POSTACIE Strona głóna

czwartek, 19 listopada 2015

19. KALENDARZ

17 sierpień 2006
Spacerujemy po parku przy Art Partner. Czarnowłosa wygląda przepięknie, choć jest ubrana w dżinsowe szorty i koszulkę z glifami, którą ostatnio zrobiła. Na jednej z ławek zauważam chłopaka i dziewczynę, wtulonych w siebie. Wyglądają uroczo. Po raz kolejny spoglądam na Olivię, która właśnie upija ostatni łyk kawy. Uśmiecham się lekko. Miałem naprawdę dużo szczęścia, że udało mi się ją znaleźć. Terrence pozwolił jej wyjść na lunch, mimo że mają ogrom pracy. Pracują nad kalendarzem na następny rok, choć dopiero mamy sierpień.
-Dlaczego tak na mnie patrzysz?- Pyta, wyrzucając kubek po napoju do kosza.
-Bo jesteś piękna.- Odpowiadam, po czym łapię ją za rękę. Rumieni się, ale ściska moją dłoń mocniej.- Będę musiał wyjechać na jakieś dwa tygodnie.- Wyznaję.
-Gdzie?- Patrzy na mnie z zaciekawieniem.
-Do Chin. Chcemy nagrać nowy teledysk. W Zakazanym Mieście.
-No to szalejecie.- Uśmiecha się do mnie.- Kiedy wyjeżdżacie?
-Tu się pojawia problem, bo Emma załatwiła to na za półtora tygodnia. Ale jest jeszcze jedna sprawa.- Zatrzymuję ją. Odwracam w moim kierunku i łapię za obie dłonie.- Pojechałabyś tam ze mną? Nie chcę cię zostawiać samej.- Zagryzam dolną wargę, czekając na odpowiedź.
-Bardzo chętnie, ale nie wiem co na to Terry.- Uśmiecha się lekko.- Teraz na pewno się nie zgodzi, jest naprawdę wkurzony, bo jeden z modeli przyszedł na kacu. Spytam się go jutro wieczorem, dobrze?
-Myślę, że się zgodzi. W końcu mnie uwielbia.- Kontynuujemy spacer, a ona wybucha śmiechem.
-Szczególnie za to, że nazywasz go Demonem.- Poprawia koszulkę, tak żeby każdy z glifów był widoczny.
-Bo nim jest.- Jęczę.- Lot będziemy mieć z LA, więc musimy tam być w sobotę.
-Los Angeles?- Widzę lekki lęk w jej oczach.
-Tak. Coś się stało?- . Ściskam mocniej jej dłoń, uświadamiając sobie, że nie była tam od wypadku.
-Nie nic. Tylko nie byłam tam dawno.- Mruczy.
-Przy okazji poznasz moją mamę.-Planuję. Bardzo bym chciał, żeby się wreszcie spotkały.- I kilku moich znajomych.- Dziewczyna podnosi moją rękę wyżej i spogląda na zegarek na moim nadgarstku.
-Chyba musimy już powoli wracać.- Jęczy z niechęcią, w momencie, gdy docieramy do Broome Street- Zdaje się, że dzisiaj nie wrócę zbyt wcześnie do domu.- Zawracamy i powoli idziemy w kierunku budynku, w którym mieści się Art Partner.-Jeszcze tylko piątek i weekend.- Opiera się o moje ramię.
-Co powiesz na wypad za miasto?- Proponuję.
-O nie. Zostajemy w Nowym Yorku. Muszę odespać ten tydzień.- Uśmiecha się, ale widać na jej twarzy zmęczenie. Biedna.
-W takim razie wypożyczę kilka filmów.
-Ten pomysł mi się podoba. I kup popcorn, dużo popcornu.- Prycham.
-A jak by inaczej.- Powoli dochodzimy do szklanych drzwi.- A wiesz, że nawet odprowadzę cię na górę?- Mówię, przepuszczając ją w przejściu.
-A dziękuję. Patrz, Emily wyszła.- Wskazuje na biurko, na którym leży kartka z napisem: „Jestem na lunchu. PS. Jeśli jesteś młody i przystojny zadzwoń”.
-Ta dziewczyna jest niesamowita.- Komentuję, gdy widna się zamyka. Po chwili jesteśmy miejscu. Na korytarzu Terrence rozmawia z kimś przez telefon. Jednak, gdy tylko nas zauważa, przerywa i zwraca się do dziewczyny.
-Anthony rzyga w toalecie.- Oznajmia.- Nie mamy modela, więc chyba jesteś wolna. Musimy to przełożyć.- Jego wzrok wędruje na mnie.- Chociaż…- Mruczy, rozłączając się.- Jared, masz jakieś plany na teraz?
-Nie.- Odpowiadam.
-No to wyśmienicie.- Klaszcze w dłonie.
-A czy ja przypadkiem nie jestem tu mile widziany?- Ryzykuję tym pytaniem, ale co tam.
-Skoro już tu jesteś, to zostaniesz.- Mówi głosem nie znoszącym sprzeciwu, wchodząc do pomieszczenia, w którym odbywają się zdjęcia.- Koniec przerwy!- Krzyczy.
-Czyli chyba nie będzie tak źle.- Mruczy czarnowłosa, a ja cmokam ją w usta.- Zdaje się, że jesteś seksownym styczniem.- Pstryka mnie w nos.- A teraz leć do gabinetu Terry’ego i ubieraj kożuch. Modelki zajęły prawdziwą garderobę.- Oblizuję dolną wargę.- No już.- Jęczy, popychając mnie w tamtą stronę.
-A całus na drogę?
-Dostaniesz, jak zdjęcia wyjdą dobrze. Teraz nie masz na co liczyć.- Odchodzi w ślad za ojcem. Z niezadowoleniem idę do „garderoby” i zgarniam to co mi kazała. Idę za nią, jednak przystaję w drzwiach. Obok mojej dziewczyny zatrzymuje się jakaś blondynka.
-Fanka?- Pyta, wskazując na koszulkę. Uśmiecham się pod nosem.
-Tak. Wprost szaleję za Jaredem.- Zasłaniam usta, żeby nie wybuchnąć śmiechem.- Chyba się na niego rzucę jak go tylko zobaczę. I powiem ci w sekrecie, że tylko po to się tu zatrudniłam, bo, wiesz, oni się przyjaźnią.- Blondi robi dziwną minę i bez słowa odchodzi. Kręcę głową z politowaniem. Czego ona jeszcze nie wymyśli? Czarnowłosa wraca do ustawiania aparatu, a ja wchodzę na białe tło.
-Może być?- Pytam, zakładając kożuch. Dziewczyna cmoka.
-Niech będzie. A teraz się ustaw. I patrz na mnie.- Dyktuje, a ja robię co każe.-Kąt 45 stopni do ściany.- Zmieniam pozycję.- Dobrze.- Klika guziczek, po czym spogląda na laptopa ustawionego obok.- Co to za wzrok? Patrz na mnie, tak jakbyś chciał ze mną zrobić…- urywa.- Sam wiesz co.- Uśmiecha się chytrze, a ta blondynka szczerzy oczy. Po raz kolejny błyska lampa. Tym razem na twarzy, patrzącej na ekran, czarnowłosej dostrzegam zadowolenie.
-Teraz dostanę całusa?- Pytam.
-Nie.- Odpowiada i po raz kolejny robi zdjęcie.
-A teraz?- Dziewczyna spogląda na mnie znad aparatu.
-Nie.- Powtarza i znów naciska guzik lustrzanki.
-Teraz?- Dopytuję.
-Nie.- Mrozi mnie wzrokiem, a Terry fotografujący modelki odwraca się zirytowany w naszym kierunku.
-Olivia, pocałuj go wreszcie, albo oboje wylądujecie na chodniku.- Uśmiecham się i podchodzę do czarnowłosej. Nachylam się nad nią i zatapiam w jej usta z zachłannością.
-Jay, wystarczy.- Odsuwa się ode mnie, jednak przegryza wargę, jakby chciała więcej.
-Ale kazałaś mi sobie wyobrazić sama wiesz co. I powiedziałaś tej blondi, że się na mnie rzucisz…- Mruczę.
-Wracaj tam.- Mówi ze stanowczością, wskazując na tło.
-No niech ci będzie.- Jęczę niezadowolony i doczłapuję do wskazanego miejsca. Teraz czas się zabawić. W ostatniej sekundzie przed uwiecznieniu mnie na zdjęciu, rozchylam kożuszek i robię jakąś dziką minę, wskazując na moją koszulkę z Mithrą. Taki szalony jestem. Szczerzę ząbki, ale czarnowłosa krzyżuje ramiona i wpatruje się we mnie, z podniesioną lewą brwią w górę.
-Jared, uspokoisz się?- Pyta.
-Nie.- Mój uśmiech się poszerza. Uwielbiam jak się wścieka. Wygląda wtedy przekomicznie.
-Terry, zamienisz się?- Jej ojciec spogląda na jedną z modelek, ubranych w bikini, po czym kieruje swój wzrok na mnie.
-To twój facet. Sama sobie z nim radź.- Wraca do swojej pracy, a ja wysyłam całusa do dziewczyny.
-Proszę, jeszcze jedno zdjęcie, tylko takie normalne.- Składa dłonie jak do modlitwy.
-Myślę, że to da się wykonać.- Mruczę z niechęcią.- Ale muszę mieć coś w zamian.- Przechylam głowę na prawo.
-Inaczej śpisz na kanapie.- Grozi. Robię oburzoną minę.
-Nie zrobisz tego.
-A właśnie, że zrobię.- Cmokam z rezygnacją i ustawiam się już normalnie.- Dziękuję.- Tym razem na twarzy Olivi pojawia się uśmiech.- Za to zdjęcie należy ci się całus.- Podskakuję ze szczęścia i biegnę w jej kierunku, po czym nastawiam usta. Całuje mnie, a potem z jękiem odsuwa się.- Koniec. Ty jesteś wolny, a ja nie.
-Mogę ci życzyć tylko miłej pracy. I wiesz, spodobał mi się ten kożuszek.
-Zostaw go w garderobie, dobrze?
-No, dobrze. A dlaczego ty fotografujesz facetów?- Naprawdę zżera mnie ciekawość i zazdrość.
-Bo Terry zaklepał sobie modelki. To nie moja wina.
* * *
Drzwi windy się otwierają. Wchodzę na granatową wykładzinę i kieruję się prosto do pomieszczenia, przeznaczonego do sesji. Przystaję w drzwiach zauważając czarnowłosą strzelającą palcami u rąk. Nie za bardzo lubię ten dźwięk, ale sam też często tak robię. Na pomarańczowym tle stoi jakiś blondyn, ubrany w jesienny płaszcz. Dziewczyna naciska guzik w aparacie, po czym spogląda na laptopa, który tym razem jest już podłączony do prądu.
-To by było chyba na tyle.- Mówi, nie patrząc na modela.
-Może poszłabyś ze mną na kawę?- Pyta młodziak, a ja marszczę brwi. Nie podoba mi się to.
-Na noc nie piję kawy, a po za tym mam kogoś.- Spogląda na mężczyznę, po czym wraca wzrokiem do laptopa.- No już wypad.- Jęczy.- Ty może jesteś już wolny, ale ja muszę jeszcze udoskonalić twoją buźkę, bo w takim stanie ten kalendarz na pewno się nie sprzeda.- Prycham, wchodząc w głąb pomieszczenia.
-A ja? Przecież jest wyśmienita.- Mruczę, kładąc dłonie na jej talii.
-Co tu robisz?- Dziewczyna odwraca się w moją stronę, a na jej twarzy pojawia się uśmiech.
-Przyszedłem po ciebie.- Mruczę, wbijając się w jej usta. Dziewczyna odpycha mnie lekko, a ja mrożę wzrokiem tego blondyna, który nam się przypatruje.- Co ty tu jeszcze robisz, chłopczyku?- zwracam się do niego, a on bez słowa wychodzi.
-W sumie twoje zdjęcia też muszę poprawić.- Wyznaję, a ja robię oburzoną minę.- Ale tylko dlatego, że ten kożuch miał plamę.- Dodaje ze śmiechem.
-No ja myślę.- Kładę głowę na jej szyi.- Zmęczona?- Całuję ją w miejsce, gdzie powinna być aorta.
-Nawet nie zdajesz sobie sprawy jak bardzo.- Jęczy, a ja przejeżdżam nosem po jej skórze. Po jej ciele przechodzi dreszcz. Powtarzam czynność, a dreszcz się powtarza. Czemu ja tego wcześniej nie odkryłem? Znów smyram jej szyję, a jej ciało reaguje tak samo.- Co ty robisz?- Pyta odsuwając się ode mnie.
-Ja tylko… zresztą, nieważne.- Macham ręką lekceważąco, jednocześnie obiecując sobie, że jeszcze kiedyś to sprawdzę. Dziewczyna wraca w moje objęcia, a ja tym razem już tylko całuję ją w odsłoniętą skórę.
-Ej, co to ma być?- Odzywa się Terry, wchodząc do pomieszczenia.- Co ty tu robisz, Leto?- Pyta niezadowolony.
-Przyszedłem po twoją asystentkę.- Odsuwam się od czarnowłosej, a na moją twarz wkrada się uśmiech.- A tak w ogóle, to twoje oczy już nie dają sobie rady, co staruszku?- Puszczam mu oczko.
-A co tam słychać u Emmy?- Odpowiada z chytrym uśmieszkiem.
-Całkiem nieźle, oprócz tego, że odwala całą pracę za mnie.- Wystawiam mu język, a ten poprawia swoją koszulę w czerwoną kratę.- Mogę zabrać Olivię do domu?
-A bierz ją. Powoli mnie wkurza.- Dziewczyna robi oburzoną minę.
-No dzięki, tato.- Podkreśla ostatnie słowo.- Chodź, Jay.- Łapię mnie za rękę, a ja ją przytulam.
-Nie martw się Aniołku, ja cię nie opuszczę.- Mruczę, a Terrence przedrzeźnia nas wychodząc z pomieszczenia.- Dobra, teraz zbieraj się i idziemy.- Puszczam ją, a ona zamyka laptopa, odłącza ładowarkę i zabiera to wszystko razem z aparatem.
-Mógłbyś złożyć tło?- Cmokam ją w usta i ściągam materiał, po czym go składam i odkładam na półkę. Idę za dziewczyną do gabinetu jej ojca. Właśnie wkłada to wszystko do czarnej torebki, naprawdę dużej torebki.
-Już.- Mówię.- Gotowa?
-Gotowa.- Wysyła mi uśmiech i idzie w moim kierunku.
-Zaczekajcie na mnie.- Jęczy Terry.- Skoro już jedziecie na dół, to zabiorę się z wami.- Mruczy. Wychodzimy na korytarz, a on wszystko zamyka.
* * *
Czekam, aż woda się zagotuje. Po chwili zalewam torebkę z jeżynową herbatą. Niosę dwa kubki z herbatą do salonu, gdzie na sofie siedzi Olivia, przykryta kocem, z laptopem na kolanach. Kładę naczynia na szklanym stoliku i siadam obok dziewczyny.
-Wypij ją.- Mówię.
-Człowieku, jest sierpień, a to jest gorące. Nie ma szans.- Kręci głową, sprzeciwiając się. Wzdycham. Dlaczego ona jest taka uparta?
-Proszę…
-Nie.- Wraca do poprawiania twarzyczki tego blondasa.
-Chcesz cały weekend siedzieć pod kołdrą i zdychać?
-Nie rozchoruję się w sierpniu.- Oznajmia dobitnie.
-Bo nie pojedziesz ze mną do Chin.- Czas zastosować groźby.
-Na razie nie wiadomo czy w ogóle Terry mi pozwoli.- Wywracam oczami, tak jak ona ma to w zwyczaju robić.
-Proszę cię, zrób choć raz coś po mojemu. Załapaliśmy się na ulewę, a ja nie czekam, aż grypa mnie dopadnie, tylko próbuję ją przegonić gorącą herbatą.- Łapię w dłonie mój kubek i upijam łyk napoju.
-Nie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz