POSTACIE Strona głóna

niedziela, 1 maja 2016

42 WALENTYNKI



14 luty 2007
Siedzimy w ławce, mniej więcej w połowie katedry. Ja, jak to zwykle bywa, nie mogę usiedzieć w miejscu i cały czas się wiercę, chcąc zobaczyć jak najwięcej. W związku z tym, że jest jeszcze wczesna godzina, ludzi jest bardzo mało, co nam bardzo odpowiada.
-Hej, Aniołku, spokojnie. Wszystko sobie dokładnie oglądniesz.- Odzywa się szeptem brunet, siedzący obok mnie.
-Kiedy to jest takie interesujące.- Wzdycham, spoglądając przed siebie, próbując jednocześnie uspokoić ciekawość.
-Wiem. Cierpliwości.- Uśmiecha się leciutko, a ja spoglądam na jego lewy profil. I uświadamiam sobie, że nie chciałabym tu siedzieć z innym facetem, bo to jego kocham najbardziej na świecie.- No, dobra. Wystarczy tego siedzenia.- Łapie mnie za rękę i ciągnie za sobą.
Chodzimy powoli, oglądając każde zdobienie. Nie śpieszy nam się, chociaż wieczorem mamy samolot do LA i to nasze ostatnie godziny w tym kraju, w tym mieście. I teoretycznie ostatnie chwile razem, bo jutro chłopaki zaczynają kolejną część trasy.
-Jay, wierzysz w Boga?- Pytam, a ten zatrzymuje się na moment.
-Tak.- Odpowiada.- Wierzę, że on istnieje. A ty?
-Chyba tak. Ktoś musi nad nami czuwać.- Odmrukuję. W ciszy kończymy nasze zwiedzanie katedry Notre Dame i wychodzimy na zimowe powietrze. Zakrywam się szczelnie kurtką i wtulam w mężczyznę.- Co teraz?
-Chcesz zobaczyć gdzie został pochowany Napoleon?- Proponuje.
-Czemu nie?- Wzruszam ramionami.- Zawsze chciałam nazwać kota Napoleon.- Dodaję.
-I udało ci się?- Muzyk obejmuje mnie ramieniem, prowadząc przed siebie.
-Nie. Alice ma uczulenie na sierść. A że często u nas bywała, to mama się nie zgodziła.- Robie smutną minę.- Ale za to miałam królika Napoleona.- Uśmiecham się szeroko, a mój towarzysz wybucha śmiechem.- Ale wiesz, ani słowa babci o tym. Nie wiedziała o jego istnieniu i podejrzewam, że tak naprawdę nie ma tej alergii.
-W takim razie, musimy pomyśleć o kocie.- Całuje mnie w nos.- Wiesz, gdy tak czasem sobie myślę o przyszłości, widzę w niej zespól i ciebie.- Opieram głowę na jego ramieniu, wsłuchując się w słowa, wypowiadane przez niebieskookiego.- Jestem pewny, że któregoś pięknego dnia ci się oświadczę i liczę na to, że się zgodzisz, a potem będziemy żyli…- Przerywam mu.
-Długo i szczęśliwie?- Zagryzam wargę, a ten potwierdza z uśmiechem.- Marzę o tym. Ale na razie ty masz trasę, ja studio.
-Z ust mi to wyjęłaś. Ale możesz być pewna jednego. Kocham cię i chciałbym ci o czymś opowiedzieć. Pewnie już wiesz, ale byłem już kiedyś w poważnym związku, albo raczej, tak mi się tylko zdawało. Szalałem za nią…- Po raz kolejny wchodzę mu w zdanie.
-Constance mi o tym opowiadała. To wszystko było wymysłem jej menagera?
-Dokładnie. Pamiętasz dzień, w którym się poznaliśmy? Nasz pierwszy koncert u Foleyów.- Potwierdzam ruchem głowy.- Trzy dni wcześniej upiłem się u nich. Zaraz po tym jak Cameron wyznała mi prawdę.
-A ja trzy dni przed naszym poznaniem rozstałam się z chłopakiem. Chyba rzeczywiście do siebie pasujemy.
-Rozstałaś się z chłopakiem zaraz przed świętami?- Widzę zdziwienie malujące się na jego twarzy.
-No tak. Zdradzał mnie na każdym kroku. A ja nienawidzę zdrad. Nie potrafię ich wybaczyć. Trzech na czterech mnie zdradzało.- Dodaję.
Ten czwarty to ja, prawda?- Kiwam głową.- Nigdy nie zrobię ci takiego świństwa.
                                *                      *                      *
Pakuję nasze ciuchy do dużej, czarnej torby, zastanawiając się przy tym gdzie podziewa się Jared. W momencie, gdy pakuje jego bluzę, drzwi do sypialni się otwierają. Odwracam się i obserwuję jak czarnowłosy wskakuje na łóżko i przystawia grzebień do ust, udając, że to mikrofon. Zaczyna śpiewać, a ja uśmiecham się szeroko.
-I don't care if Monday's blue
Tuesday's gray and Wednesday too
Thursday I don't care about you
It's Friday, I'm in love

Monday you can fall apart
Tuesday, Wednesday break my heart
Oh, Thursday doesn't even start
It's Friday I'm in love.- Przypominam sobie walentynki cztery lata temu, gdy niebieskooki śpiewał tą piosenkę w barze u Foleyów. Leto skacze po łóżku, kontynuując, a ja po chwili dołączam do niego. Gdy kończy, klęka przede mną i z powagą w głosie pyta.- Zostaniesz moją walentynką?
 -Nie.- Odpowiadam, a na jego twarzy pojawia się zdziwienie.
-Ale jak to?
-Żartowałam.- Zaczynam się śmiać.- Oczywiście, że zostanę.- Mężczyzna wstaje i przytula mnie mocno.- Ale pod warunkiem, że pomożesz mi z pakowaniem.- Całuję go w policzek.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz