POSTACIE Strona głóna

czwartek, 24 grudnia 2015

24. RYŻ Z JABŁKAMI

1 wrzesień 2006
Budzi mnie pocałunek. Otwieram leniwie oczy i pierwsze co dostrzegam to czerwone końcówki włosów, smyrające mnie po twarzy. Przewracam się na drugi bok, chowając przy okazji pod poduszką.
-Jeszcze pięć minut.- Jęczę cicho.
-Mówisz to już trzeci raz.- Słyszę w odpowiedzi. Czuję jak materac ugina się pod jego ciężarem.- Gdyby to ode mnie zależało, pozwoliłbym ci spać, ale musisz iść do pracy.- Jednym zwinnym ruchem odwraca mnie, tak, że teraz w połowie leżę na nim. Przyglądam mu się uważnie. Jego usta wykrzywione są w delikatnym uśmiechu, za którym wprost szaleję, a niebieskie tęczówki wpatrzone we mnie.
-No niech ci będzie.- Mruczę, całując go w policzek.
Podnoszę się z lekkim ociąganiem, a mój wzrok pada na kupkę ciuchów, leżącą na jednym z wielu pudełek. Zgarniam je jednym ruchem i ruszam do łazienki na poranny prysznic. Po kilku minutach wycieram się i ubieram w rzeczy, które przyniósł mi Jared, czyli innymi słowy dżinsy i koszulkę z Metallicą. Wkładam ją w spodnie i po szybkim przeczesaniu włosów, wychodzę z pomieszczenia i na oślep docieram do kuchni. Z szafki zgarniam ostatnie jabłko i wgrywam się w nie. Z salonu zgarniam torebkę i pakuje do niej w połowie uzupełnione papiery, gdy do środka wchodzi Constance.
-Dzień dobry.- Mówi z uśmiechem.- A ty gdzie się wybierasz?
-Do pracy.- Odpowiadam.- Terry sobie beze mnie nie poradzi.- Wzruszam ramionami.
-Mam nadzieję, że nie siedziałaś za długo wczoraj.- Przygląda mi się z uwagą.
-Dopilnowałem, żeby położyła się przynajmniej na kilka godzin.- Za mną pojawia się Jay.- Chociaż myślałem, że będzie mądrzejsza i przyjdzie wcześniej.- Nachyla się i składa całusa na moim policzku.
-Zrozumiałam. Już nie będę pracować w nocy.- Wyrzucam ręce w górę, kapitulując.-A teraz muszę iść. Do potem.- Macham im i wychodzę z mieszkania.
* * *
Odkładam na moment aparat obok laptopa i odprowadzam wzrokiem Kate do garderoby. Przeglądam zdjęcia, które do tej pory zrobiłam i uśmiecham się do siebie. Większość wyszła naprawdę nieźle. Nagle do moich uszu dochodzi głos młodszego Leto. Odwracam się zdezorientowana, ale nie zauważam nikogo. Jednak cały czas go słyszę. Jak najciszej się da, podchodzę do drzwi i delikatnie się wychylam. Na korytarzu stoi Terrence i Jared.
-… siedziała nad tym pół nocy.- Mówi brunet, a ja przylegam do ściany, nie chcąc, żeby mnie zauważyli.- Nie uważasz, że trochę przesadzasz? Ona ma też swoje życie. Nie może cały czas pracować. Może przed pojawianiem się mnie była do twojej dyspozycji dwadzieścia cztery godziny na dobę, ale teraz ja dopilnuję, żeby miała też czas na odpoczynek, rozumiesz?
-Rozumiem.- Doskonale odróżniam głos ojca.- Naprawdę siedziała nad tym do drugiej?
-Musiałem po nią iść. Inaczej siedziałaby dłużej. Dlatego nie skończyła uzupełniać papierów.- Robię kilka kroków do przodu, zauważając jak modelka wychodzi z garderoby. Uśmiecha się do mnie i ustawia na białym tle. Łapię aparat i przez moment przyglądam się blondynce. Jest ubrana w ołówkową spódnice z czarnym paskiem i niebieską bluzkę.
-Jak to jest być modelką rozpoznawalną na całym świecie?- Pytam, jednocześnie naciskając guziczek aparatu.
-Ciężko.- Kobieta wywraca oczami, ustawiając się w kolejnej pozie.- Nie można normalnie wyjść z domu, bo na każdym kroku czai się ktoś, kto chce autograf, zdjęcie. Czasem żałuję, że w ogóle zostałam modelką…- Do pomieszczenia wchodzi Terrence, przerywając jej wypowiedź.
-Olivia, Emily na ciebie czeka na dole. Miałyście iść razem na lunch.
-Jestem zajęta.- Odpowiadam, nie patrząc na niego. Chyba nie zamierza powiedzieć mi o wizycie Jay’a.
-Ja dokończę sesje. I jak chcesz, to możesz już nie wracać. Nie ma nic dzisiaj do roboty, a ty wyglądasz na zmęczoną.- Wprost wyrywa mi aparat z ręki.- Idź do domu.- Uśmiecham się.
-Dziękuję. Do zobaczenia w poniedziałek. Pa, Kate.- Macham do modelki i z gabinetu zgarniam moje rzeczy, w tym komórkę. Wpisuję z pamięci numer Jareda i przykładam telefon do ucha.
–Halo?- Odbiera po chwili, a ja naciskam guzik przywołujący windę.
-Leto, zaczekaj na mnie przed budynkiem.- Mówię na przywitanie.- Nawet nie próbuj uciekać.- Dodaję, wsiadając do metalowej skrzyni. Rozłączam się i chowam komórkę do kieszeni. Zjeżdżam na parter i wychodząc z windy wpadam na kogoś. Unoszę głowę, chcąc przeprosić, ale słowa zamierają w ustach, gdy zauważam niebieskie tęczówki wpatrujące się we mnie. Podnoszę się na palcach i całuję mężczyznę.- Możesz częściej przychodzić do Terryego.- Mówię, wtulając się w jego klatkę piersiową.
-Myślałem, że mnie nie zauważysz.- Mruczy.
-Olivia, idziesz ze mną na lunch, czy zostajesz z Jaredem?- Pyta blondynka, podchodząc do nas. Robię krok w tył, oddalając się od bruneta. Jakiś czas temu powiedziałam jej prawdę o Jay’u. Przenoszę spojrzenie z piosenkarza na recepcjonistkę i z powrotem.
-Przepraszam cię.- Zwracam się do dziewczyny.- Pójdziemy razem w poniedziałek, zgoda?
-Trzymam cię za słowo.- Emily całuje mnie w policzek na pożegnanie i wychodzi z budynku, podobnie jak my.
-Musimy jeszcze wstąpić do sklepu po jabłka.- Mówię, czując jak łapie mnie za rękę.- Zrobię ryż zapiekany z jabłkami na obiad.
-Aniele, już za późno, mama to robi.- Uśmiecha się.- Przeglądała półkę z książkami i zauważyła zeszyt z jej imieniem i nazwiskiem, więc go sobie obejrzała, no i stwierdziła, że nam coś upichci.- Z jękiem przypominam sobie o dość grubym zeszycie, do którego przepisałam wszystkie przepisy, które Constance wysłała swojemu synowi i nadałam tytuł.- Dlaczego jesteś taka smutna?- Pyta, zatrzymując się przede mną. Jęczę cicho.
-„Jak to mieć syna wegana, czyli kuchnia wegańska na każdą okazję”.- Cytuje tytuł zeszytu, który sama wymyśliłam.- Dlaczego pozwoliłeś mi to tak nazwać? Dlaczego w ogóle pozwoliłeś mi to nazwać?
-Ale mamie to się spodobało i to bardzo. Zresztą sama ci to powie, jak tylko przekroczymy drzwi mieszkania.- Mężczyzna ze śmiechem przyciąga mnie do siebie i całuje w głowę.
-Mam nadzieję, że się nie mylisz.- Kontynuujemy spacer, by po kilkunastu minutach dotrzeć pod kamienicę. Wchodzimy na drugie piętro i otwieramy drzwi. Po mieszkaniu rozchodzi się piękny zapach.
-Jesteśmy!- Krzyczy Jay, ściągając buty, podobnie jak ja. W skarpetkach wchodzimy do kuchni, gdzie blondynka wyjmuję z piekarnika naczynie żaroodporne. Kładzie je na blacie i odwraca się do nas z uśmiechem.
-Olivia.- Zdejmuje rękawiczki i obejmuje mnie ramieniem.- Zdaje się, że nieświadomie napisałam książkę kucharską dla was.- Całuje mnie w policzek.- Mam tylko nadzieję, że chociaż czasem z niej korzystacie.
-Nawet nie wyobrażasz sobie jak często.- Śmieję się Jared. Kobieta wypuszcza mnie z uścisku.
-Głodni?
* * *
Siedzę po turecku na wykładzinie i uzupełniam papiery dla ojca, gdy Jared nagle przestaje brzdąkać na Artemisie. Unoszę głowę i dostrzegam Constance, ubraną w zwykłe dżinsy i czarny sweter. Gdybym spotkała ją na ulicy, nigdy bym nie pomyślała, że to właśnie ona jest rodzicielką braci Leto.
-Nie obrazicie się, jeśli spotkam się dzisiaj z koleżanką z liceum? Przez kilka lat mieszkała za granicą i ostatnio przeprowadził się do Nowego Yorku.
-Przyjechałaś tu na wakacje. Możesz robić, co tylko chcesz.- Odzywa się jej syn.
-Ale naprawdę nie będziecie mi mieć tego za złe?- Jej wzrok zatrzymuje się na mnie.
-I tak muszę to skończyć.- Wzruszam ramionami.
-Tak właściwie, to dlaczego Terry tego nie robi, tylko ty?- Pyta, podchodząc do mnie.
-Bo ja umiem płynnie mówić i pisać po francusku, a on tak średnio. Może by się dogadał, ale uzupełnianie oficjalnych papierów odpada.- Tłumaczę.
-No dobrze.- Nachyla się i całuje mnie w głowę. To samo robi z Jaredem.- Mam nadzieję, że wrócę przed 10, ale gdyby się przedłużyło, to zadzwonię.
-Dam ci klucz.- Brunet podnosi się z fotela i z szafki podnosi pęk kluczy. Wręcza je swojej matce.- Chociaż my i tak rzadko zamykamy drzwi.
-Miłego wieczoru, Connie.
-I nawzajem.- Kobieta wychodzi, a my zrywamy się z miejsca i zaczynamy sprzątać mieszkaniem.
* * *
Odkładam ostatnią uzupełnioną kartkę na stolik i przeciągam się. Spoglądam na mężczyznę rozłożonego na sofie i podciągam prawą nogę pod brodę.
-Koniec?- Pyta, uśmiechając się do mnie.
-Koniec. Wreszcie.- Odpowiadam tym samym, ciągle siedząc na wykładzinie.- Następnym razem Terry będzie to uzupełniał sam.- Niebieskooki unosi prawą brew w górę.
-Jestem pewien, że ty to będziesz robić.- Mówi.
-Pewnie masz racje.- Wzdycham, kładąc brodę na kolanie.- Po co Emma dzwoniła?- Pytam, a ten podaje mi dłoń. Przyciąga mnie do siebie, tak, że ląduje na jego kolanach. Wtulam się w jego klatkę piersiową.
-Musieliśmy ustalić wszystkie szczegóły dotyczące trasy.- Całuje mnie w czoło.- Na pewno nie chcesz jechać z nami?- Okręca kosmyk moich włosów na palcu.
-Ja bym chciała, ale Terry będzie wtedy w Paryżu, więc odpada.- Rysuję na jego torsie jakieś niezidentyfikowane kształty.
-Już za tobą tęsknię.- Mruczy, unosząc mój podbródek do góry, po czym całuje mnie, przy okazji jego dłoń wędruje pod moją koszulkę.
-Hej, Leto, nie zapędzaj się tak.- Odburkuję, jednak on nic sobie z tego nie robi.- Leto, twoja mama może w każdej chwili wrócić.- Dodaję, ciągle próbując się bronić.
-Nie przyjdzie.- Schodzi z pocałunkami na szyję, a ja jęczę cicho z przyjemności.
-A co jeśli przyjdzie? Opanuj się.
-Ile razy mam ci powtarzać, że nie przyjdzie?- Odrywa się na moment od mojego ciała, ale tylko po to, żeby przerzucić mnie na sofę. Nachyla się nade mną i kontynuuje, to co zaczął.
-Jay, nie. Constance zaraz tu będzie.- Zagryzam wargę.- Proszę, nie dzisiaj. Twoja mama…- Zaczynam, jednak ten atakuje moje usta, próbując ściągnąć mi koszulkę. No właśnie, próbując. Na szczęście mu się to nie udaje. Mrozi mnie wzrokiem i zaczyna miziać nosem po szyi, przez co po moim ciele przechodzi dreszcz, a potem kolejny i tak dalej.- Przestań.- Odzywam się, gdy on zajmuje się moim paskiem. Nagle ktoś chrząka. Niebieskooki zamiera i powoli odwraca głowę, a na mojej twarzy pojawia się rumieniec, chociaż nawet nie wiem, kto stoi w salonie.
-Cześć mamo, co tak szybko?- Ni stąd, ni zowąd mężczyzna obrywa w głowę czarną kopertówką.- Auł, a to za co?
-Ile razy ci powtarzałam, że jak kobieta mówi „nie”, to masz się jej słuchać?- Zaczynam chichotać, podnosząc się do pozycji siedzącej. Kobieta wysyła mi oczko.- Trzeba się trzymać razem, nie?
-Mamo, ty się lepiej zajmij Shannonem i jego panienkami.- Odburkuje Jared, trzymając się za miejsce, w które oberwał. Nachylam się i całuje to miejsce.
-Dalej boli?- Pytam ze słodkim uśmiechem.
-Już nie.
-O brata to ty się już nie martw. Jest pod stałą moją opieką. Teraz czas skontrolować ciebie. Synku, zrobisz nam herbatkę?- Kobieta kładzie kopertówkę na stoliku i siada obok mnie. Brunet z lekkim ociąganiem podnosi się z kanapy i idzie w kierunku kuchni.- Jeszcze musisz się wiele nauczyć.
-I jak spotkanie?- Pytam, przeczesując włosy palcami.
-W życiu się tak dobrze nie bawiłam.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz