Przechodzę koło łazienki i do
moich uszu dociera śpiew Jareda z pod prysznicu. Aktualnie wydziera się, udając
Davida Bowiego .
-We can beat them, just for one day
We can be Heroes, just for one day!- Śpiewa, a ja uśmiecham się lekko. Tego właśnie brakowało mi w Nashville.
We can be Heroes, just for one day!- Śpiewa, a ja uśmiecham się lekko. Tego właśnie brakowało mi w Nashville.
-Ciszej, Jay!- Wołam, mimo
wszystko.- Shannon narzeka.- Dodaje.
-Przekaż mu, żeby się w dupę
pocałował!- Parskam śmiechem słysząc odpowiedź niebieskookiego. Kontynuuje moją
drogę do sypialni i do szafy odkładam poskładane ciuchy. Gdy wracam na dół,
drzwi od łazienki się otwierają i z pomieszczenia wychodzi muzyk, owinięty w
pasie ręcznikiem.- Dawno temu przyjechał?- Pyta, łapiąc mnie w ramiona.
-Jakieś 10 minut temu. Aktualnie
opróżnia nam lodówkę.- Cmokam go w usta.- Tak, więc się pośpiesz.- Wyplątuję
się z jego ramion i schodzę po schodach do salonu.- Shan, Emma z tobą nie
przyjechała?- Mówię w kierunku kuchni, z której po chwili wychyla się głowa
perkusisty.
-Yyy… Nie?- Odpowiada z pełną
buzią. Przełyka to co do tej pory żuł.- Pojechała załatwić coś z wyjazdem do
Brazylii. Za godzinę powinna wrócić.- Ponownie znika.- Jack dzwonił.- Słyszę
jeszcze, więc podążam za nim. Otwiera lodówkę, zapewnie chcąc jeszcze coś
zjeść.
-Emma ci nie karmi?- Rzucam, a
ten odwraca się w moim kierunku.
-Jest zajęta czymś innym.- Mówi z
wielkim uśmiechem, a ja krzywię się, zarzucając sobie w duchu, że w ogóle
zadałam mu to pytanie.- Nie mamy czasu na jedzenie.- Wysyła mi oczko, a do nas dołącza Jared.
-Bro, przestań nas objadać.-
Mruczy na wstępie, a ja chwytam swój telefon, leżący na blacie.
-Nie wiesz po co dzwonił?- Pytam,
a ten tylko wzrusza ramionami.
-Prosił, żebyś oddzwoniła.-
Wychodzę do salonu, żeby im nie przeszkadzać i wybieram numer mojego cholernego
przyjaciela. Odbiera prawie od razu.
-Cześć, Lizi. Mam mały problem.-
Mruczy.- Zapomniałem powiedzieć Roxie, że lecę do NY i nie mam zarezerwowanego
hotelu…- Przerywam mu, opadając na sofę, która stoi obok perkusji starszego z
braci.
-Jedź do Terrego i poproś go o
zapasowy klucz do mieszkania i powiedz mu, że miał do mnie zadzwonić wczoraj.
-Dzięki, wiedziałem, że na ciebie
mogę liczyć.- Oczyma wyobraźni widzę jego uśmiech.- Tak właściwie to już u
niego jestem, ale wolałem się upewnić. Mówi, że zadzwoni wieczorem.
-Tylko niech uwzględni różnicę
czasową.- Przymykam powieki.
-Oki. To pa.- Cmoka i rozłącza
się, a ja tkwię w takiej pozycji dopóki ktoś nie zwala się na mnie.
-Shannon Christopher Leto,
zabieraj ze mnie swój wielki tyłek.- Syczę, a ten ze śmiechem zajmuje miejsce
obok mnie.
-Nawet nie wiesz jak mi cię
brakowało.- Cmoka mnie w policzek, a ja wywracam oczami.
* * *
Wychodzę na taras i uśmiecham się
na widok Jared, który stoi na brzegu basenu z kubkiem herbaty w dłoni.
Podchodzę do niego.
-O czym tak myślisz?- Pytam.-
Stoisz tu już pół godziny.- Mężczyzna spogląda na mnie swoimi intensywnie
niebieskimi oczętami.
-Wyjdź za mnie.- Oznajmia, a ja
otwieram lekko usta.- Wiem, że dopiero od kilku dni jesteśmy znów razem, ale ja
naprawdę chcę spędzić z tobą resztę swojego życia.- Uśmiecham się, zagryzając
jednocześnie wargę.
-Zgoda.- Odpowiadam, a ten marszy
brwi.
-Serio?- Potwierdzam ruchem
głowy, z coraz większym uśmiechem.- Myślałem, że z godzinę cię będę błagać na
kolanach.- Śmieje się cicho, obejmując mnie ramieniem.
-Kocham cię i po tym wszystkim,
wiem, że nie mogę bez ciebie żyć.- Wspinam się na palcach i całuję go krótko.
-W takim razie, Aniele, ślub
zorganizujemy zaraz po amerykańskiej części trasy, przed Europą, czyli przed 10
czerwca będziesz już moją żoną.
-Nie zapominaj, że Tomo i
Vicki też chcą się pobrać. Nie obrażą
się, że się tak wepchniemy przed nimi?- Zagryzam policzek od środka, a ten
odkłada kubek na stolik obok i łapie moją twarz w swoje dłonie.
-Według nich powinienem cię
poślubić od razu, po wparowaniu na twój ślub. Proponowali mi nawet podwójną
ceremonie.- Cmoka mnie w nos.- Będą szczęśliwi, że w ogóle się na to
zdecydowaliśmy.- Tym razem całuje mnie w usta, tak długo aż brakuje nam
powietrza.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz