Wchodzę do sklepu. Jak
najszybciej łapię jabłko i staję w kolejce do kasy, zaraz za mną staje
nastolatka. Odwracam się i posyłam jej lekki uśmiech. Jakieś trzy miesiące temu
obiecałam Karen, że zacznę na nowo żyć i chyba mi się udaje, choć w małym
stopniu, bo płaczę średnio tylko jedną noc tygodniowo, a to dla mnie świetny
wynik.
-Przepraszam.- Odzywa się
dziewczyna za mną. Ponownie odwracam się.- Jesteś Echelonem?- Pyta, zagryzając
wargę, a ja zauważam, że bawię się wisiorkiem z triadą. Tą samą, którą dostałam
od rodziców. Od wydania „This is war” stałą się też jednym z symboli zespołu.
-W pewnym sensie.- Odpowiadam.
-Przypominasz trochę dziewczynę
Jareda.- Kontynuuje, a ja blednę. A przynajmniej tak mi się wydaje.- Tylko ona
ma długie włosy.- Nastolatka wywraca oczami. Podaję kasjerce pieniądze za owoc
i po chwili wychodzę ze sklepu. Spacerkiem docieram do wytwórni Third Man
Records. Od razu kieruję się do biura Jacka. Pukam lekko w drzwi, a gdy dostaję
zaproszenie, otwieram je.
-Gdzie ty się podziewałaś?-
Mężczyzna unosi prawą brew w górę, a ja siadam na fotelu, naprzeciwko muzyka.
-W sklepie byłam.- Wgryzam się w
jabłko.- Myślałem, że chcesz, żebym zaczęła normalnie jeść.
-W takim razie powiedz mi, czemu
nie przyszłaś, gdy zrobiłem ci śniadanie?- Wzdycham cicho.- Nie wzdychaj, tylko
obiecaj, że jutro przyjdziesz.
-Obiecuję…- Mruczę cicho, mając
nadzieję, że nie usłyszy.
-Co tam mruczysz pod nosem?
Głośno i wyraźnie.- Mierzy mnie wzrokiem.
-Obiecuję. Zadowolony?
-Jak nigdy.- Czarnowłosy szczerzy
się w moim kierunku.- A teraz, masz dużo pracy. Trzy sesje.- Klaska w dłonie,
podnosząc się.- Mam tyle nowych pomysłów, że ci się to w głowie nie mieści. Zresztą
mi też się nie mieszczą.- Podnosi się i staje nade mną, pomagając mi wstać, po
czym po prostu wyrzuca mnie z pomieszczenia. Wzdycham cicho, wpadając na
Roxanne.
-Przepraszam.- Mówię.- Jack mnie
wypchnął z biura.- Wskazuję na już zamknięte drzwi.
-Nic się nie stało.- Brunetka
uśmiecha się szeroko.- Wiesz może co ten facet planuje? On się w końcu
przepracuje. Chociaż odkąd tu jesteś, jakoś odpuścił.
-Żeby on mi cokolwiek mówił. Roxie,
nie wiesz z kim mam sesje? Bo nawet tego nie raczył mi powiedzieć.- Kobieta
szuka coś w swoich papierach, po czym zamyka je gwałtownie.
-Nic tu nie ma. Zastanawiam się,
kiedy on zgłaszać swoje pomysły do administracji, bo ja w końcu zwariuje. Nie
zgłasza mi większości projektów i muszę się wszystkiego domyślać.
-Daj mi chwilę czasu, to może uda
mi się coś z tym zrobić.- Uśmiecham się.- A teraz lecę na sesje.- Oddalam się
od Roxanne i idę prosto do studia. W środku na kanapie siedzi już pięciu mężczyzn.
Jeden z nich, ciemnooki blondyn podnosi się i wyciąga w moim kierunku rękę.
-Jestem David Gunn. Ty jesteś
Olivia, tak?- Ściskam jego dłoń, potwierdzając.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz