Spoglądam ze wściekłością na
mężczyznę. Ten kładzie dłoń na moim policzku, próbując mnie uspokoić, jednak ja
ją strącam.
-Jesteś idiotą!- Krzyczę.- Tylko
ty mogłeś wpaść na tak idiotyczny pomysł.- Łapie mnie za nadgarstki i w
momencie, gdy ja próbuję się wyrwać, on ściska mocniej.
-Uspokój się!- Wpada mi w słowo,
a ja zamieram, zapominając co chciałam powiedzieć. Niebieskooki zmniejsza
uścisk, aż w końcu całkowicie mnie puszcza. Odwracam się tyłem do niego i
zawieszam na szyi lustrzankę.
-Wychodzę. Nie wiem kiedy wrócę.-
Mruczę.- Mam nadzieję, że przemyślisz ten pomysł.- Otwieram gwałtownie drzwi, a
stojący za nimi czarnowłosy, podskakuje, po czym opuszcza dłoń, którą chciał
pukać. Omijam go i zbiegam po schodach.
-Olivia, zaczekaj!!!- Słyszę
jeszcze Jareda, ale całkowicie go ignoruję. Wychodzę z budynku i rozglądam się na
prawo i lewo. Decyduję się iść na lewo. Po kilkunastu minutach ląduję pod
mieszkaniem Anderson. Naciskam dzwonek, a po chwili otwiera mi blondynka,
owinięta pościelą.
-Oli?- Dziwi się.- Poczekaj
moment.- Zamyka drzwi, a moment później wypycha przez nie jakiegoś chłopaka w
samych gaciach, z kupką ciuchów w dłoniach.- Zapraszam, a ty zadzwoń.- Rzuca do
niego, po czym wciąga mnie do środka.
-Czy ty właśnie wywaliłaś tego
przystojnego kolesia?- Pytam, pociągając nosem.
-Czego się nie robi dla
przyjaciółki.- Wzrusza ramionami.- Jak kocha to wróci. Co się stało? Zazwyczaj
to ja muszę cię nachodzić.
-Pokłóciłam się z Jayem.-
Odburkuję, a ta znika w jednym z pokojów. Po chwili wychodzi ubrana w luźną
koszulkę i spodenki.
-Czekaj, czekaj, ty i pan ideał
się pokłóciliście?- Wchodzimy do kuchni.- O co?
-Wymyślił sobie, że będą kręcić
teledysk na Antarktydzie. Czy ty wiesz jak tam jest niebezpiecznie? Nie dość,
że ryzykuje swoje życie, to jeszcze Shannona i Tomo. Egoista zasrany.-
Odburkuję.
-Naprawdę?- Blondynka patrzy na
mnie jak na idiotkę.- Tylko o to? Z kim ja się przyjaźnię?- Opieram się o blat
i przyglądam jak dziewczyna nastawia wodę, zapewne na kawę.
-Czekaj, złotko.- Mruczę.- Masz
może winko?- Anderson obrzuca mnie spojrzeniem.
-Ale, że przed śniadaniem?- Kiwam
ochoczo głową.- Mam, mam. Ten idiota, zwany inaczej moim bratem ma winnice.
Przysyła mi kilka butelek co miesiąc. Jesteś pewna?- Po raz kolejny potwierdzam
ruchem głowy, a ona podskakuje w miejscu z uśmiechem.- Czyli co? Damski
wieczór, w wersji porannej?- Zawiesza mi się na szyi, a ja wybucham śmiechem.
-No jasne. Masz jakieś filmy?-
Emily wyciąga z szafki butelkę, a ja przeszukuję kieszenie.- Chyba zapomniałam
komórki.- Mruczę.
JARED
-Uspokój się!- Wykrzykuję, a ona
otwiera i zamyka usta jak ryba. Powoli puszczam jej nadgarstki, mając nadzieję,
że teraz porozmawiamy normalnie, jednak ona odwraca się i zawiesza na szyi swój
aparat, mówiąc jednocześnie.
- Wychodzę. Nie wiem kiedy wrócę.-
Mruczy.- Mam nadzieję, że przemyślisz ten pomysł.- Otwiera drzwi i prawie wpada
na Jacka, który podskakuje ze strachu. Omija go i zbiega po schodach.
-Olivia, zaczekaj!- Biegnę za
nią, ale zatrzymuje mnie jej „cholerny przyjaciel”.
-Co jej zrobiłeś?- Pyta, ciągle
zagradzając mi drogę.
-Nic.- Po budynku roznosi się
głos zamykanych drzwi wejściowych. Mrużę oczy.
-Gdybyś nic nie zrobił, nie
zachowywałaby się tak.- Czarnowłosy wchodzi do mieszkania, a ja odwracam się za
nim.- No chodź, ona i tak musi to wszystko przemyśleć. Pewnie poszła do ojca.-
Idę za muzykiem. Łapię telefon leżący na szafce i wykręcam numer dziewczyny,
który znam już na pamięć. Jednak jedyne co się odzywa, to jej komórka wetknięta
między siedzenie, a oparcie w sofie.
-Cholera.- Mruczę. Kręcę się wokół
własnej osi, szukając Johna. Ten stoi przy blacie w kuchni.
-Kawy?- Wyskakuje na blat i
wyglądam za okno. W oddali dostrzegam sylwetkę dziewczyny. Może bym ją jeszcze
dogonił.- Nawet o tym nie myśl.- Odwracam się i dostrzegam jego wzrok utkwiony
we mnie.- Daj jej czas. To jak chcesz tą kawę?
-Nie, dzięki.- Drapię się po
głowię.
-No dobra, a teraz mów, co jej
zrobiłeś, oprócz tego, że nic.
-Opowiedziałem o planach
dotyczących kolejnego teledysku.
-Leto, mów prościej.
-Chcemy nagrać klip na biegunie
północnym.- Wokalista unosi prawą brew w górę, więc tłumaczę dalej.- Dokładniej
to na lodowym klifie, który cały czas usuwa się do wody.
-Czyli wkurzyła się na ciebie, bo
udajesz się wraz ze swoim zespołem na tak zwaną samobójczą misję?- Jack zalewa
kubek wrzącą wodą.- Ja bym się cieszył. To oznaka tego, że zależy jej na tobie.
No i jeśli ci życie miłe, zmień miejsce nagrania na jakieś bezpieczniejsze. Nie
wiem, może Grenlandia?
* * *
-Jak to nie ma jej u ciebie?-
Dziwię się. Jack spogląda na mnie zdezorientowany.- W takim razie, gdzie mogła
pójść?
-Mnie się pytasz? To ty z nią
mieszkasz i tak dalej.- Odzywa się Terence.- Pokłóciliście się?- Doskonale
wiem, że mówiąc to, na jego twarzy pojawia się uśmiech.- Poważnie?
-Nie. To masz pomysł gdzie mogła
pójść?
-Zadzwoń do Emily. Może u niej
siedzi.- Richardson rozłącza się bez ostrzeżenia.
-Nie ma jej u ojca.- Oznajmiam,
szukając numeru do blondynki.
-To już wiem.- Mężczyzna podnosi
moją Artemise, a ja dzwonię do przyjaciółki czarnowłosej. Odbiera po kilku
sygnałach.
-O pan Ideał.- Mruczy
niewyraźnie.- Po co dzwonisz?
-Nie ma u ciebie Olivii?- Pytam.
-To już moja sprawa, kto u mnie
przesiaduje.- Zaczyna się śmiać, a ja marszczę brwi.- No ten, tegos, nie jesteś
jednak takim ideałem, panie Leto. I następnym razem, jak będziesz planować
teledysk, pomyśl o bezpiecznym miejscu. A przepraszam, następnego już nie
będzie, bo zginiecie.
-Emily, co piłyście?- Opieram
głowę na dłoni.- Zaraz u was będę.
-Ani się wasz, ty niegodny
egoisto. Jedź na ten swój biegun północny, a może zachodni? No w każdym razie
biegun. Może nawet zjawię się na twoim pogrzebie, w końcu ktoś będzie musiał
pocieszać wdowę po tobie. W każdym razie, jak tylko się zjawisz, wzywam
policje. Olivia wróci jak będzie chciała. Do niczego jej nie zmusisz.- Rozłącza
się, podobnie jak przed momentem Terry. Rzucam telefon na sofę.
-Jest u Emily. I zdaje się, że
coś piły. A nawet bardziej niż zdaje.
-To co, idziemy po nią?-
Mężczyzna odkłada gitarę i przygląda mi się wyczekująco.
-Straszy mnie policją, a tą
dziewczynę na to stać.
OLIVIA
-No dobra, a teraz mów co to za
facet?- Poprawiam się, wykładając stopy na uda dziewczyny. Upijam łyk wina, po
czym oddaje butelkę dziewczynie.
-To Charlie. Mój nowy sąsiad. A
może to Andy?- Zaczynamy się śmiać. Alkohol zaczął działać już kilka godzin
temu.- W każdym razie przyszedł wczoraj po południu się przywitać, no i został
na dłużej.- Uśmiecha się pod nosem.- Przeprowadził się z Chicago, bo narzeczona
go zdradzała. Wredna suka.- Syczy, a ja chowam twarz w poduszkę, próbując ukryć
uśmiech.
-I ty go pocieszasz?- Zielone
szkło wraca do mnie.
-Charlie jest cudowny.- Mruczy.-
I taki delikatny.- Rozmarza się, a ja unoszę kąciki ust w górę. Wypijam
ostatnią krople i przyglądam się butelce ze smutkiem.
-Masz jeszcze?- Odkładam ją, obok
dwóch pozostałych. Recepcjonistka wstaje i chwiejnym krokiem podąża w stronę
kuchni, gdy po mieszkaniu roznosi się dźwięk dzwonka do drzwi.
-Kogo tu przywiało?- Mówi pod
nosem, zmieniając cel swojej wędrówki. W końcu zatrzymuje się pośrodku salonu i krzyczy.- Otwarte!- Drzwi
się otwierają, a do środka wchodzi blondyn, którego kilka godzin temu wygoniła.
-Cześć, nie przeszkadzam?-
Podchodzi bliżej, a oczy Anderson zaczynają błyszczeć.
-Charlie, miło cię widzieć.-
Uśmiecha się do niego, lekko chwiejąc. Przewróciłaby się, gdyby nie pomocne
ramie chłopaka.
-Kto to Charlie?- Swoje brązowe
oczy kieruje na mnie, a ja wzruszam ramionami. Jego wzrok ląduje na pustych
butelkach, leżących na stoliku.- Piłyście?- W tym samym momencie kiwamy głową na
„nie”, a on pomaga blondynce usiąść obok mnie.- Tony jestem.- Podaje mi dłoń.
-Olivia.- Unoszę kąciki ust w
górę.- To może ja już pójdę.
-To ja zadzwonię po taksówkę.
JARED
Leżę na kanapie, z uwagą
wpatrując się w sufit, gdy do mieszkania ktoś wchodzi. Unoszę głowę i jedyne co
dostrzegam, to czarną czuprynę dziewczyny. Chwiejąc się, wchodzi do pokoju
gościnnego. Podnoszę się i idę za nią. Zielonooka leży na materacu.
-Aniele.- Szepczę, kucając obok
niej.- Przepraszam. Wiem, że to głupi pomysł, ale…- Odgarniam włosy z jej
twarzy i dostrzegam, że zdążyła już zasnąć. Nachylam się i wciągam powietrze, w
którym wyczuwam wino. Wywracam oczami i idę do sypialni. Z łóżka zabieram
piżamę, a z szafy strój dla niej na jutro. Po chwili Richardson jest już
przebrana w strój do spania. Przykrywam ją dokładnie, aby nie zmarzła i składam
całusa na jej czole. Jak najciszej wychodzę z pokoju, w kierunku sypialni. Z
fotela, stojącego przy ścianie w salonie, zabieram gitarę. Jakoś nie sądzę,
abym mógł zasnąć tej nocy.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz