Budzę się i nagle dociera do
mnie, jak bardzo boli mnie głowa. I jak bardzo chce mi się wymiotować.
Gwałtownie wstaje i moment później nachylam się nad sedesem. Chyba za dużo
wypiłyśmy z Emily. Po raz kolejny wyrzucam z siebie zapewne, tą pyszną pizze, którą
zamówiłyśmy, gdy ktoś odgarnia mi włosy z twarzy. Odwracam się i dostrzegam
zmartwioną twarz Jareda. Siada obok mnie i zaplata mi warkocza.
-Przynieść ci wodę?- Pyta, a ja
delikatnie potwierdzam kiwając głową. Wychodzi z łazienki, by po chwili wrócić
z butelką. Upijam kilka łyków i opieram się o ścianę.- Lepiej?- Po raz kolejny
potwierdzam, a ten nachyla się nade mną, jednak ja przykładam palec do jego
ust.
-Zmienisz miejsce na teledysk?-
Odzywam się.
-Olivia…- Zaczyna, ale ja mu
przerywam.
-Poradzę sobie. Możesz już wracać
do spania.- Mruczę, ale ten nie reaguje.- Po prostu już idź.- Unosi się i znika
za drzwiami, a ja zostaje sama z własnymi myślami. Jeszcze kilkanaście minut
siedzę na płytkach, po czym podnoszę się i wychodzę. W momencie, gdy stawiam krok
na wykładzinie, z podłogi ktoś się zrywa.- Powiedziałam coś.- Omijam
niebieskookiego i idę do kuchni, gdzie przeszukuje szafki. W końcu znajduję
środki przeciwbólowe. Zażywam dwie tabletki i odwracam się, wyczuwając jego
obecność.
-Porozmawiasz ze mną?
-Nie.- Zostawiam go samego i wracam do pokoju gościnnego. Kładę się na
materacu i przymykam oczy.
* * *
Podnoszę się i ubieram ciuchy,
które dziwnym trafem znalazły się w graciarni. Ziewam po raz kolejny, zbierając
rzeczy potrzebne w pracy. Nie udało mi się zasnąć z powrotem, ale przynajmniej
pozbyłam się bólu głowy. Z notesu wyrywam kartkę i zapisuję ją: „Jestem w
pracy. Mam nadzieję, że jeszcze przemyślisz ten swój pomysł. O.”. Zabieram
kluczę ze stolika i wychodzę na klatkę schodową. Zamykam mieszkanie, co nie
zdarza się często. W dziesięć minut docieram do Starbucksa, gdzie kupuję kawę
na wynos, która pomoże przetrwać mi dzisiejszy dzień. Kolejne pięć minut
zajmuje mi dotarcie do Art Partner. Wchodzę do budynku i pierwsze co zauważam,
to blondynkę drzemiąca na ladzie. Szturcham ją, a ta zrywa się gwałtownie.
-Nie strasz mnie.- Jęczy.-
Myślałam, że to szef. Czy ty też masz takiego kaca?- Opiera głowę na dłoniach.
-Wymiotowałam w nocy. Potem nie
mogłam zasnąć. A o głowie nie wspomnę.- Mruczę.
-A jak z panem Ideałem?- Wywracam
oczami i siadam na połowie jej krzesła. Kładę głowę na jej ramieniu i obejmuję
w talii.
-Przytrzymywał mi włosy, jak
zwracałam tą pyszniutką pizze. Ale nadal jestem na niego zła.- Dodaję.
-Ty się o niego martwisz,
kochana.
-Nie ważne. A co u twojego
kochanka? Jak mu w końcu było? Charlie, Andrew? Pogubiłam się już.- Wyznaje, a
na jej twarzy pojawia się uśmiech.
-Anthony, Tony. Ja też się pogubiłam.
No to może zacznijmy od tego, że jak wyszłaś zaniósł mnie do łóżka i tak siedział
ze mną.- Rozmarza się.- Ale ja, rzuciłam się na niego i chyba wiesz czym to się
skończyło.- Chichotam.- A rano dostałam śniadanko prosto do łóżka.- Unoszę
kąciki ust w górę.
-Przynajmniej tobie się powodzi.-
Gdy kończę swoją wypowiedź, drzwi windy się otwierają, a z niej wychodzi
Terence.
-Koniec ploteczek. Dokończycie na
lunchu, teraz brać się do pracy.- Zatrzymuje się przed nami. Z lekkim
ociąganiem wstaję. Całuję policzek Anderson- Wytłumacz mi, moja panno, gdzieś
ty się wczoraj ukryła przed wzrokiem Leto?- Odwracam się do blondynki i
wywracam oczami.- Wiesz, ile razu musiałem mu tłumaczyć, że cię nie
przetrzymuję?
-Nie ważne. Możemy o tym
zapomnieć?- Wchodzimy do metalowej klatki. Naciskam guziczek z piętnastym
piętrem.
-Co się stało, Puchatku?- Uśmiecham
się, słysząc przezwisko, którym nazywał mnie w dzieciństwie.
-Nic. Poradzę sobie.- Opieram się
o lustro na jednej ze ścian, a do środka wchodzi jakaś kobieta. Uśmiecha się
lekko, by moment później wysiąść na dziesiątce. Jeśli to co Emily mi mówiła,
mają tam okropnego szefa, który nie liczy się z pracownikami.
-Olivia…- Zaczyna, gdy jesteśmy
na wysokości czternastki. Jeszcze tylko kilka sekund.
-Proszę, skończ z tym.- Przerywam
mu.- Dałam sobie radę kiedyś, więc teraz też sobie poradzę.- Gdy tylko drzwi
się otwierają, zostawiam do osłupiałego w windzie, a sama idę do studia,
przygotować wszystko na dzisiejszą sesje do jakiegoś magazynu modowego.
Wyczuwam na swoim ciele czyjś wzrok.- Zostaw mnie w spokoju.- Mówię nie
odwracając się.
-Ktoś tu jest zły.- Odpowiada
głos, ale nie należy do Terenca. Odwracam się. W drzwiach stoi Jack i szczerzy
się jak mysz do sera.- Myślałem, że jak tylko wrócisz do domu, od razu rzucisz
się Jaredowi w ramiona, ale chyba jest na odwrót.- Komentuje, siadając na
czarnej sofie. Ignoruję go i kontynuuje ustawianie aparatu.- No wiesz? Ze mną
mogłabyś pogadać. W końcu ja nie wybieram się na misje samobójczą.- Jęczę cicho
i obrzucam go morderczym spojrzeniem.
-Możesz się zamknąć, White?-
Pytam.
-Nie. A teraz mów, co ci leży na
serduszku, w końcu od tego są cholerni przyjaciele.
-Jak zaraz nie zamilkniesz, to
wylecisz stąd przez okno. Tak w ogóle, to po co tu przylazłeś? Nie masz swojego
życia?
-Może gdybyś ze mną normalnie
porozmawiała, to wiedziałabyś co u robię. Jest lekka zmiana planów. Otóż Terry
jedzie robić te zdjęcia do gazety, a ty zostajesz ze mną. Zbliża się dziesiąta
rocznica powstania The White Stripes i chcieliśmy zrobić jakąś sesje
pamiątkową.- Tłumaczy, a ja nieświadomie układam usta w dziubek i zastanawiam
się przez moment.
-Czyli innymi słowy, Terry zwinął
mi sesje dla Glamoura?- Nie czekając na odpowiedź, wychodzę z pomieszczenia i
kieruję się prosto do gabinetu ojca. Zielonooki wkłada aparat do pokrowca.-
Powiedz mi tylko dlaczego? –Zatrzymuję się przed nim.
-Pomyślałem, że wolałabyś zrobić
sesje z Jackiem.- Wzrusza ramionami.
-Mogłam zrobić obie. Po prostu
zostałabym trochę dłużej. Następnym razem mógłbyś spytać mnie co o tym sądzę, a
nie decydować samemu.
-Dzwoniłem wczoraj, ale uciekając
przed Jaredem, zostawiłaś komórkę w mieszkaniu. Naprawdę pokłóciłaś się z nim o
durny teledysk?
-Ty wiesz, jakie niebezpieczne
jest to, co oni zamierzają zrobić?- Wzdycham. Czy on nie da mi spokoju?
-To na spokojnie z nim
porozmawiaj.- Wywracam oczami i wychodząc z gabinetu, wpadam na kogoś.
-Przepraszam, szukam pana
Richardsona.- Odzywa się kobieta z ciemnymi włosami. Rozpoznaje w niej byłą
żonę mojego przyjaciela, którą kiedyś pokazywał mi na zdjęciach. Widać, że jest
zdezorientowana i zagubiona.
-Jestem Olivia Richardson. Megan,
tak?- Potwierdza ruchem głowy.- Tędy.- Prowadzę ją do studia, gdzie Jack plądruje
moją torebkę, w której trzymam głównie jedzenie. Odwraca się z moim
słonecznikiem w ręce. Mrożę go wzrokiem.- Odłóż to. Natychmiast.- Syczę,
zaciskając zęby.
-Spokojnie, już odkładam. Nie
zabijaj. Cześć Meg, widzę, że już poznałaś Lizi.- Macha do perkusistki.- To z
nią będziemy mieć sesje.- Szczerzy się do mnie, a ja wystawiam w jego kierunku
język.
* * *
Wchodzę do mieszkania, w którym
panuje ciemność. Mimowolnie przypominają mi się pierwsze miesiące po
przeprowadzce do Nowego Yorku. Zagryzam wargę i włączam światło. Torebkę odkładam
obok szafki i od razu wchodzę do łazienki. Po szybkim prysznicu, wycieram się
ręcznikiem i ubieram piżamę. W kuchni jedyne co robię, to zaglądam do lodówki. Zamykając
ją, zauważam karteczkę, zapisaną pismem Jareda. Zrywam ją z drzwiczek i czytam:
„Wrócę późno. J.”. Gniotę ją w dłoni i wyrzucam do kosza. Przechodzę do
pokoju gościnnego. Kładę się na materacu i próbuję usnąć.
Po dwóch godzinach słyszę jak
ktoś otwiera drzwi. Podnoszę się i przyglądam się zarysowi mężczyzny za
drzwiami.
-Olivia?- Woła, a ja
automatycznie wracam do poprzedniej pozycji i udaję, że śpię. Brunet wchodzi do
pomieszczenia i komórką oświetla mnie, po czym zostawia mnie w spokoju. Przez
kilka minut chodzi po pozostałej części mieszkania, by następnie ucichnąć.
Zaczynam rozmyślać o tym całym
teledysku. Chyba powinnam go przeprosić, ale gdy tylko sobie wyobrażę, że coś
może mu się coś stać, z moich oczu od razu zaczynają lecieć łzy. Chyba nie
powinnam tak reagować. Chociaż kocham go, jak nikogo innego, więc to, że się o
niego martwię jest chyba usprawiedliwione. Pociągam nosem, jednak ciągle
płaczę. Nagle wyczuwam dotyk na plecach. Odwracam się i dostrzegam zamgloną
twarz niebieskookiego.
-Aniele…- Szepcze, kładąc się
obok mnie, a ja wtulam w jego ciało.
-Przepraszam.- Wykrztuszam z siebie,
a ten całuje mnie w głowę.- Ja po prostu…-Zaczynam.- Nie wiem, dlaczego tak na
ciebie naskoczyłam. Kocham cię i nie chcę, żebyś tak ryzykował.
-Już dobrze.- Głaska mnie
kciukiem po policzku.- Zmieniłem miejsce kręcenia na Islandie i Grenlandie. I to
ja cię powinienem przeprosić. Nie pomyślałem o niektórych sprawach.- Ociera
moje łzy z policzka. Uśmiecham się lekko.- Już dobrze?
-Tak. Nie chcę się już z tobą
kłócić.- Patrzę mu prosto w oczy.
-Ja też, Aniele, ja też.-
Przyciąga mnie do swojego ciała jeszcze mocniej.-Możesz przekazać Emily, żeby
następnym razem nie wzywała policji?- Zrywam się i spoglądam na niego
zdziwiona.
-Co zrobiła?- Mężczyzna wywraca
oczami i po raz kolejny przyciąga mnie do siebie.
-Po części też ty.- Odburkuje.-
Ale wezwała policje. Chwała, że ten sąsiad z naprzeciwka, Tony, mnie ukrył.
Potem wyjaśnił wszystko policji. Opowiedział prawdę, ale nie mówiąc, że to o
mnie chodzi. Na szczęście, po jego wyjaśnieniach poszli sobie. Potem Tony
obiecał mi, że wsadzi cię do taksówki i tak zrobił.
-Przepraszam. Nie pamiętam
niczego, odkąd Emi zadzwoniła przez przypadek do swojej matki.- Brunet śmieje
mi się do ucha.- Ty nie widziałeś jej przerażenia, gdy zorientowała się co
zrobiła. Chyba nigdy więcej nie tknę wina. A szczególnie tego od jej brata.-
Nagle niebieskooki kładzie mi palec na ustach.
-Kocham cię.- Wyznaje, po czym
całuje mnie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz