POSTACIE Strona głóna

niedziela, 14 lutego 2016

ROZDZIAŁ WALENTYNKOWY

14 luty 2003

Wchodzimy do baru po raz kolejny. Chłopaki od razu zmierzają ku pomieszczeniu za sceną, kiwając przy tym głową w stronę Patricka, który jak zwykle stoi za barem. Podchodzę do niego, zastanawiając się czy oni nie mają własnego życia? Ale odpowiedź jest chyba prosta. Ten bar to ich życie. Stawiam futerał na jednym z wolnych stołków.
-Cześć Pat.- Mężczyzna macha ręką, oglądając pod światło szklaneczkę. Najwyraźniej dostrzega w niej jakieś smugi, bo moment później znów szoruje ją ściereczką.- Dzięki, że zgodziliście się na występ dzisiaj.
-Podziękowania kieruj do Jake. To on o wszystkim decyduje. Ja jestem tu tylko barmanem.- Odkłada szkło na blat i obdarza mnie uśmiechem.- Podać ci coś?
-Nie, dzięki. Wolę grać na trzeźwo.- Łapię futerał i po chwili wchodzę na scenę, gdzie Shan zdążył już rozłożyć perkusje. On faktycznie się w niej zakochał. Rozglądam się po lokalu. Z cichym jękiem wyjmuję Artemisę, a mój brat pojawia się obok mnie.
-Po minie wnioskuję, że obiekt twoich westchnień nie przyszedł.- Obrzucam go obojętnym spojrzeniem, chociaż ma racje.- Nie martw się. Na pewno się jeszcze zjawi.- Klepie mnie po ramieniu. Rozbieram kurtkę i odkładam ją za sceną, po czym wracam na podest.- A teraz zaczynamy, nie?- Kiwam głową potwierdzając, więc starszy Leto siada za zestawem perkusyjnym, a Solon podnosi swój instrument.
Na raz zaczynamy grać „Buddha for Mary”. Przyglądam się ludziom, którzy wbijają w nas oczy. Podobno nasze koncerty przyciągają klientów. Przynajmniej tak twierdzi Jake. Miło się tego słucha, ale prawda jest taka, że jestem po prostu egoistycznym bucem i robię to po prostu dla siebie, a raczej żebym mógł zobaczyć po raz kolejny piękną czarnowłosą. Myślałem, że nie wytrzymam do dzisiejszego wieczora, a gdy on w końcu nadszedł, jej nie ma. Ale może po prostu spędza ten dzień ze swoim chłopakiem?


OLIVIA
Schodzę po schodkach do baru. Po raz pierwszy spóźniłam się na koncert. Ale to wszystko przez babcie, która akurat dzisiaj musiała wpaść do nas i wszystko popsuć. A tata tak się na męczył przygotowując walentynkową kolacje. Zatrzymuję się z dole schodów i ogarniam całe pomieszczenie spojrzeniem, szukając wolnego miejsca. Podchodzę do baru i uśmiecham się do Patricka.
-Dawno temu się zaczęło?- Pytam, podczas, gdy on nalewa mi wody do szklanki.
-Jakieś dziesięć minut temu. Ale straciłaś jedynie jedną piosenkę i przywianie z nazwa kolejną durną nazwą. Tam jest wolne miejsce.- Wskazuje na jedną sofę, a ja łapię mój napój i zmierzam w jej kierunku. Siadam, tak by dokładnie widzieć zespół i nagle dostrzegam jak na ustach wokalisty pojawia się delikatny uśmiech. Zdejmuję czarny płaszcz, a oni zaczynają kolejną piosenkę, jednak moją uwagę przyciąga bukiet czerwonych róż, przed nosem. Odwracam się i otwieram usta z zaskoczeniem, widząc warz Scotta.
-Co ty tu robisz?
-Przemyślałem to trochę i chcę do ciebie wrócić.- Odkłada kwiaty na stolik i próbuje objąć mnie ramieniem, ale uchylam się.
-Przez cały nasz nic nie warty związek zdradzałeś mnie z Alyson, z którą i tak spotykałeś się w styczniu. I tak nagle chcesz do mnie wrócić?
-No tak, a co?- Wywracam oczami, nie mogąc pojąc jego głupoty.
-Wiesz, co, ja chyba podziękuję.- Odsuwam się od chłopaka, kątem oka zauważając pytający wraz twarzy u Pata. Lekko dostrzegalnie przeczę głową.- Mógłbyś mnie zostawić w spokoju?
-Tylko pamiętaj. Drugiej szansy nie będzie.- Wskazuje na mnie palcem, po czym odwraca się.
-Zapomniałeś kwiatów.- Macha ręką, nawet na mnie nie patrząc i wychodzi z lokalu. Spoglądam na barmana i łapię kwiaty, po czym podchodzę do kosza i po prostu je wyrzucam. Wzruszam ramionami na niemy protest Foleya. Wracam na swoje miejsce i wracam do oglądania koncertu i zauważam, że na ustach wokalisty pojawił się szeroki uśmiech.

-A teraz piosenka specjalnie dla samotnych w walentynki.- Mówi, po czym zaczyna śpiewać.-
I don't care if Monday's blue
Tuesday's gray and Wednesday too
Thursday I don't care about you
It's Friday, I'm in love

Monday you can fall apart
Tuesday, Wednesday break my heart
Oh, Thursday doesn't even start
It's Friday I'm in love- Uśmiecham się, słuchając piosenki The Cure w ich wykonaniu, a mój humor od razu się polepsza. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz