POSTACIE Strona głóna

czwartek, 11 maja 2017

93. KLUCZE I TELEDYSK

9 styczeń 2013
Podchodzę do drzwi wejściowych do studia i ściągam plecak, by moment później rozpocząć poszukiwania kluczy. Po wyjęciu wszystkich rzeczy na chodnik, przypominam sobie, że ostatnim razem widziałam je wczoraj, gdy dawałam je Luckie. W końcu im zabawka bardziej dzwoni, tym lepiej, prawda? Jeczę cicho, rzucając okiem na rower, którym tu przyjechałam. Nie ma opcji, żebym teraz się wracała pod tą górę, wystarczy, że potem muszę wrócić do domu. Po raz kolejny spoglądam na przeszklone drzwi i podejmuje jedyną rozsądną w tym momencie decyzję. Wyjmuję z kieszeni telefon i wybieram numer do Roberta, który, jak przystało na współwłaściciela ma drugi klucz. Odbiera dopiero za czwartym razem i to w chwili, gdy już mam się rozłączyć.
-Nie mów, że tylko żartowałaś z tym dniem wolnym.- Jęczy, jeszcze zaspany.
-Nie żartowałam, ale zapomniałam kluczy.- Mówię, wyobrażając sobie jak się krzywi.
-I tylko dlatego mnie obudziłaś?- Zostawiam to pytanie bez odpowiedzi.- Ale musisz po niego przyjść. Nie licz na to, że ci go przyniosę.
-Kocham cię, Babu. Tylko nie powtarzaj przypadkiem tego Jaredowi.- Uśmiecham się szeroko.
-Jasne, jasne. Ile razy średnio w ciągu dnia nazywasz mnie kretynem? Tak z dziesięć, nie?- Rozglądam się dookoła, po czym zaczynam wpakować z powrotem rzeczy do plecaka, który następnie narzucam na ramię.- Kup mi po drodzę jakieś bułki.- Zaczynam iść w stronę mieszkania mojego wspólnika, bo w związku z tym, że mieszka całkiem niedaleko, nie opłaca mi się nawet wsiadać na rower, dlatego też prowadzę go jedną ręką.
-Jeszcze czego, leniu?
-Jakbyś tak jeszcze sok pomarańczowy kupiła, to byłbym ci bardzo wdzięczny.- Cmoka do słuchawki, po czym od razu się rozłącza, nie dając mi nawet sekundy na sprzeciw. Jeczę cicho, ale po kilkudziesięciu metrach wstępuję do jakiegoś małego sklepiku po jego zakupy.
***
Wchodzę do domu, w którym panuje cisza, co jest całkowitą nowością. Zrzucam buty w przedpokoju tuż obok czarno-białych tenisówek w kratkę i na bosaka wchodzę do salonu, gdzie przy schodach odkładam torebkę.
-Jest tu ktoś?- Pytam, rozglądając się wkoło. Ustaliliśmy, że dzisiaj z Jared razem z Shannonem zajmą się Elizabeth, gdy będą ustalać coś do nowego teledysku. Nagle zza sofy wyłaniają się dwie dłonie. Jedna należąca do młodszego, a drugą do starszego Leto.
-Tu jesteśmy.- Mruczy wokalista. Podchodzę bliżej i moim oczom ukazuje się dwóch zrezygnowanych muzyków, leżących na kanapie i bawiąca się na dywanie dziewczynka.
-A wam co się stało?- Pytam, przechodząc na około i kucając obok czarnowłosej, która od razu wyciąga do mnie rączki.
-Mama!- Woła, a ja ją podnoszę i znów przyglądam się tej dwójce.
-Chyba nie będzie żadnego teledysku.- Mruczy perkusista, robiąc jednocześnie dziwne wygibasy, by ostatecznie wyciągnąć z tylnej kieszeni komórkę. Przez moment wpatruję się w ekran.- No i jeszcze Emma się źle czuję.- Jęczy.
-To co ty tu jeszcze robisz?- Unoszę prawą brew w górę.- Leć do niej.- Mężczyzna przenosi wzrok ze mnie na sufit, po czym z ociąganiem, podnosi się do pozycji stojącej.
-A więc zaraz wracam.- Mruczy, po czym rusza na piętro. Przyglądam mu się, nie rozumiejąc za bardzo gdzie on idzie.
-Emma przegląda papiery w moim biurze.- Tłumaczy Jay, zmieniając pozycję na siedzącą.- Cześć, Aniołku.- Nachyla się i całuje mnie krótko.- Jak dostałaś się do studia? Znalazłem twoje klucze w kołysce Luckie.
-Pożyczyłam je od Babu w zamian za zakupy.- Uśmiecham się szeroko, a ten kręci głową z politowaniem.- Co z tym teledyskiem? Przecież wczoraj mieliście już prawie wszystko gotowe.- Marszczę brwi, odstawiając dziewczynkę na dywan i ciągle trzymając ją za rączki zaczynamy spacerować po pomieszczeniu.
-To było wczoraj. Dzisiaj nie ma nic.- Jęczy.- Ani hali, ani aktorów, ani nawet pomysłu.- Ponownie opada ze zniechęceniem wypisanym na twarzy na sofę. Podnoszę córkę na ręce i podchodzimy do muzyka. Odkładam małą na jego brzuch, a on automatycznie chwyta ją, żeby nie spadła.
-Halo, macie fotografa.- Uśmiecham się w jego kierunku, by chociaż trochę dać mu wsparcie.
-Ale nic poza tym.- Mruczy, po czym podnosi czarnowłosą, robiąc tak zwany samolot.
-Pesymista.- Rzucam, a ten kieruje swój wzrok na mnie.
-Shan sobie wymarzył takiego byka, którego można ujeżdżać w wesołym miasteczku.- Śmieję się cicho z wyobraźni starszego z braci.- Czekaj, to jeszcze nie wszystko. On musi być koniecznie różowy.- Dodaje, odkładając z powrotem Elizabeth na sobie.- Tylko wyjątkowo nikt nie chce wystąpić na tym w naszym teledysku. Zresztą gdzie ja mam to znaleźć?- Siadam na podłokietniku fotela, a w mojej głowie rodzi się pewien pomysł.
-Ty wiesz, że właśnie na coś wpadłam?- Odzywam się, jednak wstając. Podchodzę do torebki, w której zostawiłam telefon, cały czas czując na sobie wzrok niebieskookiego.
-A mogę wiedzieć co?- Pyta, gdy ja się prostuje, szukając już odpowiedniego numeru w kontaktach.
-Na razie nie. Muszę do kogoś zadzwonić. Zaraz wracam.- Idę w kierunku kuchni, a gdy już numer czeka tylko na naciśnięcie zielonej słuchawki, odwracam się.- Jest coś do jedzenia? Głodna jestem.- Uśmiecham się szeroko.
-Zrobiłem trochę ryżu dla Emmy i jeśli ten kurdupel tego nie zjadł, to powinno jeszcze trochę zostać.- Podnosi się z Luckie na rękach.
-Oki. Zostań z małą. Ja sobie poradzę.- Znikam w kuchni i przykładam telefon do ucha, a po chwili po drugiej stronie odzywa się mężczyzna.
-Nie wierzę. Sama Olivia Richardson zaszczyciła mnie swoim telefonem. Zazwyczaj to ja przez tydzień muszę się do ciebie dobijać, żebyś w końcu odebrała.- Wywracam oczami, nasypując na talerz resztki brązowego ryżu.
-Nie przesadzaj.- Mruczę, a ten śmieje się.
-To o co chodzi? Bo jakoś nie chce mi się wierzyć, że dzwonisz spytać co u mnie.
-Billie Joe, nie bądź niedowiarkiem. Co słychać u was?- Z lodówki wyjmuję jogurt sojowy, a z szuflady łyżeczkę.
-Jakoś leci. Nie zgrywaj się. Mów jaką masz sprawę.
-W jednym z waszych teledysków zagrała Dita Von Tees, prawda?- Pytam, opierając się o blat.
-Dokładniej w “Redundant”. Ale to było jakoś w 98 roku.- Mówi z niepewnością.
-Armstrong, a masz może do niej numer?
-A mam i to nawet aktualny. Ale co ty planujesz?
-Czy to ważne? Mógłbyś mi go podesłać?- Robię proszącą minę, chociaż on i tak nie może jej zobaczyć.
-Jasne. Jak tam u Luckie? Z ostatniego zdjęcia wnioskuję, że podrosła odkąd ją ostatnio widziałem.
-Rośnie jak na drożdżach.- Uśmiecham się, a do pomieszczenia wchodzi perkusista. Otwiera lodówkę i wyciąga z niej butelkę wody.- Musisz nas kiedyś odwiedzić.- Rzucam jeszcze.- Dobra, będę kończyć. Trzymaj się.- Rozłączam się nawet nie czekając na jego odpowiedź.- Jak Em?- Shan odwraca się do mnie zmęczonym wzrokiem.
-Lepiej, chociaż zwróciła chyba wszystko co zjadła dzisiaj.- Wzdycha.- Tak bardzo chciałabym jej pomóc, a nie mam pojęcia jak.
-Jesteś przy niej a to najważniejsze.- Uśmiecham się lekko.- Wracaj do niej, a ja razem z Jayem zajmiemy się tym teledyskiem.- Ciemnooki po raz ostatni na mnie spogląda, po czym wychodzi z kuchni, a ja zaraz za nim. Po salonie młodszy Leto spaceruje z naszą córeczką. Odkładam talerz na szklany stolik, a Shan znika na piętrze.- No, dobra, co jeszcze brakuje do klipu?- Pytam.
-Wszystkiego. Nawet miejsca nie mamy​.- Wzdycha, pozwalając Elizie usiąść na dywanie przy zabawkach, po czym podchodzi do mnie i z małej szafki, stojącej obok sofy zabiera jakieś kartki.- Emma przygotowała nam listę budynków, gdzie jest dużo miejsca i w których w można byłoby coś nakręcić, ale nic nie da się wynająć na dłużej niż sześć godzin.- Spoglądam na podkreślane adresy wraz z numerami telefonów.
-O to się nie martw. Zaraz napiszę do właściciela byłego lotniska za miastem, który tak się składa jest dobrym kumplem Jake'a.- Wyciągam telefon i pierwsze wysyłam wiadomość do właściciela baru po numer, a zaraz potem do jego znajomego, którego poznałam jeszcze w młodości.- No dobra, coś jeszcze?
-Może jakieś zwierzęta?- Proponuje mężczyzna siadając obok mnie i coś zapisując na odwrocie.
-Konkretnie?- Kończę posiłek, który w międzyczasie jadłam.
-Nie wiem. O jakie ty rzeczy mnie pytasz? Na razie to ty tu dowodzisz.- Śmieję się cicho.- Może wykorzystamy prezent świąteczny Shannona?
-Tą wredną papugę?- Krzywi się.
-Jest wredna tylko dla ciebie.- Poprawiam go, podczas gdy Luckie raczkując podchodzi do mnie i wystawia rączki w moim kierunku, więc biorę ją na ręce.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz