Ziewam, szukając
w tłumie ojca. Nienawidzę lotnisk, więc to nie dziwne, że nie mam dobrego
humoru. Spoglądam na Jareda, który łączy nasze dłonie.
-Widzisz go?-
pytam, przeczesując włosy palcami. Mężczyzna przeczy, spoglądając na mnie.-Ja
wiedziałam, że tak będzie. Jemu nie można ufać.- Mruczę.
-Co robimy? Już
dawno powinien tu być.- Z torebki wyciągam telefon, który włączyłam kilkanaście
minut temu. Wykręcam numer Richardsona, który odbiera po kilku sygnałach.
-Tak?- Odzywa
się, a we mnie aż się gotuje.
-Gdzie ty
jesteś? Czekamy na ciebie już pół godziny.- Biorę głęboki wdech, próbując się
uspokoić.
-Jak to gdzie?
Mam jeszcze pełno pracy w związku z wystawą. Myślałem, że wspominałem ci o tym,
że po was nie wyjadę.
-Mówiłeś na
odwrót. No dobra, gdzie mamy przyjechać?- Już nawet złość mi przechodzi. Po
prostu chcę być już na miejscu i się położyć.
-Na 6 Rue Du
Jour. Drugie piętro. Musze wracać do pracy. Do zobaczenia.- Rozłącza się, a ja
wysyłam Jaredowi wymowne spojrzenie.
-Nie przyjedzie
po nas.- Oznajmiam.- Musimy sami sobie poradzić.- Ciągnę go w kierunku wyjścia
z lotniska, gdzie powinien znajdować się postój taksówek. I nie mylę się, bo po
kilku minutach siedzimy już w pojeździe. Wtulam się w ramię Leto i zamykam
powieki.
Budzi mnie
leciutki pocałunek w skroń. Otwieram leniwie oczy i dostrzegam, że stoimy w uliczce,
a po obu stronach mamy dość wysokie budynki.
-Aniele,
jesteśmy na miejscu.- Szepcze brunet. Spoglądam na niego zdezorientowana, ale
moment później wszystko sobie przypominam. Wysiadamy z samochodu i z pomocą
kierowcy wyciągamy bagaże. Z torebki wyciągam portfel z euro i płacę za
przejazd. Rozglądam się po okolicy, ale na bramie przy której się zatrzymaliśmy
wisi tabliczka z numerem 4.
-Pardon,
monsieur.- Zwracam się do mężczyzny po francusku.- Tu jest 4.
-Numer 6 jest
tam.- Wskazuje na drzwi na malutkim dziedzińcu za bramą.
-Merci.-
Taksówkarz odjeżdża, a my podchodzimy do wskazanych drzwi, które na szczęście
są otwarte, podobnie jak te oddzielające klatkę schodową i drugie piętro
budynku. Popycham je lekko, a moim oczom ukazuje się przedpokój. Wchodzę
głębiej i rozglądam się. Na ścianie wisi lustro z przyklejoną karteczką. Zrywam
ją i czytam na głos.- Rozgośćcie się. Ja wrócę późno. Cały apartament jest
do waszej dyspozycji. T.
-W takim razie
trzeba to jakoś wykorzystać.- Całuje mnie w szyję, rozbierając przy tym kurtkę.
Ja też swoją zdejmuję i zawieszam na wieszaku. Nagle zasłania mi oczy, po czym
powoli prowadzi przed siebie.
-Jesteś gotowa?-
Szepcze wprost do mojego ucha, przejeżdżając nosem po moim karku, przez co po
ciele przechodzi mi dreszcz.- To jak, Aniele?
-Gotowa.-
Odpowiadam tym samym tonem głosu, a on powoli zabiera swoje dłonie, mówiąc.
- Wiem, że nie
byłaś nigdy w Paryżu, a całą drogę taksówką przespałaś, dlatego to pierwszy raz
jak widzisz Wieże Eiffel.- Całuje mnie w czubek głowy, a ja otwieram oczy ze
zdziwienia, widząc czubek wieży wystającej zza budynków.- Jutro, jeśli Terry
pozwoli zabiorę cię jeszcze bliżej, żebyś mogła zobaczyć ją całą.- Odwracam się
do niego i zagryzam wargę.
-Ale nie
wyjedziemy na nią, prawda?- Mężczyzna uśmiecha się leciutko.
-Masz lęk
wysokości, więc to odpada. Nie zapominam o tym. Poszukam sypialni, żebyś mogła
się położyć.- Cmoka mnie w czoło, a ja unoszę kąciki ust wyżej.
-Kocham cię,
wiesz?- Idę za nim, po drodze zbierając jedną z naszych walizek.
-Wiem. Ja ciebie
też.- Otwiera drzwi z karteczką „To wasza sypialnia.”.- No i proszę. To
było proste.- Obracam się ogarniając wzrokiem pomieszczenie. Na każdych
drzwiach jest karteczka z informacją.
-Zamiast tak
dokładnie to wszystko opisywać, mógł po nas przyjechać.- Komentuje wchodząc do
pokoju pomalowanego na biało. Na środku stoi łóżko, na które od razu padam.-
Całkiem wygodne.- Mruczę wprost w pościel, a materac obok ugina się pod
ciężarem bruneta.
-Chcesz je
wypróbować.- Podnoszę lekko głowę i spoglądam na jego twarz, znajdującą się
kilka sentymentów ode mnie.
-Wiem, że czasem
narzekam jak kobieta z pięćdziesięcioletnim stażem, ale nie teraz. Wypróbuję je
na inny sposób.
-W takim razie,
ty się połóż, a ja porozglądam się po mieszkaniu. Dobrych snów, Aniele.-
Podnosi się, a ja z walizki wyjmuję jakieś dresy i jedną z koszulek Jareda.
-Dziękuję.-
Przebieram się szybko i wskakuję pod kołderkę.
* * *
Budzi mnie głos
Terenca. No tak. Inaczej być nie mogło. Zwlekam się z łóżka i ziewając,
otwieram drzwi.
-Ciszej, Olivia
śpi.- Jared upomina go, a ja wchodzę do kuchni, połączonej z salonem.
-Już nie śpię.-
Odzywam się, a oni odwracają.
-I widzisz,
obudziłeś ją.- Dreptam przez moment w miejscu, próbując się rozbudzić, gdy
nagle ojciec zamyka mnie w szczelnym uścisku.
-Co robisz,
szaleńczy staruszku?- Pytam, będąc zgniatana.
-Wesołych świąt,
Puchatku.- Mówi, a ja słyszę śmiech Jaya.
-Grabisz sobie,
Leto.- Mrużę oczy, uwalniając się z ramion Richardsona.- Macie coś do jedzenia?
Trochę zgłodniałam.- Otwieram lodówkę i pierwsze co widzę to filet z kurczaka w
przeźroczystym opakowaniu, więc od razu ją zamykam.- Ten biedny kurczaczek ma z
tą zniknąć, jeśli chcesz, żebym ci pomogła, rozumiesz?
-Zaraz go usmażę
i zjem. Nie musisz się martwić.
-Byłem na
obchodzie ulicy i znalazłem spożywcza.- Zaczyna niebieskooki.- I kupiłem trochę
owoców.- Podchodzę do niego i całuję.
-Ratujesz mi
życie.- Wgryzam się w jabłko.- Dobra, Terry dawaj te papiery. Chce mieć to już
za sobą.- Mężczyzna spogląda na muzyka, a ten wzrusza ramionami.
-Żadnych
papierów nie ma.- Mówi, a ja unoszę prawą brew w górę.- Chciałem cię tu
ściągnąć, bo mam dla ciebie niespodziankę. To mieszkanie należało do mojego
ojca, a on spisał mi je w spadku. Więc postanowiłem je wyremontować. Za tymi
drzwiami jest studio.- Wskazuje przed siebie, ale ja jedynie wpatruję się w
niego.- Pamiętasz dzień, w którym rzuciłaś we mnie gazetą z artykułem o was?
Napisali, że miałaś też romans ze mną, co było całkowitym kłamstwem.
-Pamiętam.
Zwiałeś na cały dzień.- Uśmiecham się lekko.
-Tak, więc
postanowiłem, że świat musi się dowiedzieć kim tak naprawdę jesteś. I kim była
dla mnie Elizabeth.
-Czyli chcesz
wyznać wszystkim, że masz córkę?- Robię dziubek, a on potwierdza.
-Przepraszam, że
musieliśmy cię okłamać.- Wtulam się w niego.
-Dziękuję.- I
nagle coś do mnie dociera.- Musieliście? Jared, wiedziałeś o wszystkim?- Robię
krok w tył i mierzę wzrokiem bruneta. Ten leciutko kiwa głową.- Zdrajca.-
Mruczę, ale jego też przytulam.- Mimo wszystko, dziękuję. Kiedy będę mogła
obejrzeć zdjęcia i zlikwidować te, które mi się nie podobają?
-Jutro wieczorem
na otwarciu.- Szczerzy się fotograf.
-Nie zrobisz mi
tego.
-A właśnie, że
zrobię.- Wystawia mi język.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz