14 luty 2007
Siedzimy w ławce, mniej więcej w
połowie katedry. Ja, jak to zwykle bywa, nie mogę usiedzieć w miejscu i cały
czas się wiercę, chcąc zobaczyć jak najwięcej. W związku z tym, że jest jeszcze
wczesna godzina, ludzi jest bardzo mało, co nam bardzo odpowiada.
-Hej, Aniołku, spokojnie. Wszystko
sobie dokładnie oglądniesz.- Odzywa się szeptem brunet, siedzący obok mnie.
-Kiedy to jest takie
interesujące.- Wzdycham, spoglądając przed siebie, próbując jednocześnie
uspokoić ciekawość.
-Wiem. Cierpliwości.- Uśmiecha
się leciutko, a ja spoglądam na jego lewy profil. I uświadamiam sobie, że nie
chciałabym tu siedzieć z innym facetem, bo to jego kocham najbardziej na
świecie.- No, dobra. Wystarczy tego siedzenia.- Łapie mnie za rękę i ciągnie za
sobą.
Chodzimy powoli, oglądając każde
zdobienie. Nie śpieszy nam się, chociaż wieczorem mamy samolot do LA i to nasze
ostatnie godziny w tym kraju, w tym mieście. I teoretycznie ostatnie chwile
razem, bo jutro chłopaki zaczynają kolejną część trasy.
-Jay, wierzysz w Boga?- Pytam, a
ten zatrzymuje się na moment.
-Tak.- Odpowiada.- Wierzę, że on
istnieje. A ty?
-Chyba tak. Ktoś musi nad nami
czuwać.- Odmrukuję. W ciszy kończymy nasze zwiedzanie katedry Notre Dame i
wychodzimy na zimowe powietrze. Zakrywam się szczelnie kurtką i wtulam w
mężczyznę.- Co teraz?
-Chcesz zobaczyć gdzie został
pochowany Napoleon?- Proponuje.
-Czemu nie?- Wzruszam ramionami.-
Zawsze chciałam nazwać kota Napoleon.- Dodaję.
-I udało ci się?- Muzyk obejmuje
mnie ramieniem, prowadząc przed siebie.
-Nie. Alice ma uczulenie na
sierść. A że często u nas bywała, to mama się nie zgodziła.- Robie smutną
minę.- Ale za to miałam królika Napoleona.- Uśmiecham się szeroko, a mój
towarzysz wybucha śmiechem.- Ale wiesz, ani słowa babci o tym. Nie wiedziała o
jego istnieniu i podejrzewam, że tak naprawdę nie ma tej alergii.
-W takim razie, musimy pomyśleć o
kocie.- Całuje mnie w nos.- Wiesz, gdy tak czasem sobie myślę o przyszłości,
widzę w niej zespól i ciebie.- Opieram głowę na jego ramieniu, wsłuchując się w
słowa, wypowiadane przez niebieskookiego.- Jestem pewny, że któregoś pięknego
dnia ci się oświadczę i liczę na to, że się zgodzisz, a potem będziemy żyli…-
Przerywam mu.
-Długo i szczęśliwie?- Zagryzam
wargę, a ten potwierdza z uśmiechem.- Marzę o tym. Ale na razie ty masz trasę,
ja studio.
-Z ust mi to wyjęłaś. Ale możesz
być pewna jednego. Kocham cię i chciałbym ci o czymś opowiedzieć. Pewnie już
wiesz, ale byłem już kiedyś w poważnym związku, albo raczej, tak mi się tylko
zdawało. Szalałem za nią…- Po raz kolejny wchodzę mu w zdanie.
-Constance mi o tym opowiadała.
To wszystko było wymysłem jej menagera?
-Dokładnie. Pamiętasz dzień, w
którym się poznaliśmy? Nasz pierwszy koncert u Foleyów.- Potwierdzam ruchem
głowy.- Trzy dni wcześniej upiłem się u nich. Zaraz po tym jak Cameron wyznała
mi prawdę.
-A ja trzy dni przed naszym
poznaniem rozstałam się z chłopakiem. Chyba rzeczywiście do siebie pasujemy.
-Rozstałaś się z chłopakiem zaraz
przed świętami?- Widzę zdziwienie malujące się na jego twarzy.
-No tak. Zdradzał mnie na każdym
kroku. A ja nienawidzę zdrad. Nie potrafię ich wybaczyć. Trzech na czterech
mnie zdradzało.- Dodaję.
Ten czwarty to ja, prawda?- Kiwam
głową.- Nigdy nie zrobię ci takiego świństwa.
* * *
Pakuję nasze ciuchy do dużej,
czarnej torby, zastanawiając się przy tym gdzie podziewa się Jared. W momencie,
gdy pakuje jego bluzę, drzwi do sypialni się otwierają. Odwracam się i
obserwuję jak czarnowłosy wskakuje na łóżko i przystawia grzebień do ust,
udając, że to mikrofon. Zaczyna śpiewać, a ja uśmiecham się szeroko.
-I don't care if Monday's blue
Tuesday's gray and Wednesday too
Thursday I don't care about you
It's Friday, I'm in love
Monday you can fall apart
Tuesday, Wednesday break my heart
Oh, Thursday doesn't even start
It's Friday I'm in love.- Przypominam sobie walentynki cztery lata temu, gdy niebieskooki śpiewał tą piosenkę w barze u Foleyów. Leto skacze po łóżku, kontynuując, a ja po chwili dołączam do niego. Gdy kończy, klęka przede mną i z powagą w głosie pyta.- Zostaniesz moją walentynką?
Tuesday's gray and Wednesday too
Thursday I don't care about you
It's Friday, I'm in love
Monday you can fall apart
Tuesday, Wednesday break my heart
Oh, Thursday doesn't even start
It's Friday I'm in love.- Przypominam sobie walentynki cztery lata temu, gdy niebieskooki śpiewał tą piosenkę w barze u Foleyów. Leto skacze po łóżku, kontynuując, a ja po chwili dołączam do niego. Gdy kończy, klęka przede mną i z powagą w głosie pyta.- Zostaniesz moją walentynką?
-Nie.- Odpowiadam, a na jego twarzy pojawia
się zdziwienie.
-Ale jak to?
-Żartowałam.- Zaczynam się
śmiać.- Oczywiście, że zostanę.- Mężczyzna wstaje i przytula mnie mocno.- Ale
pod warunkiem, że pomożesz mi z pakowaniem.- Całuję go w policzek.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz