Przyglądam się kobiecie, gdy
nagle drzwi do mieszkania się otwierają i wpadają przez nie chłopaki. Jedynie
Matt zachowuje się jakoś poważnie. Może to dlatego, że to jego ostatnie
koncerty w tym zespole? Tomislav zatrzymuje się i otwiera szeroko oczy, jakby
zobaczył ducha. Podnoszę aparat do twarzy, a w tym czasie z ust Chorwata
wydobywa się jedno słowo.
-Amelia…- Czarnowłosy zrywa się z
miejsca, a po chwili obejmuję brunetkę z całych sił, a ta śmieje się. Podobnie
jak ja i zespół.
-Tomo, puść panią.- Shannon
podchodzi do nich i próbuje oderwać gitarzystę od kobiety.- Mofo, daj pani
spokój.- Powtarza, ale ten go ignoruje.- Olivia, pomóż.- Zwraca się do mnie,
ale ja cały czas fotografuję zajście, które ma miejsce.
-Kiedy to Amelia.- Odzywa się w
końcu. Zauważam niezrozumienie na twarzy Shanna.
-Audrey Tautou. Grała Amelie.-
Tłumaczę.- No dobrze, Milo, puść ją. Jeszcze tu wróci.- Mężczyzna niechętnie
puszcza kobietę.
-Już myślałem, że będę cię musiał
postraszyć Vicki.- Mruczy starszy Leto, a ja mrożę go wzrokiem.- Gdzie Jay?
-Pakuje się w sypialni- Wskazuję
palcem na drzwi, a oni idą w tamtym kierunku.- Przepraszam za Tomo. Nie miałam
pojęcia, że tak wyjdzie.- Zwracam się do aktorki, a ona uśmiecha się szeroko.
-Nie ma za co przepraszać, to
było bardzo miłe. No dobrze, kiedy zdjęcia będą gotowe? Bo za tydzień wyjeżdżam
na południe i nie wiem kiedy wrócę.
-Zaglądnij przeddzień wyjazdu.
Powinny być już gotowe.- Koduję to w pamięci, żeby nie zapomnieć.
-Ale mam nadzieję, że znajdę tam
też te z moim fanem.- Unoszę kąciki ust wyżej.
-Oczywiście.
-W takim razie do zobaczenia.-
Kobieta wychodzi, a ja słyszę krzyk z sypialni. Jak najszybciej się da,
docieram w miejsce wrzasku i dostrzegam braci szarpiących się po podłodze.
Zatrzymuję się przy basiście, stojącym w drzwiach.
-A co tym razem poszło?- Pytam,
całując go na przywitanie w policzek.
-Gdy się witali, Shan przez
przypadek przyłożyć mu z łokcia.- Odpowiada.- Nie wierzę, że to moje ostatnie
dni z nimi. Będzie mi ich cholernie brakować.
-Ale nie rozstajecie się na
zawsze. Zawsze możecie wyjechać razem na wakacje czy coś. W końcu im więcej
osób, tym lepsza zabawa.- Po raz kolejny spoglądam na braci. Jared siedzi na
leżącym Shannonie i przytrzymuję jego dłonie jedną ręką, a ten próbuje się
wyrwać.
-Jeszcze jeden ruch Kurduplu, a
ci przywalę.- Wywracam oczami i staję nad nimi.
-Jay, zostaw go.- Brunet spogląda
na powalonego, na mnie i jeszcze raz na niego, po czym grzecznie schodzi z
brata i staję obok mnie.
-Dziękuję.- Odzywa się
perkusista, siadając.- Chyba muszę zacząć trenować, bo ten dzieciak jest ode
mnie silniejszy.- Mruczy, a Matthew chichra się pod nosem. Rozglądam się po
pomieszczeniu i dostrzegam brak jednej osoby.
-Gdzie Tomo?- Nagle wszyscy
zaczynają go szukać po całym mieszkaniu, ale to ja go znajduję. Śpiącego w
pokoju gościnnym. Delikatnie przykrywam go kołdrą i wychodzę, cicho zamykając
drzwi.
-Znalazłaś go?- Wachter pojawia
się obok mnie.
-Śpi. Co mu zrobiliście?- Zakładam
ręce i przyglądam mu się z uwagą.
-Ale to nie ja. To wina Shanna!
To on go straszył.- Chowam twarz w dłoniach, zastanawiając się, czy głupota
starszego Leto ma jakieś dno.
- Co dokładnie zrobił?- Odsłaniam
jedno oko, obserwując blondyna.
-Trochę go postraszył, a
Miličević wziął to za bardzo do siebie i nie spał całą drogę.- Patrzy na
wszystko, z wyjątkiem mnie. Poganiam go.- Powiedział, że mu włosy obetnie.
-Shannon!- Idę do kuchni, gdzie
zapewne moja ofiara robi sobie kawę.- Co ty sobie myślałeś strasząc Tomo, co?-
Zatrzymuję się przed nim i dźgam palcem w klatkę piersiową.
-Robię co kawę.- Oznajmia
perkusista, nie przejmując się moimi słowami.
-Nie pogardzę, ale co ci
odwaliło. On naprawdę się przestraszył.
-Wiem, przepraszam.- Spoglądam mu
prosto w oczy, ale nie widzę w nich żeby żałował, a wręcz przeciwnie.
-Jesteś okrutny.
-Tak wiem. I cześć.- Nachyla się
i całuje mnie w policzek.- Miło cię widzieć.- Uśmiecha się od ucha, do ucha.
-A ciebie wręcz przeciwnie.-
Puszczam mu oczko. Siadam przy stoliku, obok Jareda.
-No dobra, jak wam się mieszka w
tym pięknym i zimnym mieście miłości?
-Ideanie.- Oznajmia jego brat, a
Matt przysiada się do nas.- Jesteście głodni czy coś?
* * *
Leżę wtulona w bruneta i
rozkoszuję się naszymi ostatnimi chwilami razem. Przyglądam się białej ścianie,
a on całuje mnie w czubek głowy.
-Dlaczego nie chcesz z nami jeździć
w trasy?- Pyta.
-Za dużo w tym zamieszania.-
Robię dziubek.- Ale będę bardzo tęsknić. Tak bardzo, bardzo.- Wtulam się w jego
ciało jeszcze mocniej.- Ale bransoletka będzie mi o tobie przypominać.- Macham
prezentem gwiazdkowym przed jego oczami.
-Ja też będę o tobie myśleć, cały
czas. Ale i tak wolałbym, żebyś z nami pojechała.
-Może kiedy indziej.
-Wracasz do Ameryki, czy
poczekasz tu na mnie?- Nachyla się i zatrzymuje kilka milimetrów przed moimi
ustami.
-Poczekam. Mam tu jeszcze trochę
pracy.- Łączę nasze usta, siadając mu na kolanach, ale nie przerywając
pocałunku. Jego dłonie zsuwają się w dół
moich pleców, gdy do drzwi do mieszkania się otwierają i docierają do nas
urywki rozmów chłopaków. Na moje policzki wkrada się rumieniec, gdy zsuwam się
z powrotem na sofę.
-Wróciliśmy!- Do pomieszczenia
pierwszy wpada Shan.- Może tak, nie będę pytał dlaczego jesteś taka czerwona.-
Siada obok mnie.- Ale muszę cię zasmucić, bo za kilka minut będziemy musieli
jechać.
-Ty to jednak okrutny jesteś.-
Odburkuję do perkusisty, a na meblu siadają pozostali członkowie zespołu.
-Bus już tu jedzie.- Dodaje.- Tak
więc ruszać dupska i zbierać się.- Klaska w dłonie, ale nikt nie reaguje.-
Hello, jestem tu najstarszy. Powinniście mnie słuchać.
-Może gdybyś był odrobinę wyższy?-
Dwóch braci mierzy się wzrokiem, a ja siedzę pomiędzy nimi. Gorzej być nie
mogło.
-Bachorze, odwołaj to, ale już,
bo inaczej pożałujesz.- Syczy, a ja postanawiam przejąć pałeczkę. Klaskam w
dłonie, podnosząc się z sofy.
-No dobra, panowie, pozabijacie
się potem. Teraz zbierać się.- I normalnie jak za machnięciem czarodziejskiej różdżki
wszyscy podnoszą się ze swoich miejsc.- A z tobą, Shannon, muszę poważnie
porozmawiać.- Wyłapuję niezrozumienie na twarzy niebieskookiego. Zbywam go
machnięciem ręki, a gdy reszta zespołu wychodzi i zostaję sama z perkusistą.
-O co chodzi?
-Mam prośbę, mógłbyś przestać
straszyć Tomo? Biedaczek nie zmrużył oka podczas podróży.
-Ja tylko żartowałem. Nie
wiedziałem, że weźmie to do siebie.
-Powiedzmy, że ci wierzę.- Puszczam
mu oczko i idę do reszty, którzy stoją już przy drzwiach.
-Bus właśnie podjechał. Musimy
już iść.- Odzywa się Matt.- Mam nadzieję, że szybko się zobaczymy.- Przytula
mnie i „oddaje” Chorwatowi. Ten znów prawie mnie dusi, po czym całuje w czoło,
szepcząc przy tym.
-Dziękuję. Jesteś moją bohaterką.-
Następnie dopada mnie starszy Leto.
-Obiecuję, przy świadkach, że nie
będę gnębić Mofo, przynajmniej się postaram.- Uśmiecha się szeroko.
-I nie zabij mi Jareda.- Robię proszącą
minę, a ten wybucha śmiechem.
-Przemyślę to.- Odpowiada całując
mnie w policzek. No i na ostatek zostaje Jay, który ściska mnie mocno i
najwyraźniej nie chce puścić. W końcu sama wyplątuję się z jego ramion.
-Będę za tobą tęsknić.- Mruczy.
-Ja za tobą też.- Odmrukuję,
stając na palcach i wbijając się w jego usta.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz