POSTACIE Strona głóna

czwartek, 21 kwietnia 2016

41. A BEAUTIFUL LIE TOUR

27 styczeń 2007


Przyglądam się kobiecie, gdy nagle drzwi do mieszkania się otwierają i wpadają przez nie chłopaki. Jedynie Matt zachowuje się jakoś poważnie. Może to dlatego, że to jego ostatnie koncerty w tym zespole? Tomislav zatrzymuje się i otwiera szeroko oczy, jakby zobaczył ducha. Podnoszę aparat do twarzy, a w tym czasie z ust Chorwata wydobywa się jedno słowo.
-Amelia…- Czarnowłosy zrywa się z miejsca, a po chwili obejmuję brunetkę z całych sił, a ta śmieje się. Podobnie jak ja i zespół.
-Tomo, puść panią.- Shannon podchodzi do nich i próbuje oderwać gitarzystę od kobiety.- Mofo, daj pani spokój.- Powtarza, ale ten go ignoruje.- Olivia, pomóż.- Zwraca się do mnie, ale ja cały czas fotografuję zajście, które ma miejsce.
-Kiedy to Amelia.- Odzywa się w końcu. Zauważam niezrozumienie na twarzy Shanna.
-Audrey Tautou. Grała Amelie.- Tłumaczę.- No dobrze, Milo, puść ją. Jeszcze tu wróci.- Mężczyzna niechętnie puszcza kobietę.
-Już myślałem, że będę cię musiał postraszyć Vicki.- Mruczy starszy Leto, a ja mrożę go wzrokiem.- Gdzie Jay?
-Pakuje się w sypialni- Wskazuję palcem na drzwi, a oni idą w tamtym kierunku.- Przepraszam za Tomo. Nie miałam pojęcia, że tak wyjdzie.- Zwracam się do aktorki, a ona uśmiecha się szeroko.
-Nie ma za co przepraszać, to było bardzo miłe. No dobrze, kiedy zdjęcia będą gotowe? Bo za tydzień wyjeżdżam na południe i nie wiem kiedy wrócę.
-Zaglądnij przeddzień wyjazdu. Powinny być już gotowe.- Koduję to w pamięci, żeby nie zapomnieć.
-Ale mam nadzieję, że znajdę tam też te z moim fanem.- Unoszę kąciki ust wyżej.
-Oczywiście.
-W takim razie do zobaczenia.- Kobieta wychodzi, a ja słyszę krzyk z sypialni. Jak najszybciej się da, docieram w miejsce wrzasku i dostrzegam braci szarpiących się po podłodze. Zatrzymuję się przy basiście, stojącym w drzwiach.
-A co tym razem poszło?- Pytam, całując go na przywitanie w policzek.
-Gdy się witali, Shan przez przypadek przyłożyć mu z łokcia.- Odpowiada.- Nie wierzę, że to moje ostatnie dni z nimi. Będzie mi ich cholernie brakować.
-Ale nie rozstajecie się na zawsze. Zawsze możecie wyjechać razem na wakacje czy coś. W końcu im więcej osób, tym lepsza zabawa.- Po raz kolejny spoglądam na braci. Jared siedzi na leżącym Shannonie i przytrzymuję jego dłonie jedną ręką, a ten próbuje się wyrwać.
-Jeszcze jeden ruch Kurduplu, a ci przywalę.- Wywracam oczami i staję nad nimi.
-Jay, zostaw go.- Brunet spogląda na powalonego, na mnie i jeszcze raz na niego, po czym grzecznie schodzi z brata i staję obok mnie.
-Dziękuję.- Odzywa się perkusista, siadając.- Chyba muszę zacząć trenować, bo ten dzieciak jest ode mnie silniejszy.- Mruczy, a Matthew chichra się pod nosem. Rozglądam się po pomieszczeniu i dostrzegam brak jednej osoby.
-Gdzie Tomo?- Nagle wszyscy zaczynają go szukać po całym mieszkaniu, ale to ja go znajduję. Śpiącego w pokoju gościnnym. Delikatnie przykrywam go kołdrą i wychodzę, cicho zamykając drzwi.
-Znalazłaś go?- Wachter pojawia się obok mnie.
-Śpi. Co mu zrobiliście?- Zakładam ręce i przyglądam mu się z uwagą.
-Ale to nie ja. To wina Shanna! To on go straszył.- Chowam twarz w dłoniach, zastanawiając się, czy głupota starszego Leto ma jakieś dno.
- Co dokładnie zrobił?- Odsłaniam jedno oko, obserwując blondyna.
-Trochę go postraszył, a Miličević wziął to za bardzo do siebie i nie spał całą drogę.- Patrzy na wszystko, z wyjątkiem mnie. Poganiam go.- Powiedział, że mu włosy obetnie.
-Shannon!- Idę do kuchni, gdzie zapewne moja ofiara robi sobie kawę.- Co ty sobie myślałeś strasząc Tomo, co?- Zatrzymuję się przed nim i dźgam palcem w klatkę piersiową.
-Robię co kawę.- Oznajmia perkusista, nie przejmując się moimi słowami.
-Nie pogardzę, ale co ci odwaliło. On naprawdę się przestraszył.
-Wiem, przepraszam.- Spoglądam mu prosto w oczy, ale nie widzę w nich żeby żałował, a wręcz przeciwnie.
-Jesteś okrutny.
-Tak wiem. I cześć.- Nachyla się i całuje mnie w policzek.- Miło cię widzieć.- Uśmiecha się od ucha, do ucha.
-A ciebie wręcz przeciwnie.- Puszczam mu oczko. Siadam przy stoliku, obok Jareda.
-No dobra, jak wam się mieszka w tym pięknym i zimnym mieście miłości?
-Ideanie.- Oznajmia jego brat, a Matt przysiada się do nas.- Jesteście głodni czy coś?
                                *                      *                      *
Leżę wtulona w bruneta i rozkoszuję się naszymi ostatnimi chwilami razem. Przyglądam się białej ścianie, a on całuje mnie w czubek głowy.
-Dlaczego nie chcesz z nami jeździć w trasy?- Pyta.
-Za dużo w tym zamieszania.- Robię dziubek.- Ale będę bardzo tęsknić. Tak bardzo, bardzo.- Wtulam się w jego ciało jeszcze mocniej.- Ale bransoletka będzie mi o tobie przypominać.- Macham prezentem gwiazdkowym przed jego oczami.
-Ja też będę o tobie myśleć, cały czas. Ale i tak wolałbym, żebyś z nami pojechała.
-Może kiedy indziej.
-Wracasz do Ameryki, czy poczekasz tu na mnie?- Nachyla się i zatrzymuje kilka milimetrów przed moimi ustami.
-Poczekam. Mam tu jeszcze trochę pracy.- Łączę nasze usta, siadając mu na kolanach, ale nie przerywając pocałunku. Jego dłonie zsuwają się  w dół moich pleców, gdy do drzwi do mieszkania się otwierają i docierają do nas urywki rozmów chłopaków. Na moje policzki wkrada się rumieniec, gdy zsuwam się z powrotem na sofę.
-Wróciliśmy!- Do pomieszczenia pierwszy wpada Shan.- Może tak, nie będę pytał dlaczego jesteś taka czerwona.- Siada obok mnie.- Ale muszę cię zasmucić, bo za kilka minut będziemy musieli jechać.
-Ty to jednak okrutny jesteś.- Odburkuję do perkusisty, a na meblu siadają pozostali członkowie zespołu.
-Bus już tu jedzie.- Dodaje.- Tak więc ruszać dupska i zbierać się.- Klaska w dłonie, ale nikt nie reaguje.- Hello, jestem tu najstarszy. Powinniście mnie słuchać.
-Może gdybyś był odrobinę wyższy?- Dwóch braci mierzy się wzrokiem, a ja siedzę pomiędzy nimi. Gorzej być nie mogło.
-Bachorze, odwołaj to, ale już, bo inaczej pożałujesz.- Syczy, a ja postanawiam przejąć pałeczkę. Klaskam w dłonie, podnosząc się z sofy.
-No dobra, panowie, pozabijacie się potem. Teraz zbierać się.- I normalnie jak za machnięciem czarodziejskiej różdżki wszyscy podnoszą się ze swoich miejsc.- A z tobą, Shannon, muszę poważnie porozmawiać.- Wyłapuję niezrozumienie na twarzy niebieskookiego. Zbywam go machnięciem ręki, a gdy reszta zespołu wychodzi i zostaję sama z perkusistą.
-O co chodzi?
-Mam prośbę, mógłbyś przestać straszyć Tomo? Biedaczek nie zmrużył oka podczas podróży.
-Ja tylko żartowałem. Nie wiedziałem, że weźmie to do siebie.
-Powiedzmy, że ci wierzę.- Puszczam mu oczko i idę do reszty, którzy stoją już przy drzwiach.
-Bus właśnie podjechał. Musimy już iść.- Odzywa się Matt.- Mam nadzieję, że szybko się zobaczymy.- Przytula mnie i „oddaje” Chorwatowi. Ten znów prawie mnie dusi, po czym całuje w czoło, szepcząc przy tym.
-Dziękuję. Jesteś moją bohaterką.- Następnie dopada mnie starszy Leto.
-Obiecuję, przy świadkach, że nie będę gnębić Mofo, przynajmniej się postaram.- Uśmiecha się szeroko.
-I nie zabij mi Jareda.- Robię proszącą minę, a ten wybucha śmiechem.
-Przemyślę to.- Odpowiada całując mnie w policzek. No i na ostatek zostaje Jay, który ściska mnie mocno i najwyraźniej nie chce puścić. W końcu sama wyplątuję się z jego ramion.
-Będę za tobą tęsknić.- Mruczy.
-Ja za tobą też.- Odmrukuję, stając na palcach i wbijając się w jego usta.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz