Upijam łyk herbaty, po czym odkładam ją z powrotem na stolik, ciągle nachylając się na pokreśloną kartką z mojego notesu. Z jękiem opadam na oparcie, bo od pół godziny jedyne co robię, to kreśle tekst, który wymyśliłem jeszcze kilka lat temu. Jakoś nic sensownego nie może mi przyjść do głowy. Zrezygnowany, odbijam się stopami od biurka i podjeżdżam na fotelu do kąta mojego gabinetu, gdzie stoi wzmacniacz i dwie gitary. Chwytam Artemisę i przerzucam pasek za głowę. Przez moment siedzę bez ruchu, próbując przypomnieć sobie jakąkolwiek naszą piosenkę, ale mam totalną pustkę w głowie. W końcu zaczynam grać po prostu “Bright lights”. Gdy jestem mniej więcej w połowie, drzwi do pomieszczenia się otwierają. Przerywam grę i wpatruję się jak moja córka zamyka za sobą, a potem podchodzi do mnie. Odkładam gitarę na stojak i wpatruję się w nią.
-Tato?- Zaczyna.
-Tak, kochanie?- Przyglądam się jej z uwagą, podczas gdy ona zagryza swoją wargę.
-Myślisz, że mama będzie zła, że troszkę podarłam spodnie?- Marszczę brwi, a ta wskazuje na dziurę na kolanie, z której wprost wypływa krew.
-Luckie, przewróciłaś się?- Pytam względnie spokojnie, choć jestem tak przerażony tą raną. Dziewczynka potwierdza, kiwając głową.- Bardzo cię boli?- Dopytuję, a ona tym razem przeczy.- Pójdziemy teraz to opatrzeć, dobrze?- Wstaję z fotela i podnoszę ją na ręcę, by szybciej znieść ją na pierwsze piętro do łazienki. Kładę czarnowłosą koło umywalki. Przeszukuję szafki, bo gdzieś tu powinna się ukrywać woda utleniona. W końcu z braku pomysłu, gdzie ta mogła się ukryć, wychylam się z pomieszczenia.- Olivia!- Wołam.
-Tak?!- Odpowiada mi gdzieś z dołu.
-Chodź tu na chwilę!- Słyszę jej jęk, ale po chwili pojawia się na korytarzu.
-Co się stało?- Pyta, zatrzymując się, gdy tylko mnie dostrzega.
-Potrzebuję wody utlenionej i jakiś plastrów.- Uśmiecham się lekko.
-Znów się skaleczyłeś?- Mruczy, otwierając szerzej drzwi. Ponownie zatrzymuje się w miejscu, gdy dostrzega Elizabeth.- Co ci się stało?- Pyta przerażona, podobnie jak ja jeszcze chwilę temu.
-Przewróciłam się.- Odpowiada dziewczynka, spuszczając wzrok.
-Bardzo cię boli?- Ponawia pytanie, które ja też jej zadałem, a dziewczynka po raz kolejny zaprzecza. Widzę jak dłonie mojej żony zaczynają się po prostu trząść, gdy otwiera szafkę i wyciąga małą buteleczkę. Przecież tu szukałem na samym początku! Biorę głęboki wdech, a do nas docierają wrzaski z dołu, z których nie da się zrozumieć, ani słowa, ale zaraz te cichną, bo odzywa się mój brat.
-Spokój, bo zostawię was w lesie! Gdzie wy, do cholery, jesteście?!- Spoglądam na kobiety mojego życia, a zaraz potem otwieram drzwi, trafiając Shannona prosto w nos, oczywiście niechcący.- Kretyn.- Mruczy tylko, mrużąc oczy.- Co wy tu robicie? Jakąś naradę, czy coś?- Jego wzrok zatrzymuje się na kolanie Elizy.- O kurka. Nieźle się urządziłaś, Królewno. Jeden z tych moich szkrabów wczoraj zrobił dokładnie to samo.- Kręci głową z politowaniem, opierając się o umywalkę, tuż obok swojej bratanicy. Prawie wyrywa wodę utlenioną z ręki zielonookiej.- Zostawcie to mi. Mam wprawę.- Puszcza nam oczko, a ja nie wiem czy mam błagać, żeby dał sobie spokój, czy zostawić w spokoju. W końcu, rzeczywiście jest ojcem dwóch chłopców, u których takie rany występują na porządku dziennym, szczególnie, gdy mają tak nieodpowiedzialnego ojca.
-Napewno wiesz co robisz?- Pyta niepewnie Olivia.
-Słuchaj, Oliver, moje dzieci jeszcze żyją, to chyba najlepszy dowód na to, że wiem.- Wysyła jej szeroki uśmiech.- A teraz przechodzimy do badania.- Zaciera ręce.- Powiedz mi, Luckie, jak to się stało, że nie płaczesz? Mickey ryczał jak dziewczyna.- Do łazienki zagląda wspomniany chłopczyk.
-Bo mnie to nie boli, wujku.- Odpowiada, a zaraz potem macha swojemu kuzynowi.- Cześć, Mike.
-Cześć, Luckie.- Nagle Shan się prostuje i zakręca buteleczkę, po czym odkłada ją do ciągle otwartej szafki.
-Już?- Pytam na raz z moją żoną.
-Jeszcze tylko plaster i można wracać do zabawy.- Fotograf prawie natychmiast zrywa się, aby poszukać opatrunku.- Widzicie, praktyka czyni mistrzem.- Uśmiecha się szeroko, pomagając zejść mojej córeczce z umywalki. Ta bez słowa wybiega z łazienki razem z synem mojego brata.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz