6 sierpień 2006
Budzę się nagle. Przez moment nie
wiem gdzie jestem, ale po chwili sobie
wszystko przypominam. Spoglądam przez okno, przez które do pomieszczenia wpada
światło latarni, która oświetla dziedziniec. Kieruję swój wzrok na dziewczynę,
śpiącą w moich ramionach. Leży na moim torsie, kurczowo mnie obejmując, jakby
bała się mnie puścić. Ile ja bym dał, żeby budzić się tak codziennie.
Przekręcam delikatnie głowę i wzrokiem szukam telefonu. W końcu lokalizuję go
na szafce nocnej. Łapię go wolną ręką i robię nam kilka zdjęć. Podczas
ostatniego czarnowłosa się budzi.
-Co robisz?- Pyta, unosząc lekko
głowę.
-Nic. Chyba powinniśmy się powoli
zbierać.- Mruczę, a ta przegryza wargę. Okładam komórkę na miejsce, ówcześnie
spoglądając na zegar i przyglądam się jej twarzy.
-Do której możemy tu być?- Pyta,
przysuwając się bliżej mojej twarzy.
-Wynająłem go na sześć godzin,
najmniej ile się dało. Mamy jeszcze godzinę.
-W takim razie, to nie może się
zmarnować.- Wbija się w moje usta, a ja przerzucam ją na drugą połowę materacu
i zaczynam pocałunkami, wyznaczać mokrą ścieżkę na jej dekolcie.
-Myślę, że masz rację.- Ściągam z
niej moją bluzę. Może i wygląda pięknie w moich ciuchach, ale jeszcze lepiej
bez nich. Pod spodem ma jeszcze cienką koszulkę, pod którą wkładam ręce. Kładę
je na talii, jednocześnie zatrzymując się z pocałunkami kilka centymetrów nad
obojczykiem i delikatnie wgryzam się skórę, nie tak żeby bolało, ale na tyle
mocno, żeby został ślad.
-Hej, nie rób malinek.- Łapie
mnie za podbródek i przyciąga w górę.
OLIVIA
Spoglądam na Jareda, który zapina
guzik spodni, po czym unosi wzrok na mnie. Uśmiecham się do niego i kładę głowę
na poduszce. Mężczyzna podchodzi do drzwi, a gdy je otwiera, mówię:
-Przynieś mi dżinsowe spodenki, a
ja tu poczekam.- Podciągam kołdrę jeszcze wyżej.
-Mam przedłużyć wynajem?- Zagryza
wargę, a ja rzucam w niego butem, który jakimś cudem znalazł się na łóżku.
Jednak brunet z łatwością go łapie i odkłada na wykładzinę.- To chyba znaczyło
nie.- Odburkuje, po czym znika. Gdy tylko drzwi się zamykają, wyskakuję z pod
kołdry i ubieram każdą część mojej garderoby, które jeszcze nadaje się do
użytku, czyli wszystko oprócz spodni. Te pakuję do plecaka, podobnie jak bluzę
i kilka inny rzeczy, porozrzucanych po pomieszczeniu. Podchodzę do łóżka i je
ślę, gdy wraca Leto.- Proszę.- Podaje mi spodenki, które od razu ubieram, żeby
dłużej go nie kusić.
-Myślę, że możemy wyjeżdżać.-
Oznajmiam, podczas gdy on przyciąga mnie do siebie i przytula, przy okazji,
obmacując mój tyłek. -Hej, zapominasz się.- Strącam jego dłonie i składam
całusa na jego policzku.
-Jesteś okrutna, Aniele.- Mruczy,
łapiąc plecak.
-Jeszcze nie zobaczyłeś na co
mnie stać.- Uśmiecham się tajemniczo, wychodząc na balkonik. Po schodach
schodzę na dziedziniec, który oświetla latarnia. Otwieram samochód, a Jay idzie
odnieść klucz, ówcześnie zostawiając na tylnym siedzeniu plecak. Ze schowka
wyjmuję moją lustrzankę i fotografuję motel i okolice, razem z samochodem z
wypożyczalni.
-Co robisz?- Za mną jakimś
magicznym sposobem pojawia się mężczyzna.
-Nic.- Odpowiadam, tak jak on,
gdy się obudziłam, choć ewidentnie robił mi zdjęcie.- To na pamiątkę.- Mruczę,
naciskając po raz ostatni guziczek, dzięki któremu zapisuje ten moment. Wsiadam
do auta, a on szybko go okrąża i zajmuje miejsce za kierownicą. Przykrywam się
kocem, bo jest jeszcze dość zimno. Nie trudno się dziwić, w końcu dopiero po
czwartej nad ranem.- Daleko jeszcze?- Pytam, gdy odpala.
-Trzy i pół godziny, tak około.-
Odpowiada, wyjeżdżając na ulice.- Jak chcesz to możesz się jeszcze zdrzemnąć.
-Chyba jednak podziękuję.
Wyspałam się już.- Spoglądam za okno i podziwiam wschód słońca, robiąc przy
okazji zdjęcia.
* * *
Budzę się, gdy zatrzymujemy się
pod kamienicą. Spoglądam zaspanym wzrokiem na mężczyznę. Uśmiecha się do mnie,
a ja nachylam się i cmokam go w usta. Wysiadam z samochodu. Z tylnego siedzenia
zabieram plecak, a brunet naszą walizkę. Wchodzimy do budynku, w drzwiach
mijając panią Adeline, naszą sąsiadkę z naprzeciwka, która wychodzi z pieskiem
na spacer. Wita nas serdecznym uśmiechem. Po schodach wchodzimy na drugie
piętro, a przy drzwiach wbijam się w usta mojego chłopaka. Ten naciska klamkę,
a drzwi otwierają się bez żadnego oporu. Mimo wszystko nie zwracamy na to uwagi
i całując się wchodzimy do środka. Przerywa nam dopiero chrząkanie. Odrywam się
od Jareda, by zobaczyć Terrence i Emily, siedzących na sofie i przyglądających
się nam.
-Gdzie wy się podziewaliście?-
Ojciec zatrzymuję się dwa metry od nas, a ja opieram głowę na klatkę piersiowej
Jaya.- Mieliście wrócić w nocy. Co ty sobie w ogóle wyobrażasz, co Leto?
-O nie, tylko ja mogę tak do
niego mówić.- Odzywam się, nie spoglądając na zielonookiego. W sumie już po
otwartych drzwiach mogłam się domyślić, co nas tu zastanie. W końcu po kimś
musiałam to odziedziczyć.- Zatrzymaliśmy się na kilka godzin w motelu, żeby się
zdrzemnąć.- Tłumaczę, ciągnąc plecak do sypialni.- Em, mówiłam, nie mam siły na
kawę. Zaraz kładę się spać. Podróż mnie zmęczyła.- Próbuję ją zbyć, jednak
blondynka z uśmiechem wskazuje na kubek z napojem.
-Na co innego się zapowiadało,
jak tu wpadliście.- Komentuje, przez co mrożę ją wzrokiem. Obok mnie pojawia
się brunet. Kładzie walizkę przy szafie i wywraca oczami.
-Wiesz jak się ich pozbyć?- Pyta
bezgłośnie, a ja wzruszam ramionami.
-Mam pewien pomysł.- Mruczę.
Łapię go za rękę i ciągnę do wyjścia z mieszkania.- Idziemy jeszcze do
samochodu.- Oznajmiam, zanim znikamy za drzwiami, jednak zamiast w dół, kieruję
się po schodach w górę, aż w końcu docieramy do metalowej klapy. Otwieram ją i
wchodzę na dach budynku.
-Jeszcze nigdy tu nie byłem.-
Mówi Jared, obracając się wokół własnej osi.- Moglibyśmy to wyremontować i było
by idealne miejsce na spotkania ze znajomymi.- Mówi, a w mojej głowie pojawiają
się już obrazy odnowionego dachu.- Załóżmy tu mini ogrodzik.- Łapie mnie w tali
i przyciąga do siebie.- Co ty na to?
-Jestem za, ale musimy to omówić
z innymi mieszkańcami.
JARED
Wchodzę do mieszkania. W
przedpokoju ściągam buty i kieruję się do kuchni. Na stole odkładam papierową
torbę z zakupami, gdy do pomieszczenia wchodzi czarnowłosa, ubrana w dresowe
spodenki i koszulkę z napisem „Bright lights, big city”. Całuje mnie na
przywitanie, po czym zabiera się za rozpakowywanie produktów.
-Poszli sobie.- Wzdycha z ulgą,
wkładając karton mleka do lodówki.- Odstawiłeś samochód do wypożyczalni?- Łapię
paczkę krakersów, zanim dziewczyna je zauważa i wrzucam do szafki.
-Tak.- Siadam na blacie i
przyglądam jej się. Z rozpuszczonych włosów kapią krople. Musiała brać przed
chwilą prysznic.- Pytania i odpowiedzi?- Na moje słowa, odwraca się i wysyła mi
uśmiech.- Z kim miałaś pierwszą sesję?
-Jack White. Od tej pory jest
moim „cholernym przyjacielem”. Znaczy na takiego się mianował.- Podchodzi do
mnie i całuje w nos.- Teraz moja kolej. Zaniosłeś moją komórkę do naprawy?-
Kiwam ochoczo głową.
-I mam nawet zastępczą.- Z
kieszeni wyjmuję przedmiot i podaje go jej. W tym samym momencie, zaczyna on
dzwonić.- To raczej do ciebie.- Mówię, gdy fotograf przygląda mu się z
zaciekawieniem.
-Wiem, ale ma jakiś dziwny
dzwonek. Potem mi to zmienisz na „Highway…”.- Mruczy, po czym naciska zieloną
słuchawkę.- Halo?... Dziadek?... Przepraszam, ale mam popsuty telefon.- Wysyła
mi krótkie spojrzenie i wychodzi z kuchni.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz