Budzę się wtulona w Jareda.
Spoglądam na jego twarz, na której jest widoczny delikatny uśmiech. Nie chcąc
go obudzić, najciszej jak się da, wstaje z łóżka i po porannej toalecie,
ubieram się w najzwyklejsze dżinsy i pierwszą, lepszą koszulkę. Schodzę do salonu
i pierwsze co rzuca mi się w oczy, to śpiący muzycy, leżący na białym, puchatym
dywanie. Unoszę kąciki ust w górę i przechodzę do kuchni. Po kilkuminutowych
poszukiwaniach, na blacie ustawiam wszystkie potrzebne rzeczy do zrobienia
naleśników. Po niecałych pół godzinach kładę na stole, przygotowane danie, gdy
do pomieszczenia wchodzi Jared.
-Dlaczego mi uciekłaś?- Pyta,
przyciągając mnie do siebie. Kładzie dłoń na policzku i kciukiem zaczyna go
gładzić.
-Zrobiłam śniadanie.- Odpowiadam,
wyplątując się z jego uścisku.- Kawa?
-Poproszę.- Mężczyzna opiera się
o blat, a ja nastawiam wodę.
-Mógłbyś zawołać wszystkich na posiłek?-
Zwracam się do niebieskookiego, a on unosi prawą brew w górę i wskazuje na
zegar. Jest za pięć ósma.- O cholercia.- Mruczę.- Ja naprawdę tak wcześnie
wstałam?
-Na to wygląda.- Uśmiecha się
lekko i podchodzi do stołu, skąd zabiera naleśnika. Odwracam się do niego
plecami i zalewam wrzątkiem kubki z mielonymi ziarnami.- Jakie mamy plany na
dziś?- Odzywa się. Czuję jego oddech na szyi.
-Ja jestem umówiona z Henrym na
12 w kawiarni.
-W takim razie, odwiozę cię,
jadąc do wytwórni.- Całuje mnie niżej ucha, a dłonie kładzie na mojej talii.
-Długo ci tam zajmie?- Odwracam
się przodem do niego i wtulam w jego tors.
-Postaram się to pozałatwiać jak
najszybciej, ale nic nie obiecuje.- Tym razem jego usta stykają się z moim
policzkiem, po czym mnie puszcza. Łapie kubki z kawą jedną ręką, a drugą łączy
nasze palce i ciągnie do ogrodu. Siadamy przy szklanym stoliku. Wyciągam się na
krześle, delektując się porannym słońcem.- Lee?
-Tak?- Spoglądam na niego i
zauważam, że jest podenerwowany.- Coś się stało?
-Wiem, że dopiero co skończyliśmy
trasę, ale chyba pod koniec stycznia zaczniemy kolejną.- Mężczyzna spuszcza
głowę, a ja przenoszę się na jego kolana.
-No i? To twoja praca.- Mówię,
głaskając go po policzku, aż w końcu spogląda w moje oczy.
-Myślałem, że będziesz zła.-
Cmokam go w usta.
-Nic dobrego nie przychodzi z
twojego myślenia.- Mruczę, a ten dźga mnie w żebra. Piszczę cicho, dzięki czemu
na jego twarzy znów pojawia się uśmiech.- A gdzie będziecie grać?- Pytam z
ciekawością.
-Dzisiaj właśnie muszę wszystko
zatwierdzić. Chcemy pożegnać Matta na koncercie w El Paso.- Z sekundy na
sekundę, jego humor się poprawia.
-A ile ona potrwa?- Nawijam na
palec kosmyk jego włosów.
-Myślałem o czerwcu 2008, ale na
samym początku chcemy zrobić sześć koncertów w tydzień, a potem przez dwa
tygodnie wrócić do domu. Nie chcę cię na długo zostawiać samej.- Tym razem to
on głaska mnie po policzku, a na moich ustach pojawia się uśmiech. To miłe, że
o mnie pomyślał.- Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, zaczniemy trasę w
Europie.
-Jared?- Dociera do nas głos
Australijki. Odwracam się i dostrzegam ją na balkonie na piętrze.- Myślałam, że
plany odnośnie trasy są tajemnicą.- Blondynka opiera się o barierkę. Wracam
spojrzeniem do bruneta i obserwuje jak na jego twarzy pojawia się
przepraszający uśmiech.- Już dawno powinnam była rzucić tą prace.- Mruczy, ale
i tak wszystko słyszymy.
-Wspominałem, że jesteś najlepszą
asystentką jaką w życiu miałem?
-Może dlatego, że jestem twoją
pierwszą asystentką?- Nawet z tej odległości dostrzegam mord w jej oczach.
-Em, w kuchni jest śniadanie.-
Postanawiam przerwać tą niemą wojnę.
-Dziękuję.- Uśmiecha się w moim
kierunku.- Przynajmniej jedna normalna w tym domu. Nie licząc Connie,
oczywiście.- Blondynka znika w budynku, a ja wstaje z kolan mężczyzny i siadam
na swoim krześle. Upijam łyk kawy.
* * *
Mężczyzna otwiera drzwi do
kawiarni i przepuszcza mnie w nich. Podchodzimy do lady i zamawiamy dwa napoje.
Zajmujemy miejsce na brązowej kanapie, przy oknie.
-Która godzina?- Pytam, ściągając
mu kaptur z głowy.
-Za pięć dwunasta.- Kładę głowę
na jego torsie i wdycham jego zapach. Zapach, który chyba na zawsze będzie mi
się kojarzył z prawdziwym domem. Niebieskooki gładzi mnie delikatnie po
ramieniu, a ja przymykam powieki.- Lee?- Szepcze.
-Tak?- Odpowiadam, równie cicho
jak on.
-Myślisz, że byłbym dobrym
ojcem?- Otwieram jedno oko, zastanawiając się jak mam odpowiedzieć. Ale przypominam
sobie z jakim zaangażowaniem i pasją opiekuje się Annabeth i wiem, że mogę
powiedzieć tylko jedno.
-Byłbyś wspaniałym ojcem.-
Uśmiecham się lekko, a kelnerka stawia na stole nasze zamówienia. Kawę dla
mnie, herbatę dla niego.
-Chciałabyś mieć dzieci? Nie
mówię, że teraz, ale kiedyś.-Wtulam się w jego ciało.
-Z tobą, tak.- Mówię szczerze,
mimo, że nigdy o tym nie myślałam. Czuję jak składa na moim czole całusa, po
czym słyszę pukanie. Otwieram oczy, a za szybą dostrzegam Henrego, który wywija
ręką, co ma chyba wyglądać na machanie. Po chwili, siada naprzeciwko nas.
Prostuje się.
-Słodko wyglądacie.- Komentuje.-
Mam nadzieję, że nie czekacie długo.
-Dopiero przyszliśmy.- Odzywa się
Leto, łącząc nasze palce.
-Zaraz po waszym wyjściu,
rozmawiałem z Alice, ale nic to nie dało. To najbardziej uparta osoba na
świecie. Na razie nie chce was widzieć.- Zaczyna dziadek, prosto z mostu, a Jay
robi zszokowaną minę.- Przepraszam, że o tym mówię, ale nie lubię owijać w
bawełnę. Musicie dać jej chwilę, na przemyślenie swojego zachowania. No, dobra.
Kończę ten temat. Na długo przyjechaliście?- Opiera głowę dłoniach,
przyglądając się nam.
-Za tydzień wracamy do Nowego
Yorku.- Odpowiadam, upijając łyk kawy.
-Tak krótko? Ale mam nadzieję, że
chociaż się jeszcze zobaczymy, przed wyjazdem.- Mężczyzna marszczy nos, a ja
uśmiecham się. Brakowało mi go.
-No raczej.
-Planujemy przyjechać jeszcze na
święta.- Dodaje Jared, pijąc herbatę.- No i zapraszamy do nas.
-Kiedyś na pewno skorzystam.-
Odpowiada, w momencie, gdy z mojej kieszeni zaczyna wydobywać się „Highway to
hell”. Wyciągam telefon i odbieram, bez wcześniejszego spoglądania na ekran.
-Halo?- Mówię.
-Powiedz Głąbowi, żeby się
pośpieszył.- Odzywa się Shan po drugiej stronie.- Czekam już pod wytwórnią.-
Rozłącza się, nie czekając na moją odpowiedz.
-Kto to?- Mężczyźni spoglądają na
mnie z zaciekawieniem.
-Shannon. Jest już na miejscu.-
Niebieskooki zrywa się i wykrzywia twarz.
-Całkiem o nim zapomniałem.-
Mruczy, nachylając się i całując mnie na pożegnanie.- Wpadnę potem po ciebie.
Do zobaczenia, Henry.- Macha jeszcze do dziadka i wychodzi z kawiarni, a ja
przyglądam się jak znika w tłumie ludzi.
-Jesteście dla siebie stworzeni.-
Spoglądam na ciemnookiego. Uśmiecham się.
-Brakowało mi ciebie. Żałuję, że
wcześniej cię nie odwiedziłam, ale bałam się tu wracać.- Dopijam mój napój do
końca.
-Rozumiem cię. Nic się nie stało,
Maleńka.- Unosi kąciki ust w górę.- Widać, że się kochacie.- Czuję jak na moich
policzkach pojawiają się rumieńce. Nagle obok nas pojawia się kelnerka z kawą
na wynos dla dziadka.- Dziękuję.- Kobieta odchodzi, a on wstaje.- No, zbieraj
się. Idziemy na spacer.- Podania mnie ruchem dłoni. Z ociąganiem podnoszę się z
wygodnej sofy. Wychodzimy z kawiarenki.
-Henry, ale gdzie idziemy?-
Pytam, próbując nadążyć za nim.
-Do parku. Jak za starych,
dobrych czasów.
* * *
Śmieję się z kolejnej opowieści
dziadka, gdy z mojego telefonu zaczyna wydobywać się „Highway to hell”.
Brązowooki zaczyna się śmiać, podczas gdy ja wyciągam z kieszeni komórkę.
-Nie zmieniłaś?- Komentuje.
-Żartujesz?-Spoglądam na ekran i
uśmiecham się widząc kto dzwoni. Odbieram.- Tak?
-Cześć, Aniołku. Ja już
skończyłem. Mam po ciebie przyjść?
-No raczej, nie inaczej.- Po
drugiej stronie, niebieskooki wybucha śmiechem.
-Nadal jesteście w tej kawiarni?-
Pyta, a ja rozglądam się dookoła.
-Nie do końca. Siedzimy na ławce
w parku niedaleko. Obok fontanny.- Dziadek przygląda mi się z uwagą. Niemo
wypowiada jedno słowo, a mianowicie „Jared?”. Kiwam głową potwierdzając, a ten
z uśmiechem na ustach, rozkłada się wygodniej na ławce.
-W takim razie będę za kilka
minut. Tylko nie ruszajcie się z miejsca. Kocham cię.- Unoszę kąciki ust
jeszcze wyżej.
-Ja ciebie też.- Rozłączam się.
-Mhm… A cóż to za wyznania przez
telefon?- Mężczyzna siedzący obok mnie zaczyna się chichrać, a ja dźgam do w
żebra.- No dobra, już przestaję.- Mówi.- Tak, jak już mówiłem, jesteście dla
siebie stworzeni. To widać. A właśnie. Zanim zapomnę. Kiedy mogę się was
spodziewać w grudniu?
-Szczerzę, jeszcze tego do końca
nie planowaliśmy. Jedyne co wiem, to, to, że na pewno spędzimy tu święta, ale
nic poza tym. Może Jared coś wymyślił,
ale na razie niczym takim się ze mną nie podzielił. Na pewno, jak się już
czegoś konkretnego dowiem, od razu ci o tym powiem.- Nagle ktoś zasłania mi oczy.
-Jay, pokaż się.- Łapię mężczyznę
za nadgarstki i ściągam jego dłonie. Kładzie głowę na moim ramieniu i całuje
mnie w policzek.- Co tak szybko?
-Tak naprawdę, gdy dzwoniłem
stałem już pod kawiarnią.- Uśmiecha się i siada obok mnie.
-Pozałatwiałeś wszystko?-
Niebieskooki łączy nasze palce, a na twarzy Henrego dostrzegam szeroki uśmiech.
-Tak. I mam wstępny plan jak
będzie wyglądała cała trasa. Łącznie z miastami, które odwiedzimy. Ale o tym
potem. Henry, co tak cicho siedzisz?- Wokalista nachyla się i przygląda mojemu
dziadkowi. Siedzę między nimi, więc on również się nachyla.
-Tak sobie myślę. Może się
jeszcze przejdziemy?
* * *
Całuję mężczyznę i ciągnę do
środka. Podchodzimy do baru, za którym stoi wysoki blondyn. Gdy tylko widzi
mojego chłopaka, robi zdziwioną minę.
-Jared? Co ty tutaj robisz?-
Uśmiecham się delikatnie, nadal wtulona w jego rękaw. Jestem ciekawa ile czasu
zajmie mu rozpoznanie mnie.
-Przyjechałem i chciałem was
odwiedzić.- Mówi niebieskooki.- Przyprowadziłem ze sobą dziewczynę.- Wychylam
się, a na twarzy barmana pojawia się zdziwienie, zmieszane z zaskoczeniem.
-Olivia? Kiedy wróciłaś?- Jednym
zwinnym ruchem przeskakuje dzielącą nas ladę i zamyka mnie w szczelnym uścisku.
Doskonale pamiętam jak uczył się tego skoku i ile przy tym upadków zaliczył.- Czekaj,
czekaj, wy jesteście razem?- Odsuwa mnie na kilka centymetrów i przygląda
dokładnie. Kiwam głową, potwierdzając.- Od początku powtarzałem, że mu się
spodobałaś. Przy waszym pierwszym spotkaniu.
-Pamiętasz je?- Dziwię się,
uwalniając z jego uścisku.
-Jak mógłbym zapomnieć. Dałaś mi
wtedy „Diamond Dogs” Davida Bowie.- Szczerzy ząbki.- Od kiedy jesteście razem?
-Gdybyś oglądał telewizor, albo
chociaż czytał gazety, to byś wiedział.- Jay obejmuje mnie w talii, a ja całuje
go w policzek. Blondyn wraca na swoje poprzednie miejsce w ten sam sposób, w
jaki znalazł się obok nas.
-Czepiacie się.- Mruczy.
-Patrick, jest Jake?- Pytam,
chcąc wreszcie spotkać się z moim niedoszłym ojczymem.
-Przyjdzie za chwile. Wyszedł na
dziesięć minut coś załatwić.
-A o której wyszedł?- Unoszę
kąciki ust w górę. Zajmujemy miejsce na stołkach.
-Półtorej godziny temu.-
Chichotam, gdy na głowie blondyna ląduje biała ścierka.
-Durniu, pracuj, a nie plotkuj.-
Wychylam się zza Jareda i dostrzegam dokładną kopię Pata, stojącą pięć metrów
od nas.
-Ty widzisz kto nas odwiedził?-
Barman wskazuje na nas, a ja w ostatniej chwili chowam się za Jayem.
-Leto? Co tu robisz?- Uśmiecham
się szeroko, a mój facet spogląda na mnie, po czym odwraca się do Jake.
-Odwiedzam starych znajomych.-
Brunet wstaje i podchodzi przywitać się z blondynem, który podobnie jak jego o
kilka minut młodszy brat, mnie nie zauważył.- I kogoś ze sobą przyprowadziłem.-
Macham w ich kierunku, obserwując jego minę.
-Lee!- Biegnie w moim kierunku i
obejmuje mnie.- Tęskniłem za tobą.- Dodaje, całując mnie w policzek.
-Wiem, ja też za tobą tęskniłam.
-Czekaj, czy to jest ten twój
kochaś?- Wskazuje na niebieskookiego, a ja wzruszam ramionami w jego kierunku.
-Na to wygląda. – Mruczy, mój
„kochaś”, a starszy Foley poważnieje.
-Skoro umawiasz się z Olivią,
którą traktuję jak córkę, to chcę żebyś wiedział, że jeśli choć jeden włos
spadnie jej z głowy, to pożałujesz, rozumiesz?- Wzdycham, odwracając się do
blondyna za barem.
-No nie wierzę. Wczoraj Henry, dzisiaj
on. Jared doskonale zna moja instrukcje obsługi.- Opieram głowę na dłoniach i
przypatruje się Patrickowi.
-Myślę, że oni mu grożą tylko
dlatego, że jesteś dla nich ważna.- Odwraca głowę w ich kierunku i mruży oczy.-
A tak poza tym, Leto, miej się na baczności.- Moją głowa opada z bezsilności na
blat.
-Idioci. Żyję z idiotami.-
Mruczę.- Ja to wiedziałam od zawsze.
-No, nie przesadzaj.- Odzywają
się na raz, po czym wybuchają śmiechem, a ja kiwam głową z politowaniem.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz