Wychodzę na mały korytarz,
ziewając. Z salonu dobiegają odgłosy rozmowy. Zmierzam w tym kierunku,
zahaczając przy okazji o łazienkę. Zauważam czarne włosy odstające na każdą
możliwą stronę. Uśmiecham się pod nosem i nachylam się nad nią, całując w
czubek głowy. Macham do Terenca siedzącego na fotelu, naprzeciwko.
-O czym rozmawiacie?- Pytam, zajmując
miejsce obok dziewczyny. Zabieram jej owsiankę i sam zaczynam ją jeść, przez co
obrywam w ramię.
-O wystawie.- Odpowiada.-
Właśnie, Terry, dlaczego na zdjęciach z okresu waszych studiów byli bliźniacy? Mama
mówiła, że poznała ich jak byłam w liceum.- Fotograf robi zakłopotaną minę, a
ja z zaciekawieniem przyglądam mu się. Ciekawe jak wybrnie z tej sytuacji.
-Dobra, nie będę cię okłamywał.-
Podnosi się i stawia kilka kroków w stronę okna.- Eliza nie chciała ci tego
mówić, ale skoro już się wydało, to nie mam wyjścia.- Odwraca się w naszym kierunku,
a ja odkładam miskę ze śniadanie na stolik.- Jak wiesz poznałem twoją matkę na
studiach na wydziale fotografii. Pierwszego dnia spóźniłem się na wykłady, a
jedyne wolne miejsce było obok niej.
-Słyszałam już tą historie.-
Przerywa mu, wzdychając.
-Ale obkrojoną. Usiadłem między
nią, a Jakem, moim kumplem z liceum.
-Jake i fotografia? Przecież on
porządnego zdjęcia nie umie zrobić.
-Córcia, nie przerywaj mi. Wylali
go jak wszystko wyszło na jaw. Nie nadawał się na fotografa, ale co jakiś czas
spotykaliśmy się na drinku. Kilka razy przyprowadziłem Elizabeth, z którą się
spotykałem, a on przyprowadzał Patricka. Spotykaliśmy się coraz częściej, a w
między czasie Troja matka zmieniła kierunek na symbolikę, czy jak to się
nazywało. Jakoś to jej bardziej interesowało. Kilka tygodni później mieliśmy
pierwszą poważną kłótnie i po raz pierwszy zerwaliśmy. A ona zaczęła się
umawiać z Jakiem, który otwierał bar. Rok później mieli się pobrać, ale przeddzień
ślubu znalazłem ją pijaną pod moimi drzwiami. Rano wszystko odwołała, rozstała
się z Foleyem i wróciła do mnie.
-Ona i Jake?- Spoglądam na twarz dziewczyny, która wpatruje
się w swojego ojca z lekko otwartymi ustami.- A potem, tak po prostu, odwołała
wszystko? Jak na to zareagował?
-Wytłumaczyła mu, że bardziej
kocha mnie. Spotykaliśmy się dalej, ale znów się rozstaliśmy. Miesiąc przed
skończeniem studiów. Potem wyjechałem do Nowego Yorku, a ona…- Przerywam mu.
-Wróciła do niego?- Mężczyzna obrzuca
mnie spojrzeniem, mrożącym krew w żyłach.
-Zaszła w ciążę. Bliźniaki jej
pomagali, bo Alice nie chciała z nią mieć do czynienia. Urodziła, a po trzech
miesiącach zjawiłem się ja. Potem znasz już całą historię. Nasze kłótnie,
powroty. No i poznałem Nikki, a Eliza postanowiła wrócić do Jake.
-A mi wmówiła, że spotkała go w
barze i się zakochała.
-Nie chciała cię mieszać w to
wszystko.- Zielonooki wraca na fotel.
-A może ja chciałam być w to
wmieszana?- Richardson wstaje i nie czekając na odpowiedź wychodzi z
pomieszczenia.
-To może ja do niej pójdę.-
Proponuję i idę w ślad za nią. Wchodzę do sypialni i podchodzę do czarnowłosej,
stojącej przed oknem.- Wszystko dobrze?- Podchodzę bliżej i obejmuję ją w
pasie.
-Tak. Po prostu nie wierzę, że
ukryła przede mną takie coś. Myślałam, że nie miałyśmy przed sobą tajemnic.- Odwraca
się i wtula w moje ciało.- Przepraszam za wczoraj. On mi tylko opowiadał o
życiu we Francji i tak nagle, no wiesz…- Ucina.
-Ulżyło mi, gdy oberwał.- Zaczyna
się śmiać, a ja razem z nią.
-Bardzo dobrze zrobiłeś.- Całuje mnie
w policzek.- Jesteś moim bohaterem. No i szczęśliwego Nowego Yorku.
-Chyba roku.- Poprawiam.
-A kto by zwracał na to uwagę?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz