POSTACIE Strona głóna

sobota, 20 maja 2017

97. ODWIEDZINY U DZIADKÓW

19 styczeń 2013

Rozpinam szelki i wyjmuję dziewczynkę z fotelika, gdy za mną rozlega się głos, należący do babci Olivii, która się właśnie z nią wita. W drzwiach domu stoi za to mężczyzna ze swoim nieodłącznym kapeluszu na włosach. Kiwa mi lekko głową, po czym powoli podchodzi do przybranej wnuczki. Gdy pierwszy raz spotkałem Johna Richarda Lomaxa ponad sześć lat temu byłem nieźle przerażony jego stoicką wręcz postawą i bezpośredniością i co tu dużo ukrywać, miałem ochotę uciec gdzie pieprz rośnie.
-Dobrze, że jesteście. Annie się martwiła- Odzywa się muzyk, całując następnie moją żonę w czoło. Prycham cicho, bo wiem, że osobą która tu się najbardziej martwiła, był właśnie on. Teraz podchodzi do mnie, ale nachyla się nad moją córeczką i wita się z nią dokładnie tak samo jak z jej matką. Dopiero po tym geście, wystawia dłoń w moim kierunku.- Mam nadzieję, że zostaniecie na trochę dłużej niż jeden dzień.
-Niestety, Jackie. Musimy wracać wieczorem, bo jutro lecimy do Nowego Jorku.- Odpowiada Olivia, wyciągając z tylnego siedzenia torbę, w której wczoraj zostawiła telefon, i o zgrozo, właśnie ponownie wsuwa go do jednej z przegródek. Zamykam samochód i wchodzimy do środka.
-Pozdrówcie mojego półgłówka.- Mówi Annie, wyciągając z kieszeni czarnej sukienki papierosa wraz z zapalniczką.
-Co ja ci mówiłam?- Fuczy od razu fotograf.- Zapalisz jednego, a my sobie jedziemy.- Kobieta z jękiem chowa przedmiot z powrotem.- No, to akurat był dobry ruch.- Wchodzimy do przestronnego salonu z widokiem na ogród. Jackie siada na fotelu, a na oparcie odkłada swój kapelusz.
-Jared, podaj mi Luckie.- Wystawia ręce w moim kierunku, więc sadzam dziewczynkę na jego kolanach.- Cześć, malutka.- Chwyta jej dłoń i zaczyna się nią bawić.- Jaka ty jesteś śliczna.- Rozglądam się, ale Olivia i jej babcia już zniknęły w kuchni, więc po prostu siadam na sofie.- Mówisz już, kochaniutka?- Elizabeth łapie go za nos, śmiejąc się przy tym.
-Kilka słówek już potrafi wymówić.- Odzywam się.
-A kto to jest?- Mężczyzna odwraca ją w moim kierunku i wystawia palec, wskazując na mnie. Zaciskam zęby, bo wiem jaka odpowiedź zaraz padnie.
-Bubu!- Woła dziewczynka, wystawiając rączki do mnie.
-Akurat “tata”, to moja osobista porażka.- Przyznaję, widząc jak Lomax podśmiechuje się pod nosem.- Wiesz, to jest akurat mało śmieszne, bo nauczyła się “mama”, podobnie jak “Babu”.- Mówię, a ten odwraca ją z powrotem twarzą do siebie.
-A kto to?- Tym razem wskazuje na siebie.
-Baba!- Teraz to ja się śmieje.
-A to w jej języku “babcia”.- Uśmiecham się szeroko, dostrzegając wzrok muzyka.- To ja może sprawdzę, czy nie trzeba im coś pomóc.- Wskazuję w kierunku kuchni, jednocześnie podnosząc się. W pomieszczeniu, przy blacie stoi moja żona, a jej babcia zagląda do lodówki.- Pomóc?- Pytam, a Olivia odwraca się w moim kierunku i z uśmiechem wskazuje na kubki, stojące na stoliku.
-Możesz przenieść to do salonu.- Zanoszę naczynia na szklany stolik w salonie i wracam do królestwa mamy Terrego, mijając ją po drodzę. Zatrzymuję się za czarnowłosą i nad jej ramieniem dostrzegam, że kroi na kawałki jakieś ciasto. Kładę dłonie na jej biodrach i nachylam się, składając kilka mokrych pocałunków na jej odsłoniętej skórze. Obserwuję jednocześnie jak odkłada nóż obok dodatku do kawy, bądź herbaty, a w momencie gdy jedną rękę wsuwam pod jej koszulkę, ta ściska krawędź blatu.- Jay, przestań…- Mruczy, mimo, że po jej reakcji wnioskuję, że jej się to podoba. Moja dłoń przesuwa się mimo wszystko kilka centymetrów w górę.
-Ale dlaczego?- Pytam, tym samym tonem głosu.
-Bo jesteśmy u moich dziadków, a oni są w salonie?- Odwraca się, ale ciągle pozostaje w moich ramionach.- Wieczorem, jak Luckie zaśnie dokończymy, dobrze?- Podnosi się na palcach i składa na moich ustach całusa.
-Nie wiem czy wytrzymam.- Zagryzam wargę, wpatrując się w nią z uwagą.
-Nie masz wyboru.- Uśmiecha się szeroko, a do kuchni wchodzi jej babcia.
-Nie przeszkadzajcie sobie. Ja tylko po ciasto przyszłam.- Mówi, w ustach trzymając niezapalonego papierosa. Zabiera z blatu deser i znika w salonie. Spoglądam na kobietę w moich ramionach, która nawet nie skomentowała nałogu jej krewnej, co jest nieprawdopodobne i dostrzegam, że jest cała czerwona. Cmokam ją w nos, ciągnąc do reszty.


OLIVIA
Jared gasi samochód, wcześniej zatrzymując się na podjeździe. Otwieram drzwi i wysiadam z pojazdu. Okrążam go i z tylnego siedzenia zabieram śpiącą Luckie, przy okazji na ramię zakładając torbę z jej rzeczami Jakoś udaje mi się otworzyć dom jedną ręką, przy okazji nie budząc dziewczynki, więc póki jeszcze śpi, zanoszę ją na górę do jej pokoiku. Wkładam ją do łóżeczka i przykrywam kocykiem, a potem kładę obok pluszową żyrafę. Wracam na korytarz i cichutko zamykam drzwi. Schodzę na piętro i obieram kierunek na kuchnie, gdy Jared przykłada mi palec do pleców. Zatrzymuję się, chcąc zobaczyć co ten dureń wymyślił i po sekundzie czuję jego oddech na szyi.
-Rozbieraj się, Aniołku.- Szepcze wprost do mojego ucha, po czym przejeżdża nosem, po mojej skórze, tak, że po moim ciele przechodzi dreszcz.- No już.- Pogania mnie. Odwracam się i wspinam na palcach, by złożyć na jego ustach krótkiego całusa. Niebieskooki najwyraźniej chce go pogłębić, ale nie pozwalam mu na to, zakrywając jego usta.
-Moment.- Mówię, a następnie chcę kontynuować moją drogę do kuchni, ale ten łapie mnie w pasie i przenosi, po czym rzuca na sofę.
-Nie moment, Kochanie, tylko teraz- Mruczy, atakując moją szyję pocałunkami, gdy jego dłonie wślizgują się pod moją koszulkę i cały czas sunął w górę. W końcu najwyraźniej ten ciuch zaczyna mu przeszkadzać, bo odrywa się od mojego ciała i po prostu go ściąga i rzuca na środek salonu, po czym wraca do pocałunków. W momencie, gdy sięga do zapięcia mojego stanika, ktoś wchodzi do domu. Jared zamiera, po czym unosi głowę, najwyraźniej czekając na naszego gościa, a gdy ten się pojawia, mruży oczy.- Spadaj stąd, Kurduplu. Jesteśmy zajęci.- Syczy. Chcę się podnieść, ale nie pozwala mi.- No, już cię nie ma, Kretynie!
-Hej, spokojnie.
-Cześć, Shan.- Mówię, starając się pomachać mniej więcej w stronę, z której słyszę jego głos.
-Cześć, Oliver. To twoja koszulka?
-Ta na środku? Tak. Możesz mi ją podać?- Kawałek mojej garderoby ląduje na mojej twarzy. Spycham z siebie Jareda, który siada obok, a sama się ubieram.
-Po coś tu przylazł?- Pyta mój mąż, zwracając się do swojego brata.
-Jak to, po co? Pożegnać się chciałem. W końcu jutro wyjeżdżacie.- Odpowiada, zwalając się na jeden z foteli.- Chciałem wam powiedzieć, że będę za wami tęsknić.- Uśmiecha się szeroko.
-Jełopie, umówiliśmy się, że nas podwieziesz rano na lotnisko.- Przypomina mu Jay, a na twarzy perkusisty pojawia się zdziwienie.
-Ty, no rzeczywiście! Zapomniałbym o tym.- Podnoszę się i z kieszeni dżinsów wyciągam telefon, który przez cały czas wbijał mi się w brzuch.- To w takim razie, skoro już tu jestem, napiłbym się kawy.- Jego uśmiech się powiększa, a ja, w przeciwieństwie do niego, zdaję sobie sprawę z tego, że przeholował w tym momencie. Łapię niebieskookiego za ramię, gdy próbuje się podnieść, zatrzymując go tym samym przed zamordowaniem swojego brata.
-SPADAJ STĄD, KURDUPLU.- Mówi powoli i wyraźnie, akcentując każdą literkę. Shannon podnosi się ze swojego miejsca, unosząc jedynie dłonie w geście obronnym.
-Dobrze, to ja się powoli wycofam. Zostawiam was samych, tylko grzecznie mi tutaj.- Puszcza nam jeszcze oczko.- Wpadnę po was koło ósmej.- Wysyła całusa w naszą stronę, po czym wychodzi, a nade mną znów pochyla się młodszy Leto.
-Nie rozumiem, po co w ogóle się ubierałaś?- Mruczy, znów w doskonałym humorze i ponownie ściąga mi koszulkę.Piszczę cicho, gdy podnosi mnie, wsuwając jednocześnie dłonie w spodnie.
-Może jednak pójdziemy do sypialni?- Pytam cicho, gdy ten znów atakuje moją szyję.
-A po co?- Odpowiada jedynie, na moment odrywając się od mojego ciała, a ja wplątuję palce w jego włosy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz