POSTACIE Strona głóna

wtorek, 15 sierpnia 2017

ROZDZIAŁ SPECJALNY 6 - EMILY

Wspinam się po schodach na trzecie piętro. Wzdycham cicho, otwierając mieszkanie. Bennie zabrał małego do zoo i z tego co mi zapowiedział mam cały dzień dla siebie. Tak bardzo mi tego brakowało. Odkładam torebkę na sofie, na której po chwili się kładę. Przymykam oczy zastanawiając się co mam zrobić, ale głodna na razie nie jestem, a chłopcy mają zjeść coś na mieście. Włączam telewizor, by moment później go wyłączyć. Rozglądam się po mieszkaniu, ale jest wyjątkowo czysto. Chyba pozostało mi tylko nudzenie się. Przeciągam się i w tym samym czasie dociera do mnie pukanie do drzwi. Jak najszybciej się da podnoszę się z sofy i wygładzam szarą spódnicę. Otwieram drzwi, a za progiem stoi Anthony. Zdmuchuję grzywkę, która zasłania mi oczy. Jego tu się nie spodziewałam, mimo że mieszka naprzeciwko.
-Yyy…- Próbuję się odezwać, ale mi to chyba nie wychodzi.
-Masz mój kubek.- Odzywa się, patrząc wszędzie tylko nie na mnie. Jak to się stało, że przez tyle lat byliśmy małżeństwem, a teraz nie możemy się dogadać? Nawet spojrzeć na mnie nie może...
-Dopiero teraz sobie o nim przypomniałeś?- Kpię. Rozwiedliśmy się cztery miesiące temu.
-No tak.- Odburkuje.- Gdzie mój syn?- Pyta, rozglądając się po mieszkaniu, które teoretycznie mu zasłaniam.
-Nie żeby coś, ale to jest też mój syn. Ben poszedł z nim do zoo. Zresztą dzisiaj i tak moja kolej na opiekowanie się nim.
-No właśnie. Dobrze, że zaczęłaś ten temat.- Marszczę brwi nie za bardzo wiedząc o co chodzi.- Nie życzę sobie, żeby moim synem opiekowały się jakieś obce kobiety.- Otwieram szeroko oczy, nie za bardzo wierząc w to co mówi.
-Ale ja pracuję. Nie mogę się nim opiekować cały dzień. Zresztą Betty mieszka piętro wyżej. I pragnę zauważyć, że mieszkała już tutaj, gdy ty się wprowadziłeś!- Próbuję zachować spokój, ale chyba średnio mi to wychodzi, bo ostatnie zdanie wykrzyczałam.
-Mimo wszystko nie życzę sobie, żeby ona się nim opiekowała.
-Muszę pracować.- Powtarzam.
-W takim razie może Victor powinien mieszkać ze mną?
-Ty nie mówisz poważnie, prawda?
-Jeśli chodzi o Vica, to akurat jestem poważny.- W moich oczach pojawiają się łzy.
-Szkoda, że wychodząc za ciebie nie wiedziałam jakim jesteś dupkiem.- Mruczę, pociągając nosem.- Mogłam posłuchać wszystkich i zrezygnować z tego związku. Przecież każdy powtarzał, że my razem nie mamy sensu.- Mówię, mimo, że nadal darzę go tym samym uczuciem co w momencie, gdy za niego wychodziłam.
-No widzisz? Zawsze byłaś tępa.- Komentuje jedynie, ale wpatrzony w swój zegarek, tak jakby marnował czas, stojąc tutaj.
-Jesteś totalnym idiotą!!!- Krzyczę już nie wytrzymując, a mężczyzna mierzy mnie wzrokiem.
-A ty totalną idiotką.- Uśmiecha się wrednie, zagryzając przy tym wargę. Kurwa, ten ruch ciągle działa na mnie tak samo.
-Pieprz się.- Dodaję, chcąc wrócić do mieszkania, ale ten łapie mnie za łokieć.
-Wolę ciebie.- Mruczy, wbijając się w moje usta. Odwzajemniam pocałunek, choć tak naprawdę nie powinnam tego robić. Agrrr… Wiązać się z nim też nie powinnam, ale jednak to zrobiłam i mimo wszystko jednak, przez jakiś czas nam się udawało. Odrywa się od moich warg tylko na moment.- Wolisz tu, czy u mnie?- Szepcze, przesuwając palcami po moim policzku.
-U ciebie.- Nie mam ochoty zostać przyłapana ze swoim byłym przez syna i brata. Co to, to nie. Jakoś przechodzimy klatkę schodową i dostajemy się do mieszkania naprzeciwko, a potem do sypialni.
***
Otwieram oczy i rozglądam się dookoła, ale jestem w sypialni sama. Wygrzebuję się jak najszybciej z pościeli, którą jednak przez zaśnięciem na pewno nie byłam przykryta i szukam wzrokiem moich ciuchów. W różnych kątach pomieszczenia znajduję bieliznę, którą od razu ubieram, podobnie jak spódnicę, jednak biała koszula, którą miałam na sobie najwyraźniej została w salonie, gdzie Anthony jej się pozbył. Jęczę cicho, przypominając sobie, że w sumie, mało co z niej zostało, bo gdy ją ze mnie ściągał, po panelach rozsypały się jej guziki. W akcie desperacji podchodzę do szafy, wbudowanej w ścianę, szukając czegoś odpowiedniego. Zamieram, gdy zauważam moje dżinsowe spodenki. Marszczę brwi, ale jednak przebieram się w nie. Kontynuuję poszukiwania, które jednak kończą się, gdy ubieram zwykłą szarą koszulkę, również należącą do mnie.
Przez cały nasze małżeństwo Tony traktował to mieszkanie jako gabinet do pisania swoich nowych książek. Gdy ja byłam w pracy, on zabierał tu naszego syna i opiekował się nim, jednocześnie pisząc. Czasem bywo nawet tak, że spędzał całą noc, wgłębiony w swoją powieść. Jednak nigdy mi to nie przeszkadzało, bo doskonale zdawałam sobie sprawę z tego, że kocha to robić.
Wychodzę z sypialni i od razu dostrzegam blondyna, nachylonego nad blatem kuchennym, mającego na sobie same bokserki. Zatrzymuję się, obserwując jak nagle prostuje się, nasuwa okulary na włosy i miesza coś na patelni, klnąc jednocześnie. Napełniam powietrzem usta, sama się przeklinając za moją słabość. Nie powinnam tu być. Kontynuuję drogę do drzwi, starając się nie hałasować, ale, w momencie, gdy chwytam swoją koszulę, tuż przy wyjściu z salonu, odzywa się mężczyzna.
-Nie uciekaj.- Mówi cicho. Prostuję się i przyglądam jak podchodzi do mnie. Wyciąga dłoń w moim kierunku, jakby próbował ujarzmić dzikie zwierzę. W końcu dociera do mnie i obejmuje mnie w pasie.
-Puść mnie. Muszę wracać.- Odpowiadam jedynie, choć to nie prawda. Mam ochotę spędzić resztę życia w jego ramionach.
-Emily, przepraszam za to co wcześniej powiedziałem.- Opuszcza wzrok, a w moich oczach znów pojawiają się łzy.- Nie chodziło mi o to. Tak właściwie przyszedłem do ciebie, żeby zaproponować ci układ.- Marszczę brwi.- Mogę codziennie odprowadzać Victora do przedszkola, potem go odbierać i się nim zajmować, a gdy ty wrócisz z pracy, mogę ci go podrzucać. Nie wiem dlaczego wcześniej zachowałem się jak dupek.- Puszcza mnie i palcami przeczesuje włosy, tak jak ja to robiłam kilkadziesiąt minut temu.- Chyba rzeczywiście w głębi jestem dupkiem.- Śmieje się cicho, jakby próbował odreagować.
-Nie mów tak.- Odzywam się, sięgając do jego policzka.- W życiu nie spotkałam lepszego człowieka niż ty.- Blondyn podnosi głowę, a jego brązowe oczy teraz wpatrują się we mnie.
-Tęsknię za tobą. Tak cholernie tęsknię.- Zagryza wargę, a po moim policzku sunie łza, którą ściera.
-Ja też za tobą tęsknię.- Przyznaję.
-Przez cztery miesiące nie napisałem ani zdania, które nadawałoby się do wydania. Dopiero teraz. To niesamowite, ale mam pomysł na kolejną książkę. Ty chyba naprawdę jesteś moją muzą.- Teraz to ja się śmieję, ale robię krok do przodu i wpadam w jego ramiona. Czuję jak cmoka mnie w czubek głowy.- Proszę, zostań ze mną. Chociaż na kolacje.- Szepcze.- Zrobiłem przypalone naleśniki.- Uśmiecham się szeroko, jednocześnie podnosząc się na palcach. Łączę nasze usta w krótkim pocałunku.
-Zostanę, ale omijaj kuchnię, jeśli piszesz. To może się źle skończyć.- Mężczyzna łączy nasze dłonie i ciągnie w kierunku wspomnianego pomieszczenia, gdzie na blacie leży tablet, nad którym jeszcze chwilę temu się nachylał.- I pisz na laptopie, bo jeszcze bardziej sobie wzrok zepsujesz.- Jęczę, a ten tylko uśmiecha się lekko.
-Obiecuję.- Cmoka mnie w usta. 

 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz