytulnie.
Mimowolnie zaczynam gładzić odsłonięte ramie mojej dziewczyny, uważając przy tym, żeby jej nie obudzić. Po kilkunastu minutach jej powieki się otwierają i wpatruje się we mnie zielonymi oczętami. Kąciki jej ust unoszą się w górę.
-Jak się spało?- Pytam, całując ją w głowę. Czarnowłosa przez moment się wierci w moich ramionach, aż w końcu znajduje najwygodniejszą pozycje.
-Dobrze, a tobie? Zdaje się, że całą noc przespałam, leżąc na tobie.- Siada na łóżku i przeciera oczy.
-Czy mi to kiedykolwiek przeszkadzało? Jesteś leciutka.- Odwraca się w moją stronę i nachyla, dając mi całusa.- Chyba mi się wczoraj przysnęło.- Komentuje, zagryzając wargę.
-Tak trochę.- Odpowiadam ze śmiechem.-Ale możemy nadrobić to teraz.- Uśmiecham się z chytrze, a ona wbija w moje usta. Jednak w pewnym momencie coś ląduje obok nas. Czarnowłosa odrywa się od moich warg. Jęczę cicho, zauważając co, a raczej kto, zakłóca nam poranek.- Czego chcesz?- Pytam, znudzonym głosem, przyciągając do siebie dziewczynę.
-Jako jedyni jeszcze nie wstaliście, a za chwilę nie zostanie dla was ani okruszka ze śniadanie, więc polecam wybrać się do jadalni.
-Jak się tu dostałeś?- Richardson wstaje i kieruje się prosto do łazienki. Spoglądam na mojego brata, który patrzy na zamknięte już drzwi.- Shan, nie gap się na nią.
-No już nie mogę przyjrzeć się dokładnie dziewczynie swojego brata?- Spogląda na mnie z szerokim uśmiechem.
-Nie, jeśli ma na sobie tylko prowizoryczną piżamę. A teraz odpowiadaj, jak się tu dostałeś?
-Było otwarte.- Unosi kąciki ust jeszcze wyżej, a ja wzdycham.
-Chyba muszę nauczyć Olivię zamykać drzwi. Właśnie, dobrze, że sobie przypomniałem. Czy jest coś między tobą, a moją asystentką?
-Przecież Emma nie ma czasu na romanse. Wczoraj tylko z nią potańczyłem.- Wzrusza ramionami.- Nic więcej. Naprawdę.
-Dobra, Bro, wierzę ci. Tylko tak, z ciekawości pytałem.- Do pomieszczenia wchodzi czarnowłosa, ubrana w dżinsy i moją koszulkę z Black Sabbath.
-Ja jestem gotowa, a ty?- Zwraca się do mnie, opierając o ścianę. Zrzucam nogi na wykładzinę i idę do łazienki. Po porannej toalecie ubieram dżinsy, przewieszone przez wannę. Była tu jeszcze koszulka, którą aktualnie ma na sobie moja dziewczyna. Wracam do sypialni i z walizki wyciągam taką z Red Hot Chili Peppers. Zakładam ją.
                                *                      *                      *
Pakuję walizki do samochodu, po czym zamykam bagażnik. Spoglądam na Richardson, która ciągle rozmawia z Terrencem. Odwraca się, tak jakby wyczuwała mój wzrok i wywraca oczami. Kieruje się w moją stronę.
-Muszę kończyć, zaraz wyjeżdżamy… Dobrze, będziemy uważać… Pa.- Rozłącza się z wyraźną ulgą i oddaje mi telefon.- Już myślałam, że nigdy nie skończy.- Komentuje.
-Martwi się o ciebie.- Uśmiecham się do niej i łapię za rękę.- Musimy iść się pożegnać.- Wchodzimy do budynku, gdzie w holu zebrała się większość osób. Podchodzimy do Matta i Libby.
-Gotowi do drogi?- Odzywa się basista, a ja kiwam głową.- No to, do zobaczenia w najbliższym czasie.- Obejmuje mnie jak kumpla.- I trzymaj się Olivii, to dobra dziewczyna.- Szepcze, puszczając mnie. Uśmiecham się do niego i żegnam się z jego żoną.
-Nie widzieliście Emmy i Shanna?- Brunetka wskazuje na lewo, gdzie przy ścianie stoi szukana przeze mnie para oraz gitarzysta Marsów i jego dziewczyna.- Dziękuję i jeszcze raz gratuluję.- Podchodzimy do mojego brata i reszty.
-Wy już jedziecie?- Pyta Vicky.
-Na to wygląda.- Odpowiada czarnowłosa.- Miło było was poznać.- Uśmiecha się, a Bosanko przytula ją.
-Ciebie też. Nigdy nie sądziłam, że Jared znajdzie sobie taką porządną dziewczynę.- Puszcza ją, by Emma mogła zrobić to co brunetka przed momentem.
-Vicky ma racje.- Dodaje blondynka, a ja wywracam oczami.
-Ja tu ciągle jestem.- Mruczę, przyglądając się jak Tomo przyciąga w swoje ramiona fotograf.
-Do zobaczenia, Mała.- Mówi, a ja wyobrażam sobie jak Richardson marszczy nosek na jego słowa.
-Na to wygląda, że teraz moja kolej.- Jęczy Shannon.- Może początki naszej znajomości nie były zbyt udane, ale myślę, że już mi przebaczyłaś.- Uśmiecha się.- I mam dla ciebie nawet prezent.- Z dumą wyciąga z kieszeni pałeczki.- To dla ciebie.- Wręcza je zdziwionej Olivii.
-Dziękuję, ale po co mi one?- Straszy Leto wzrusza ramionami.
-Możesz sobie pograć na perkusji…- Zaczyna.
-…Albo sprzedać na e-bayu.- Podrzuca Miličevic.
--I w dodatku to są oryginalne Shannimalowe, więc trochę za nie dostaniesz.- Dodaje dziewczyna Chorwata.
-Ej, tak nie można.- Oburza się mój brat.- Jay, powiedz im coś.- Odzywa się niczym małe dziecko.
-Jak dorzucisz do tego mój autograf, będzie miało większą wartość.- Uśmiecham się, a oni wybuchają śmiechem, no oprócz starszego Leto.- Dobra, my będziemy się już zbierać, bo długa podróż przed nami.- Przytulam na pożegnanie obie kobiety, a chłopaków klepię po ramieniu.- Do zobaczenia.
-Miłej podróży.- Mówią na odchodne, a ja obejmuję ramieniem czarnowłosą i tak wychodzimy z budynku.
-Na pewno wszystko wzięliśmy?- Pyta fotograf, a ja patrzę na nią z pod przymrużonych powiek.
-Pytasz się o to dziesiąty raz.- Całuję ją w policzek, a ta wzdycha.
-To źle? Nie chcę, żeby coś zostało.- Wciąga powietrze i napycha nimi buzie, przez co wygląda jak chomik. Zakładam kosmyk jej włosów za ucho.
-Spokojnie.- Odwracam ją w moim kierunku i zsuwam dłoń na jej talię.- Co się stało?
-Terry, znów.- Przyciągam ją do siebie i zamykam w szczelnym uścisku.- Nie jestem już małą dziewczynką, żeby mógł mnie kontrolować cały czas.- Moja koszulka lekko zniekształca jej głos, ale słowa rozumiem doskonale.
-Pogadam z nim o tym, dobrze?
-O nie.- Wyrywa mi się.- Wszystko pogorszysz.- Wywracam oczami.
-W takim razie będę patrzył jak dalej cię męczy, tak?- Krzyżuję ręce na piersi, a ta spuszcza głowę.- Olivia, on się o ciebie martwi, bo wychowywała cię mama, teraz chce to naprawić i nie zdaje sobie sprawy, że przy tym cię krzywdzi. Powiem mu tylko to, nic więcej.
-Na pewno?- Spogląda na mnie, a ja z uśmiechem kiwam głową.- Dobra, ale spróbuj pisnąć słówko za dużo, a śpisz na kanapie.- Grozi mi palcem, a ja po raz kolejny przyciągam ja do siebie.
-I tak mi tego nie zrobisz. Ona jest zbyt niewygodna.- Mruczę.
-A co? Zamierzasz mnie sprawdzić?- Przechyla głowę na prawo.
-Nie, wolę nie. Chyba pora wyjeżdżać.
-Ja wybieram płytę!- Biegnie do samochodu, od strony pasażera i klęka na siedzeniu. Idę za nią i spoglądam na jej idealny tyłek, który nieświadomie wypina moim kierunku.
-Już?- Pytam, opierając się o auto.
-Cierpliwości.- Mruczy, a ja klepię ją po tyłku. Po chwili uderza głową o dach pojazdu, a zaraz potem wychyla się z mordem w oczach.- Już.- Syczy, a ja z uśmiechem kieruję się na miejsce kierowcy. Wsiadam do środka i odpalam, a w tym samym momencie z radia wydobywają się pierwsze dźwięki „Attack”, naszej piosenki z drugiej płyty.
-Naprawdę? Nie wolałabyś, żebym to ja ci pośpiewał?- Zostawiamy w tyle hotel „The Carlu”, w którym to nagrywaliśmy „The Kill”.
-Za to, co zrobiłeś, nie.- Odwraca się w stronę szyby i opiera o nią.
-No i co? Będziesz się teraz na mnie gniewać?- Kładę dłoń na jej kolanie, wyjeżdżając przy tym na ulicę. Spogląda na mnie z pod przymrużonych powiek, a ja bez słowa zabieram rękę.- Ja tak, to tak.- Mruczę. Po kilkunastu minutach wyjeżdżamy z Toronto w kierunku Nowego Yorku, a ona ciągle milczy.- Będziesz tak przez całą drogę?- Pytam, spoglądając na nią, jednak ona już śpi. Wzdycham cicho i zatrzymuję się na poboczu. Z tylnego siedzenia zabieram koc i przykrywam nim dziewczynę, po czym kontynuuję podróż.
                                *                      *                      *
Lodowatą wodą zmywam z siebie zmęczenie, kiedy słyszę coś w rodzaju mojego imienia. Wyłączam strumień i owijam się w biodrach ręcznikiem, kiedy głos się powtarza. Teraz jestem pewien, że to Olivia mnie woła. Wychodzę z łazienki, co zwraca jej uwagę. Biegnie w moim kierunku i wtula się w moje ciało. Całuję ją w głowę.
-Już się na mnie nie gniewasz?- Pytam, z lekkim uśmiechem, a ta odpycha mnie.
-Głupek. Przestraszyłam się.- Spogląda na mnie z wyrzutem.- Budzę się w jakimś nieznanym miejscu, ciebie nie ma. To nie jest śmieszne. Gdzie my w ogóle jesteśmy?
-W motelu. Muszę się zdrzemnąć, bo w takim stanie nie chcę prowadzić.
-A ja?- Przyglądam się jej z pytaniem wymalowanym na twarzy.- Przecież też mam prawo jazdy. Mogę jechać.- Wzrusza ramionami.
-Przypominam, że właśnie się obudziłaś. A teraz pozwól, że wrócę do łazienki się ubrać, bo tu jest zimno.- Obrzucam ją po raz ostatni spojrzeniem i wracam do pomieszczenia, gdzie ubieram się w mój poprzedni strój. Wracam do prowizorycznej sypialni, gdzie na łóżku siedzi czarnowłosa, otulona kołdrą. Gdy mnie zauważa zagryza wargę.
-Przepraszam.- Mruczy spuszczając wzrok.
-Nie masz za co przepraszać.- Uśmiecham się i siadam obok niej.- Skoro już tu jesteśmy to zdrzemniemy się chwilę i jedziemy dalej, dobra?- Kiwa głową, po czym spogląda na mnie zielonymi oczami.
-Masz tu jakąś bluzę?- Pyta cicho, a ja ze śmiechem podchodzę do plecaka, który zabrałem z samochodu.
-Zatrzymałem się po drodze w sklepie i kupiłem herbatę i kilka jabłek.- Oznajmiam.- Tylko nie było jeżynowej, więc wziąłem zwykłą.- Łapię w dłonie materiał i odwracam się w jej kierunku. Podchodzę do dziewczyny i pomagam jej ubrać moją czarną bluzę. Chcę odejść zrobić coś do picia, ale ta przyciąga mnie do siebie i wbija się w moje usta.
-Dziękuję za wczoraj. Jeszcze nigdy się tak dobrze nie bawiłam.- Szepcze, a ja ją obejmuję.
-To raczej ja powinienem dziękować tobie.- Całuję ją w czółko.-Chcesz herbatę?- Przeczy ruchem głowy. Kieruję się do „kuchni”, o ile można tak nazwać małą lodóweczkę, blat, zlew, kuchenkę i czajnik. Czekam, aż woda się zagotuje, po czym zalewam nią kubek termiczny. Wracam z nim do sypialni i odkładam go na szafce nocnej.
-Myślisz, że mogę zrobić sobie szyki prysznic?- Pyta dziewczyna.
-Woda jest lodowata, więc nie radzę.- Wskakuje pod kołderkę, a fotograf wtula się we mnie, gdy nagle zaczyna po pomieszczeniu rozbrzmiewa dzwonek telefonu. Z cichym jękiem zgarniam go z szafki i odbieram, nie patrząc kto dzwoni.- Halo?
-Ty dupku, coś zrobił Olivii, że nie mogę się do niej dodzwonić?- Rozpoznaje krzyki Emily.
-Uspokój się, bo trupy pobudzisz.- Mruczę.
-Ty mnie tu nie pouczaj, tylko mów gdzie moja przyjaciółka!- Odsuwam lekko komórkę od ucha.
-Nie możesz się do niej dodzwonić, bo telefon jej się zepsuł.- Tłumaczę, a Richardson spogląda na mnie z uniesioną brwią.
-Nie zepsuł się sam, tylko ty go utopiłeś.- Poprawia na tyle głośno, żeby blondynka po drugiej stronie usłyszała.
-Olivia, ty żyjesz!- Nie, no, tak nie da się rozmawiać. Wręczam telefon czarnowłosej w moich ramionach.
-Em, mogłabyś ciszej?... O wiele lepiej, a teraz powiedz po co dzwonisz… Ja też tęskniłam, ale rano będziemy już w domu…Kawa?- Przymykam powieki. Oczami wyobraźni już widzę recepcjonistkę z samego rana w drzwiach mieszkania i jakoś mi się to nie podoba…

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz