Kręcę się po mieszkaniu od kilku
minut. A raczej kilkunastu. W końcu łapię w dłoń komórkę. Wykręcam numer Terenca.
Odbiera po chwili.
-Czego?- Mruczy.
-Ja…- Zaczynam, ale nie wiem co
powiedzieć.- Nudzę się.
-A, to ty. Myślałem, że znów ktoś
chciał się umówić na sesję. Błagam, wracaj szybko do zdrowia. Nie daję sobie
rady.
-Możesz mi podrzucić jakieś
zdjęcia do obróbki, albo coś w tym stylu. Zanudzę się tu na śmierć.- Jęczę,
padając na sofę.- A jest dopiero jedenasta.- Dodaję, włączając telewizor.
-Będę u ciebie za godzinę. Kupić
ci coś?
-Sok kaktusowy i zgrzewkę wody. Tylko
się pośpiesz, zanim padnę trupem.- Mężczyzna ze śmiechem rozłącza się. Dobra,
tylko co ja mam robić przez tą godzinę, co?
Przelatuję pilotem po kanałach,
po czym zatrzymuję na stacji muzycznej, wstaję i kontynuuję mój spacer po
mieszkaniu. Głupia ja. Dlaczego nie wypiłam tej herbaty? Byłabym teraz w
Zakazanym Mieście razem z Jay’em i resztą zespołu, a nie siedziała w Nowym
Yorku z gorączką. Teoretycznie mogłabym do nich zadzwonić, ale tam jest już
noc. Dokładnie dwanaście godzin różnicy, a jak to przystało na Jareda, pewnie
jeszcze kręcą, więc odpada. Zostało mi jedynie czekać na ojca.
Wchodzę do kuchni w
akompaniamencie „Fairytale Gone Bad” Sunrise
Avenue i z blatu zgarniam czerwone jabłko. Biorę gryza, siadając przy stole.
Jednak minutę później jestem powrotem w salonie, stojąc przed regałem z
książkami. Dlaczego wszystko już stąd przeczytałam? Odwracam wzrok na
telewizor, gdzie zaczyna się właśnie „The Kill”. Podchodzę bliżej i kładę łokcie
na oparciu. Ile bym dała, żeby wtulić się teraz w Jay’a. I nagle dostaję
olśnienia. Już wiem co mam zrobić. Dojadam jabłko, podczas gdy teledysk się
kończy. Wyrzucam ogryzek, myśląc co takiego mogę użyć do mojego planu.
Z szafy wyciągam jedną z wielu czarnych koszulek Leto. Jeśli to co chcę
zrobić nie wyjdzie, po prostu ją wyrzucę, a on nawet tego nie zauważy. Z górnej
półki wyjmuję pudełko z farbami i pędzlami. Wybieram niebieski kolor i cienki
pędzel, którym będzie dobrze malować litery. Rozkładam koszulkę na wysuwanej
części biurka, którą wyjęłam. Przenoszę to wszystko do salonu. Zwykłym mydłem
szkicuję litery tworzące napis „Who the f#%k is Bartholomew Cubbins?”. Gdy biorę się za wypełnianie farbą literę
„W”, drzwi mieszkania się otwierają, a do środka wchodzi Terence z zakupami.
-Jestem.- Woła, kładąc zgrzewkę wody przy zamkniętych już drzwiach.-
Skoczyłem jeszcze do wypożyczalni po kilka filmów.- Wskazuje na jedną z
reklamówek.- „Piraci z Karaibów”, „Madagaskar”, „Sposób na teściową”- Unoszę brew
w górę.- No wiesz, może kiedyś ci się przyda.- Puszcza mi oczko.- No i dwa
pierwsze sezony „Dr. House”.- Podchodzi bliżej i kładzie na szklanym stoliku
sok i filmy.- Idę zrobić popcorn, a ty zajmij się włączaniem.- Znika w kuchni,
a ja siadam na sofie i zaczynam przeglądać opakowania.
-Ale co pierwsze włączyć?- Pytam.
-Wybór należy do ciebie.-
Odpowiada. Decyduję się na komedie romantyczną z Jennifer Lopez i Jane Fonda w
rolach głównych. Po niecałych pięciu minutach do salonu wraca Terry i zajmuje
miejsce na fotelu, a ja kontynuuje malowanie koszulki.
* * *
Zielonooki nagle wstaje z sofy.
Za oknem jest już ciemno, a my kończymy oglądać jedenasty odcinek dr. Housa.
Włączyliśmy to zaraz po skończeniu „Sposób na teściową”.
-Ja będę się zbierał.- Mówi,
ziewając.- Już grubo po północy.- Łapie w dłoń miskę po popcornie.
-Ja to zrobię, Terry.- Zabieram
naczynie z jego rąk.- Dziękuję za ten dzień. Było świetnie.- Uśmiecham się.
-Cieszę się, ale ja uciekam. Idź
spać. Sen to najlepsze lekarstwo.- Drapie się po głowie.- Twoja matka zawsze
tak mówiła.- Na jego twarzy pojawia się ledwo widoczny ból.
-Kochałeś ją?- Pytam w pewnym
momencie.
-Bardzo, ale nigdy jej tego nie
powiedziałem, czego naprawdę żałuję.- Uśmiecha się, jakby próbował ją sobie przypomnieć.
-A Nikki?
-Chcesz znać prawdę?- Kiwam głową
w górę i w dół.- Nie. Elizabeth mówiła mi, że kiedyś obwiniałaś się o mój
rozwód. To nie twoja wina, choć Nikki naprawdę szczerze cię nienawidziła. Od
pierwszego spotkania. Może dlatego, że gdyby kazali mi wybrać, zawsze wybrałbym
ciebie.- Rozkłada ramiona, wskazując na mnie.- I powiedziałem jej to. Ale ty
nie byłaś lepsza. Nieźle ją wkurzałaś, jak do mnie przyjeżdżałaś na wakacje.
-Nie wiem o co ci chodzi.- Robię
minę niewiniątka, a on kręci głową z politowaniem.
-Najlepsze było jak nalałaś jej
do szamponu fioletowej farby i uciekłaś do Elizy.- Mówi, chichocząc.- Tylko ja
zostałem w centrum gniewu Nikki. Ale to zostało ci wybaczone, tak jak inne
rzeczy, które jej zrobiłaś.- Macha lekceważąco dłonią.- Idę, bo w końcu nigdy
stąd nie pójdę.
-A może zostaniesz na noc? Kanapa
jest wolna.- Proponuję.
-Nie, dziękuję.- Podchodzi do
drzwi.- Dobranoc.
-Dobranoc.- Mężczyzna chwyta
klamkę, ale mi przypomina się pewna rzecz.- Nie dałeś mi tych zdjęć do obróbki.
W końcu po to tu przyszedłeś.- Ojciec kieruje swój wzrok na mnie.
-Jeśli do jutra nie zrezygnujesz,
wyśle ci je po południu.- Uśmiecha się po raz ostatni i wychodzi. Zamykam drzwi
i sprzątam po naszym oglądaniu. Zaraz po wieczornym prysznicu, pakuje się do łóżka.
Rzucam ostatnie spojrzenie na koszulkę, którą dzisiaj zrobiłam i gaszę światło.
Przez moment przechodzi mi przez dlaczego miałabym niby zrezygnować, przecież
jutro czeka mnie kolejny dzień nudów…
* * *
Budzi mnie trzask drzwi
wejściowych, po którym następuję to jakże rozpoznawalne „fuck” w wykonaniu
Jareda? Ale on miał wrócić dopiero w połowie przyszłego tygodnia. Podnoszę się
do pozycji siedzącej i wpatruję w drzwi. Po kolejnej wiązance przekleństw,
drzwi się uchylają, a do pomieszczenia ktoś wchodzi, oświetlając drogę komórką.
Kieruje ją na łóżko, a kiedy blask trafia na mnie, mrużę oczy.
-Cholera, obudziłem cię.-
Oznajmia, a ja momentalnie wybiegam z pościeli i ląduję w jego ramionach.
-Tęskniłam za tobą.- Mruczę w
jego koszulkę.
-Ja za tobą też, Aniele.- Całuje
mnie w czubek głowy.- Wyzdrowiałaś?
-Mniej więcej, ale Terry zakazał
mi jutro przychodzić do pracy.- Odrywam się od niego. Komórka zdążyła już
przygasnąć, tak że w sypialni panuję ciemność.
-To dobrze się składa, bo ja
jutro nie mam żadnych planów.- Znam go na tyle, żeby wiedzieć, że ja jego
ustach pojawił się uśmiecha.- A teraz do spania. Jest środek nocy.- Mruczy
pchając mnie w stronę łóżka.- Malowałaś coś? W salonie śmierdzi farbą.
-Zobaczysz jutro.- Wskakuję na
swoją połowę, a on po chwili kładzie się obok. Wtulam się w niego i zasypiam.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz