30 lipiec 2013
Otwieram oczy, gdy coś, a raczej ktoś gryzie mnie w nos. Nad
sobą dostrzegam córkę, a po chwili ona znika. Przecieram zaspane oczy,
jednocześnie podnosząc się do pozycji siedzącej i tuż obok dostrzegam Olivię,
Elizabeth i laptopa.
-Ile razy mam ci mówić, że nie wolno gryźć taty?- Pyta
zielonooka, a jej mniejsza kopia reaguje śmiechem.
-Dzień dobry.- Mówię z uśmiechem, a moje ślicznotki
spoglądają na mnie.
-No i widzisz? Jeszcze tatę obudziłaś, a ja chciałam jeszcze
popracować.- Mruczy Lee, ale nachyla się i cmoka mnie w usta.
-Długo nie śpicie?- Pytam, podnosząc córkę i przekładając na
kolana. Dziewczynka w locie piszczy, ale ląduje na moich nogach ze śmiechem.
-Luckie obudziła się jakąś godzinkę temu, a ja pracuję już
jakieś trzy, śpiochu.- Sięgam po telefon, należący do mojej żony, który leży
tuż obok jej stopy.
-Nie przesadzaj. Jest po ósmej. I pragnę zaznaczyć, że jeśli
w dzień nie utniesz sobie drzemki, to raczej zabraknie ci energii na robienie
zdjęć na dzisiejszym koncercie. Zresztą
powinnaś sobie troszkę odpuścić, bo widzę, że te podróże cię
wykańczają.- Zakładam kosmyk czarnych włosów za jej ucho.
-Dam radę, Jay, zostało tylko półtora
tygodnia i na dwa tygodnie wracamy do domu.- Uśmiecha się.- Zresztą snu mam
dużo jak latamy z miejsca na miejsce.
-Pragnę zauważyć, że spanie w samolocie,
a w hotelowym łóżku, to całkiem co innego.- Dziewczynka ucieka mi z kolan i na
czworaka przechodzi do swojej ulubionej zabawki.
-Dam radę. Latanie po scenie za tobą
wcale nie jest takie trudne.- Uśmiecha się szeroko.- A teraz wstajemy wszyscy i
idziemy na śniadanie, bo chłopaki już u mnie byli, bo sami nie chcą iść.
-Mówisz o tych dwóch kretynach?-
Opuszczam stopy na mięciutką wykładzinę, jednocześnie wskazując na jedną ze
ścian sypialni.
-Dokładnie o nich mówię, tyle że ich
pokój jest tam.- Kobieta ze śmiechem wskazuje całkowicie inny kierunek niż ja moment wcześniej.
-Oni już wstali?- Dziwię się, sięgając po
dżinsy, które zaczynam naciągać na tyłek.
-Mniej więcej w tym samym momencie co
Luckie się obudziła, zaczęły się ich krzyki.- Zielonooka idzie moim śladem i
sama się przebiera, wyciągając wcześniej swoje ciuchy z walizki.
-O co tym razem poszło?- Pytam,
zmieniając koszulkę z tej, w której śpię, na jakąś czystą.
-Wolałam się nie dopytywać, ale jak tu
przyszli, to najwidoczniej zdążyli się już pogodzić.- Wzrusza ramionami, po
czym naciąga sweter.
-Od kiedy z nich takie ranne ptaszki?-
Opieram się o drewnianą komodę, wpatrując w tyłek mojej żony.
-Chyba odkąd zostali ojcami.- Śmieje się,
łapiąc ciuszki naszej córeczki.- Jay, idź wyczyścić zęby czy coś.- Macha
dłonią, poganiając mnie.
-Wyganiasz mnie?- Robię smutną minkę, ale
podążam w kierunku wyjścia z sypialni.
-Po prostu jeśli już zaczynasz gapić się
na mój tyłek, to chwilę później zazwyczaj mnie po nim klepiesz, a jak już
zdążyłeś zauważyć, ja jakoś nie bardzo za tym przepadam.- Odkłada ubranka
Elizabeth koło dziewczynki, a ja zbaczam z mojego kursu i obejmuję ją od tyłu.
-Chyba od tego mnie masz, żeby cię miał
klepnąć po tyłku.- Szepcze, a moja dłoń z jej talii zsuwa się na pośladki.
-Śmierdzi ci z ust, śmierdzielu.- Mówi
bez zająknięcia.
-Jesteś nieczułą.- Komentuję, puszczając
ją.
***
Spacerujemy z Elizabeth po korytarzach hotelu, bo pogoda nie
pozwala nawet na wystawienie nosa z budynku. Wzdycham cicho, przypominając
sobie nasze wakacje na Hawajach. Tam przynajmniej nie musieliśmy chodzić w
swetrach. Albo chociażby nasze LA. Już to inny klimat i o wiele cieplej.
-Luckie, co powiesz na wakacje?- Pytam, spoglądając w dół,
gdzie trzymając mnie za ręce dzielnie kroczy moja mała królewna.
-Tak.- Mówi zabawnym głosem. Mniej więcej na początku trasy
Stevie, nasz muzyk koncertowy nauczył ją słów „tak” i „nie”, więc od jakiegoś
czasu czarnowłosa podejmuję bardzo ważne decyzje, dotyczące zamawianych przez
nas posiłków, czy filmów, które oglądamy lecąc. Po prostu mówimy jej tytuł,
bądź nazwę potrawy, a ta decyduje. A wszystko odbywa się bez sporów.
-Tak właśnie myślałem.- Uśmiecham się, bo dziewczynka po raz
kolejny zatrzymuje się koło wielkiego akwarium na całej ścianie.
-Tata, rybka!- Woła, wskazując na jedno z wielu zwierząt.
Podnoszę ją na ręce, żeby miała dobry widok, a koło mnie zatrzymuje się Shann.
-Cześć, Gówniarzu.- Łapie mnie za kucyk, w który związałem
włosy, żeby mi nie przeszkadzały.
-Cześć, Kurduplu.- Odpowiadam, podczas gdy ten łapie dłoń
malutkiej i cmoka ją w nią.
-Cześć, Kangurku.- Na wspólnych urodzinach Shannona i
Luckie, mój brat po rozmowie z Terrym przejął jego zwyczaj i teraz razem z całą
załogą wołają tak do mojej córki.- Gdzie Oliver? Szukam jej po całym hotelu i
nie mogę znaleźć.- Mówi, już zwracając się do mnie.
-Śpi, bo ostatnio ma drobne problemy ze spaniem i budzi się
w środku nocy.- Mówię.
-W takim razie, co robicie?- Wzruszam ramionami.
-Chyba nic.- Odpowiadam, znów wpatrując się w akwarium
podobnie jak Elizabeth i perkusista.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz