POSTACIE Strona głóna

czwartek, 29 grudnia 2016

76. POWRÓT DO ŻYWYCH

21 marzec 2011


Spoglądam na Jareda, który stawia torbę koło schodów. Rozglądam się wokoło, ale nic się nie zmieniło od mojej ostatniej wizyty tu. Może poza tym, że jest trochę czyściej.
-Jest tu ktoś?!- Woła mężczyzna, ale nikt nam nie odpowiada.- To dziwne. Myślałem, że Em tu będzie. Oh, nie stój tak.- Całuje mnie w nos.- Rozgość się, przecież wiesz co i jak.- Ciągnie mnie za rękę w kierunku kuchni.- Zjesz coś i się zdrzemniesz po podróży.- Otwiera lodówkę, po czym moment później zamykają.- Chyba jednak nic nie zjemy. Pustki.- Odwraca się do mnie.- Ale mogę skoczyć do sklepu.
-Jay, daj spokój.- Wyciągam dłoń w jego kierunku i przyciągam go, wtulając się w jego ciało.
-Na pewno? Pół godzinki i jestem z powrotem.- Obejmuje moją twarz w dłonie i cmoka w usta.
-Na pewno. Nic się tu nie zmieniło?- Pytam, a ten potwierdza.- W takim razie idę na górę.- Całuję go krótko i wprost biegnę po schodach na piętro. Mijam pokój, w którym często nocuje asystentka starszego Leto i wchodzę do sypialni należącej do muzyka, by po prostu paść na łóżko i od razu zasnąć.
                                *                      *                      *
Schodzę na parter i rozglądam się, szukając Jareda. Ziewam jednocześnie skręcając w kierunku biura, gdzie najpewniej go znajdę. I rzeczywiście stoi, wpatrując się w jakieś kartki. Opieram się o framugę drzwi i przez chwilę przyglądam mu. W końcu ten unosi spojrzenie i zauważa mnie.
-Wyspałaś się już?- Pyta, odkładając papiery i podchodząc do mnie.
-Chyba tak.- Odpowiadam, cmokając go usta.- I jak? Znalazłeś Shannona i Emmę?- Pytam.
-Nie. Dzwoniłem tylko do Shana, ale nie mówiłem mu, że już jesteśmy w LA. Pytałem o Em, ale powiedział, że pewnie tu siedzi.- Wzrusza ramionami.- Może teraz wybierzemy się do sklepu i po drodze do niego wstąpimy? Muszę z nim porozmawiać o dalszej trasie.- Wzdycha.
-Okey. To jedziemy, czy będziesz tak stał?- Mrużę oczy, a ten przerzuca mnie przez ramię.- Jared!!! Puść mnie!!!- Wrzeszczę, gdy on idzie w kierunku wyjścia z domu.- Ale gdzie ty mnie niesiesz?- Pytam, wiercąc się, ale on jedynie łapie z szafki portfel i kluczyki, które wrzuca do tylnej kieszeni, która jest na wysokości moich oczu.
-Jak mamy jechać, to jedzmy.- Odpowiada, otwierając samochód. Odkłada mnie na fotel pasażera i uśmiecha się szeroko, a ja po prostu go całuje.
-W takim razie prowadź. Ja do dzisiaj nie wiedziałam, że Shan wynajmuje mieszkanie.- Przyglądam się jak młodszy Leto okrąża auto i siada za kierownicą. Po kilkudziesięciu minutach docieramy pod osiedle, gdzie muzyk parkuje. Wysiadamy z pojazdu. Łapiemy się za ręce, a Jared prowadzi nas do jednego z budynków. Wychodzimy po schodach na czwarte piętro i stajemy pod drzwiami z numerem 125, w które mój towarzysz puka. Ze środka dociera do nas śmiech, a moment później te się otwierają, ukazując Ludbrook, owiniętą jedynie ręcznikiem. Blondynka zamiera z otwartymi oczami.- Cześć, Emma.- Uśmiecham się, obejmując ją.
-Yyy… Cześć. Co tu robicie?- Pyta cicho, a z oddali dochodzi nas głos perkusisty.
-Kotku, kto to?- W drzwiach pojawia się mężczyzna, który jest równie zdziwiony co jego dziewczyna? Od kilku lat zastanawiam się jak mam nazywać ich relacje.
-Cześć, Shannie, już jesteśmy.- Cmokam go w policzek.
-Nie spodziewałem się was tak szybko.- Mówi, jednak cały czas wpatrzony w swojego brata.
-To widać.- Wymrukuje niebieskooki, a jego asystentka wycofuje się do środka mieszkania.- Od kiedy… wy… no, ten…- Jąka się, a ja wybucham śmiechem.
-Aleś ty ślepy.- Dźgam go w ramię.- Naprawdę nie zauważyłeś?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz