POSTACIE Strona głóna

sobota, 19 grudnia 2015

23. WIZYTA


31 sierpień 2006
Zdejmuję z kolan laptopa, na którym moment wcześniej obrabiałam zdjęcia Justina Timberlake’a. Podchodzę do drzwi wejściowych i otwieram je. Za progiem stoi kobieta z długimi, blond włosami i waliską w ręce.
-Dobry wieczór. Olivia, tak?- Odzywa się z uśmiechem na ustach. Kiwam lekko głową, potwierdzając.- Ja jestem Constance, matka Jareda. Miło mi cię wreszcie poznać.- Unosi kąciki ust jeszcze wyżej, co graniczy z cudem, a ja otwieram usta ze zdziwienia. Nie spodziewałam się jej tutaj.
-Dobry wieczór.- Wykrztuszam wreszcie.- Proszę wejść.- Uchylam szerzej drzwi, wpuszczając ją do środka. Ogarniam salon wzrokiem, gardząc sobą w myślach, że nie posprzątałam.- Przepraszam za bałagan. Ostatnio dużo pracuję i jeszcze nie zdążyłam posprzątać.- Kobieta kieruje wzrok na kartki leżące na pianinie i fotelu, stojącym w kącie, obok gitary.
-Nie tylko ty tu mieszkasz, Jared też powinien po sobie sprzątać.- Komentuje, a mój humor momentalnie się poprawia.
-Niech się pani rozgości. Chce pani coś do picia? Może kolacje?- Jednym, zwinnym ruchem zgarniam dokumenty związane z wystawą zdjęć Terryego i po części też moich. Odnoszę je do sypialni.
-Nie jestem żadną panią. Mów mi po imieniu. Mogę poprosić o szklankę wody?
-Już. Oczywiście.- Kieruję się w stronę kuchni. Nalewam napoju do kubka, po czym podaję ją blondynce.
-Przepraszam za mój strój.- Wskazuję na stare spodnie dresowe i jedną z koszulek Jay’a.
-To ja przepraszam, że przyjechałam tak bez uprzedzenia, ale po tych wszystkich opowieściach mojego syna, wprost nie mogłam wytrzymać, aż cię nie poznam. A tak właściwie, to gdzie on się podziewa?
-Przed chwilą wyszedł na zakupy. Musieliście się minąć.- Odpowiadam.
-Co tak stoisz? Siadaj, przecież nie gryzę.- Śmieję się razem z matką braci i zajmuję miejsce obok niej.- Powiem ci szczerzę, zdjęcia nie oddają twojej urody. Jesteś śliczna.- Czuję jak rumieniec wkrada się na moje policzki.
-Ale to tylko tusz i puder.- Mówię. Najchętniej schowałabym twarz we włosach, ale te upięłam w kucyka.- Słyszałam, że jest pani fotografem.
-Nie jestem panią. Mam imię.- Mówi.- Tak, ty też, prawda?- Kiwam lekko głową potwierdzająco.- Pracujesz z Richardsonem?
-Tak.- Przyznaję.- Terry jest dość specyficznym człowiekiem.- Dodaję.
-Jared mi o nim wspominał. Jak do niego trafiłaś?
-To mój ojciec.- Mówię, a w tym samym momencie drzwi wejściowe się otwierają.
-Jestem, Aniele! Tylko nie kupiłem marchewek.- Mężczyzna wchodzi do salonu z torbą na zakupy w ręce.- Mama?- Zatrzymuje się ze zdziwieniem wypisanym na twarzy.- Co tu robisz?
-Przyjechałam was odwiedzić. Mam nadzieję, że nie przeszkadzam.- Kobieta wstaje i idzie przywitać się z synem. Przytulają się, a ja wyłapuję jedynie zdziwione spojrzenie Jareda.
-Ty nigdy nie przeszkadzasz.- Odzywa się.- Widzę, że poznałaś już Olivię.- Podchodzi do mnie i całuję na przywitanie.
-Lepiej trafić nie mogłeś.- Kobieta wraca na swoje poprzednie miejsce, a brunet zanosi zakupy do kuchni.
-Dawno temu przyszłaś? Trzeba było zadzwonić, odebrałbym cię z lotniska.- Spogląda na nią zza blatu.
-Dosłownie kilka minut temu. Synku, muszę cię opieprzyć.- Leto zamiera z lekko otwartymi ustami.- Co mają znaczyć te papiery?- Wskazuje na instrumenty, a ja wybucham śmiechem, podczas gdy on z zakłopotaniem drapie się po głowie.
-No bo ja…- Zaczyna.- Przed chwilą grałem.- Odpowiada w końcu, zmyślając.- Już to sprzątam.- Dodaje, podchodząc do pianina. Podobnie jak ja przed chwilą, jeden ruch i kartek nie ma. Moim przykładem zanosi to wszystko do sypialni.- Jak ci minęła podróż?- Zajmuje miejsce koło mnie i łączy nasze dłonie. Kobieta uśmiecha się, widząc ten gest.
-Odrobinę się dłużyło, ale przynajmniej skończyłam czytać książkę.
-Ile zostajesz?
-Jeszcze nie wiem. Nie chcę się wam wpraszać. Może mieliście jakieś plany.- Po raz kolejny na moje policzki wskakuje rumieniec, gdy tylko przypominam sobie o naszych „ambitnych planach” na weekend, czyli nie ruszać się z łóżka.
-Nic ważnego nie planowaliśmy.- Jay najwyraźniej pomyślał o tym samym, bo na jego ustach pojawia się uśmiech. Nachyla się nad moim uchem i szepczę wprost do niego, przegrywając przy okazji jego płatek.- Musimy to przełożyć na kiedy indziej.- Po moim ciele rozchodzi się dreszcz.- Możesz zostać ile tylko chcesz. Odstąpimy ci łóżko w sypialni, żebyś miała gdzie spać.
-A wy?- Pyta kobieta.
-Wyremontowaliśmy ostatnio pokój. Na razie jest tam stary materac, więc nie musisz się o nas martwić. Masz jakieś plany na jutro?
-Jeszcze nie.
-Musimy tu posprzątać.- Mówię bezgłośnie w kierunku bruneta, a ten przytakuje.
-Mogłabym skorzystać z prysznicu? Trochę zmęczyła mnie podróż.- Wyznaje.
-Oczywiście. Już ci wszystko pokazuje.- Jared wstaje, puszczając moją dłoń. Prowadzi kobietę do łazienki, a ja zgarniam kołdrę i poduszki po czym przenoszę je do naszej byłej graciarni. Z jednego pudła wyjmuję zapasową pościel i niosę do sypialni, gdy Jared przejmuje mój ładunek i zanosi do pomieszczenia. Ścielimy łóżko i szybko sprzątamy z grubsza. Dwie kupki papierów przekładam do graciarni.
-Wiedziałeś o tym, że twoja mama przyjedzie?- Pytam, odwracając się do niego. Mężczyzna obejmuje mnie w pasie.
-Nie miałem pojęcia. Też się zdziwiłem. Gdybym wiedział, to bym ci powiedział.- Całuje mnie w nos.
-W sumie, to dobrze, ze nie wiedziałam, przynajmniej się nie denerwowałam.- Mruczę.- O nie. Muszę skończyć te zdjęcia na jutro.- Jęczę, wyrywając się, w tym samym czasie z łazienki wychodzi Constance.
-W takim razie dobranoc.- Mówi, pojawiając się w drzwiach.
-Dobranoc.- Uśmiecham się, a ona po chwili znika.- Mogę pierwsza? Muszę umyć włosy.- Robię słodkie oczy, a ten z jękiem się zgadza.
-Tylko szybko.- Grozi palcem, a ja szybko cmokam go w usta i wchodzę do łazienki.
Wyłączam wodę i zaczynam wycierać się ręcznikiem, gdy na moim ciele nie ma już ani kropelki, owijam się nim. Wychodzę z pomieszczenia, jednocześnie wpadając na Jareda. Uśmiecha się do mnie i wręcza piżamy.
-Dziękuję.- Cmokam go w usta i wracam do pomieszczenia się ubrać. Rozczesuję włosy, gdy do środka wchodzi brunet.- Skąd wiedziałeś, że zapomniałam ciuchów?- Pytam, odwracając się w jego kierunku.
-Bo cię znam.- Odpowiada, rozbierając koszulkę. Przez moment przyglądam się jego klacie, po czym kieruję się do salonu, gdzie zajmuję miejsce na sofie. Kładę laptopa na kolanach i kontynuuje obrabianie zdjęć. Po kilkunastu minutach mężczyzna nachyla się nade mną. Czuję mokre włosy, którymi smyra mnie po szyi.- Skończyłaś już?- Wysyłam mu znaczące spojrzenie.- To kończ. Kołdra nie zastąpi mi twojego ciepła.- Szepcze, kładąc mi głowę na moim ramieniu.
-Nie zapomnij o tym, że muszę chodzić rano do pracy. Wtedy jakoś dajesz sobie radę.
-Nie zapominaj kto cię budzi. Ja też wtedy wstaje.- Sprzeciwia się, siadając obok mnie. Spoglądam na niego. Ma na sobie jedynie spodenki, które służą mu za piżamę.
-Ale potem się kładziesz. Ostatnio wróciłam się po papiery i cię przyłapałam.- Składam na jego policzku całusa.- Idź spać. Ja zaraz przyjdę.- Mężczyzna wstaję i idzie do naszej graciarni.
* * *
Zalewam herbatę wrzącą wodą, jednocześnie ziewając. Przecieram oczy, opierając się o szafkę. Spoglądam na papiery, które teraz czekają na to, aż je uzupełnię. Z kubka z Kubusiem Puchatkiem wyjmuje torebeczkę. Odpycham się od szafki i z ociąganiem kieruję się do salonu, po drodze wyłączając światło w kuchni. Siadam na sofie i kładę kartki na kolanach, ówcześnie odkładając naczynie na stolik. Nagle z naszej sypialni wychodzi kobieta. Zatrzymuje się, gdy mnie zauważa. Wysyłam w jej kierunku słaby uśmiech.
-Dlaczego ty jeszcze nie śpisz?- Pyta, z troską w głosie.
-Muszę jeszcze to skończyć.- Odpowiadam, wskazując na dokumenty.
-Jest wpół do drugiej. Do spania, już.- Wskazuje na naszą graciarnie.
-Jeszcze kilka minut.- Mówię.- Zaraz pójdę.- Kobieta nie wygląda na przekonaną, ale wraca do sypialni. Kontynuuję uzupełnianie papierów, ale po jakiś trzydziestu minutach, czuję na sobie czyjś wzrok.
-Aniele, gówno mnie obchodzi to, że jeszcze nie skończyłaś, do łóżka już.- Odwracam głowę i napotykam wściekły wzrok Jareda. Otwieram usta, żeby się sprzeciwić, jednak nawet nie zaczynam.- Nie ma żadnego „ale”.- Podchodzi bliżej i łapie mnie za rękę, przyciągając do siebie. Składa delikatny pocałunek na mojej głowie.
-Terry…
-Ja mu wszystko wytłumaczę.- Przerywa mi, prowadząc do naszej zastępczej sypialni. Z jękiem mu ulegam. Kładę się na materacu, nie czekając na niego. Zamykam oczy, a po chwili zasypiam w objęciach Jay’a.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz