Spoglądam na Jareda, który stawia
torbę koło schodów. Rozglądam się wokoło, ale nic się nie zmieniło od mojej
ostatniej wizyty tu. Może poza tym, że jest trochę czyściej.
-Jest tu ktoś?!- Woła mężczyzna,
ale nikt nam nie odpowiada.- To dziwne. Myślałem, że Em tu będzie. Oh, nie stój
tak.- Całuje mnie w nos.- Rozgość się, przecież wiesz co i jak.- Ciągnie mnie
za rękę w kierunku kuchni.- Zjesz coś i się zdrzemniesz po podróży.- Otwiera
lodówkę, po czym moment później zamykają.- Chyba jednak nic nie zjemy. Pustki.-
Odwraca się do mnie.- Ale mogę skoczyć do sklepu.
-Jay, daj spokój.- Wyciągam dłoń
w jego kierunku i przyciągam go, wtulając się w jego ciało.
-Na pewno? Pół godzinki i jestem
z powrotem.- Obejmuje moją twarz w dłonie i cmoka w usta.
-Na pewno. Nic się tu nie
zmieniło?- Pytam, a ten potwierdza.- W takim razie idę na górę.- Całuję go
krótko i wprost biegnę po schodach na piętro. Mijam pokój, w którym często
nocuje asystentka starszego Leto i wchodzę do sypialni należącej do muzyka, by
po prostu paść na łóżko i od razu zasnąć.
* * *
Schodzę na parter i rozglądam
się, szukając Jareda. Ziewam jednocześnie skręcając w kierunku biura, gdzie
najpewniej go znajdę. I rzeczywiście stoi, wpatrując się w jakieś kartki.
Opieram się o framugę drzwi i przez chwilę przyglądam mu. W końcu ten unosi
spojrzenie i zauważa mnie.
-Wyspałaś się już?- Pyta,
odkładając papiery i podchodząc do mnie.
-Chyba tak.- Odpowiadam, cmokając
go usta.- I jak? Znalazłeś Shannona i Emmę?- Pytam.
-Nie. Dzwoniłem tylko do Shana,
ale nie mówiłem mu, że już jesteśmy w LA. Pytałem o Em, ale powiedział, że
pewnie tu siedzi.- Wzrusza ramionami.- Może teraz wybierzemy się do sklepu i po
drodze do niego wstąpimy? Muszę z nim porozmawiać o dalszej trasie.- Wzdycha.
-Okey. To jedziemy, czy będziesz
tak stał?- Mrużę oczy, a ten przerzuca mnie przez ramię.- Jared!!! Puść
mnie!!!- Wrzeszczę, gdy on idzie w kierunku wyjścia z domu.- Ale gdzie ty mnie
niesiesz?- Pytam, wiercąc się, ale on jedynie łapie z szafki portfel i
kluczyki, które wrzuca do tylnej kieszeni, która jest na wysokości moich oczu.
-Jak mamy
jechać, to jedzmy.- Odpowiada, otwierając samochód. Odkłada mnie na fotel
pasażera i uśmiecha się szeroko, a ja po prostu go całuje.
-W takim razie
prowadź. Ja do dzisiaj nie wiedziałam, że Shan wynajmuje mieszkanie.-
Przyglądam się jak młodszy Leto okrąża auto i siada za kierownicą. Po
kilkudziesięciu minutach docieramy pod osiedle, gdzie muzyk parkuje. Wysiadamy
z pojazdu. Łapiemy się za ręce, a Jared prowadzi nas do jednego z budynków. Wychodzimy
po schodach na czwarte piętro i stajemy pod drzwiami z numerem 125, w które mój
towarzysz puka. Ze środka dociera do nas śmiech, a moment później te się
otwierają, ukazując Ludbrook, owiniętą jedynie ręcznikiem. Blondynka zamiera z
otwartymi oczami.- Cześć, Emma.- Uśmiecham się, obejmując ją.
-Yyy… Cześć. Co
tu robicie?- Pyta cicho, a z oddali dochodzi nas głos perkusisty.
-Kotku, kto
to?- W drzwiach pojawia się mężczyzna, który jest równie zdziwiony co jego dziewczyna?
Od kilku lat zastanawiam się jak mam nazywać ich relacje.
-Cześć,
Shannie, już jesteśmy.- Cmokam go w policzek.
-Nie
spodziewałem się was tak szybko.- Mówi, jednak cały czas wpatrzony w swojego
brata.
-To widać.-
Wymrukuje niebieskooki, a jego asystentka wycofuje się do środka mieszkania.-
Od kiedy… wy… no, ten…- Jąka się, a ja wybucham śmiechem.
-Aleś ty
ślepy.- Dźgam go w ramię.- Naprawdę nie zauważyłeś?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz