Wchodzę do mieszkania, gdzie
przed laptopem siedzi Olivia. Odwraca się, po czym szybka go zamyka. Rozbieram
kurtkę i buty w przedpokoju, gdzie zostawiam również mój plecak.
-Co tam chowasz, Aniołku?- Pytam,
podchodząc do niej.
-Szukam sobie nowego faceta, bo
ty mi się już znudziłeś.- Odpowiada, całując mnie w policzek, po czym odsuwa
się z obrzydzeniem.- Zimny jesteś.- Mruczy, przekładając sprzęt na stolik.-
Zrobiłam sushi.- Wstaje z sofy i otrzepuje się z okruchów, pochodzących zapewne
z moich krakersów.
-Sushi dla weganów?- Opieram się
o barek, dzielący salon z kuchnią, po czym przyciągam ją do siebie.
-Zamiast ryby dałam marchewkę.-
Tłumaczy, opierając głowę na moim torsie.- Jak było na planie?
-Okropnie. Dłużej trwałą
charakteryzacja, niż całe kręcenie.- Mruczę.- A ty co robiłaś cały tydzień?
Miałaś jakieś sesje?
-Miałam kilku gości.- Uśmiecha
się szeroko. Całuję ją w szyję, ale zaczyna się wiercić.- Ziemny jesteś.- Jęczy,
a mój brzuch daje o sobie znać. Wyrywa mi się.
-Słyszę, że głodny jesteś.- Na
blacie stawia jeden duży talerz.- Sprawdź czy jest coś ciekawego w telewizji.-
Siadam na sofie i biorę pilot do ręki. Włączam telewizor i skacze po
programach, szukając czegoś ciekawego. W końcu trafiam na „Amelia”
-Może być?- Pytam, a ta siada
obok mnie z sushi, w których środku jest marchewka.
-Lubię ten film.- Kładzie talerz
na moich kolanach. Łapię kawałek posiłku w palca i wsadzam go do ust.
Czarnowłosa robi to samo.
-Pyszne.- Cmokam ją w policzek.
-Constance dzwoniła. Pytała czy
zjawimy się w LA na święta, bo nie jest pewna czy skończysz kręcić do świąt.
-A co z Terry’m? Zostawisz go
samego w Nowym Yorku?- Pytam, kontynuując jedzenie.
-Jeśli pojedziemy, to zabierzemy
go ze sobą.- Opiera się o moje ramie.- To jak?
-W sumie, czemu nie? Myślę, że
powinniśmy skończyć kręcenie do tego czasu.
-To oddzwonimy do niej jutro.
Jeszcze tylko trzeba się spytać ojca czy jedzie z nami.- Nagle po całym
mieszkaniu rozbrzmiewa piosenka „Highway to Hell” AC/DC, która jest dzwonkiem
Olivii. Dziewczyna zrywa się z sofy i przeszukuje najbliższe miejsca, w którym
telefon mógłby się „ukrywać”. Śmieję się pod nosem i przesuwam lekko,
odkładając pusty już talerz na szklany stolik. Wyjmuję jej komórkę, która była
wsunięta między siedzenie, a oparcie i macham nim w jej stronę. Łapie go i
odbiera.- Terry?... O co chodzi?... Nie teraz, jutro zdradzę ci wszystkie
szczegóły…
-Spytaj go o te święta.- Szepczę
w jej kierunku.
-Terry, chcesz pojechać z nami na
święta do LA?... Na pewno? Będzie mi głupio, w święta bez ciebie…- Wraca na
miejsce obok mnie i podwija nogi.- Jakbyś zmienił zdanie, to mów… Dobra, dobra…
Do jutra… Pa.- Czarnowłosa odrywa telefon od ucha i rozłącza się. Kładzie go
obok siebie, co zwiastuje kolejne poszukiwania za jakiś czas.- Nie jedzie. Ma
sesje w Londynie.- Zwraca się do mnie.
-No cóż, jakoś da sobie radę.-
Mruczę, przyciągając ją do siebie.- Tak sobie myślę, może zostaniemy tam do
Sylwestra?- Wyłączam telewizor, skoro i tak go nie oglądamy.
-Zobaczymy czy mi Terry pozwoli.
Nie mogę zostawić jego studia samego na tak długo.
-To jest naprawdę dziwne, że cię
jeszcze nie wywalił. Jesteś strasznym wspólnikiem w biznesie i w zasadzie
ciągle jesteś jego asystentką.
-Nie wywali mnie. Jest moim
ojcem.- Mruczy.
-Oszukuj się tak dalej. To Demon.
* * *
Dziewczyna leży na moich kolanach
i czyta „Kod da Vinci”, którego kupiła w tamtym tygodniu, gdy spacerowaliśmy w
sobotę. Ja nie jestem lepszy, bo piszę kolejną piosenkę. Odkąd znów jest przy
mnie, ciągle mam jakiś pomysł.
Zauważam jak książka, ląduje na
wykładzinie, a czarnowłosa ma zamknięte oczy. Odkładam notes na stolik i
delikatnie wstaję. Biorę ją na ręce, a ta mruczy przez sen. Przenoszę ją do
sypialni i kładę ją na łóżku. Wygląda tak niewinnie i jednocześnie słodko, że
mam ochotę wpatrywać się w nią godzinami.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz