Wchodzę do hali, w której
nagrywany jest teledysk. Zatrzymuję się jakieś pięć metrów od nagrywanej sceny,
jednak, gdy tylko wokalista i jednocześnie gitarzysta mnie zauważa, przerywa. To
dziwne, bo mimo, że jestem fotografem w wytwórni, nie jestem w tym projekcie.
-Lizi, co tu robisz?- Ściąga
czarną gitarę i odstawia na stojak, a ja podchodzę bliżej, przy okazji robiąc
mu kilka zdjęć.
-Przyszłam cię odwiedzić. I
powiedzieć o czymś.- Przytulam go i całuje w policzek.- Mam nadzieję, że ci nie
przeszkadzam.
-Ty nigdy nie przeszkadzasz.
Jesteś moją cholerną przyjaciółką.- Puszcza mnie, po czym odwraca go
współpracowników.- Przerwa!- Krzyczy, prowadząc mnie na środek.- Siadaj.-
Wskazuje na wzmacniacz, a ja na niego wskakuje. Czarnowłosy staje przede mną.
Łapię go za marynarkę. Pierwsze co zwróciło moją uwagę, to właśnie jego
ubranie, a raczej kolor.
-Niebieski? Nie poznaje cię,
White.- Zagryzam wargę.
-Gdybym mógł, to bym po zmienił,
ale ja tego nie wybieram, tylko styliści i inni… Rzygam tym wszystkim.-
Zdejmuje marynarkę, kapelusz i poluzowuje krawat.- Chociaż Karen mówi, że
niebieski mi pasuje.- Wzdycha.- No dobra, mów, po co tu przyszłaś? Myślałem, że
masz jakąś sesje teraz.- Mruży oczy i uderza mnie w kolano.
-Wychodzę za mąż.- Oznajmiam, a
ten robi zdziwioną minę.
-Pogodziłaś Się z Jaredem?-
Uśmiecha się, a teraz to na mojej twarzy pojawia się zdziwienie.
-Wychodzę za Davida.- Poprawia
go, a ten się krzywi.- Ślub będzie w marcu, bo kończy mu się wiza.
-Lizi, nie rób tego.- Mówi, a ja
otwieram lekko usta.- On nie jest dla ciebie.- Podwijam nogi pod głowę.-
Wykorzysta cię.
-Nie mów tak.- Zagryzam wargę.
-Będę mówić, bo to nie jest facet
dla ciebie. Kiedy zrozumiesz, że chcę dla ciebie jak najlepiej i traktuję cię
jak własną siostrę? To małżeństwo się nie uda.
-Nie wiesz tego. Rozmawiałeś z
nim dwa razy.- Przyglądam się gitarze, odstawionej za nim.- Niby kto byłby dla
mnie idealny?- Wzdycham. Co jak co, ale jego zdanie jest dla mnie bardzo ważne.
-Na pewno nie David. Wiesz,
dlaczego zgodziłaś się za niego wyjść? Bo jest całkowitym przeciwieństwem
Jareda. Dlatego to robisz?- Zaciskam szczękę.
-Wiesz, co? Mam cię dość.-
Zeskakuję z wzmacniacza i staję naprzeciwko niego. Jest ode mnie o wiele
wyższy, ale to nie przeszkadza mi
patrzeć na niego z pewnością, chociaż tak naprawdę cała się trzęsę w środku.-
Myślałam, że się ucieszysz, że wreszcie ułożyłam sobie życie.
-Nie ułożyłaś, ty je ciągle
niszczysz.- Mrożę go wzrokiem i odwracam się.- Olivia, proszę cię, przemyśl to wszystko.-
Ruszam w stronę wyjścia.- Lizi!- Woła muzyk, ale ja go ignoruję. Wychodzę na
świeże powietrze i biorę głęboki wdech, a moje oczy zachodzą łzami. Kieruję się
w stronę mieszkania, które wynajmuję od miesiąca.
Najgorsze w tym wszystkim jest
to, że Jack ma całkowitą racje. Zgodziłam się na układ Davida tylko dlatego, że jest całkowitym przeciwieństwem
Jareda. Jest blondynem, ciemnookim, który pracuje w świecie muzyki, tylko dla
pieniędzy.
JARED
Przekręcam kluczy w drzwiach i
wchodzę do budynku, w którym nagraliśmy ostatnią płytę. Włączam światło, a
salon rozświetla się. Na szklanym stoliku leżą listy, które w czasie mojej
nieobecności zebrała mama. Odkładam plecak przy drzwiach i chwytam wszystkie
koperty. Przeglądam je idąc na piętro. Zatrzymuję się dostrzegając pismo
Olivii. Rzucam resztę korespondencji i wprost rozszarpuję papier. Moje serce
biję w zaskakującym tempie, gdy wyciągam kartkę, która okazuje się być
zaproszeniem na ślub. Po raz kolejny zamieram, ale tym razem moje serce pęka na
milion kawałków. Tak po prostu, w jednej sekundzie cała nadzieja znika i wiem,
że już nigdy nie będę szczęśliwy.
* * *
Połykam ostatni łyk whisky, gdy
drzwi pokoju się otwierają i staje w nich mój młodszy brat. Próbuję się
podnieść z podłogi, ale nie za bardzo mi to wychodzi.
-Wynoś się stąd!- Krzyczę, ciągle
siedząc oparty o ścianę.- Nie chcę cię widzieć!
-Oj, Bro, wiedziałem, że zastanę
cię w takim stanie. Ty też go dostałeś?- Macha mi przed nosem zaproszeniem,
takim samym jak to przez które jestem w takim stanie. Perkusista siada obok
mnie. Łapie butelkę po alkoholu i nachyla nad swoimi ustami, ale nie została
ani kropelka.- No wiesz? Żeby bratu nic nie zostawić? Nie martw się, poradzimy
sobie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz