POSTACIE Strona głóna

sobota, 24 grudnia 2016

ROZDZIAŁ SPECJALNY 2- SHANNON



Zatrzymuję się w miejscu i rozglądam dookoła, szukając wzrokiem blondynki. W końcu dostrzegam jej uśmiech. Podchodzę do niej i nachylam się, składając na jej policzku krótkiego całusa, w którego wkładam całe swoje serce.
-Cześć, Shan.- Mruczy, wtulając się we mnie.
-Cześć, Em.- Odpowiadam, całując ją we włosy, jednocześnie w duchu skacząc ze szczęścia, że mogę być tak blisko niej.
-I jak poszło? Gdzie Jared?- Odsuwa się na kilka centymetrów.- Został z Olivią?- Zakrywam jej usta dłonią, hamując kolejne pytania.
-Ciii.. Wszystko się udało. Lee jedzie z nami w dalszą trasę.- Unoszę kąciki ust jeszcze wyżej, a ta wyrywa mi się i wtula mocno w moje ciało. Uwielbiam oglądać ją szczęśliwą. Nagle unosi się na palcach i wbija w moje wargi. Przez moment nie ruszam się, nie wiedząc jak mam zareagować, ale w końcu odwzajemniam pocałunek, obejmując ją w talii. Jednak chwilę później odsuwa się niepewnie.
-Przepraszam, nie powinnam.- Mruczy, spuszczając wzrok.
-Wiem, ale mi się podobało.- Uśmiecham się, łapiąc ją za rękę.- Gdzie zaparkowałaś?- Wychodzimy na zewnątrz. Co jak co, ale ja po prostu uwielbiam LA, tu wiecznie jest ciepło.
-Gdzieś tam.- Wskazuje palcem na prawą stronę parkingu.- Wiesz, że ten pocałunek nic nie zmienia między nami?- Pyta, spoglądając na mnie niepewnie.
-Wiem.- Obejmuję ją ramieniem.- Ale bardzo za tobą tęskniłem.
-Ja za tobą też. To chyba mój samochód.- Blondynka ze śmiechem spogląda na tablicę rejestracyjną.
-Mhm.- Mruczę.- Zarysowałem ci go w tym miejscu dwa lata temu.- Wskazuję na drobną ryskę.
-Ty rozpoznajesz po czymś innym, ja po czymś innym.- Śmieje się cicho. Wsiadamy do pojazdu i ruszamy, a ja przypominam sobie wesele Matta, a raczej to co działo się potem…

Wychodzę z łazienki, wycierając ręcznikiem włosy, po czym rzucam go na fotel. Idę w kierunku łóżka, chcąc jak najszybciej się położyć, gdy ktoś puka. Wzdycham cicho, spoglądając na zegarek. Jest już grubo po czwartej nad ranem. Mimo wszystko podchodzę do drzwi i je otwieram. Za progiem dostrzegam uśmiechniętą Emmę.
-Co tu robisz?- Pytam, drapiąc się po tyle głowy.- Powinnaś być u siebie. Przecież odprowadziłem cię pod twój pokój.- Przyglądam jej się. Ciągle na sobie ma sukienkę z wesela, ale włosy związała w koka.
-Shan.- Odzywa się, zagryzając wargę.- Zamknij się. Wszystko psujesz gadaniem.- Podchodzi bliżej, kładąc dłonie na mojej klatce piersiowej i podnosi się lekko na palcach, by wbić się w moje wargi. Odwzajemniam pocałunek, ale po chwili odsuwam się na kilka centymetrów.
-Em, jesteś pijana.- Kładę dłoń na jej policzku.
-Nie jestem. Chociaż raz na jakiś czas chcę poczuć jak żyję.- Wyszeptuje, popychając mnie lekko do tyłu, a kopniakiem zamykając drzwi.
                                *                      *                      *
Łapię dwie karty do pokojów- mojego i Ludbrook i wychodzę na korytarz. Po chwili docieram do drzwi z numerem 54 i otwieram je, wchodząc do środka. Jak najszybciej zabieram dżinsy, jakąś koszulkę i bieliznę dla kobiety. Wracam do mojego pokoju, gdzie w łóżku ciągle śpi Em. Okładam ciuchy na fotelu i skrobię na karteczkę, coś w stylu „Jestem na śniadaniu”. Po raz kolejny kieruję się do drzwi. Nie mogę patrzeć na nią, gdy śpi, jak się budzi, bo wiem, że jeśli zaraz stąd nie wyjdę, będę wręcz pragnąć budzić się przy niej każdego dnia. W momencie, gdy chwytam klamkę, po pomieszczeniu roznosi się dzwonek mojej komórki.
-Cholera.- Syczę, wracając. Łapię telefon i odbieram, nawet nie patrząc, kto dzwoni.- Czego?- Fuczę cicho, starając się nie obudzić blondynki. Wychodzę na balkon.
-Gdzie ty jesteś? Śniadanie jest.- Odzywa się Tomo, a ja wywracam oczami.- Nie ma tylko ciebie, Emmy, Jareda i Olivii.- Automatycznie spoglądam na blondynkę, która przeciąga się na łóżku. Szlag! Nie chciałem tego widzieć, a jednocześnie o tym marzyłem.
-Za chwilę przyjdziemy. Obudzę ich.- Mruczę, po czym się rozłączam. Wracam do środka, gdzie Em czyta moją wiadomość.- To nieaktualne. Jeszcze nie zdążyłem wyjść.- Odzywam się, a ta odwraca się w moim kierunku, zagryzając wargę.
-Cześć.- Uśmiecha się lekko, a ja przeklinam się za to, że nie wyszedłem wcześniej. Już nigdy nie uwolnię się od tego widoku.
-Cześć. Chcesz jakąś tabletkę? Pewnie masz niezłego kaca. Wczoraj nieźle zaszalałaś, skoro aż do mnie zawędrowałaś.- Odwracam się, byle tylko na nią nie patrzeć. Kieruję się do łazienki, gdzie pewnie znajdę jakieś środki przeciwbólowe, jednak zatrzymuje mnie jej głos.
-Myślisz, że tylko po alkoholu do ciebie przychodzę?- Pyta, a ja odwracam się i dostrzegam w jej oczach ból.
-Nie myślę tak.- Opieram się o szafkę.- Ale na trzeźwo nigdy byś nie zaryzykowała „wielkiej kariery” u Jareda dla mnie, jego nic nie znaczącego brata. Dla ciebie to wszystko- Macham dłonią w powietrzu, próbując zobrazować naszą relacje.- nic nie znaczy.
-Bo to nie ma sensu, przecież wiesz.- Przyglądam się jak kobieta sięga po koszulkę, którą po chwili ubiera, nie pozwalając mi nawet przez sekundę podziwiać jej ciała.
-No właśnie jak dla mnie powinniśmy spróbować.- Zakładam dłonie na torsie, ciągle się w nią wpatrując.
-Shannon, daj spokój.- Wychodzi z pościeli i kieruję się do łazienki. Zaciskam mięśnie, po czym jej rozluźniam, uspokajając się odrobinę.
-Cholera.- Mruczę. Znów to samo. Właśnie dlatego nie chciałem jej oglądać rano, doskonale zdając sobie sprawę z tego, jak będzie wyglądać ten poranek.- Wychodzę!- Krzyczę, tak aby mnie usłyszała i niechcący trzaskam drzwiami, ale to może i lepiej. Niech myśli, że się na nią obraziłem, czy coś w tym rodzaju. Idę korytarzem, dopóki nie docieram do drzwi z numerem 55, który w naszym teledysku na moment zmienił się na 6277. Chwytam za klamkę, a drzwi ustępują. Tylko oni są w stanie nie zamknąć drzwi na kartę magnetyczną. Wchodzę do środka i dostrzegam obściskującą się parę. Bez wyrzutów sumienia, skaczę na łóżko, przerywając im tą chwilę czułości.
-Czego chcesz?- Pyta Jay, przyciągając do siebie Olivię.
-Jako jedyni jeszcze nie wstaliście, a za chwilę nie zostanie dla was ani okruszka ze śniadanie, więc polecam wybrać się do jadalni.- Mówię, rozkładając się jeszcze wygodniej.
-Jak się tu dostałeś?- Richardson wstaje i kieruje się prosto do łazienki, a ja przyglądam jej się, zastanawiając się dlaczego moje życie miłosne jest do dupy.- Shan, nie gap się na nią.
-No już nie mogę przyjrzeć się dokładnie dziewczynie swojego brata?- Uśmiecham się szeroko, bo wiem, że nie mogę się zdradzić.
-Nie, jeśli ma na sobie tylko prowizoryczną piżamę. A teraz odpowiadaj, jak się tu dostałeś?
-Było otwarte.- Niebieskooki wzdycha.
-Chyba muszę nauczyć Olivię zamykać drzwi. Właśnie, dobrze, że sobie przypomniałem. Czy jest coś między tobą, a moją asystentką?
-Przecież Emma nie ma czasu na romanse. Wczoraj tylko z nią potańczyłem.- Wzruszam ramionami.- Nic więcej. Naprawdę.- Zapewniam, chociaż lekko mija się to z prawdą.
-Dobra, Bro, wierzę ci. Tylko tak, z ciekawości pytałem.- Do sypialni wraca Richardson w koszulce Jareda z Black Sabbath.
-Ja jestem gotowa, a ty?- Pyta, a Jared idzie do łazienki. Kieruję swój wzrok na nią. Stoi, oparta o szafę z założonymi rękami, tak jak ja przed kilkoma minutami.
-No co?- Pytam, unosząc brwi.
-Wiesz, że możesz mi powiedzieć o rzeczach, których nie chcesz mówić jemu?- Wskazuje na drzwi, za którymi zniknął mój brat.
-Ale o co ci chodzi?- Dopytuję, tym razem marszcząc brwi. Czyżby się czegoś domyśliła.
-Emma mi o wszystkim opowiedziała.- Otwieram usta ze zdziwieniem. Kurwa, ale jak to? Ona by tego nie zrobiła, chociaż w oczach czarnowłosej nie dostrzegam fałszu.
-I co o tym myślisz?- Pytam zrezygnowany.
-Nie wiem. Muszę pierwsze poznać twoją wersję zdarzeń.- Wzrusza ramionami.
-Tu nie ma żadnych wersji zdarzeń. Po prostu od kilku lat sypiam z asystentką brata, przy okazji się w niej zakochując na zabój, a ona ciągle mnie odpycha.- Tym razem na twarzy dziewczyny dostrzegam zaskoczenia.
-Naprawdę?
-Co naprawdę? Przecież znasz prawdę.
-Blefowałam. Domyślałam się, że może coś między wami być, ale nie do końca w to wierzyłam.- Drapie się po włosach, a ja wzdycham. Jestem kretynem.- Ale spokojnie, nie pisnę ani słówka.- Uśmiecha się.- Musisz mi kiedyś na spokojnie o tym opowiedzieć.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz