Wychodzimy z
mieszkania. Idziemy w kierunku północnym, z tego co się orientuję. Ale ja dobra
z tego jestem.
-Jesteś pewna,
że mogę z tobą mieszkać?- Pyta niebieskooki z niepewnością.
-Skora sama ci
to zaproponowałam, to chyba muszę być pewna, prawda?- Spoglądam na niego.
-No wiesz,
moja uroda jest oszałamiająca.- Zaczynam się śmiać.
-Ach, ta
wysoka samoocena.- Mężczyzna w pewnym momencie łapie mnie za rękę.
-Mam nadzieję,
że Shannon gdzieś poszedł. Nie mam ochoty na spotkanie z nim.- Widzę, że jest
zdenerwowany i to bardzo.
-Będzie
dobrze.- Po 5 minutach dochodzimy do hotelu. W recepcji Jared bierze klucz i po
chwili jesteśmy pod drzwiami. W momencie, gdy on próbuje otworzyć, z pokoju z
naprzeciwka wychodzi starszy z braci Leto.
-Co,
pokłóciłeś się ze mną i znalazłeś sobie pocieszenie.- Mężczyzna opiera się o
ścianę obok. Niebieskooki otwiera w końcu pokój, ale jest na skraju
wytrzymałości.
-Nie mów tak o
niej.- Warczy.- Chodź, Olivia.- Prawie wpycha mnie do środka.
-Nawet ja nie
upadłem do tego poziomu, żeby sprowadzać sobie panienki.- Odwracam się w stronę
starszego z braci. Już rozumiem, dlaczego Jared ostatnio się z nim nie
dogaduje.
-Pieprz się,
Shannon.- Zamykam mu drzwi przed nosem, zostawiając go oniemiałego.
-No, nieźle.-
komentuje Jay. Wzruszam ramionami.
-Należało mu
się. Pomóc ci się pakować?
-Teoretycznie,
wystarczy zabrać tylko walizkę.- Słyszymy donośne pukanie do drzwi. Spoglądam
na bruneta.
-No nic,
otworzę.- Za progiem nadal stoi Shannon.
-Przepraszam,
poniosło mnie.- Spuszcza wzrok. Przyglądam mu się przez chwilę i zaczynam się
śmiać.- Yyy… Bo ja chyba nie rozumiem o co tu chodzi.
-Nie mogłabym
się na ciebie gniewać. Jesteś moim ulubionym perkusistą.- Mężczyzna się
uśmiecha.
-Fanka?-
Opiera się o framugę.
-Można tak powiedzieć.
Chodziłam w LA do baru jak graliście.
-Wiedziałem,
że znam skądś tą twarz. To dla ciebie Jay ciągle tam przychodził.
-Dobra, jestem
gotowy.- W korytarzu pojawia się Jared.- Widzę, że się jakoś dogadujecie.-
Staje przy mnie i patrzy na swojego brata.
-A ty gdzie
się wybierasz?- Pyta starszy Leto, wskazując na walizkę.
-Wynoszę się
stąd.- Oznajmia bez żadnych emocji w głosie.
-Auć,
zostawiasz mnie w tej zapyziałej dziurze?
-Na to
wygląda.
* * *
Wchodzimy do mieszkania. Spoglądam
na uśmiechniętego Jareda, który kładzie futerał z gitarą przy ścianie. Staję na
palcach i składam na jego policzku całusa. Brunet spogląda na mnie zaskoczony,
ale kąciki jego ust unoszą się ku górze.
-A to za co?- Pyta.
-A musi być jakaś okazja?-
Wzruszam ramionami, kierując się w stronę kuchni.
-Dziękuję, że pozwoliłaś mi u
siebie zamieszkać.- Mówi, a ja zatrzymuję się w pół kroku.
-W sumie mieszkasz u mnie odkąd
się poznaliśmy. Był chyba tylko jeden dzień kiedy tu nie zagościłeś.- Na jego
twarzy pojawia się delikatny grymas.
-Bo ja wtedy przez chwile
czekałem pod drzwiami.- Wyznaje, a ja wybucham śmiechem.
-Czego ja się tu dowiaduję,
Leto.- Podchodzę do lodówki i wyciągam z niech butelkę wody.- Rozgość się.
Zrobiłam ci nawet miejsce w szafie.- Upijam łyk orzeźwiającego napoju, po czym
odkładam go tam, skąd go wzięłam.
-Co za poświęcenie.
-Nawet nie zdajesz sobie sprawy,
jakie to było trudne.- Mruczę, wchodząc do sypialni, gdzie mężczyzna już układa
swoje ciuchy.- Doszłam do wniosku, że z tych tekstów z moich koszulek można by
było piosenkę napisać.- Opieram się o framugę, a ten spogląda na mnie z pod
przymrużonych powiek.
-Myślisz, że już nie próbowałem?
Mam te wszystkie teksty w notesie i w wolnej chwili próbuję ułożyć z nich coś
sensownego.- Brunet wraca wzrokiem do swojej walizki, a ja zamykam oczy,
rozkoszując się tym momentem. Emily miała racje. Zaproponowanie mu
przeprowadzki było dobrym pomysłem.- A ty co tak stoisz? Pomóż mi.- Otwieram
powieki w momencie, gdy na mojej twarzy lądują jego spodnie.
-No, wiesz?- Zgarniam tą część
garderoby i z udawaną wściekłością odrzucam w jego kierunku.- Co to w ogóle
miało być, co Leto?- Zaplatam ręce na piersi, siadając przy tym na łóżku.-
Teraz nie licz na moją pomoc.
Wystawiam język w jego kierunku,
mężczyzna reaguje od razu, łapiąc poduszkę leżącą przy szafie. Rzuca ją w moją
stronę, a ja, zaskoczona jego ruchem próbuję zasłonić się dłońmi, odchylając
się przy tym do tyłu, tak że ląduję na pościeli. Mężczyzna moment później
nachyla się nade mną i po drobnym zamachu uderza mnie lekko poduszką.
Postanawiam się odwdzięczyć, tak więc kilka minut później oboje tłuczemy się
tymi miękkimi przedmiotami, by w końcu paść ze zmęczenia na łóżko.
-Jesteś najpiękniejszym
stworzeniem na świecie.- Mówi, przerywając tym samym ciszę. Na moich policzkach
pojawiają się rumieńce.- I uwielbiam jak się rumienisz.- Dodaje, odwracając
głowę w moim kierunku.
-A ty najgłupszym.- Po raz
kolejny wystawiam mu język.
-A miało być tak romantycznie.-
Jęczy, podnosząc się.
-Wybacz.- Podobnie jak on, unoszę
się, ni to leżąc, ni to siedząc. Brunet kładzie dłoń na moim, nadal czerwonym
policzku, by moment później wbić się w moje usta. Odwzajemniam jego pocałunek,
nawet wtedy, gdy przygniata mnie swoim ciężarem.- Złaź ze mnie.- Mruczę między
pocałunkami, a on unosi się na łokciach, uwalniając moje ciało od ciężaru,
jednak ani na moment nie odrywając się od moich ust.
Jego dłoń wędruję pod moją cienka
koszulkę i jednym zwinnym ruchem zdejmuje ją. Ja nie pozostaje dłużna, bo po
chwili i jego górna część garderoby ląduję w którymś z kątów sypialni. Jego
usta pieszczą moją szyję, a ja przeczesuję palcami jego ciemne włosy. Niestety
przerywa nam wtargnięcie nieproszonych gości do mieszkania, a dokładniej do
naszej sypialni. Orientujemy się o jego obecności dopiero gdy chrząka. Jared
przerywa, odrywając się tym samym od mojej szyi, a ja unoszę się lekko. W
drzwiach stoi Emily. No przecież, któżby inny wchodził tu bez zapowiedzi? A no
tak, Terrence, który swoją drogą ukrywa się zaraz za nią. Leto pada obok mnie z
jękiem i zakłada ręce za głowę.
-Co was tu sprowadza?- Pytam dość
kulturalnie, przymykając przy tym oczy.
-Przyszłam sprawdzić czy zrobiłaś
to co ci mówiłam.- W głębi duszy, wiem, że przygląda się walizce rozłożonej
obok szafy, zresztą podobnie jak mój ojciec. Otwieram leniwie powieki i
uświadamiam sobie, że ani trochę się nie pomyliłam, ale jeśli blondynka patrzy
a to z uśmiechem, tak fotograf, z lekkim obrzydzeniem.
-Już się do ciebie sprowadza?-
Odzywa się, wchodząc do pomieszczenia.- Nie za szybko?- Wywracam oczami,
rzucając przy tym w niego poduszką.- Teraz może byście się ubrali, co?
-O, nie.- Sprzeciwia się
dziewczyna.- My wychodzimy, Terry, a wy bawcie się dobrze.- Mruga do nas,
taszcząc za sobą zielonookiego.
Biedny Shannon :( Jay jest dla niego za surowy! No i nie wierzę, że Terry ma takie wyczucie :D no nie dadzą im dokończyć no!
OdpowiedzUsuńNadrobilam, czekam na więcej i pozdrawiam ;))