Zatrzymuje się na czerwonym
świetle i spoglądam w lusterko. Zdaje się, że Olivia ucięła sobie drzemkę.
Uśmiecham się i jadę dalej. W momencie, gdy skręcam w prawo, mała zaczyna
płakać, więc zjeżdżam na parking. Jak najszybciej się da wysiadam z samochodu i
otwieram tylne drzwi. Z fotelika najostrożniej jak się da, wyjmuję dziewczynkę.
-Hej, maleńka. Nie płacz, bo
obudzisz mamusię, a ona jest bardzo zmęczona.- Niestety, to nie działa, więc
zaczynam nucić pierwszą, lepszą piosenkę, która mi przyszła do głowy, czyli „Bright
Lights”, a niemowlę od razu zasypia. Urywam na pierwszym refrenie, ale ona znów
zaczyna płakać.- Czyli, co? Muszę ci śpiewać?- Wzruszam ramionami i kontynuuję
piosenkę. Jak najszybciej się da, odkładam ją do fotelika. Wracam na miejsce
kierowcy i ciągle śpiewając, kontynuuję podróż. Gdy docieram pod dom, śpiewam,
ale z płyty. Chwała, że czarnowłosa włożyła ją do schowka, bo nie wiem, co by
było. Parkuję na podjeździe, a z domu wychodzi mama, w asyście Terryego i
Henrego.
-No i gdzie jest moja wnuczka?-
To pierwsze słowa, które padają z ust Richardsona.
-Już ją wyjmuję. Spokojnie.-
Przenoszę ją do domu i od razu wkładam do kołyski, ustawionej w naszej
sypialni. Odwracam się, a w drzwiach stoją nasi goście.- Mamo, popilnujesz jej.
Ja przyniosę Olivię, bo zasnęła w drodze.
-Dobrze, synku.- Kobieta z
uśmiechem całuje mnie w czoło. Idę po moją ukochaną i biorę ją na ręce,
uważając, żeby się nie zbudziła. Gdy przekraczam próg domu, do moich uszu
dociera płacz dziecka. Chyba zabrakło jej mojego śpiewu. Odkładam fotograf na
pościel i podnoszę moją córeczkę.
-Nie odezwaliśmy się nawet
słowem.- Broni się Terence.
-Gdzie jest nosidełko?- Pytam, a Henry
zamyka drzwi do sypialni.
-Zaraz je przyniosę.- Ofiaruje
zielonooki, znikając na schodach.
-Mamo, możesz poszukać w albumach
naszego nowego demo? Znalazłem sposób, żeby ją uśpić.- Podchodzę do okna i nucę
małej, a w tym czasie blondynka wyjmuję płytę i wkłada ją do odtwarzacza.-
Przełącz na „Bright Lights”.- Instruuję ją, a po niespełna trzech minutach malutka
śpi. Odkładam ją do nosidełka, które Terry przyniósł. Siadam na sofie obok
dziewczynki. Miejsce po drugiej stronie zajmuje dziadek Olivii. W ciszy
przyglądamy się dziewczynce.
-To najpiękniejsze stworzenie na
świecie.- Szepcze po chwili.
-Wiem.- Uśmiecham się lekko, a
drzwi do domu się otwierają. Odwracam się i dostrzegam Shannona z towarzyszem.
I to jakim. Jak brata się spodziewałem, to White mnie zaskoczył.
-Znalazłem go, błąkającego się
pod bramą, to go przygarnąłem.- Oznajmia ściszonym głosem.- Gdzie jest moja
bratanica?- Zaciera ręce i podchodzi bliżej.- Jaka słodziutka. Najlepszy
prezent na urodziny, jaki kiedykolwiek dostałem.- Kładzie łokcie na oparciu.
-Mogę się u was zatrzymać?-
Podnoszę się i podchodzę do Jacka.
-No jasne. Jesteś jej cholernym
przyjacielem. Ale ostrzegam, mała może w nocy płakać.- Ostrzegam.
-Nie zapominaj, że jestem ojcem
dwójki dzieci.
-No, tak. Co ty tu tak właściwie
robisz? Przecież trzy dni temu wróciłeś do Nashville.- Marszczę brwi.
-Mam sprawę do Babu.
-No dobrze. Odprowadzić cię do
pokoju?- Proponuję.
-Dam sobie radę. Ty zostań z
córką.- Kieruję się w stronę schodów, machając do pozostałych, ale nagle
odwraca się.- Gdzie Lizi?
-Śpi.- Czarnowłosy uśmiecha się i
znika na piętrze. Wracam na sofę.
-Na ciebie działała piosenka
„Life On Mars” Davida Bowiego.- Odzywa się mama.- Pasuje do ciebie.
-Do nas.- Poprawiam.
-O nie. Shannona nie dało się
uspokoić.- Obracam głowę i dopiero teraz dostrzegam ile osób kręci się obok
najmłodszej z rodu Leto, a ona ciągle śpi.
-Wybraliście już imię?- Przeczę
ruchem głowy.
-Nie możemy się na żadne
zdecydować. Na razie, to dla mnie Luckie. Zdrobnienie od Luck. Bo to nasze
szczęście.- Uśmiecham się.
-Słodkie, ale znając Lizi chwile
poczekacie, zanim będzie Mała zdobędzie prawdziwe imię. Ta kobieta jak
niezdecydowana do potęgi.- Odzywa się czarnowłosy, a wszyscy obecni potakują.-
Dlaczego w całym domu macie uschnięte kaktusy?- Z góry zaraz za muzykiem
schodzi moja żona.
-Gdzie moje maleństwo?- Pyta
zaspana czarnowłosa, przy okazji ziewając.
-Śpi tutaj.- Odpowiadam.
-Przy takim hałasie? I co ty tu
robisz, Jack?- Podchodzi do dziewczynki i nachyla się nad nią.
-W jaki sposób doprowadziłaś
kaktusy do takiego stanu?- Pyta, ignorując jej wcześniejsze pytanie.
-Zapominam o podlewaniu ich.- Fotograf
wzrusza ramionami, siadając między swoim dziadkiem, a nosidełkiem.
-Jaką ty matką będziesz? Nie
zapomnisz o nakarmieniu dziecka?
-Jeszcze jedno słowo, a
wylądujesz za drzwiami, bez względu na to, kto pozwolił ci tu przebywać.- Mrozi
go wzrokiem.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz