Kicham, otwierając drzwi do
mieszkania. Jak najszybciej się da odkładam zakupy w kuchni, po czym rozbieram
kurtkę i buty. Zaczynam rozpakowywać kupione rzeczy, szukając dużej paczki
chusteczek. Zaczynam je i kicham po raz kolejny, a w pomieszczeniu zjawia się
Olivia z zaczerwienionym nosem i podpuchniętymi oczami.
-Dobrze, że jesteś.- Mruczy,
ledwo słyszalnie.- Masz moje tabletki?- Pyta, zaglądając mi przez ramie. Łapie
pastylki na ból gardła i ciastka zbożowe, po czym wyrywa mi paczkę z
chusteczkami.
-Lepiej trochę?- Podążam za nią
do salonu i zajmuję miejsce na kanapie. Okrywam nas kocem i wtulam się w jej
ramie.
-Jedynie to, że Terry podrzucił
nam kolejny sezon doktora Housa.- Odpowiada, włączając telewizor.- Nienawidzę
być chora…- Dodaje, włączając serial.- Dobrze, że już jesteś. Zimno mi było bez
ciebie.- Przybliża się do mnie.
-Nic nie mów, Aniele.- Całuję ją
w głowę.- Zamówiłem po drodze pizzę. Powinni zaraz tu być.- Wysmarkuję nos, a
dziewczyna zaczyna się śmiać, by moment później zanosić się głośnym kaszlem.
Tym razem to ja się chichram, przez co obrywam w żebra.- No dobra, dobra. W
sumie, to sam nie jestem lepszy.- Mówię i nagle do drzwi ktoś puka. Wyplątuję
się z uścisku czarnowłosej i otwieram. Za progiem stoi roznosiciel pizzy.
-Dzień dobry.- Mówi, a ja
kicham.- Oj, chyba choróbsko pana dopadło.- Uśmiecha się.- Jest może pani
Olivia?- Robię zdziwioną minę, a dziewczyna wychyla się zza kanapy.
-Nie radzę ci się zbliżać, Max.
Jesteśmy chorzy.- Mówi, a blondyn wręcza mi pudełko.
-Chciałem tylko powiedzieć, że
kuzynka jest zachwycona sesją u ciebie, dlatego macie pizzę na koszt firmy. Na
razie.- Macha nam i zaczyna zbiegać, a ja nadal stoję oniemiały.
-Jesteście po imieniu?- Pytam,
mrugając oczami z oszołomienia.- Jego kuzynka miała u ciebie sesje?- Zamykam
drzwi i wracam na sofę.
-Tak, bo jego kuzynką jest Kate
Winslet.- Po raz kolejny się we mnie wtula, powoli przeżuwając nasz posiłek.
-Mówisz serio?- Po kaszluję przez
moment, po czym spoglądam na nią.
-No tak. Też spodziewałam się
jakiejś dziewczynki, która tylko chciałaby zostać wielką gwiazdą, a tu taką
niespodzianka…- Opowiada, chrypiąc, a na końcu już całkowicie traci głos. Z
ruchy jej warg wyczytuję jedno zdanie: ”O cholera”. Ledwo udaje mi się nie
uśmiechnąć, a co dopiero wybuchnąć śmiechem, ale z pomocą przychodzi mi atak
kaszlu. O ile można to tak nazwać. Po ataku wstaję i z małej szafki, stojącej
przy pianinie wyjmuję notes i długopis. Podaję przedmioty Richardson, a ta
uśmiecha się z wdzięcznością.
* * *
Kolejny odcinek Dr. House się
kończy, a ja spoglądam na dziewczynę, która śpi, ze stopami na moich udach.
Uśmiecham się, uświadamiając sobie, że lepiej trafić nie mogłem. Ta dziewczyna
jest dla mnie wszystkim i teraz nie wyobrażam sobie życia bez niej.
Powoli podnoszę się i biorę ją na
ręce, uważając, żeby się nie obudziła. Wchodzę do sypialni i kładę ją na łóżku,
a wtedy jej oczy się otwierają i podnosi się, zatapiając w moich ustach.
Pociąga mnie, tak, że upadam obok niej. Dziewczyna przegryza płatek mojego
ucha, a ja nie wiem co powiedzieć.
-Cii…- Mruczy.
-Ty możesz mówić.- Zdziwię się.
-Chciałam cię wkręcić i się
udało.- Śmieje się.- Ale to tylko z głosem. Naprawdę jestem chora.
-Skoro tak, to jakaś zemsta cię
czeka.- Mruczę, przerzucając ją na drugą połowę łóżka. Teraz to ja jestem górą.
Powoli zdejmuję z niej bluzę, a ta cicho podśmiechuje się.
-Takie zemsty to ja mogę mieć
cały czas.- Zagryza wargę, a ja pozbywam się jej dresów i koszulki. Wracam do
jej ust, gdy do drzwi zaczyna się ktoś dobijać.
-Ignorujemy?- Pytam, a ona potwierdza,
lecz niecałą sekundę później dochodzi do nas jedno zdanie, a mianowicie:
„Policja, otwierać!”. Spoglądam na dziewczynę w zdumieniu.
-Zrobiłeś coś?- Czarnowłosa mruży
oczy, wyślizgując się. Ubiera się powoli.
-Myślałem, że mi ufasz.- Wychodzę
z pomieszczenia i kieruję się ku drzwiom. Otwieram je, a moim oczom ukazuje
się… No właśnie, już wolałbym sto razy bardziej tą całą policje, bo przede mną
stoi szeroko uśmiechnięty Shannon.
-Wiedziałem, że się na to
nabierzesz.- Unosi kąciki ust jeszcze wyżej.- Jesteś zbyt porządnym
człowiekiem.- Przełykam ślinę, próbując się uspokoić, po czym po prostu zamykam
drzwi.
-Czego chcieli?- Czarnowłosa
pojawia się obok mnie.
-To nie policja.- Odburkuję, a
ona mruczy coś pod nosem, więc wracam i wpuszczam starszego Leto.
-Shan, co tu robisz?- Richardson
przygląda mu się z uwagą, a ten nadal stoi uśmiechnięty, co niezmiernie mnie
irytuje.
-Jak to co? Przyjechałem was
odwiedzić, bo podobno umieracie.- Siadam na kanapie i włączam kolejny odcinek
House.- Mam nadzieję, że wam nie przeszkadzam. Mogę tu przenocować, nie?-
Odwracam się i posyłam mu spojrzenie, które doskonale umie rozszyfrować.
-Nie możesz.- Warczę.
-Jared, zachowuj się. Zostań ile
chcesz, ale jak się przeziębisz, to nie nasza wina. Rozgość się.
-Co on taki zły?- Mimo, że ten
pajac ściszył głos, i tak wszystko słyszę. Wywracam oczami.
-Przerwałeś mu coś.- Odpowiada
czarnowłosa.
-Już nawet chyba wiem co. Oli,
ubrałaś koszulkę na lewą stronę.- Perkusista siada obok mnie.- Oj, nie dziwię
ci się już, braciszku.
------------------------------------------------------------------------------
Ktoś to w ogóle czyta????
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz