POSTACIE Strona głóna

czwartek, 10 grudnia 2015

22. PIANINO

26 sierpień 2006



Mrużę oczy, próbując przeczytać godzinę wyświetloną na zegarku. Jest kilka minut po dziewiątej. Kieruję swój wzrok na Jareda, leżącego na moim brzuchu. Nawijam na palec kosmyk czerwono-czarnych włosów. Ile ja się namęczyłam, żeby to wyglądało w miarę przyzwoicie. Do czego to doszło? Nigdy w życiu nie farbowałam sobie włosów, a musiałam przefarbować je Jaredowi. Jestem ciekawa co on jeszcze z nimi zrobi. Bo do tej pory już trochę poeksperymentował.
Przymykam powieki napawając się szczęściem tej chwili. Jeszcze kilka miesięcy temu nawet nie pomyślałam, że go jeszcze spotkam, a co dopiero będziemy razem, że będę się budzić u jego boku, a raczej z jego głową na brzuchu. Otwieram oczy i pierwsze co zauważam to uśmiech mężczyzny, a zaraz potem jego niebieskie tęczówki.
-Wygodnie?- Pytam, gdy zaczyna się wiercić. Z westchnieniem przenosi się na poduszkę koło mojej głowy.
-Dzień dobry, Aniele.- Mówi lekko zachrypniętym głosem, więc sięga po butelkę z wodą, która zawsze stoi koło łóżka. Upija kilka łyków i odkłada ją z powrotem.
-Dzień dobry, Leto.- Odpowiadam, siadając.
-Żeby po nazwisku do ukochanego?- Oburza się, ale kąciki ust ciągle ma uniesione do góry.
-Musisz się przyzwyczaić.- Całuję go w policzek, po czym staję na dywanie. Podchodzę do okna i momentalnie marszczę brwi. Przez ciemne chmury nie przebija się nawet promyk słońca, ale przynajmniej nie pada.
-Gdzie mi uciekasz?- Spoglądam na bruneta, który w praktyce jest teraz czarnowłosym z ¼ włosów czerwonych.- Wracaj do mnie.- Przechylam głowę w prawo.
-Ty powinieneś się cieszyć, że chociaż raz na jakiś czas budzę się wcześniej niż ty, a nie zaganiać mnie z powrotem do łóżka.
-A kto powiedział, że mam na myśli spanie?- W momencie, gdy kończy wypowiedź w drzwi do sypialni ktoś puka, po czym w pomieszczeniu pojawia się głowa Olity.
-Jak dobrze, że już nie śpicie.- Mówi otwierając drzwi szerzej.- Albo nie robicie czegoś innego.- Mruczy pod nosem.
-Mógłbyś przejść do sedna?- Pytam, siadając na parapecie.
-Wychodzę pozwiedzać. Jak chcecie, mogę coś kupić.
-Poczekaj chwilę na mnie.- Odzywa się Jay, zrywając się z łóżka.- Daj mi pięć minut.- Kieruję swój wzrok na mężczyzny.
-A ja już miałam do ciebie wracać.- Jęczę, a moment później zjawia się koło mnie.
-Wrócę za jakąś godzinę, ewentualnie półtora.- Składa całusa na moich ustach.

JARED


Z jękiem odstawiamy pianino na drugim piętrze kamienicy. Z kieszeni dżinsów wyciągam klucz i otwieram mieszkanie. Wnosimy instrument i odkładamy go przy ścianie.
-Nie mogłeś kupić sobie na przykład nowej gitary?- Pyta Terry, padając na kanapę.
-Ale potrzebuję tu pianino, a Artemisa mi wystarczy.- Odkładam zawartość kieszeni na szafkę.
-To był sarkazm.- Mruczy.- Kto chcę kawę?- Fotograf z lekkim jękiem wstaję i kieruję się do kuchni.
-Ja. Jakoś przeszła mi ochota na zwiedzanie.- Olita wprost zabija mnie wzrokiem.
-Ja po proszę herbatę.- Odzywam się.
-Herbatę to sobie sam zrób.
-Gdzie Olivia?- Rozglądam się po pomieszczeniu, po czym wchodzę do sypialni. Na łóżku zauważam dziewczynę zwiniętą w kłębek, wtuloną w poduszkę. Kucam na dywanie i odgarniam włosy z jej twarzy. Mruczy coś niezrozumiałego dla mnie i mocniej ściska poduszkę. Prostuję nogi i przykrywam ją kołdrą, po czym całuję w głowę. Wychodzę z pokoju, po cichu zamykam drzwi, nie chcąc obudzić czarnowłosej.- No i gdzie jest?- Dopytuje Hawajczyk.
-Śpi.- Na moich ustach pojawia się uśmiech.
-Ileż można.- Spoglądam na Terrenca, wychylającego się zza blatu.- Przez to jej spanie, ciągle się spóźnia do pracy.- Jęczy.
-No, nie przesadzaj. Przecież ostatnio przychodzi punktualnie.
-Bo ty ją budzisz. Bez ciebie cały czas by się spóźniała.- Prostuje.
-Czyli jednak nie jestem taki zły, co?- Siadam na sofie, obok Braxtona.
-No nie.- Mężczyzna kładzie na stoliku dwa kubki z kawą.- Ale powiedz mi szczerzę, kochasz ją?
-Tak.- Odpowiadam bez chwili zawahania.
-A powiedziałeś jej to?- Przygląda mi się z uwagą.
-No, nie.- Zagrywam wargę.
-Nie masz nic do stracenia, powiedz jej to.
-A co jeśli ona mnie nie kocha?- Zaczynam bawić się własnymi palcami, ale mimo wszystko czuję ich uważny wzrok na mnie.
-Uwierz, ona czuję do ciebie dokładnie to samo. Jeszcze nigdy nie widziałem jej takiej szczęśliwej.- Zielonooki unosi kubek i upija kilka łyków.- Uśmiech sam ciśnie mi się na usta, gdy ją widzę.
-Mówisz poważnie?- Unoszę jedną brew w górę.
-Absolutnie. Rozmawiając o niej zawsze jestem poważny, no dobra, prawie zawsze. Ale jej szczęście jest dla mnie najważniejsze. Żałuję jedynie, że nie mogłem być przy niej cały czas. Jestem beznadziejnym ojcem.- Przymyka powieki.
-To nieprawda.- Sprzeciwiam się.- Ona cię uwielbia.- Nagle drzwi do sypialni się otwierają, a w nich staje zaspana Olivia.
-Czuję kawę.- Mruczy, idąc w naszym kierunku. Staje przede mną, a ja łapię ją za rękę i ciągnę tak, że ląduje na moich kolanach.- Tato, daj łyczka.- Robi słodką minę do swojego ojca. Mężczyzna z jękiem podaje jej kubek. Czarnowłosa upija kilka łyków i oddaje naczynie.
-Jak się spało?- Pytam, całując ją w skroń, a ona opiera głowę na moim ramieniu.
-Dobrze.- Odpowiada głośno, po czym przechodzi w szept.- Tylko nie podobało mi się to, że byłam sama.- Dodaje wprost do mojego ucha.- Idę pod prysznic.- Oznajmia, znów normalnym głosem, podnosząc się z moich kolan, po czym znika w łazience.
-Jeśli zachowujecie się tak cały czas, to jest prawdziwa miłość.- Komentuje Terry z uśmiechem. Wstaję z sofy i wchodzę do kuchni. Z szafki wyciągam dwa kubki z postaciami z „Kubusia Puchatka”. Do jednego zsypuję kawę, a do drugiego herbatę. Po chwili napełniam wrzącą wodą naczynia.
-Jared!- Po mieszkaniu roznosi się głos Olivii.
-Tak?- Odkrzykuję, podchodząc bliżej pomieszczenia, w którym się znajduje.
-Mógłbyś mi przynieść coś do ubrania?- Śmieję się pod nosem i posłusznie idę do sypialni. Z szafy wyciągam ciemne dżinsy i moją koszulkę z długim rękawem. Nie wiem czemu, ale uwielbiam ją w moich ciuchach. Kieruję się do szuflady z bielizną, skąd zabieram czarny, koronkowy komplet. Z ciuchami wracam pod drzwi łazienki.
-Mogę wejść?- Pytam.
-Tak.- Zaraz jej odpowiedzi wślizguję się do środka. Na dywaniku stoi pani fotograf, owinięta jedynie ręcznikiem. Podchodzę do niej i kładę dłoń na jej policzku, po czym zatapiam się w jej ustach.- Jay, muszę się ubrać.- Mruczy między pocałunkami. Odrywam się od jej warg i opieram o jej czoło.
-Już wychodzę. Po prostu chciałem cię pocałować.- Tłumaczę odsuwając się lekko. Podaje jej ubrania i z uśmiechem wychodzę z pomieszczenia. Idąc do kuchni, rzucam spojrzenie na naszych gości, którzy są zatopieni w rozmowie. Zabieram przyrządzone przeze mnie napoje do salonu. Siadam na sofie w momencie, gdy Olivia wychodzi z łazienki. Jej wzrok pada na instrument, które wcześniej zignorowała.
-Co tu robi pianino?
                                *                      *                      *
Przyglądam się z uwagą Olicie, który od kilku minut żali się o związku z Ashlee. Praktycznie gada do siebie, bo z jego monologu nic nie można zrozumieć. To kolejny dowód na to jak działa whisky Terence. Odwracam wzrok na Olivie. Ta wzrusza ramionami, po czym wstaje i zbiera ze stolika kieliszki po winie. Tylko Hawajczyk odważył się pić podarunek od fotografa.
-Pomóc ci?- Pytam, a ta przeczy ruchem głowy.
-Ty zrób coś z nim.- Wskazuje na Braxtona.- A ty mu pomóż.- Zwraca się do swojego ojca. Wchodzi do kuchni, a ja razem z Terrym przenosimy chłopaka do nowego pokoju. Kładziemy go na materacu, który dzisiaj kupiliśmy. Zostawiamy go tam i zamykamy drzwi.
-Ja się będę zbierał.- Mówi Richardson, a moja dziewczyna wychyla głowę z pomieszczenia.- Pamiętaj, poniedziałek na dziesiątą.- Wskazuje na nią palcem.- Dobranoc.- Wychodzi z mieszkania, zostawiając nas samych. Uśmiecham się do czarnowłosej i wspólnie zajmujemy się myciem naczyń. Znaczy ja myję, ona wyciera. W końcu oddaję jej ostatni kieliszek i opieram się o blat.
-Przepraszam za Olitę. Normalnie się tak nie zachowuje. Ewentualnie wyjada mi wszystko z lodówki.- Mówi, odkładając ścierkę. Przyciągam ją do siebie i całuje w czoło.
-Nie ma za co przepraszać. Musiałem zachowywać się podobnie, gdy się upiłem i musiałaś mnie niańczyć.- Mruczę, splatając nasze palce.
-Muszę się przyznać, że to mi się nawet podobało.- Palcem zaczyna kreślić jakieś wzory na moim torsie. Unoszę kąciki ust w górę i cmokam ją w nos.
-Mimo wszystko, już chyba nigdy nie będziesz musiała oglądać mnie w takim stanie.- Obiecuję, po czym prowadzę do salonu.- Idę pod prysznic. Jak wrócę, masz leżeć w łóżeczku, rozumiesz?- Puszczam jej oczko i popycham w kierunku sypialni.
 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz