POSTACIE Strona głóna

czwartek, 2 czerwca 2016

47. WINKO

11 kwiecień 2007


Spoglądam ze wściekłością na mężczyznę. Ten kładzie dłoń na moim policzku, próbując mnie uspokoić, jednak ja ją strącam.
-Jesteś idiotą!- Krzyczę.- Tylko ty mogłeś wpaść na tak idiotyczny pomysł.- Łapie mnie za nadgarstki i w momencie, gdy ja próbuję się wyrwać, on ściska mocniej.
-Uspokój się!- Wpada mi w słowo, a ja zamieram, zapominając co chciałam powiedzieć. Niebieskooki zmniejsza uścisk, aż w końcu całkowicie mnie puszcza. Odwracam się tyłem do niego i zawieszam na szyi lustrzankę.
-Wychodzę. Nie wiem kiedy wrócę.- Mruczę.- Mam nadzieję, że przemyślisz ten pomysł.- Otwieram gwałtownie drzwi, a stojący za nimi czarnowłosy, podskakuje, po czym opuszcza dłoń, którą chciał pukać. Omijam go i zbiegam po schodach.
-Olivia, zaczekaj!!!- Słyszę jeszcze Jareda, ale całkowicie go ignoruję. Wychodzę z budynku i rozglądam się na prawo i lewo. Decyduję się iść na lewo. Po kilkunastu minutach ląduję pod mieszkaniem Anderson. Naciskam dzwonek, a po chwili otwiera mi blondynka, owinięta pościelą.
-Oli?- Dziwi się.- Poczekaj moment.- Zamyka drzwi, a moment później wypycha przez nie jakiegoś chłopaka w samych gaciach, z kupką ciuchów w dłoniach.- Zapraszam, a ty zadzwoń.- Rzuca do niego, po czym wciąga mnie do środka.
-Czy ty właśnie wywaliłaś tego przystojnego kolesia?- Pytam, pociągając nosem.
-Czego się nie robi dla przyjaciółki.- Wzrusza ramionami.- Jak kocha to wróci. Co się stało? Zazwyczaj to ja muszę cię nachodzić.
-Pokłóciłam się z Jayem.- Odburkuję, a ta znika w jednym z pokojów. Po chwili wychodzi ubrana w luźną koszulkę i spodenki.
-Czekaj, czekaj, ty i pan ideał się pokłóciliście?- Wchodzimy do kuchni.- O co?
-Wymyślił sobie, że będą kręcić teledysk na Antarktydzie. Czy ty wiesz jak tam jest niebezpiecznie? Nie dość, że ryzykuje swoje życie, to jeszcze Shannona i Tomo. Egoista zasrany.- Odburkuję.
-Naprawdę?- Blondynka patrzy na mnie jak na idiotkę.- Tylko o to? Z kim ja się przyjaźnię?- Opieram się o blat i przyglądam jak dziewczyna nastawia wodę, zapewne na kawę.
-Czekaj, złotko.- Mruczę.- Masz może winko?- Anderson obrzuca mnie spojrzeniem.
-Ale, że przed śniadaniem?- Kiwam ochoczo głową.- Mam, mam. Ten idiota, zwany inaczej moim bratem ma winnice. Przysyła mi kilka butelek co miesiąc. Jesteś pewna?- Po raz kolejny potwierdzam ruchem głowy, a ona podskakuje w miejscu z uśmiechem.- Czyli co? Damski wieczór, w wersji porannej?- Zawiesza mi się na szyi, a ja wybucham śmiechem.
-No jasne. Masz jakieś filmy?- Emily wyciąga z szafki butelkę, a ja przeszukuję kieszenie.- Chyba zapomniałam komórki.- Mruczę.



JARED



-Uspokój się!- Wykrzykuję, a ona otwiera i zamyka usta jak ryba. Powoli puszczam jej nadgarstki, mając nadzieję, że teraz porozmawiamy normalnie, jednak ona odwraca się i zawiesza na szyi swój aparat, mówiąc jednocześnie.
- Wychodzę. Nie wiem kiedy wrócę.- Mruczy.- Mam nadzieję, że przemyślisz ten pomysł.- Otwiera drzwi i prawie wpada na Jacka, który podskakuje ze strachu. Omija go i zbiega po schodach.
-Olivia, zaczekaj!- Biegnę za nią, ale zatrzymuje mnie jej „cholerny przyjaciel”.
-Co jej zrobiłeś?- Pyta, ciągle zagradzając mi drogę.
-Nic.- Po budynku roznosi się głos zamykanych drzwi wejściowych. Mrużę oczy.
-Gdybyś nic nie zrobił, nie zachowywałaby się tak.- Czarnowłosy wchodzi do mieszkania, a ja odwracam się za nim.- No chodź, ona i tak musi to wszystko przemyśleć. Pewnie poszła do ojca.- Idę za muzykiem. Łapię telefon leżący na szafce i wykręcam numer dziewczyny, który znam już na pamięć. Jednak jedyne co się odzywa, to jej komórka wetknięta między siedzenie, a oparcie w sofie.
-Cholera.- Mruczę. Kręcę się wokół własnej osi, szukając Johna. Ten stoi przy blacie w kuchni.
-Kawy?- Wyskakuje na blat i wyglądam za okno. W oddali dostrzegam sylwetkę dziewczyny. Może bym ją jeszcze dogonił.- Nawet o tym nie myśl.- Odwracam się i dostrzegam jego wzrok utkwiony we mnie.- Daj jej czas. To jak chcesz tą kawę?
-Nie, dzięki.- Drapię się po głowię.
-No dobra, a teraz mów, co jej zrobiłeś, oprócz tego, że nic.
-Opowiedziałem o planach dotyczących kolejnego teledysku.
-Leto, mów prościej.
-Chcemy nagrać klip na biegunie północnym.- Wokalista unosi prawą brew w górę, więc tłumaczę dalej.- Dokładniej to na lodowym klifie, który cały czas usuwa się do wody.
-Czyli wkurzyła się na ciebie, bo udajesz się wraz ze swoim zespołem na tak zwaną samobójczą misję?- Jack zalewa kubek wrzącą wodą.- Ja bym się cieszył. To oznaka tego, że zależy jej na tobie. No i jeśli ci życie miłe, zmień miejsce nagrania na jakieś bezpieczniejsze. Nie wiem, może Grenlandia?
                                *                      *                      *
-Jak to nie ma jej u ciebie?- Dziwię się. Jack spogląda na mnie zdezorientowany.- W takim razie, gdzie mogła pójść?
-Mnie się pytasz? To ty z nią mieszkasz i tak dalej.- Odzywa się Terence.- Pokłóciliście się?- Doskonale wiem, że mówiąc to, na jego twarzy pojawia się uśmiech.- Poważnie?
-Nie. To masz pomysł gdzie mogła pójść?
-Zadzwoń do Emily. Może u niej siedzi.- Richardson rozłącza się bez ostrzeżenia.
-Nie ma jej u ojca.- Oznajmiam, szukając numeru do blondynki.
-To już wiem.- Mężczyzna podnosi moją Artemise, a ja dzwonię do przyjaciółki czarnowłosej. Odbiera po kilku sygnałach.
-O pan Ideał.- Mruczy niewyraźnie.- Po co dzwonisz?
-Nie ma u ciebie Olivii?- Pytam.
-To już moja sprawa, kto u mnie przesiaduje.- Zaczyna się śmiać, a ja marszczę brwi.- No ten, tegos, nie jesteś jednak takim ideałem, panie Leto. I następnym razem, jak będziesz planować teledysk, pomyśl o bezpiecznym miejscu. A przepraszam, następnego już nie będzie, bo zginiecie.
-Emily, co piłyście?- Opieram głowę na dłoni.- Zaraz u was będę.
-Ani się wasz, ty niegodny egoisto. Jedź na ten swój biegun północny, a może zachodni? No w każdym razie biegun. Może nawet zjawię się na twoim pogrzebie, w końcu ktoś będzie musiał pocieszać wdowę po tobie. W każdym razie, jak tylko się zjawisz, wzywam policje. Olivia wróci jak będzie chciała. Do niczego jej nie zmusisz.- Rozłącza się, podobnie jak przed momentem Terry. Rzucam telefon na sofę.
-Jest u Emily. I zdaje się, że coś piły. A nawet bardziej niż zdaje.
-To co, idziemy po nią?- Mężczyzna odkłada gitarę i przygląda mi się wyczekująco.
-Straszy mnie policją, a tą dziewczynę na to stać.
 



OLIVIA



-No dobra, a teraz mów co to za facet?- Poprawiam się, wykładając stopy na uda dziewczyny. Upijam łyk wina, po czym oddaje butelkę dziewczynie.
-To Charlie. Mój nowy sąsiad. A może to Andy?- Zaczynamy się śmiać. Alkohol zaczął działać już kilka godzin temu.- W każdym razie przyszedł wczoraj po południu się przywitać, no i został na dłużej.- Uśmiecha się pod nosem.- Przeprowadził się z Chicago, bo narzeczona go zdradzała. Wredna suka.- Syczy, a ja chowam twarz w poduszkę, próbując ukryć uśmiech.
-I ty go pocieszasz?- Zielone szkło wraca do mnie.
-Charlie jest cudowny.- Mruczy.- I taki delikatny.- Rozmarza się, a ja unoszę kąciki ust w górę. Wypijam ostatnią krople i przyglądam się butelce ze smutkiem.
-Masz jeszcze?- Odkładam ją, obok dwóch pozostałych. Recepcjonistka wstaje i chwiejnym krokiem podąża w stronę kuchni, gdy po mieszkaniu roznosi się dźwięk dzwonka do drzwi.
-Kogo tu przywiało?- Mówi pod nosem, zmieniając cel swojej wędrówki. W końcu zatrzymuje się  pośrodku salonu i krzyczy.- Otwarte!- Drzwi się otwierają, a do środka wchodzi blondyn, którego kilka godzin temu wygoniła.
-Cześć, nie przeszkadzam?- Podchodzi bliżej, a oczy Anderson zaczynają błyszczeć.
-Charlie, miło cię widzieć.- Uśmiecha się do niego, lekko chwiejąc. Przewróciłaby się, gdyby nie pomocne ramie chłopaka.
-Kto to Charlie?- Swoje brązowe oczy kieruje na mnie, a ja wzruszam ramionami. Jego wzrok ląduje na pustych butelkach, leżących na stoliku.- Piłyście?- W tym samym momencie kiwamy głową na „nie”, a on pomaga blondynce usiąść obok mnie.- Tony jestem.- Podaje mi dłoń.
-Olivia.- Unoszę kąciki ust w górę.- To może ja już pójdę.
-To ja zadzwonię po taksówkę.
 

JARED


Leżę na kanapie, z uwagą wpatrując się w sufit, gdy do mieszkania ktoś wchodzi. Unoszę głowę i jedyne co dostrzegam, to czarną czuprynę dziewczyny. Chwiejąc się, wchodzi do pokoju gościnnego. Podnoszę się i idę za nią. Zielonooka leży na materacu.
-Aniele.- Szepczę, kucając obok niej.- Przepraszam. Wiem, że to głupi pomysł, ale…- Odgarniam włosy z jej twarzy i dostrzegam, że zdążyła już zasnąć. Nachylam się i wciągam powietrze, w którym wyczuwam wino. Wywracam oczami i idę do sypialni. Z łóżka zabieram piżamę, a z szafy strój dla niej na jutro. Po chwili Richardson jest już przebrana w strój do spania. Przykrywam ją dokładnie, aby nie zmarzła i składam całusa na jej czole. Jak najciszej wychodzę z pokoju, w kierunku sypialni. Z fotela, stojącego przy ścianie w salonie, zabieram gitarę. Jakoś nie sądzę, abym mógł zasnąć tej nocy.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz