Idę szpitalnym korytarzem z
kubkiem herbaty do sali, w której leży Olivia i nagle staję jak wryty. Jeśli do
tej pory się uśmiechałem, tak teraz mój wyraz twarzy musi wyglądać komicznie,
bo na pewno na twarzy mam wypisane zdziwienie, ale i lekkie przerażanie. Ale
kto nie byłby przerażony, widząc przed sobą tłum ludzi, no kto?
-Jay, nie stój jak głupi, tylko
pokazuj mi mój prezent urodzinowy.- Odzywa się mój starszy brat, który stoi na
czele. Marszczę brwi nie rozumiejąc o co mu, do diaska, chodzi. Jak prezent?
Przecież wczoraj na przyjęciu dostał ode mnie i Olivii całe pudło kawy, któro
powinno mu starczyć na 100 lat, jak nie dłużej. Całe pudło dodatkowo owinęliśmy
w srebrny papier, a na wierzchu przyczepiliśmy wielką kokardkę, żeby nie
przyczepił się do wyglądu.
-Przecież już go dostałeś.-
Odzywam się w końcu.
-Aleś ty głupi.- Jęczy cicho,
wywracając oczami.- Chodzi mi o twoją córkę. Jest moim najlepszym prezentem
urodzinowym jaki kiedykolwiek dostałem. Nawet bije na głowę ten zestaw kaw od
was.- Uśmiecha się szeroko.- No, rusz się! Chcę ją już zobaczyć.- Prowadzę ich
do pomieszczenia, ale na razie zostawiam ich na korytarzu, a sam wchodzę do
środka. Na łóżku siedzi Olivia, a w łóżeczku obok niej leży nasze maleństwo.
-Jestem Aniołku.- Mówię,
uśmiechając się lekko. Podaje jej kubek z herbatą.- Kilka osób przyszło.-
Oznajmiam, siadając na skraju łóżka.- Jesteście gotowe się z nimi zobaczyć?-
Pytam, nachylając się nad dziewczynką, która jest już ciemną blondyneczką.
Spoglądam na mnie swoimi niebiesiutkimi oczętami, a ja łapię jej malutką dłoń.
-Jesteśmy dzielnymi dziewczynami.
Cały tabun ludzi przeżyjemy.- Odpowiada Lee, a ja prostuję się.
-To dobrze, bo cały tabun czeka
za drzwiami.- Cmokam ją w policzek.
-No to na co czekasz? Prowadź
ich.- Popycha mnie w kierunku drzwi, a ja z lekkim ociąganiem się, otwieram
się.
-Tylko spokojnie.- Mówię,
wpuszczając ich do środka. Chyba wszyscy przepychają się, by potem nachylić na
łóżeczkiem, a ja po prostu siadam obok czarnowłosej i łącze nasze palce.
-Jaka ona śliczna.- Komentuje
mama.- Jak się urodziłeś, byłeś całkiem podobny do niej.- Zwraca się do mnie, a
Shan krzywi się.
-Mimo wszystko, lepiej by było,
gdyby odziedziczyła urodę po Lee, bo potem może sobie męża nie znaleźć.- Po
pomieszczeniu roznosi się śmiech.
-O nie, to będzie najpiękniejsza
dziewczynka pod słońcem.- Poprawia Terry, wpatrując się w małą jak zaczarowany,
czyli dokładnie tak samo jak ja.- Nie wierzę, że zostałem dziadkiem.- Mruczy,
po czym odwraca głowę w kierunku Alex, jego dziewczyny, a jednocześnie asystentki.-
Widzisz, Skinny, spotykasz się z dziadkiem.- Bolotow uśmiecha się szeroko i
całuję go w policzek.
-Zawsze mogę cię porzucić dla
młodszego.- Unosi kąciki ust jeszcze wyżej.- Ale muszę przyznać ci racje, mała
jest słodka.- Chyba w całym swoim życiu nie byłem z niczego tak dumnym, jak z
mojej córeczki.- Jak ją nazwiecie?- Spoglądam na Olivię, którą w tym samym
momencie spogląda na mnie.
-Tu jest malutki problem.- Odzywa
się zielonooka.- Jeszcze nie zdecydowaliśmy.
-Jared, całym sercem ci
współczuję.- Zaczyna mój teść.- Olivia miała kiedyś królika.- Marszczę brwi,
nie mając pojęcia do czego zmierza, ale moja żona chyba doskonale wie, bo chowa
twarz w dłonie.- Nie mogła się zdecydować jak go nazwać i tak przez kilka lat,
aż do śmierci był bezimiennym królikiem.
-Terry, nie przesadzaj.-
Sprzeciwia się czarnowłosa.- Oficjalnie był Napoleonem.- Celuje w swojego ojca
palcem wskazującym.
-Bo tak go nazwali poprzedni
właściciele.
-Kiedy was wypiszą?- Pyta Emma,
siadając obok nas.
-Za jakiś pięć dni. Lekarz chcą zostawić
nas na obserwacje ze względu na to co się stało z Melody.- Odpowiada moja
żonka, a ja mocniej ściskam jej dłoń. W sali zapada cisza, przerywana jedynie
cichym, dziecięcym „bububu”. Kieruję wzrok na łóżeczko, jak chyba wszyscy
obecni i dostrzegam pochylonego Chestera.
-Czy mogę spytać, co ty robisz?-
Pytam, obserwując jak ten prostuje się, po czym na jego ustach pojawia się
uśmiech.
-No już sobie z nią nie mogę
porozmawiać?- Odpowiada, a Shinoda, stojący najbliżej wybucha głośnym śmiechem.
Mam wrażenie, że mała zacznie płakać, ale nic takiego się nie dzieje.
-Chyba też sobie z nią
porozmawiam.- Przyznaje Mike, po czym nachyla się nad dziewczynką.- Bububu.- I
oni są dorosłymi facetami.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz