POSTACIE Strona głóna

poniedziałek, 3 października 2016

64. MELODY CZ.II

21 maj 2008



Do tej pory byłem na dwóch pogrzebach. Mojego ojca i matki Olivii. Teraz to ma się zmienić. Za godzinę ma się odbyć pogrzeb mojej wymarzonej córeczki. Dlaczego to tak się potoczyło? Zawsze myślałem, że jestem stosunkowo dobrym człowiekiem, więc dlaczego nie dane mi jest bycie ojcem? Siadam na łóżku obok czarnowłosej. Łączę nasze dłonie, a ona opiera głowę na moim ramieniu.
-Gotowa?- Pytam.
-Nie. Nigdy nie będę na to gotowa.- Doskonale rozumiem co teraz czuje. Też nie jestem na to gotowy. Siedzimy tak dopóki do sypialni nie wchodzi mama.
-Musimy już jechać.- Mówi i nie czekając na odpowiedź, odchodzi. Po chwili jesteśmy na dole.
                                *                      *                      *
Kładę dłoń na trumnie mojego dziecka i cały świat rozmazuje mi się przed oczami. A tak właściwie, to łzy go rozmazują. Ale nie tylko ja płaczę. Wszyscy płaczą. Olivia, Shannon, mama, Terry, Henry, Alice, babcia, Lenox, Annie, Emma, Tomo, Vicki, Jamie, Matt, Emily, Chloe, Babu, Olita, John Gillis i całe Linkin Park. Cofam się o krok, pozwalając by drewnianą skrzynie z Melody w środku opuszczono w dół. Po chwili słychać znienawidzony przeze mnie dźwięk. Trumna powoli dotyka ziemi. Czarnowłosa wtula się we mnie, a ja czuję jak jej słone łzy moczą moją koszulę. Obejmuję ją ramieniem. Dopiero wczoraj wróciła ze szpitala. Przez te cztery dni strasznie zmizerniała, a to zły znak.
Gdy uroczystość się kończy zostaję na moment z dziewczyną przy grobie. Ocieram łzy wnętrzem dłoni, po czym obejmuję czarnowłosą i prowadzę ją w stronę parkingu. Podchodzi do nas Jack.
-Ja chciałem wam złożyć kondolencje i się pożegnać. Za dwie godziny mam samolot do Detroit.- Schyla lekko głowę w dół.
-Dziękuję, White.- Mówię, ściskając jego dłoń.- Mam nadzieję, że następnym razem spotkamy się z jakiejś innej okazji.- Dodaję, a Richardson wyślizguje się z moich objęć i bez słowa wsiada do mojego forda. Patrzę w jej kierunku.
-Ludzi cierpiących po stracie kogoś bliskiego w żaden sposób nie można pocieszyć. Oni po prostu muszą to przecierpieć. To tyczy się też ciebie.- Komentuje.
-Jak dowiedziałeś się o tym wszystkim? Przyleciałeś tak nagle, jakbyś to wyczuł.- Mruczę, ciągle patrząc na samochód, w którym zniknęła Olivia.
-Zadzwoniła do mnie jeszcze w szpitalu, gdy ty sobie przysnąłeś. Do zobaczenia.- Odwraca się i wsiada do wypożyczonego auta. A do mnie podchodzi Bennington.
-Jay, wracaj do domu. Powinieneś odpocząć i się przespać. I mówię to jako twój dobry przyjaciel.
-Dzięki, że przyszliście.- Nagle czuję jak cała energia po prostu znika, a ja ledwo trzymam się na nogach…
-W końcu to nasza mała Melody, nie mogło nas zabraknąć.- Uśmiecha się lekko.- Do zobaczenia.
-Pa, Chester.- Odpowiadam i kieruje się w stronę forda. Za kierownicą siedzi już Terry, bo ja nie mógłbym w tym stanie prowadzić. Miejsce pasażera zajmuje mama, dlatego siadam obok czarnowłosej z tyłu. Przez całą drogę do domu siedzi z podwiniętymi nogami i wpatruję się w krajobraz za oknem. Chociaż pewnie duchem jest gdzie indziej.
-Olivia?- Odzywa się nasz kierowca, jednak dziewczyna nie reaguje.- Rezerwuję dzisiaj bilet na samolot. Wracam do Nowego Yorku.- Dopiero na te słowa odwraca głowę i patrzy wprost na lusterko, w którym odbija się jej ojciec.
-Lecę z tobą. Nie mogę tu już dłużej zostać.- Robię zdziwioną minę. Nic mi o tym nie wspominała.- Nie zatrzymasz mnie tu.- Mówi, odwracając głowę w moim kierunku.- W LA jest za dużo wspomnień.- Mruczy i wraca do przyglądania się okolicy. Po chwili jesteśmy na miejscu. Terry parkuje forda w garażu. Z samochodu pierwsza wysiada czarnowłosa i bez słowa znika w domu.
-Nie mogę z wami lecieć.- Zwracam się do fotografa.- Mam tu jeszcze kilka rzeczy do załatwienia.
-Nie martw się. Przypilnuję ją. Zaproponuję jej, żeby przeprowadziła się do mnie do czasu dopóki nie przylecisz. Przynajmniej znów będę mieć córkę przy sobie.- Pocieram brodę kciukiem i palcem wskazującym.
-Myślisz, że to dobry pomysł?
-Nie mam pojęcia, ale lepszy niż zostanie w tym mieście. Ona jest naprawdę wrażliwa. Po śmieci matki nie chciała słyszeć o Los Angeles, dopiero dzięki tobie się przełamała. Tak właściwie, to znaliście się wcześniej?
-Można tak powiedzieć. Przychodziła na koncerty do baru w centrum. A potem byłem światkiem wypadku.
-Tego o którym myślę?- Dopytuje, a ja potwierdzam.- Olivia nic mi o tym nie wspominała. Ale w sumie o wszystkim dowiedziałem się na tej wystawie, gdy podpaliła mi drzewko, czyli pół roku później. Przez ten czas układała to sobie wszystko w głowie. I myślę, że teraz też tak będzie.- Powoli przechodzimy do salonu, gdzie są już wszyscy. Jak dobrze, że ten dom jest taki duży, w innym wypadku goście musieliby nocować w hotelu.- Zaraz sprawdzę na kiedy są wolne bilety.- Mężczyzna chwyta mojego laptopa i go otwiera.- Hasło?- Pyta.
-Rok urodzenia Tomo.- Odpowiadam, a Chorwat odwraca się w moim kierunku.
-Naprawdę to twoje hasło? Nie sądziłem, że kiedykolwiek użyjesz go do takich celów.- Czarnowłosy przechyla głowę na prawo i uśmiecha się. On naprawdę umie poprawić człowiekowi humor.- Dziękuję, jestem wstrząśnięty.- Rzuca mi się na szyję.
-Ustawiłem je dlatego, że ty na to byś nigdy nie wpadł. A teraz pora je zmienić.- Wyplątuję się z jego uścisku. Tomislav robi dziubek, jak zawsze kiedy się zastanawia.
-Mimo wszystko dziękuję.
-Samolot mamy jutro o 20. Idź powiedzieć Olivi.- Po schodach docieram na piętro. Na łóżku leży czarnowłosa zwinięta w kłębek. Zamykam cichutko drzwi i siadam obok niej.
-Aniele?- Dotykam jej ramienia.- Jutro o dwudziestej wylatujecie. Powinnaś się spakować.- Dziewczyna siada i poprawia czarną sukienkę, w której była na pogrzebie.
-Przepraszam, że tak wyjeżdżam, ale ja tu nie wytrzymam.- Mruczy, wtulając się we mnie.
-Nic się nie stało. Dojadę jak będę mógł. Zamieszkasz z Terry’m, dobrze?- Czuję jak kiwa głową w dół i górę.- I obieraj, że będziesz jeść.
-Dobrze.- Jęczy.- Pomożesz mi się pakować?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz