Przytrzymuję telefon ramieniem,
próbując wytłumaczyć Jaredowi, że jednak nie przyjadę do nich, jednocześnie
starając się posprzątać studio. Przez ostatnie kilka dni przewinęło się tutaj
tyle osób, ile normalnie przez dwa miesiące. A ja, jeśli naprawdę chcę się
zmieścić w terminie, muszę wziąć się przez weekend za obróbkę fotografii, co
nie będzie takie łatwe, zwarzywszy na ich ilość.
-Aniele, nie wiem czy dobrze
zrozumiałem. Nie przyjedziesz, bo będziesz się zaharowywać, tak?- Wywracam
oczami, jednak on nie może tego zobaczyć.
-No, coś takiego.- Odburkuję,
czując że moją wypowiedzią mogłam go trochę zdenerwować.
-Jak kto woli.- Odpowiada i się
rozłącza. Tak po prostu się rozłącza. Cholera, mogłam się nie odzywać.
Odwracam się, słysząc chrząkanie, jednocześnie próbując zadzwonić do Leto.
-Oli, co ty tu jeszcze robisz?-
Odzywa się blondynka.- Do domu, ale już.- Ignoruję ją, podobnie jak Jay mnie.
Mimo wszystko próbuję jeszcze raz i kolejny.- Wiesz, która godzina?
-Jestem zajęta.- Odpowiadam,
zbywając ją.
-A myślisz, że mnie to obchodzi?
Ubieraj się.
-Muszę tu posprzątać.- Rzucam
telefon na stolik, ale sekundę później znów wykręcam jego numer.- A ty co tu
robisz?- Otwieram drzwi do drugiej części lokalu. Terry wspominał mi, że chce
zrobić tu remont i zamieszkać.
-Przyszłam po ciebie…- Urywa.-
Gdzie ty tak ciągle dzwonisz? Do pana Ideała?
-Tak.- Potwierdzam, z nadzieją,
że się odczepi.
-Coś się stało? A nie powinien
mieć teraz koncertu, czy coś?
-Skończyli przed momentem, ale
zepsułam mu chyba humor na cały wieczór…- Mruczę.
JARED
Leżę na łóżku z zawziętością
wpatrując się w sufit. Złość na czarnowłosą przeszła mi już po tym jak się
rozłączyłem. Teraz został już tylko smutek, wielki smutek. Spoglądam na
telefon, który milczy od kilkudziesięciu minut. Podnoszę się i podchodzę do szklanych
drzwi, prowadzących na maleńki balkonik, jednak zatrzymuję się, gdy dociera do
mnie głos Shana.
-Coś się stało?
-Jared ma zły humor. Nie
zachowywał się tak, od waszego wyjazdu do NY, gdy poznał Olivię. Trochę się o
niego boję.- Odzywa się moja asystentka.
-Znów się na tobie wyżywał?-
Otwieram usta, uświadamiając sobie, że nieświadomie nakrzyczałem na Ludbrook,
zaraz po mojej rozmowie z Richardson.
-Nie wyżywał się. Pewnie ma tylko
zły dzień. Przejdzie mu.
-Pogadam z nim. Nie chcę powrotu
Jareda-Terrorysty.
-Ale pierwsze muszę do niego iść
w związku z jutrzejszym koncertem.- Rozmowa się urywa, więc wnioskuję, że
wrócili do pokoju Shannona. Odwracam się, słysząc pukanie. Otwieram drzwi, za
którymi stoi Emma. Wpuszczam ją do środka, ruchem dłoni.
-Em, chciałbym cię przeprosić.
Trochę mnie poniosło.- Przeczesuję włosy palcami.- Olivia do mnie dzwoniła,
jednak nie przyjedzie.- Tłumaczę.
-Nic się nie stało. Dlaczego nie
przyjedzie? Już się cieszyłam na myśl, że nie będę tu sama z wami, chociaż na
kilka dni.- Wzdycha, po czym mruży oczy.- Ale mam nadzieję, że się nie
pokłóciłeś z nią o to.
-Tylko rozłączyłem.- Blondynka
kładzie się w poprzek łóżka, a ja siadam na mini sofie.- Ale rozumiesz to? Ona
woli prace ode mnie.- Wykładam nogi na stolik.
-No nie dziwię się.- Odburkuje.-
Ale to rozłączanie nie było zbyt dobre. Próbowała się do ciebie odezwać?-
Przegryzam wargę.- Nie mów, że to ignorowałeś?- Unosi się na łokciach i
spogląda na mnie.- Jesteś totalnym idiotą.- Podsumowuje.
-Ej, nie zapominaj, że ja ci
płacę.- Wskazuję na nią palcem.- Ale chyba masz racje.- Przyznaję, na co ta
rzuca mi telefon.
-Zadzwoń do niej i przeproś.-
Odblokowuję telefon hasłem, które mam od początku i które oprócz mnie zna tylko
Ludbrook i Richardson, bo tylko im ufam. Gdyby tylko Tomo je odkrył, nie dałby
mi spokoju, a próbuje odkąd przyłączył się do nas. Ale chyba najlepsze jest to,
że hasłem jest rok jego urodzenia. Wykręcam numer do czarnowłosej, ale przerywa
mi Emma..- Ale nie teraz. Teraz musimy wyjeżdżać, więc zbieraj dupsko i za pięć
minut na dole. O koncercie pogadamy potem.- Puszcza mi oczko i podnosi się z
łóżka, po czym wychodzi.
Z jękiem wsadzam komórkę do
kieszeni i zaczynam się zbierać, by po chwili stać w holu hotelu, gdy blondynka
nas wymeldowuje. Zakładam słuchawki do uszu i włączam piosenkę „The Sweetest
Thing” U2, zagłuszając przy tym Shannona, który postanowił strzelić mi wykład o
traktowaniu współpracowników. Wywracam oczami, gdy mrozi mnie wzrokiem, po czym
wychodzę z budynku. Na parkingu stoi już kierowca. Witam się z nim i wbiegam
schodkami do busa. W saloniku rzucam torbę przy sofię i rozkładam się na niej.
Wyciągam telefon ze spodni i nabieram głęboki wdech zanim nacisnę zieloną
słuchawkę. Już mam to zrobić, gdy obok mnie pojawia się ten drugi Leto.
-Co jest, Bro?- Obejmuje mnie
ramieniem.
-Odwal się. Muszę zadzwonić do
Olivii.- Wskazuję na ekran komórki, a ten wskazuje w kierunku naszej tak zwanej
sypialni.
-W takim razie tam znajdziesz
trochę spokoju. Zaraz tu pojawi się reszta.- Uśmiecham się lekko i wstaję z
kanapy. Przechodzę do tamtego pomieszczenia i naciskam zieloną słuchawkę. Po
trzech sygnałach odzywa się dziewczyna.
-Co?- Przymykam powieki, słysząc
jej wściekły głos.
-Przepraszam, nie chciałem cię
tak potraktować. Po prostu…- Urywam.- Po prostu tak bardzo chciałem cię
zobaczyć, przytulić, pocałować…- Wymieniam.
-To ja cię przepraszam. Ja
naprawdę mam dużo pracy.
-Wiem. Tylko głupio postąpiłem,
rozłączając się.- Zagryzam wargę, unosząc kąciki ust wyżej.
-Oj nie zaprzeczę, Leto, nie
zaprzeczę…
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz