POSTACIE Strona głóna

poniedziałek, 30 maja 2016

46. PIJANY NOS

16 marzec 2007


Spoglądam na czarnowłosą, która tańczy na środku busa z moją asystentką. Ja się tylko pytam, jak i kto przekonał Emmę do alkoholu? Pierwszy raz widzę, żeby coś piła, a widzieć ją pijaną, to już dopiero cud. Mam wrażenie, że ten, kto to uczynił, jutro straci swoje życie. Dziewczyny robią obrót, wpadając przy okazji na szafkę kuchenną. Odwracam wzrok na Shannona, na ustach którego pojawił się wielki uśmiech.
-To twoja sprawka?- Wskazuję na niego palcem, a ten wybucha śmiechem, wzruszając ramionami.
-Same chciały, prawda Tomo?- Spogląda na naszego gitarzystę, który śpi obok niego.- No nic, śpi.
-Shan, następnym razem uzgodnij ze mną, że je upijasz i może nie kilka godzin przed koncertem.- Wzdycham, uświadamiając sobie, że muszę wstać dwie godziny wcześniej, żeby zastąpić Ludbrook.
-Trzeba było nie iść do sypialni. Właśnie, co ty tam robiłeś?
-Piosenkę pisałem. Nie wiesz, za ile będziemy na miejscu?
-Do piętnastu minut. Rozmawiałem z kierowcą, zanim one zaczęły tańczyć.- Spoglądam na nasze towarzyszki, które ze śmiechem siadają obok perkusisty. Emma napiera powietrza i zaczyna swoją wypowiedź.
-Miałam ci tego nie mówić, ale w El Paso twój chłoptaś złamał sobie nos.- Otwieram szeroko oczy, czekając na reakcje Olivii, a ona jedynie co robi, to wybucha śmiechem.
                                *                      *                      *
Wchodzę do jadalni, gdzie przy dużym, okrągłym stoliku siedzą wszyscy. Do moich uszów docierają krzyki Emmy pod adresem tego głąba, zwanego Shanem. Uśmiecham się lekko, widząc czarnowłosą, opierającą głowę na dłoni, nad zapewne kubkiem kawy, bo co by ona innego piła rano? Podchodzę bliżej, zatrzymuję się nad nią i kładę dłonie na jej ramionach. Ta unosi zrezygnowany wzrok na mnie. Całuję ją we włosy.
-Cześć, Kochanie.- Mówię, siadając obok niej.- Jak się czujesz?- Nakładam na talerz kromkę chleba, a na to sałatę.
-Szczerzę? Najchętniej zamordowałabym Shannona za wczoraj, ale każdy mój ruch, to jeszcze większy ból.- Wraca do swojej poprzedniej pozycji, a ja biorę wielkiego gryza.
-Przepraszam, Jared. Musiałeś robić wszystko sam.- Odzywa się moja asystentka.- Obiecuję, to się więcej nie powtórzy.
-Spokojnie. Dzień przerwy ci się przyda. Pamiętacie coś z nocy?- Pytam, a Richardson ponownie podnosi głowę w górę.
-Nie wiem czy to sen, ale czy ty miałeś kiedyś złamany nos?- Spogląda na mnie, a ja z automatu kieruję wzrok na brata. To nie miało wyjść na jaw.- W El Paso?- Wracam wzrokiem na dziewczynę i lekko kiwam głową. Czekam na to co powie, ale jedyne co robi to wstaje od stołu i wychodzi z jadalni. Zrywam się i biegnę za nią. Doganiam fotograf przy recepcji. Łapię ją za łokieć i odwracam w moją stronę.- Myślałam, że mi ufasz.- Zagryza wargę, tak jakby próbowała powstrzymać łzy.
-Ufam ci.- Głaskam ją po policzku.- Nie chciałem cię martwić. To nie było nic poważnego.
-Dzwoniłeś do mnie zaraz po koncercie.- Oznajmia, chcąc żebym kontynuował.
-Ze szpitala. Lekarze oglądali mój nos, kazałem być im cicho, żebyś nic nie podejrzewała.- Zakładam kosmyk jej włosów za ucho.
-Złamałeś sobie coś jeszcze?- Uśmiecha się lekko.
-Tylko nos.- Całuję ją w czoło.- Następnym razem będziesz pierwszą osobą, która dowie się o moich kontuzjach.
-Mam nadzieję, że więcej takich nie będzie. Bolało?
-Jak diabli. Nie chcę tego powtórzyć.- Wywracam oczami.- Wracamy do jadalni?
-Ty wracaj, ja idę do pokoju poszukać jakiś tabletek na ból głowy.- Cmoka mnie w usta i przyciska guzik przywołujący windę. Odwracam się i wracam do reszty.
-Błagam, powiedz, że nie zepsułam wam związku.- Zwraca się do mnie błagalnie Ludbrook.
-Poszła się spakować.- Odpowiadam, prawie płacząc, po czym wybucham śmiechem.-A tak naprawdę, to poszła po coś przeciwbólowego.- Siadam na swoim miejscu i kończę jeść kanapkę.
-Ja naprawdę cię przepraszam, za wszystko.- Powtarza Emma.
-Przepraszać to powinien Shan i mnie i was. Mówiłem ci głąbie, żebyś wstał wcześniej i mi pomógł.- Zwracam się do brata, nalewając sobie do kubka herbaty.
-Zaspałem.- Uśmiecha się i wzrusza ramionami. Upijam łyk napoju i ledwo ją przełykam.- Bleee… Co to za okropieństwo?- Krzywię się.
-Na szczęście kawę mają dobrą.- Perkusista puszcza mi oczko, a ja kiwam z politowaniem głową.
-Gdzie Tomo? Przed momentem jeszcze tu był.- Wskazuje na miejsce, na którym siedział nasz gitarzysta.
-Poszedł gdzieś, ale nie mam pojęcia gdzie, bo przez cały czas, ta baba- Wskazuje na moją asystentkę.- na mnie wrzeszczała.
-No nie dziwię się.- Mruczę.
-Nie mamy planu na dzisiaj.- Odzywa się „ta baba”, puszczając mimochodem uwagę o sobie.
-Mamy. Wszystko jest pod kontrolą. O osiemnastej musimy być na miejscu. Możesz dzisiaj w pełni odpocząć.
-Na pewno? Nie trzeba ci w czymś pomóc?- Australijka zagrywa wargę.
-Jakbym czegoś potrzebował, dam znać Shannonowi. On mi pomoże.- Uśmiecham się szeroko, a mój starszy brat prawie wypluwa kawę.
-To żarty, zemsta, czy co?- Pyta, wyszczerzając na mnie oczy.
-Nauczka. Nie musisz mi dziękować, a teraz do roboty, mój jednodniowy asystencie.- Klaskam w dłonie, ustawiając go do pionu.- Miłego dnia, Ludbrook.- Macham do blondynki i wychodzę z pomieszczenia w towarzystwie brata.
-Co ty kombinujesz?- Zaczyna, gdy tylko przekraczamy próg.
-Chcę, żebyś dowiedział się ile pracy ma codziennie Emma i żebyś następnym razem, gdy wpadnie ci do głowy pomysł, żeby ją upić, pomyślał, czy aby chcesz to zrobić. To jej praca nie jest łatwa na trzeźwo, a co dopiero na kacu, szczególnie z takimi pacanami jak my. I musisz sobie to wreszcie uświadomić.
                                *                      *                      *
Otwieram drzwi do naszego pokoju i przepuszczam w nich dziewczynę. Całe szczęście, że w miejscu gdzie był koncert były prysznice, tak więc teraz nie śmierdzę, ani się nie lepie, a w dodatku Shan i Tomo zdewastowali cały pokój, więc dostaliśmy dodatkowe pół godziny do normalnej godziny wyjazdu.
-I jak, kupiłyście sobie coś fajnego?- Pytam, siadając na sofię. Skoro cały dzień byłem zajęty, Ludbrook zabrała na miasto Olivię, na tak zwane babskie ploteczki.
-Emma kupiła sobie buty, jakąś spódnicę, spodnie i coś jeszcze. No i namówiła mnie na sukienkę.- Wymienia licząc na palcach.- Chociaż osobiście sądzę, że mi się w ogóle nie przyda, ale tak się uparła, że musiałam ją kupić.
-To co tak stoisz? Chcę ją zobaczyć na tobie.- Wysyłam w jej kierunku szeroki uśmiech, a ta z ociągnięciem podchodzi do torby i wyciąga z niej czarne zawiniątko. Rozbiera się do bielizny, stojąc tyłem do mnie, po czym ubiera na siebie swój nowy strój. Odwraca się w moim kierunku, a ja przyglądam się jej dokładnie. Czarne włosy zlewają się z kolorem materiału, a ona sama wygląda na jeszcze chudszą, niż jest w rzeczywistości. Sukienka jest luźna i kończy się tuż nad kolanem.
-I jak?- Pyta, zagryzając wargę.- Em mówiła, że ślicznie, ale kto by jej tam wierzył. W końcu chodzę z jej szefem, może chciała się podlizać.- Puszcza w moim kierunku oczko.
-Miała racje. Wyglądasz prześlicznie i tak bezbronnie.- Podnoszę się i podchodzę do niej, zatrzymując się kilka milimetrów od jej ciała.- Nie rozpadniesz się jak cię dotknę? – Szepczę.
-Raczej nie powinnam, aczkolwiek czas pokarze. – Uśmiecha się szeroko, pokazując mi przy tym swoje śnieżnobiałe zęby. Unosi się na palcach i łączy nasze usta. Wyskakuje na mnie i owija moje biodra, swoimi chudymi nogami, a ja podtrzymuję ją za tyłek, żeby nie spadła i się nie poobijała. Robię kilka kroków ii odkładam ją delikatnie na łóżko, a sam zaczynam całować ją po szyi. W momencie, gdy znów wracam do ust, po pomieszczeniu roznosi się chyba najbardziej znany utwór AC/DC „Highway to hell”. Unoszę się na łokciach, po czym upadam obok.
-Stawiam sto dolców, że to Terry.- Odburkuję, a czarnowłosa podnosi się z pościeli i ze spodni leżących na dywanie, wyjmuje swoją komórkę.
-Pieprzony jasnowic.- Rzuca w moim kierunku i odbiera.- Ty widzisz która godzina?!- Wrzeszczy na swojego ojca, a ja przymykam powieki.- Dopiero wyjechałam, a ty już się denerwujesz.- Czuję jak materac się ugina, więc pewnie usiadła obok.- Może 20, może nie. Jeszcze nie wiem kiedy wrócę. Jak się dowiem, to dam znać.- Zbywa go.- Muszę kończyć, za moment wyjeżdżamy, pa.- Rozłącza się nie dając mu dojść do słowa.- Skąd wiedziałeś, że to on?- Pyta, kładąc głowę na mojej klatce piersiowej.
-Bo zawsze nam przerywa.- Uchylam jedno oko.- A może by tak wyłączyć telefony?- Proponuję, a do drzwi zaczyna się ktoś dobijać. Wzdycham. Czy oni nie dadzą nam spokoju, choćby na pół godziny.
-Proszę!- Krzyczy Olivia, podnosząc się, a do środka wchodzi Australijka.
-Przepraszam, że przerywam, ale zmiana planów, wyjeżdżamy za dziesięć minut.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz