5 sierpień 2006
Budzi mnie dzwonek telefonu. Na
ślepo szukam go na szafce nocnej. Gdy w końcu wpada w moje ręce, odbieram,
nawet nie patrząc kto to.
-No wreszcie.- Po drugiej stronie
wydziera się Terrence.- Wytłumacz mi, dlaczego nie mogę dodzwonić się do mojej
córki?
-Ciszej, Olivia śpi.- Szepczę.-
Komórka jej się zepsuła.- Odpowiadam, a dziewczyna w moich ramionach zaczyna
się wiercić.
-Wszystko u niej w porządku? Nie
dzwoniła do mnie wczoraj.
-Terry wróciliśmy do pokoju po
czwartej nad ranem. Możemy się wyspać? Jesteśmy zmęczeni.
-Niech ci będzie, ale niech do
mnie zadzwoni później.
-Dobrze.
-I przepraszam.- Stop, czy Terry
Richardson właśnie mnie przeprosił? Myślę co mam odpowiedzieć, gdy do moich
uszu dociera odgłos zakończenia połączenia. To już bardziej do niego pasuje.
Odkładam telefon na szafkę i spoglądam na czarnowłosą, która śpi wtulona we
mnie. Na jej ustach widoczny jest delikatny uśmiech, więc pewnie śni jej się
coś miłego. Zamykam powieki i zapadam w sen.
Po raz drugi budzą mnie promienie
słońca zaglądające do sypialni. Otwieram oczy i przelatuje spojrzeniem
pomieszczenie. Wnętrze nie zmieniło się tak bardzo od kręcenia „The Kill”, ale
za to dużo pozmieniało się w ogrodzie. W całym budynku dominuje kolor brązowy i
biały, co w naszym teledysku daje trochę ponurego wyglądu, ale mimo wszystko
jest tu bardzo przytulnie.
Mimowolnie zaczynam gładzić
odsłonięte ramie mojej dziewczyny, uważając przy tym, żeby jej nie obudzić. Po
kilkunastu minutach jej powieki się otwierają i wpatruje się we mnie zielonymi
oczętami. Kąciki jej ust unoszą się w górę.
-Jak się spało?- Pytam, całując
ją w głowę. Czarnowłosa przez moment się wierci w moich ramionach, aż w końcu
znajduje najwygodniejszą pozycje.
-Dobrze, a tobie? Zdaje się, że
całą noc przespałam, leżąc na tobie.- Siada na łóżku i przeciera oczy.
-Czy mi to kiedykolwiek
przeszkadzało? Jesteś leciutka.- Odwraca się w moją stronę i nachyla, dając mi
całusa.- Chyba mi się wczoraj przysnęło.- Komentuje, zagryzając wargę.
-Tak trochę.- Odpowiadam ze
śmiechem.-Ale możemy nadrobić to teraz.- Uśmiecham się z chytrze, a ona wbija w
moje usta. Jednak w pewnym momencie coś ląduje obok nas. Czarnowłosa odrywa się
od moich warg. Jęczę cicho, zauważając co, a raczej kto, zakłóca nam poranek.-
Czego chcesz?- Pytam, znudzonym głosem, przyciągając do siebie dziewczynę.
-Jako jedyni jeszcze nie
wstaliście, a za chwilę nie zostanie dla was ani okruszka ze śniadanie, więc
polecam wybrać się do jadalni.
-Jak się tu dostałeś?- Richardson
wstaje i kieruje się prosto do łazienki. Spoglądam na mojego brata, który
patrzy na zamknięte już drzwi.- Shan, nie gap się na nią.
-No już nie mogę przyjrzeć się
dokładnie dziewczynie swojego brata?- Spogląda na mnie z szerokim uśmiechem.
-Nie, jeśli ma na sobie tylko
prowizoryczną piżamę. A teraz odpowiadaj, jak się tu dostałeś?
-Było otwarte.- Unosi kąciki ust
jeszcze wyżej, a ja wzdycham.
-Chyba muszę nauczyć Olivię
zamykać drzwi. Właśnie, dobrze, że sobie przypomniałem. Czy jest coś między
tobą, a moją asystentką?
-Przecież Emma nie ma czasu na
romanse. Wczoraj tylko z nią potańczyłem.- Wzrusza ramionami.- Nic więcej.
Naprawdę.
-Dobra, Bro, wierzę ci. Tylko
tak, z ciekawości pytałem.- Do pomieszczenia wchodzi czarnowłosa, ubrana w
dżinsy i moją koszulkę z Black Sabbath.
-Ja jestem gotowa, a ty?- Zwraca
się do mnie, opierając o ścianę. Zrzucam nogi na wykładzinę i idę do łazienki.
Po porannej toalecie ubieram dżinsy, przewieszone przez wannę. Była tu jeszcze
koszulka, którą aktualnie ma na sobie moja dziewczyna. Wracam do sypialni i z
walizki wyciągam taką z Red Hot Chili Peppers. Zakładam ją.
* * *
Pakuję walizki do samochodu, po
czym zamykam bagażnik. Spoglądam na Richardson, która ciągle rozmawia z
Terrencem. Odwraca się, tak jakby wyczuwała mój wzrok i wywraca oczami. Kieruje
się w moją stronę.
-Muszę kończyć, zaraz wyjeżdżamy…
Dobrze, będziemy uważać… Pa.- Rozłącza się z wyraźną ulgą i oddaje mi telefon.-
Już myślałam, że nigdy nie skończy.- Komentuje.
-Martwi się o ciebie.- Uśmiecham
się do niej i łapię za rękę.- Musimy iść się pożegnać.- Wchodzimy do budynku,
gdzie w holu zebrała się większość osób. Podchodzimy do Matta i Libby.
-Gotowi do drogi?- Odzywa się
basista, a ja kiwam głową.- No to, do zobaczenia w najbliższym czasie.-
Obejmuje mnie jak kumpla.- I trzymaj się Olivii, to dobra dziewczyna.- Szepcze,
puszczając mnie. Uśmiecham się do niego i żegnam się z jego żoną.
-Nie widzieliście Emmy i Shanna?-
Brunetka wskazuje na lewo, gdzie przy ścianie stoi szukana przeze mnie para
oraz gitarzysta Marsów i jego dziewczyna.- Dziękuję i jeszcze raz gratuluję.-
Podchodzimy do mojego brata i reszty.
-Wy już jedziecie?- Pyta Vicky.
-Na to wygląda.- Odpowiada
czarnowłosa.- Miło było was poznać.- Uśmiecha się, a Bosanko przytula ją.
-Ciebie też. Nigdy nie sądziłam,
że Jared znajdzie sobie taką porządną dziewczynę.- Puszcza ją, by Emma mogła
zrobić to co brunetka przed momentem.
-Vicky ma racje.- Dodaje
blondynka, a ja wywracam oczami.
-Ja tu ciągle jestem.- Mruczę,
przyglądając się jak Tomo przyciąga w swoje ramiona fotograf.
-Do zobaczenia, Mała.- Mówi, a ja
wyobrażam sobie jak Richardson marszczy nosek na jego słowa.
-Na to wygląda, że teraz moja
kolej.- Jęczy Shannon.- Może początki naszej znajomości nie były zbyt udane, ale
myślę, że już mi przebaczyłaś.- Uśmiecha się.- I mam dla ciebie nawet prezent.-
Z dumą wyciąga z kieszeni pałeczki.- To dla ciebie.- Wręcza je zdziwionej Olivii.
-Dziękuję, ale po co mi one?-
Straszy Leto wzrusza ramionami.
-Możesz sobie pograć na
perkusji…- Zaczyna.
-…Albo sprzedać na e-bayu.-
Podrzuca Miličevic.
--I w dodatku to są oryginalne
Shannimalowe, więc trochę za nie dostaniesz.- Dodaje dziewczyna Chorwata.
-Ej, tak nie można.- Oburza się
mój brat.- Jay, powiedz im coś.- Odzywa się niczym małe dziecko.
-Jak dorzucisz do tego mój
autograf, będzie miało większą wartość.- Uśmiecham się, a oni wybuchają
śmiechem, no oprócz starszego Leto.- Dobra, my będziemy się już zbierać, bo
długa podróż przed nami.- Przytulam na pożegnanie obie kobiety, a chłopaków
klepię po ramieniu.- Do zobaczenia.
-Miłej podróży.- Mówią na
odchodne, a ja obejmuję ramieniem czarnowłosą i tak wychodzimy z budynku.
-Na pewno wszystko wzięliśmy?-
Pyta fotograf, a ja patrzę na nią z pod przymrużonych powiek.
-Pytasz się o to dziesiąty raz.-
Całuję ją w policzek, a ta wzdycha.
-To źle? Nie chcę, żeby coś
zostało.- Wciąga powietrze i napycha nimi buzie, przez co wygląda jak chomik.
Zakładam kosmyk jej włosów za ucho.
-Spokojnie.- Odwracam ją w moim
kierunku i zsuwam dłoń na jej talię.- Co się stało?
-Terry, znów.- Przyciągam ją do
siebie i zamykam w szczelnym uścisku.- Nie jestem już małą dziewczynką, żeby
mógł mnie kontrolować cały czas.- Moja koszulka lekko zniekształca jej głos,
ale słowa rozumiem doskonale.
-Pogadam z nim o tym, dobrze?
-O nie.- Wyrywa mi się.- Wszystko
pogorszysz.- Wywracam oczami.
-W takim razie będę patrzył jak
dalej cię męczy, tak?- Krzyżuję ręce na piersi, a ta spuszcza głowę.- Olivia,
on się o ciebie martwi, bo wychowywała cię mama, teraz chce to naprawić i nie
zdaje sobie sprawy, że przy tym cię krzywdzi. Powiem mu tylko to, nic więcej.
-Na pewno?- Spogląda na mnie, a
ja z uśmiechem kiwam głową.- Dobra, ale spróbuj pisnąć słówko za dużo, a śpisz
na kanapie.- Grozi mi palcem, a ja po raz kolejny przyciągam ja do siebie.
-I tak mi tego nie zrobisz. Ona
jest zbyt niewygodna.- Mruczę.
-A co? Zamierzasz mnie sprawdzić?-
Przechyla głowę na prawo.
-Nie, wolę nie. Chyba pora
wyjeżdżać.
-Ja wybieram płytę!- Biegnie do
samochodu, od strony pasażera i klęka na siedzeniu. Idę za nią i spoglądam na
jej idealny tyłek, który nieświadomie wypina moim kierunku.
-Już?- Pytam, opierając się o auto.
-Cierpliwości.- Mruczy, a ja
klepię ją po tyłku. Po chwili uderza głową o dach pojazdu, a zaraz potem
wychyla się z mordem w oczach.- Już.- Syczy, a ja z uśmiechem kieruję się na
miejsce kierowcy. Wsiadam do środka i odpalam, a w tym samym momencie z radia
wydobywają się pierwsze dźwięki „Attack”, naszej piosenki z drugiej płyty.
-Naprawdę? Nie wolałabyś, żebym
to ja ci pośpiewał?- Zostawiamy w tyle hotel „The Carlu”, w którym to
nagrywaliśmy „The Kill”.
-Za to, co zrobiłeś, nie.-
Odwraca się w stronę szyby i opiera o nią.
-No i co? Będziesz się teraz na
mnie gniewać?- Kładę dłoń na jej kolanie, wyjeżdżając przy tym na ulicę.
Spogląda na mnie z pod przymrużonych powiek, a ja bez słowa zabieram rękę.- Ja
tak, to tak.- Mruczę. Po kilkunastu minutach wyjeżdżamy z Toronto w kierunku
Nowego Yorku, a ona ciągle milczy.- Będziesz tak przez całą drogę?- Pytam,
spoglądając na nią, jednak ona już śpi. Wzdycham cicho i zatrzymuję się na
poboczu. Z tylnego siedzenia zabieram koc i przykrywam nim dziewczynę, po czym
kontynuuję podróż.
* * *
Lodowatą wodą zmywam z siebie
zmęczenie, kiedy słyszę coś w rodzaju mojego imienia. Wyłączam strumień i
owijam się w biodrach ręcznikiem, kiedy głos się powtarza. Teraz jestem pewien,
że to Olivia mnie woła. Wychodzę z łazienki, co zwraca jej uwagę. Biegnie w
moim kierunku i wtula się w moje ciało. Całuję ją w głowę.
-Już się na mnie nie gniewasz?-
Pytam, z lekkim uśmiechem, a ta odpycha mnie.
-Głupek. Przestraszyłam się.-
Spogląda na mnie z wyrzutem.- Budzę się w jakimś nieznanym miejscu, ciebie nie
ma. To nie jest śmieszne. Gdzie my w ogóle jesteśmy?
-W motelu. Muszę się zdrzemnąć,
bo w takim stanie nie chcę prowadzić.
-A ja?- Przyglądam się jej z
pytaniem wymalowanym na twarzy.- Przecież też mam prawo jazdy. Mogę jechać.-
Wzrusza ramionami.
-Przypominam, że właśnie się
obudziłaś. A teraz pozwól, że wrócę do łazienki się ubrać, bo tu jest zimno.-
Obrzucam ją po raz ostatni spojrzeniem i wracam do pomieszczenia, gdzie ubieram
się w mój poprzedni strój. Wracam do prowizorycznej sypialni, gdzie na łóżku
siedzi czarnowłosa, otulona kołdrą. Gdy mnie zauważa zagryza wargę.
-Przepraszam.- Mruczy spuszczając
wzrok.
-Nie masz za co przepraszać.- Uśmiecham
się i siadam obok niej.- Skoro już tu jesteśmy to zdrzemniemy się chwilę i
jedziemy dalej, dobra?- Kiwa głową, po czym spogląda na mnie zielonymi oczami.
-Masz tu jakąś bluzę?- Pyta
cicho, a ja ze śmiechem podchodzę do plecaka, który zabrałem z samochodu.
-Zatrzymałem się po drodze w
sklepie i kupiłem herbatę i kilka jabłek.- Oznajmiam.- Tylko nie było
jeżynowej, więc wziąłem zwykłą.- Łapię w dłonie materiał i odwracam się w jej
kierunku. Podchodzę do dziewczyny i pomagam jej ubrać moją czarną bluzę. Chcę
odejść zrobić coś do picia, ale ta przyciąga mnie do siebie i wbija się w moje
usta.
-Dziękuję za wczoraj. Jeszcze
nigdy się tak dobrze nie bawiłam.- Szepcze, a ja ją obejmuję.
-To raczej ja powinienem
dziękować tobie.- Całuję ją w czółko.-Chcesz herbatę?- Przeczy ruchem głowy.
Kieruję się do „kuchni”, o ile można tak nazwać małą lodóweczkę, blat, zlew,
kuchenkę i czajnik. Czekam, aż woda się zagotuje, po czym zalewam nią kubek
termiczny. Wracam z nim do sypialni i odkładam go na szafce nocnej.
-Myślisz, że mogę zrobić sobie
szyki prysznic?- Pyta dziewczyna.
-Woda jest lodowata, więc nie
radzę.- Wskakuje pod kołderkę, a fotograf wtula się we mnie, gdy nagle zaczyna
po pomieszczeniu rozbrzmiewa dzwonek telefonu. Z cichym jękiem zgarniam go z
szafki i odbieram, nie patrząc kto dzwoni.- Halo?
-Ty dupku, coś zrobił Olivii, że
nie mogę się do niej dodzwonić?- Rozpoznaje krzyki Emily.
-Uspokój się, bo trupy
pobudzisz.- Mruczę.
-Ty mnie tu nie pouczaj, tylko
mów gdzie moja przyjaciółka!- Odsuwam lekko komórkę od ucha.
-Nie możesz się do niej
dodzwonić, bo telefon jej się zepsuł.- Tłumaczę, a Richardson spogląda na mnie
z uniesioną brwią.
-Nie zepsuł się sam, tylko ty go
utopiłeś.- Poprawia na tyle głośno, żeby blondynka po drugiej stronie
usłyszała.
-Olivia, ty żyjesz!- Nie, no, tak
nie da się rozmawiać. Wręczam telefon czarnowłosej w moich ramionach.
-Em, mogłabyś ciszej?... O wiele
lepiej, a teraz powiedz po co dzwonisz… Ja też tęskniłam, ale rano będziemy już
w domu…Kawa?- Przymykam powieki. Oczami wyobraźni już widzę recepcjonistkę z
samego rana w drzwiach mieszkania i jakoś mi się to nie podoba…
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz