POSTACIE Strona głóna

piątek, 21 lipca 2017

105. TRASA



30 lipiec 2013

Otwieram oczy, gdy coś, a raczej ktoś gryzie mnie w nos. Nad sobą dostrzegam córkę, a po chwili ona znika. Przecieram zaspane oczy, jednocześnie podnosząc się do pozycji siedzącej i tuż obok dostrzegam Olivię, Elizabeth i laptopa.
-Ile razy mam ci mówić, że nie wolno gryźć taty?- Pyta zielonooka, a jej mniejsza kopia reaguje śmiechem.
-Dzień dobry.- Mówię z uśmiechem, a moje ślicznotki spoglądają na mnie.
-No i widzisz? Jeszcze tatę obudziłaś, a ja chciałam jeszcze popracować.- Mruczy Lee, ale nachyla się i cmoka mnie w usta.
-Długo nie śpicie?- Pytam, podnosząc córkę i przekładając na kolana. Dziewczynka w locie piszczy, ale ląduje na moich nogach ze śmiechem.
-Luckie obudziła się jakąś godzinkę temu, a ja pracuję już jakieś trzy, śpiochu.- Sięgam po telefon, należący do mojej żony, który leży tuż obok jej stopy.
-Nie przesadzaj. Jest po ósmej. I pragnę zaznaczyć, że jeśli w dzień nie utniesz sobie drzemki, to raczej zabraknie ci energii na robienie zdjęć  na dzisiejszym koncercie. Zresztą powinnaś sobie troszkę odpuścić, bo widzę, że te podróże cię wykańczają.- Zakładam kosmyk czarnych włosów za jej ucho.
-Dam radę, Jay, zostało tylko półtora tygodnia i na dwa tygodnie wracamy do domu.- Uśmiecha się.- Zresztą snu mam dużo jak latamy z miejsca na miejsce.
-Pragnę zauważyć, że spanie w samolocie, a w hotelowym łóżku, to całkiem co innego.- Dziewczynka ucieka mi z kolan i na czworaka przechodzi do swojej ulubionej zabawki.
-Dam radę. Latanie po scenie za tobą wcale nie jest takie trudne.- Uśmiecha się szeroko.- A teraz wstajemy wszyscy i idziemy na śniadanie, bo chłopaki już u mnie byli, bo sami nie chcą iść.
-Mówisz o tych dwóch kretynach?- Opuszczam stopy na mięciutką wykładzinę, jednocześnie wskazując na jedną ze ścian sypialni.
-Dokładnie o nich mówię, tyle że ich pokój jest tam.- Kobieta ze śmiechem wskazuje całkowicie inny  kierunek niż ja moment wcześniej.
-Oni już wstali?- Dziwię się, sięgając po dżinsy, które zaczynam naciągać na tyłek.
-Mniej więcej w tym samym momencie co Luckie się obudziła, zaczęły się ich krzyki.- Zielonooka idzie moim śladem i sama się przebiera, wyciągając wcześniej swoje ciuchy z walizki.
-O co tym razem poszło?- Pytam, zmieniając koszulkę z tej, w której śpię, na jakąś czystą.
-Wolałam się nie dopytywać, ale jak tu przyszli, to najwidoczniej zdążyli się już pogodzić.- Wzrusza ramionami, po czym naciąga sweter.
-Od kiedy z nich takie ranne ptaszki?- Opieram się o drewnianą komodę, wpatrując w tyłek mojej żony.
-Chyba odkąd zostali ojcami.- Śmieje się, łapiąc ciuszki naszej córeczki.- Jay, idź wyczyścić zęby czy coś.- Macha dłonią, poganiając mnie.
-Wyganiasz mnie?- Robię smutną minkę, ale podążam w kierunku wyjścia z sypialni.
-Po prostu jeśli już zaczynasz gapić się na mój tyłek, to chwilę później zazwyczaj mnie po nim klepiesz, a jak już zdążyłeś zauważyć, ja jakoś nie bardzo za tym przepadam.- Odkłada ubranka Elizabeth koło dziewczynki, a ja zbaczam z mojego kursu i obejmuję ją od tyłu.
-Chyba od tego mnie masz, żeby cię miał klepnąć po tyłku.- Szepcze, a moja dłoń z jej talii zsuwa się na pośladki.
-Śmierdzi ci z ust, śmierdzielu.- Mówi bez zająknięcia.
-Jesteś nieczułą.- Komentuję, puszczając ją.
***
Spacerujemy z Elizabeth po korytarzach hotelu, bo pogoda nie pozwala nawet na wystawienie nosa z budynku. Wzdycham cicho, przypominając sobie nasze wakacje na Hawajach. Tam przynajmniej nie musieliśmy chodzić w swetrach. Albo chociażby nasze LA. Już to inny klimat i o wiele cieplej.
-Luckie, co powiesz na wakacje?- Pytam, spoglądając w dół, gdzie trzymając mnie za ręce dzielnie kroczy moja mała królewna.
-Tak.- Mówi zabawnym głosem. Mniej więcej na początku trasy Stevie, nasz muzyk koncertowy nauczył ją słów „tak” i „nie”, więc od jakiegoś czasu czarnowłosa podejmuję bardzo ważne decyzje, dotyczące zamawianych przez nas posiłków, czy filmów, które oglądamy lecąc. Po prostu mówimy jej tytuł, bądź nazwę potrawy, a ta decyduje. A wszystko odbywa się bez sporów.
-Tak właśnie myślałem.- Uśmiecham się, bo dziewczynka po raz kolejny zatrzymuje się koło wielkiego akwarium na całej ścianie.
-Tata, rybka!- Woła, wskazując na jedno z wielu zwierząt. Podnoszę ją na ręce, żeby miała dobry widok, a koło mnie zatrzymuje się Shann.
-Cześć, Gówniarzu.- Łapie mnie za kucyk, w który związałem włosy, żeby mi nie przeszkadzały.
-Cześć, Kurduplu.- Odpowiadam, podczas gdy ten łapie dłoń malutkiej i cmoka ją w nią.
-Cześć, Kangurku.- Na wspólnych urodzinach Shannona i Luckie, mój brat po rozmowie z Terrym przejął jego zwyczaj i teraz razem z całą załogą wołają tak do mojej córki.- Gdzie Oliver? Szukam jej po całym hotelu i nie mogę znaleźć.- Mówi, już zwracając się do mnie.
-Śpi, bo ostatnio ma drobne problemy ze spaniem i budzi się w środku nocy.- Mówię.
-W takim razie, co robicie?- Wzruszam ramionami.
-Chyba nic.- Odpowiadam, znów wpatrując się w akwarium podobnie jak Elizabeth i perkusista.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz