Pochylam się nad łóżeczkiem, w
którym od kilku minut śpi Luckie. Przez chwilę stoję nad nią, upewniając się,
że nie zacznie zaraz płakać. Ściszam jeszcze trochę radio, w którym gra „Bright
lights”, w zmienionej odrobinie wersji, nagranej kilka dni temu przez
chłopaków. Niby brzmi tak samo, ale teraz już nie ma słów nieodpowiednich dla
małych dzieci. Włączam niańkę
elektryczną i jak najciszej wychodzę z pokoju. Schodzę na dół, kierując się
prosto do kuchni. Od razu otwieram lodówkę, chcąc przygotować coś na obiad. Gdy
wyciągam brokuła, dociera do mnie dźwięk otwieranych drzwi. Wychylam się z
pomieszczenia i po chwili dostrzegam Jareda. Uśmiecha się, zauważając mnie i po
chwili całuje mnie na przywitanie.
-Cześć, Aniele.- Obejmuje mnie w
talii, smyrając nosem po szyi. Po moim
ciele przechodzi dreszcz, czyli tak jak zawsze.- Mała śpi?- Kiwam lekko głową,
potwierdzając, a ten przenosi dłonie na moje policzki.- Idź się połóż. Ja
zrobię obiad.- Cmoka mnie w nos.- Widzę, że jesteś zmęczona.- Dodaje,
zakładając kosmyk moich włosów za ucho.
-Ile razy wstawałeś w nocy?-
Pytam, opierając się o blat.
-Trzy. Dwa razy, zęby włączyć
płytę od nowa i raz, obudzić ciebie, żebyś obudziła Luckie i ją nakarmiła.-
Uśmiecha się leciutko.- To niesamowite, że ona potrafi przespać całą noc bez
budzenia się. Myślisz, że to dzięki piosence?- Wzruszam ramionami.
-Jay?- Mówię cicho.- Musimy
zastanowić się nad imieniem.
-Masz jakiś pomysł?- Przeczę
ruchem głowy. Niebieskooki milczy przez moment, co chwila marszcząc czoło.- A
gdyby tak…- Zaczyna, po czym milknie na kilka sekund.- Może Elizabeth? Wiesz,
po twojej mamie.- Przełykam ślinę, po czym unoszę lekko kąciki ust.
-Ty wiesz, że to jest świetny pomysł?
A na drugie?- Jego oczy wędrują w kierunku sufitu, tak jak zawsze gdy się
zastanawia.- A może Ruby?- Proponuję, gdy dziwnym trafem moje myśli kierują się
na babcie braci.
-Elizabeth Ruby Leto.- Uśmiecha
się szeroko, przyciągając mnie do siebie i zamykając w uścisku.- Nasza
córeczka.- Całuje mnie w czoło.
* * *
Budzi mnie płacz małej. Zrywam
się z łóżka i rozglądam dookoła, ale nigdzie nie dostrzegam dziewczynki.
Ziewając, wychodzę z sypialni, chociaż w ogóle nie pamiętam jak się tu
znalazłam. Zbiegam ze schodów, prosto do salonu, po którym krąży Jared z Luckie
na rękach.
-Hej, malutka, nie płacz.-
Mruczy.- Bo mamusie obudzimy, a mamusia jest bardzo zmęczona.- Cmoka ją w
główkę, a ja automatycznie uśmiecham się.
-Mama już nie śpi.- Odzywam się,
podchodząc bliżej.- Długo już płacze?- Mężczyzna siada z Elizabeth na sofię.
-Przed chwilą obudziła się z
płaczem.- Mówi, gdy dziewczynka cichnie, zasypiając.- Pewnie coś jej się
przyśniło.- Szepcze, a w pomieszczeniu zapada cisza. Siadam obok muzyka i z
uwielbieniem wpatruję się w naszą córeczką, której włoski są już czarne,
podobnie jak moje. Milczymy przez kilka minut, aż w końcu odzywa się Jay,
podnosząc się powoli.- Idę ją położyć do łóżeczka.- Oboje znikają na górze, a
ja kieruję się do kuchni. Na blacie leży niańka, którą przenoszę do salonu,
gdzie na kanapie siada właśnie niebieskooki. Przechylam głowę w prawo, gdy ten
kładzie się i wystawia dłoń w moim kierunku.- Chodź do mnie, Aniele.- Mruczy.
-Henry już wrócił?- Siadam obok
niego, jednak ciągle nie dotykamy się żadną częścią ciała.
-Jeszcze nie, ale dzwonił do
mnie, że wróci dopiero wieczorem, bo pomaga Foleyom w barze.- Wyjmuje telefon z
kieszeni dżinsów i odkłada go koło niańki.- Zrobiłem obiad. Jeśli jesteś
głodna, to zaraz ci nałożę.- Podnosi się do pozycji siedzącej.
-Na razie podziękuję.- Uśmiecham
się i cmokam go w nos.- Musze jutro skoczyć na trzy godzinki do studia.-
Mówię.- Mogę wam podrzucić Luckie do Laba? Nie będzie wam przeszkadzać?
-Mogę ją wziąć już rano.-
Uśmiecha się.- Chłopaki się ucieszą.- Łapie moją dłoń i zaczyna bawić się moimi
palcami.
-Myślałam, że siedzicie tam, żeby
nagrać płytę, a nie bawić się z małą.- Pstrykam go drugą ręką w nos. Przenoszę
się na jego uda i opadam na oparcie sofy, przy akompaniamencie jego jęku.- Już
nie jęcz. Rozumiałam to jak siadałam ci na kolanach miesiąc temu, ale teraz już
zmyślasz. Przez ten miesiąc zdążyłam schudnąć.- Grożę mu palcem, jednocześnie
wystawiając stopy na stolik.
-No żartuję, Aniołku. Przecież
wiesz, że dla mnie jesteś idealna.- Wzdycha.- Dostałem propozycje zagrania w
filmie.- Zagryza wargę.
-To chyba dobrze. Dawno w niczym
nie grałeś.
-No niby tak, ale to jest kręcone
w Luizjanie, a ja nie chcę was zostawić.- Mruczy spoglądając na mnie smutnymi,
niebiesiutkimi oczami.- Jeszcze się nie zgodziłem.
-Nie chcesz zagrać tylko ze
względu na nas?- Spoglądam na niego z powątpieniem. Podsuwa się na sofie i
ciągnie mnie na siebie.
-Nie chcę was stracić. Bardzo was
kocham.- Całuje mnie w czoło.- Za każdym razem, gdy wychodzę z domu boję się,
że jak wrócę was nie będzie.- Szepczę.
-Zawsze będziemy.- Odpowiadam,
wtulając się w jego tors.
-Nawet jeśli będę się musiał
wcielić w transwestytę z AIDS?- Prycham cicho, podnosząc się lekko.
-Mówisz poważnie?- Mężczyzna kiwa
głową, potwierdzając.- No, to ewentualnie zastanowię się czy cię nie
zostawimy.- Całuję go w nos po raz kolejny.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz