14 październik 2006
Zrzucam nogi na dywan i chwytam
koszulkę Jareda, leżącą na szafce. Ubieram ją i cicho jęczę, gdy
orientuję się, że to jedna z tych wyciętych po bokach. Nagle czuję dłoń
na talii, która ciągnie mnie do tyłu. Z piskiem lecę na bruneta.
-Dlaczego
mi uciekasz?- Pyta szeptem, z lekką chrypą. Po moim ciele przechodzi
dreszcz, gdy przejeżdża nosem po odsłoniętej skórze szyi.
-Idę pod
prysznic.- Odwracam głowę i całuję go, a on pogłębia pocałunek. Jego
dłoń zaczyna błądzić po moich plecach, by potem przenieść się na brzuch.
Odpycham go lekko.- Koniec.- Przykładam palec do jego ust, gdy
przybliża się do mnie. Mruczy ze sprzeciwem.
-No wiesz?-
Przejeżdża kciukiem po moim policzku. Cmokam go w nos i podnoszę się z
łóżka.- Ej…- Macham mu, nie odwracając się. Przechodzę przez labirynt
naszych wczorajszych ubrań i z szafy wyciągam pierwsze lepsze ciuchy.
Wychodzę z sypialni i kieruję się do łazienki. Rozbieram koszulkę i
wchodzę pod prysznic. W momencie, gdy nakładam szampon na włosy,
drzwiczki się otwierają i pod natrysk wchodzi mężczyzna. Unoszę prawą
brew w górę i przyglądam mu się z uwagą.- No co? Trzeba wodę
oszczędzać.- Uśmiecha się. Myje włosy, a po opłukaniu się wychodzę z
kabiny. Wycieram się dokładnie i zakładam bieliznę. Kątem oka dostrzegam
Jay’a. Rzucam w niego ręcznikiem, którym owija się w pasie. Z kupki
ciuchów wyciągam czarną spódnicę? Chyba więcej nie będę brać ubrań na
chybił trafił. Chcąc nie chcąc ubieram ją i przyglądam się z niechęcią
następnej części garderoby, tym razem białej bluzce. Nagle brunet
odwraca mnie w swoim kierunku. Z włosów skapują mu kropelki wody, które
spływają po jego torsie, by moment później zniknąć w fałdach ręcznika.-
Ubierz to.- Podaje mi swoją wyciętą koszulkę z Mithrią. Zakładam ją i
wkładam w spódnicę.- Jesteś pewna, że nie wracamy do łóżka?- Mruczy
wprost do mojego ucha.
-Na sto procent.- Odwracam się i całuję go
w nos, a ten jęczy ze sprzeciwem, po czym łapie mnie w talii i
przerzuca przez ramię.- Leto, odstaw mnie.- Syczę, przez zaciśnięte
zęby, szarpiąc się.- Już.- Dodaję, gdy wynosi mnie z łazienki. Zaciskam
dłonie w pięść i uderzam go po plecach. Jego mokre włosy smyrają mnie
po talii. Mężczyzna uderza mnie po tyłku.- No to przegiąłeś.- Mruczę,
opierając łokcie na jego skórze, a głowę na rękach. Cierpliwie czekam,
aż odstawi mnie, co w końcu następuje. Opadam na łóżko, a on ląduje na
mnie. Podczas, gdy brunet obdarowywuje mnie pocałunkami po szyi i
dekolcie, ja jęczę cicho, jednocześnie z przyjemnością i niechęcią.-
Leto, opanuj hormony.- Odpycham go lekko.- Nie wystarczyła ci cała noc?-
Mężczyzna ląduje obok mnie.
-Ciebie nigdy nie mam dosyć.- Całuje
mnie w odsłonięte ramię.- A poza tym przez najbliższe półtora miesiąca
będziesz mieć spokój.
-Nie chcę, żebyś wyjeżdżał.- Mruczę, przewracając się na bok. Kładę dłoń na jego policzku.
-Zawsze możesz jechać ze mną.- Wlepia we mnie swoje niebieskie tęczówki.
-Przecież wiesz, że muszę zostać i zając się studiem.- Jęczę, wtulając się w jego ciało.
-Wiem.- Całuje mnie w głowę.- Ale nie smuć się, Aniele. 25 z samego rana będę już w Nowym Yorku. Mamy tu koncert 27.
-Ale to całe dziesięć dni bez ciebie.- Mężczyzna zaczyna się śmiać.
-Jakoś damy radę. Przynajmniej cały czas będę w kraju.
-O której masz samolot?- pytam, przymykając powieki.
-O 19, więc mamy jeszcze dużo czasu, a ja nie zamierzam spać.- Zrywam się z łóżka i staje na dywanie.
-Ja
też nie, ale pierwsze śniadanie.- Wyciągam w jego kierunku dłoń i
pomagam mu wstać. Muzyk bierze mnie na ręce, tym razem nie tak
brutalnie. Obejmuję go za szyję i wtulam się w jego ramię. Zanosi mnie
do kuchni i odkłada na blacie.
-Na co masz ochotę? Naleśniki?-
Potwierdzam ruchem głowy z uśmiechem.- W takim razie patrz i ucz się.-
Zaczyna wyciągać składniki na jego wegański specjał, a ja z uwagą
obserwuję jego poczynania.
-Nie zimno ci?- Pytam, przerywając ciszę. Ma na sobie jedynie ręcznik, owinięty wokół bioder.
-Rozpalasz
mnie, Aniele, więc nie.- Puszcza mi oczko. Z szafki wyjmuje patelnie i
wylewa na nią ciasto.- Z owocami?- Po raz kolejny kiwam głową w dół i
górę. Podsuwam się bliżej kuchenki i podczas, gdy on kroi dodatki, ja
piekę naleśniki.
-Wiesz co? Idź ubrać chociaż spodenki. Zimno mi
się robi jak na ciebie patrzę.- Mówię, a on ze śmiechem wychodzi z
kuchni, by po chwile wrócić w połowie ubrany.- O wiele lepiej.- Mruczę,
zrzucając na talerz, ostatni naleśnik. Odrywam kawałek placka i wsadzam
go do ust.
-Ej, nie podjadaj.- Mężczyzna obrzuca mnie
spojrzeniem, a ja po raz kolejny przesuwam się na blacie, tym razem w
kierunku deski, na której Jared kroi jabłko na plasterki. Przesuwam
palcem u stopy po jego nodze, a ten mruczy coś pod nosem. Powtarzam moją
czynność. Jay odkłada nóż i po chwili znajduje się naprzeciwko mnie.
Łączy nasze usta i oplata moje nogi wokół jego bioder. Przyciąga mnie do
siebie i unosi w powietrze. Kieruje się do sypialni, nie przerywając
pocałunku, jednak przy drzwiach, to ja odrywam się od jego warg.
-Leto, głodna jestem.- Jęczę cicho, a ten ze śmiechem składa całusa na moich policzkach i zawraca do kuchni.
-Jeśli
chcesz skończyć śniadanie, nie prowokuj mnie i nie mów mi po nazwisku,
jasne?- Kiwam głową potwierdzając i kładę głowę na jego ramieniu.
Przekładamy posiłek na stół i zaczynamy go konsumować, a ten ani na
moment nie pozwala mi się oddalić, więc siedzę na jego kolanach.
-Leto…-Mruczę, odwracając się do niego.- Już skończyłam.- Dodaje, a ten sekundę później zatapia się w moich ustach.
* * *
Podchodzę
do okna i spoglądam na ulicę. Latarnie oświetlają drogę, po której co
chwila przejeżdża samochód. Odwracam wzrok i kieruję go na mężczyznę,
który wkłada ostanie już rzeczy do walizki. Unosi głowę i uśmiecha się
smutno w moją stronę. Wzdycham cicho i po raz kolejny wyglądam za szybę.
Słyszę jak Jared zasuwa swój bagaż, a po chwili kładzie dłonie na mojej
talii i odwraca mnie, do siebie. Wtulam się w jego tors.
-Na pewno nie chcesz jechać z nami?- Pyta, całując mnie we włosy.
-Chciałabym, ale muszę tu zostać. Terry jest w Paryżu, a ja muszę się zając studiem.- Jęczę.
-A gdybyś tak dojechała jak tylko wróci do Nowego Yorku?- Proponuje.
-Jeszcze
zobaczymy.- Unoszę się na palcach i wbijam w jego usta. Przesuwam
palcami po przydługawych, czarno-czerwonych włosach, a ten mruczy z
przyjemności. Jednak do moich uchu dociera dźwięk zatrzymywanego się na
ulicy samochodu. Odrywam się od jego warg i spoglądam na ulice. Na
chodniku zaparkował żółty samochód.- Jest już.- Oznajmiam.
-Nie chcę wyjeżdżać bez ciebie.- Mruczy.
-Wiem,
ale musisz już iść.- Łapię jego plecak i kieruję się do drzwi. Po
chwili wychodzimy mieszkania i schodami schodzimy na parter, a potem na
zewnątrz. Zatrzymuję się na chodniku i przyglądam jak Jared wraz z
taksówkarzem pakują bagaż do auta. W końcu mężczyzna podchodzi do mnie i
składa na moich ustach długi pocałunek.
-Już tęsknię.- Szepcze.- Naprawdę mam nadzieję, że dołączysz do nas.
-Postaram
się. Pozdrów chłopaków.- Uśmiecham się.- A teraz już jedź, bo spóźnisz
się na samolot. Do zobaczenia w przyszłym tygodniu.- Cmokam go i
popycham w stronę samochodu.
-Pa, Aniele.- Odwraca się, a ja
klepię go po tyłku. Zatrzymuje się i obrzuca mnie zaciekawionym
wzrokiem.- Mam wrażenie, że chcesz żebym został.
-Spadaj, Leto.
Mam na dzisiaj dość. Wsiadaj do tego samochodu, ale już.- Mężczyzna ze
śmiechem siada na tylnym siedzeniu i zamyka drzwiczki. Przez chwilę
obserwuję jak żółty pojazd znika za zakrętem, po czym wracam do
mieszkania.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz