POSTACIE Strona głóna

niedziela, 5 marca 2017

86. SZPITAL

10 marzec 2012



Idę szpitalnym korytarzem z kubkiem herbaty do sali, w której leży Olivia i nagle staję jak wryty. Jeśli do tej pory się uśmiechałem, tak teraz mój wyraz twarzy musi wyglądać komicznie, bo na pewno na twarzy mam wypisane zdziwienie, ale i lekkie przerażanie. Ale kto nie byłby przerażony, widząc przed sobą tłum ludzi, no kto?
-Jay, nie stój jak głupi, tylko pokazuj mi mój prezent urodzinowy.- Odzywa się mój starszy brat, który stoi na czele. Marszczę brwi nie rozumiejąc o co mu, do diaska, chodzi. Jak prezent? Przecież wczoraj na przyjęciu dostał ode mnie i Olivii całe pudło kawy, któro powinno mu starczyć na 100 lat, jak nie dłużej. Całe pudło dodatkowo owinęliśmy w srebrny papier, a na wierzchu przyczepiliśmy wielką kokardkę, żeby nie przyczepił się do wyglądu.
-Przecież już go dostałeś.- Odzywam się w końcu.
-Aleś ty głupi.- Jęczy cicho, wywracając oczami.- Chodzi mi o twoją córkę. Jest moim najlepszym prezentem urodzinowym jaki kiedykolwiek dostałem. Nawet bije na głowę ten zestaw kaw od was.- Uśmiecha się szeroko.- No, rusz się! Chcę ją już zobaczyć.- Prowadzę ich do pomieszczenia, ale na razie zostawiam ich na korytarzu, a sam wchodzę do środka. Na łóżku siedzi Olivia, a w łóżeczku obok niej leży nasze maleństwo.
-Jestem Aniołku.- Mówię, uśmiechając się lekko. Podaje jej kubek z herbatą.- Kilka osób przyszło.- Oznajmiam, siadając na skraju łóżka.- Jesteście gotowe się z nimi zobaczyć?- Pytam, nachylając się nad dziewczynką, która jest już ciemną blondyneczką. Spoglądam na mnie swoimi niebiesiutkimi oczętami, a ja łapię jej malutką dłoń.
-Jesteśmy dzielnymi dziewczynami. Cały tabun ludzi przeżyjemy.- Odpowiada Lee, a ja prostuję się.
-To dobrze, bo cały tabun czeka za drzwiami.- Cmokam ją w policzek.
-No to na co czekasz? Prowadź ich.- Popycha mnie w kierunku drzwi, a ja z lekkim ociąganiem się, otwieram się.
-Tylko spokojnie.- Mówię, wpuszczając ich do środka. Chyba wszyscy przepychają się, by potem nachylić na łóżeczkiem, a ja po prostu siadam obok czarnowłosej i łącze nasze palce.
-Jaka ona śliczna.- Komentuje mama.- Jak się urodziłeś, byłeś całkiem podobny do niej.- Zwraca się do mnie, a Shan krzywi się.
-Mimo wszystko, lepiej by było, gdyby odziedziczyła urodę po Lee, bo potem może sobie męża nie znaleźć.- Po pomieszczeniu roznosi się śmiech.
-O nie, to będzie najpiękniejsza dziewczynka pod słońcem.- Poprawia Terry, wpatrując się w małą jak zaczarowany, czyli dokładnie tak samo jak ja.- Nie wierzę, że zostałem dziadkiem.- Mruczy, po czym odwraca głowę w kierunku Alex, jego dziewczyny, a jednocześnie asystentki.- Widzisz, Skinny, spotykasz się z dziadkiem.- Bolotow uśmiecha się szeroko i całuję go w policzek.
-Zawsze mogę cię porzucić dla młodszego.- Unosi kąciki ust jeszcze wyżej.- Ale muszę przyznać ci racje, mała jest słodka.- Chyba w całym swoim życiu nie byłem z niczego tak dumnym, jak z mojej córeczki.- Jak ją nazwiecie?- Spoglądam na Olivię, którą w tym samym momencie spogląda na mnie.
-Tu jest malutki problem.- Odzywa się zielonooka.- Jeszcze nie zdecydowaliśmy.
-Jared, całym sercem ci współczuję.- Zaczyna mój teść.- Olivia miała kiedyś królika.- Marszczę brwi, nie mając pojęcia do czego zmierza, ale moja żona chyba doskonale wie, bo chowa twarz w dłonie.- Nie mogła się zdecydować jak go nazwać i tak przez kilka lat, aż do śmierci był bezimiennym królikiem.
-Terry, nie przesadzaj.- Sprzeciwia się czarnowłosa.- Oficjalnie był Napoleonem.- Celuje w swojego ojca palcem wskazującym.
-Bo tak go nazwali poprzedni właściciele.
-Kiedy was wypiszą?- Pyta Emma, siadając obok nas.
-Za jakiś pięć dni. Lekarz chcą zostawić nas na obserwacje ze względu na to co się stało z Melody.- Odpowiada moja żonka, a ja mocniej ściskam jej dłoń. W sali zapada cisza, przerywana jedynie cichym, dziecięcym „bububu”. Kieruję wzrok na łóżeczko, jak chyba wszyscy obecni i dostrzegam pochylonego Chestera.
-Czy mogę spytać, co ty robisz?- Pytam, obserwując jak ten prostuje się, po czym na jego ustach pojawia się uśmiech.
-No już sobie z nią nie mogę porozmawiać?- Odpowiada, a Shinoda, stojący najbliżej wybucha głośnym śmiechem. Mam wrażenie, że mała zacznie płakać, ale nic takiego się nie dzieje.
-Chyba też sobie z nią porozmawiam.- Przyznaje Mike, po czym nachyla się nad dziewczynką.- Bububu.- I oni są dorosłymi facetami.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz