Mrużę oczy, próbując przeczytać
godzinę wyświetloną na zegarku. Jest kilka minut po dziewiątej. Kieruję swój
wzrok na Jareda, leżącego na moim brzuchu. Nawijam na palec kosmyk
czerwono-czarnych włosów. Ile ja się namęczyłam, żeby to wyglądało w miarę przyzwoicie.
Do czego to doszło? Nigdy w życiu nie farbowałam sobie włosów, a musiałam
przefarbować je Jaredowi. Jestem ciekawa co on jeszcze z nimi zrobi. Bo do tej
pory już trochę poeksperymentował.
Przymykam powieki napawając się
szczęściem tej chwili. Jeszcze kilka miesięcy temu nawet nie pomyślałam, że go
jeszcze spotkam, a co dopiero będziemy razem, że będę się budzić u jego boku, a
raczej z jego głową na brzuchu. Otwieram oczy i pierwsze co zauważam to uśmiech
mężczyzny, a zaraz potem jego niebieskie tęczówki.
-Wygodnie?- Pytam, gdy zaczyna
się wiercić. Z westchnieniem przenosi się na poduszkę koło mojej głowy.
-Dzień dobry, Aniele.- Mówi lekko
zachrypniętym głosem, więc sięga po butelkę z wodą, która zawsze stoi koło
łóżka. Upija kilka łyków i odkłada ją z powrotem.
-Dzień dobry, Leto.- Odpowiadam,
siadając.
-Żeby po nazwisku do ukochanego?-
Oburza się, ale kąciki ust ciągle ma uniesione do góry.
-Musisz się przyzwyczaić.- Całuję
go w policzek, po czym staję na dywanie. Podchodzę do okna i momentalnie marszczę
brwi. Przez ciemne chmury nie przebija się nawet promyk słońca, ale
przynajmniej nie pada.
-Gdzie mi uciekasz?- Spoglądam na
bruneta, który w praktyce jest teraz czarnowłosym z ¼ włosów czerwonych.-
Wracaj do mnie.- Przechylam głowę w prawo.
-Ty powinieneś się cieszyć, że
chociaż raz na jakiś czas budzę się wcześniej niż ty, a nie zaganiać mnie z
powrotem do łóżka.
-A kto powiedział, że mam na
myśli spanie?- W momencie, gdy kończy wypowiedź w drzwi do sypialni ktoś puka,
po czym w pomieszczeniu pojawia się głowa Olity.
-Jak dobrze, że już nie śpicie.-
Mówi otwierając drzwi szerzej.- Albo nie robicie czegoś innego.- Mruczy pod
nosem.
-Mógłbyś przejść do sedna?-
Pytam, siadając na parapecie.
-Wychodzę pozwiedzać. Jak
chcecie, mogę coś kupić.
-Poczekaj chwilę na mnie.- Odzywa
się Jay, zrywając się z łóżka.- Daj mi pięć minut.- Kieruję swój wzrok na
mężczyzny.
-A ja już miałam do ciebie
wracać.- Jęczę, a moment później zjawia się koło mnie.
-Wrócę za jakąś godzinę,
ewentualnie półtora.- Składa całusa na moich ustach.
JARED
Z jękiem odstawiamy pianino na
drugim piętrze kamienicy. Z kieszeni dżinsów wyciągam klucz i otwieram
mieszkanie. Wnosimy instrument i odkładamy go przy ścianie.
-Nie mogłeś kupić sobie na
przykład nowej gitary?- Pyta Terry, padając na kanapę.
-Ale potrzebuję tu pianino, a
Artemisa mi wystarczy.- Odkładam zawartość kieszeni na szafkę.
-To był sarkazm.- Mruczy.- Kto
chcę kawę?- Fotograf z lekkim jękiem wstaję i kieruję się do kuchni.
-Ja. Jakoś przeszła mi ochota na
zwiedzanie.- Olita wprost zabija mnie wzrokiem.
-Ja po proszę herbatę.- Odzywam
się.
-Herbatę to sobie sam zrób.
-Gdzie Olivia?- Rozglądam się po
pomieszczeniu, po czym wchodzę do sypialni. Na łóżku zauważam dziewczynę
zwiniętą w kłębek, wtuloną w poduszkę. Kucam na dywanie i odgarniam włosy z jej
twarzy. Mruczy coś niezrozumiałego dla mnie i mocniej ściska poduszkę. Prostuję
nogi i przykrywam ją kołdrą, po czym całuję w głowę. Wychodzę z pokoju, po
cichu zamykam drzwi, nie chcąc obudzić czarnowłosej.- No i gdzie jest?-
Dopytuje Hawajczyk.
-Śpi.- Na moich ustach pojawia
się uśmiech.
-Ileż można.- Spoglądam na
Terrenca, wychylającego się zza blatu.- Przez to jej spanie, ciągle się spóźnia
do pracy.- Jęczy.
-No, nie przesadzaj. Przecież
ostatnio przychodzi punktualnie.
-Bo ty ją budzisz. Bez ciebie cały
czas by się spóźniała.- Prostuje.
-Czyli jednak nie jestem taki
zły, co?- Siadam na sofie, obok Braxtona.
-No nie.- Mężczyzna kładzie na stoliku
dwa kubki z kawą.- Ale powiedz mi szczerzę, kochasz ją?
-Tak.- Odpowiadam bez chwili
zawahania.
-A powiedziałeś jej to?-
Przygląda mi się z uwagą.
-No, nie.- Zagrywam wargę.
-Nie masz nic do stracenia,
powiedz jej to.
-A co jeśli ona mnie nie kocha?-
Zaczynam bawić się własnymi palcami, ale mimo wszystko czuję ich uważny wzrok
na mnie.
-Uwierz, ona czuję do ciebie
dokładnie to samo. Jeszcze nigdy nie widziałem jej takiej szczęśliwej.-
Zielonooki unosi kubek i upija kilka łyków.- Uśmiech sam ciśnie mi się na usta,
gdy ją widzę.
-Mówisz poważnie?- Unoszę jedną
brew w górę.
-Absolutnie. Rozmawiając o niej
zawsze jestem poważny, no dobra, prawie zawsze. Ale jej szczęście jest dla mnie
najważniejsze. Żałuję jedynie, że nie mogłem być przy niej cały czas. Jestem
beznadziejnym ojcem.- Przymyka powieki.
-To nieprawda.- Sprzeciwiam się.-
Ona cię uwielbia.- Nagle drzwi do sypialni się otwierają, a w nich staje
zaspana Olivia.
-Czuję kawę.- Mruczy, idąc w
naszym kierunku. Staje przede mną, a ja łapię ją za rękę i ciągnę tak, że
ląduje na moich kolanach.- Tato, daj łyczka.- Robi słodką minę do swojego ojca.
Mężczyzna z jękiem podaje jej kubek. Czarnowłosa upija kilka łyków i oddaje
naczynie.
-Jak się spało?- Pytam, całując
ją w skroń, a ona opiera głowę na moim ramieniu.
-Dobrze.- Odpowiada głośno, po
czym przechodzi w szept.- Tylko nie podobało mi się to, że byłam sama.- Dodaje
wprost do mojego ucha.- Idę pod prysznic.- Oznajmia, znów normalnym głosem,
podnosząc się z moich kolan, po czym znika w łazience.
-Jeśli zachowujecie się tak cały
czas, to jest prawdziwa miłość.- Komentuje Terry z uśmiechem. Wstaję z sofy i
wchodzę do kuchni. Z szafki wyciągam dwa kubki z postaciami z „Kubusia
Puchatka”. Do jednego zsypuję kawę, a do drugiego herbatę. Po chwili napełniam
wrzącą wodą naczynia.
-Jared!- Po mieszkaniu roznosi
się głos Olivii.
-Tak?- Odkrzykuję, podchodząc
bliżej pomieszczenia, w którym się znajduje.
-Mógłbyś mi przynieść coś do
ubrania?- Śmieję się pod nosem i posłusznie idę do sypialni. Z szafy wyciągam
ciemne dżinsy i moją koszulkę z długim rękawem. Nie wiem czemu, ale uwielbiam
ją w moich ciuchach. Kieruję się do szuflady z bielizną, skąd zabieram czarny,
koronkowy komplet. Z ciuchami wracam pod drzwi łazienki.
-Mogę wejść?- Pytam.
-Tak.- Zaraz jej odpowiedzi
wślizguję się do środka. Na dywaniku stoi pani fotograf, owinięta jedynie
ręcznikiem. Podchodzę do niej i kładę dłoń na jej policzku, po czym zatapiam
się w jej ustach.- Jay, muszę się ubrać.- Mruczy między pocałunkami. Odrywam
się od jej warg i opieram o jej czoło.
-Już wychodzę. Po prostu chciałem
cię pocałować.- Tłumaczę odsuwając się lekko. Podaje jej ubrania i z uśmiechem
wychodzę z pomieszczenia. Idąc do kuchni, rzucam spojrzenie na naszych gości,
którzy są zatopieni w rozmowie. Zabieram przyrządzone przeze mnie napoje do
salonu. Siadam na sofie w momencie, gdy Olivia wychodzi z łazienki. Jej wzrok
pada na instrument, które wcześniej zignorowała.
-Co tu robi pianino?
* * *
Przyglądam się z uwagą Olicie,
który od kilku minut żali się o związku z Ashlee. Praktycznie gada do siebie,
bo z jego monologu nic nie można zrozumieć. To kolejny dowód na to jak działa
whisky Terence. Odwracam wzrok na Olivie. Ta wzrusza ramionami, po czym wstaje
i zbiera ze stolika kieliszki po winie. Tylko Hawajczyk odważył się pić
podarunek od fotografa.
-Pomóc ci?- Pytam, a ta przeczy
ruchem głowy.
-Ty zrób coś z nim.- Wskazuje na
Braxtona.- A ty mu pomóż.- Zwraca się do swojego ojca. Wchodzi do kuchni, a ja
razem z Terrym przenosimy chłopaka do nowego pokoju. Kładziemy go na materacu,
który dzisiaj kupiliśmy. Zostawiamy go tam i zamykamy drzwi.
-Ja się będę zbierał.- Mówi Richardson,
a moja dziewczyna wychyla głowę z pomieszczenia.- Pamiętaj, poniedziałek na
dziesiątą.- Wskazuje na nią palcem.- Dobranoc.- Wychodzi z mieszkania,
zostawiając nas samych. Uśmiecham się do czarnowłosej i wspólnie zajmujemy się
myciem naczyń. Znaczy ja myję, ona wyciera. W końcu oddaję jej ostatni
kieliszek i opieram się o blat.
-Przepraszam za Olitę. Normalnie
się tak nie zachowuje. Ewentualnie wyjada mi wszystko z lodówki.- Mówi,
odkładając ścierkę. Przyciągam ją do siebie i całuje w czoło.
-Nie ma za co przepraszać.
Musiałem zachowywać się podobnie, gdy się upiłem i musiałaś mnie niańczyć.-
Mruczę, splatając nasze palce.
-Muszę się przyznać, że to mi się
nawet podobało.- Palcem zaczyna kreślić jakieś wzory na moim torsie. Unoszę
kąciki ust w górę i cmokam ją w nos.
-Mimo wszystko, już chyba nigdy
nie będziesz musiała oglądać mnie w takim stanie.- Obiecuję, po czym prowadzę
do salonu.- Idę pod prysznic. Jak wrócę, masz leżeć w łóżeczku, rozumiesz?-
Puszczam jej oczko i popycham w kierunku sypialni.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz