Spoglądam na Terry’ego, który
zniecierpliwiony czeka na swoją córkę, wtuloną we mnie. Nadal nie jestem przekonany
czy ten wyjazd to dobry pomysł, ale ona powinna odpocząć od wszystkiego. Ja też
chyba muszę przemyśleć kilka spraw. Odsuwam dziewczynę na minimalną odległość i
mówię:
-Pamiętaj, masz jeść.-
Czarnowłosa kiwa głową, tak że jej długie do pasa włosy latają na wszystkie
strony.- I bądź grzeczna.- Pstrykam ją w nos, a na jej ustach pojawia się
pierwszy uśmiech od bardzo dawna.- Bo Demon opowie mi wszystko.- Tym razem
grożę jej palcem.
-Wypraszam sobie tego Demona.-
Odzywa się Terence.
-A kiedy przylecisz
do mnie? Już za tobą tęsknię.
-Może załatwię to
wszystko do dwóch tygodni. Ja też tęsknię.- Całuję ją w czoło.
-Olivia, zdaje
się, że musimy już iść.- Przerywa nam Terry.
-Do zobaczenia.
Zadzwoń jak dolecicie.- Całuję ją po raz ostatni.
* * *
Wbiegam pod dom. Pot leję się ze
mnie hektolitrami. Zanim otwieram drzwi do domu, wyciągam z kieszeni
BlackBerry. Na ekranie wyraźnie maluje się liczba „9,86 mil”(15,87 km). Takiego wyniku
się nie spodziewałem. Dobra, przebiegłem naprawdę dość dużą odległość, ale żeby
aż taką? No cóż, zajęło mi to chwilę, ale pierwszy raz od kilku dni czuję się o
wiele lepiej. Wchodzę do domu. Od dzisiaj jestem tu sam z Shannonem. Wszyscy wyjechali.
Pierwsze co robię to idę pod prysznic. Drugie miejsce to moja sypialnie. Po
prostu padam ze zmęczenia na łóżku i po chwili śpię.
Budzi mnie walenie w bębny.
Otwieram oczy. Chyba jeszcze nigdy nie słyszałem takiej desperacji w jego
graniu. Zwlekam się z łóżka i jak trup idę na połowę domu mojego brata. Drzwi
jak zwykle zostawił otwarte. Mężczyzna siedzi na stołku i po prostu morduje
swój ulubiony instrument. W życiu nie spodziewałbym się tego po nim.
-Bro!- Próbuję przekrzyczeć perkusje.
W końcu brunet przestaje grać, ale nie dzięki moim krzykom. Po prostu mu się
jedna z pałeczek łamie, a on ze złością rozrywa drugą.- Shannon, dlaczego nigdy
nie zamykasz tych drzwi?- Ten drugi Leto odwraca się wściekły w moją stronę.
-Po jaką cholerę
przeprowadziliście się tutaj na te cztery miesiące?!- Krzyczy.- Powiedz mi po
jaką cholerę to robiliście?- Chowa twarz w dłonie.
-O co ci chodzi?- Siadam obok
niego na podłodze i spoglądam na niego z dołu.
-O nic. Mam tego dość.- Wstaje
tak gwałtownie, że przez przypadek uderza mnie kolanem z głowę. Łapię się w to
miejsce.- Przepraszam. Za wszystko.- Mruczy, zajmując swoje poprzednie miejsce.-
Chyba za bardzo się przywiązałem Melody. To było dziecko. Co ono zawiniło?
-Bro, wiem co czujesz. Ja też się
do niej przywiązałem. Wiem jak to boli. Chcesz, żebym tu posiedział przez
chwilę z tobą?- Pytam. Po śmierci ojca często prosiłem go, żeby czuwał ze mną w
nocy.
-Jared, nie jestem dzieckiem.-
Jęczy.- To co robimy?- Odpowiada, drapiąc się w tył głowy. Wstaję ze śmiechem.
-Zaraz wracam. Chyba mam pomysł
na piosenkę.- Jak najszybciej się da biegnę do sypialni i z szafki nocnej
zabieram notes razem z długopisem, a potem wracam na połowę domu brata. Siadam
na podłodze, tylko tym razem trochę dalej od kolan Shannona, a przy okazji
opieram się o sofę. Otwieram notes w losowym miejscu i przykładam długopis do
kartki. Późniejsze ruchy wykonuje już tylko moja dłoń. Ja nie mam na to żadnego
wpływu. Słowa same powoli zapełniają dotychczas białą stronę. Po chwili
przyglądam się tekstowi piosenki.
-Coś ty tam nabazgrał, hmm?-
Odzywa się w końcu Shan, próbując zajrzeć mi przez ramię. Uciekasz morderczym
kolanom, a one i tak cię dopadają.- Czytaj.
-No warning sign, no alibi
We faded faster than the speed of light
Took our chance, crashed and burned
No we'll never ever learn
I fell apart, but got back up again
And then I fell apart, but got back up again yeah
We both could see, crystal clear
That the inevitable end was near
Made our choice, a trial by fire
To battle is the only way we feel alive
I fell apart, but got back up again
And then I fell apart, but got back up again
So here we are, the witching hour
The quickest tongue to divide and devour
Divide and devour
If I could end the quest for fire
For truth, for love, for my desire
My desire
And I fell apart, but got back up again
I fell apart but got back up again- Kończę i z wyczekiwaniem przyglądam się bratu.
We faded faster than the speed of light
Took our chance, crashed and burned
No we'll never ever learn
I fell apart, but got back up again
And then I fell apart, but got back up again yeah
We both could see, crystal clear
That the inevitable end was near
Made our choice, a trial by fire
To battle is the only way we feel alive
I fell apart, but got back up again
And then I fell apart, but got back up again
So here we are, the witching hour
The quickest tongue to divide and devour
Divide and devour
If I could end the quest for fire
For truth, for love, for my desire
My desire
And I fell apart, but got back up again
I fell apart but got back up again- Kończę i z wyczekiwaniem przyglądam się bratu.
-Myślę, że możemy jej użyć w
nowym albumie.- Odzywa się po chwili.- Ta piosenka ma jakiś tytuł?
-Chyba „Alibi”.- Odpowiadam.-
Czekaj. Jaki nowy album?
-No mamy już tyle nowych
piosenek, że starczy na kilka płyt, a ostatnią nagraliśmy w 2005, jak jeszcze
Matt z nami był.
-To co? Muzyczna narada? Gdzie
masz telefon?- Shan podaje mi swoją komórkę, a ja w kontaktach odnajduję numer
Miličevića. Naciskam zieloną słuchawkę i czekam.
-Ej, Bro, nie pomyśleliśmy o
jednym. Jest środek nocy.- Zaczynam się śmiać, gdy Tomislav odbiera
-Czego, pacanie?- Mruczy zaspany gitarzysta.-
Nie po to nocujemy u moich rodziców, żebyś mógł mnie budzić o…- Już sobie
wyobrażam jak spogląda za zegarek i wyszczerza oczy.- … o trzeciej nad ranem!-
Podnosi lekko głos, a w tle słyszę jakieś pomruki.- Vicki śpij…- Czarnowłosy
zwraca się do swojej dziewczyny, którą musiał obudzić przez przypadek.- To
czego chcesz, pacanie?- Powtarza swoje pytanie i milknie.
-Tu Jared. Tylko dzwonię z
komórki pacana.- Uśmiecham się.
-Każdy osobnik płci męskiej z
tego pokolenia to pacan.
-Jeszcze jedno słowo, a wylecisz
z zespołu.- Tak, szantaż to najlepszy sposób na niego.
-Jesteś okrutny. To powiesz mi o
co chodzi, czy nadal będziemy prowadzić tą bezsensowną rozmowę?
-Robimy muzyczną naradę.-
Oznajmiam z dumą.
-Nie możemy jej zrobić rano? Ja
chcę spać.
-Ale to narada w wersji
limitowanej.- Jęczę.- Za pół godzinny u nas w domu.- Rozłączam się, nie
czekając na jego odpowiedź. Trzydzieści minut później otwieram drzwi zaspanemu
gitarzyście, który nie dość, że ubrał koszulkę na lewą stronę, to jeszcze na
odwrót. – Szybciej się nie dało?- Jęczę.
-Spadaj. Prawie spowodowałem
wypadek. Z drzewem.-Mruczy, kierując się wprost do kuchni, po czym otwiera
lodówkę. Wyciąga z niej moje mleko migdałowe i odkręca zakrętkę.
-Tomo?
-Cicho.- Bierze łyk napoju w
usta, a moment później wypluwa go do zlewu.- Dlaczego nie powiedziałeś, że
wziąłem złe mleko?- Robi dziubek w moim kierunku.
-Chciałem, ale kazałeś mi
siedzieć cicho. Chodź na naradę.- Prowadzę go na połowę domu Shannona, gdzie
przy perkusji siedzi brunet.- Chcemy nagrać nowy album. Tylko pierwsze musimy
zerwać kontakt z wytwórnią. Od kilku lat nie dostaliśmy ani centa.
-Czyli zaczynamy od EMI?-
Dopytuje drugi Leto, uderzając w swoje kolano pałeczką.
-Dokładnie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz