POSTACIE Strona głóna

środa, 1 lutego 2017

78. ŚLUB

7 czerwiec 2011



Spoglądam na parkiet, na którym tańczy Emma w objęciach Shannona. Uśmiecham się na ich widok. Odkąd dwa miesiące temu wpadliśmy niezapowiedzianie do mieszkania perkusisty przestali ukrywać się ze swoimi uczuciami i są szczęśliwi. Obok nich do rytmu porusza się Anthony, Emily i mały Victor, ich synek. Trochę dalej dostrzegam Terrego i Alexandrę, jego dziewczynę i jednocześnie asystentkę. Przechylam głowę na lewo i dostrzegam Jareda, który wpatruje się we mnie z uśmiechem.
-No co?- Pytam, a ten nachyla się w moim kierunku.
-Bardzo cię kocham, Aniele.- Składa na moich ustach krótki pocałunek.- Zatańczysz?- Kiwam głową, wyrażając zgodę, a ten pomaga mi wstać. Prowadzi mnie na parkiet, po czym obejmuje.
-Jay?- Szepczę, wtulając się w jego ciało.
-Tak?
-To trochę szalone.- Muzyk odrywa się ode mnie i spogląda wprost w moje oczy.
-Ale nie żałujesz, prawda?- Uśmiecham się do niego i cmokam w usta.
-Żartujesz? To najlepsza decyzja jaką mogłam podjąć. Kocham cię najbardziej na świecie i nie wyobrażam życia bez ciebie, rozumiesz? A te dwa miesiące były cudowne i mam nadzieję, że całe nasze życie będzie tak wyglądać.- Niebieskooki unosi kąciki ust w górę.
-W sumie to masz racje, ślub po dwóch miesiącach jest trochę szalony.- Śmieję się  cicho.
-Nie zapominaj, że zepsuliśmy razem mój wcześniejszy ślub. To było chyba bardziej szalone.
-Może trochę.- Obok nas pojawia się White. Wystawia dłoń w moim kierunku.
-Mogę?- Leto przekazuje mnie Jackowi, więc wtulam się tym razem w czarnowłosego.- Jesteś moją ulubioną cholerną przyjaciółką, więc jeśli ten tam.- Wskazuje palcem na Jareda.- Kiedykolwiek cię skrzywdzi masz mi o tym od razu powiedzieć, jasne? Załatwię go wtedy.- Prycham.
-Przecież ty nie umiesz się bić.- Przypominam.
-To nic nie znaczący szczegół.
-Jack, przestań żartować, lepiej mi powiedz gdzie są dzieciaki?- Rozglądam się dookoła, ale nigdzie nie dostrzegam jego dzieci.
-Właśnie dorwały twojego  męża.- Wskazuje na lewo, gdzie maluchy rzeczywiście otoczyły Jaya.-
                                *                      *                      *
Przekręcam na palcu srebrną obrączkę z czterema znakami- glifami i małą triadą od wewnętrznej strony. Jeszcze przed śmiercią Melody ustaliliśmy, że tak będą wyglądać nasze obrączki, tylko teraz nie bardzo pamiętam czy to był pomysł, mój czy Jaya? Chociaż triadę dodaliśmy pół godziny przed odwiedzeniem jubilera. W każdym razie tak zostało i nawet gdyby ktoś zaproponował mi górę złota i zwykłą obrączkę zostałabym przy tej, bo znaczy dla mnie naprawdę wiele.
Przelatuję spojrzeniem po sali, szukając Jareda, który zniknął jakieś pół godziny temu, ale nigdzie go nie ma, za to koło mnie pojawia się Emily. Siada na krześle, które wcześniej zajmował mój już mąż.
-Moje słoneczko nie jest już starą panną, po prostu nie wierzę.- Mówi, opierając się o oparcie.
-Hej, wypraszam sobie tą starą.- Jęczę, marszcząc nos.
-No może nie taką starą, ale popatrz, jesteśmy w tym samym wieku, a ja się hajtnęłam jakieś trzy lata temu i już mam tego małego szkraba.- Wskazuje na Victora, który bawi się z dzieciakami Whita, pod dokładnym nadzorem Tonego.- W porównaniu ze mną, byłaś starą panną.- Zaplata ręce na piersi.
-Ty do czegoś konkretnie zmierzasz, czy po prostu paplasz co ci ślina przyniesie na język?- Unoszę prawą brew w górę, a ta wzdycha cicho.
-No właśnie w tym problem, że chyba po prostu paplam, bo ostatnim razem tak naprawdę rozmawiałyśmy jeszcze wiesz, przed tym całym zamieszaniem.- Mówi, a ja uświadamiam sobie, że ma racje.- I nawet nie pozwoliłaś mi się odwdzięczyć za zorganizowanie mojego wesela, tylko sama to wszystko zrobiłaś.- Wymachuje rękoma.
-Przepraszam, że cię tak zaniedbałam.- Mruczę, spuszczając wzrok.- Naprawdę nie chciałam. Nawet starałam się do ciebie odzywać jak mieszkałam u Jacka, ale znając ciebie, jeśli to byłby stały kontakt, od razu wyciągnęłabyś mój adres i wypaplała Jaredowi, a przypominam, tego właśnie nie chciałam.
-Taaa, tu masz akurat rację, więc o nic cię nie winię, no ale przecież mogłam ci pomóc z tym weselem. Tego akurat ci nie daruję, chyba że obiecasz, że znów będziemy przyjaciółkami na śmierć i życie.- Z uśmiechem spoglądam ponownie na nią.
-Emi, przecież zawsze nimi byłyśmy.
-No, w takim razie mogę ci powiedzieć, że opaćkałaś się jedząc przed chwilą ciasto.- Spoglądam w dół, na białą sukienkę, na której dostrzegam okruszki z ciasta. Strzepuję je jak najszybciej, po czym mrożę dziewczynę wzrokiem.
-Czemu mi wcześniej nie powiedziałaś?- Syczę cicho, a ta wybucha śmiechem.
-Żeby właśnie tak się pośmiać.- Składa na moim policzku całusa i już jej nie ma, ale nie na długo pozostaję sama, bo obok mnie pojawia się Jack.
-Widziałem, że cię Emily dorwała.- Mówi, siadając na krześle, które moment wcześniej zajmowała blondynka.
-No, tak jakby.- Robię minę, która powinna mu powiedzieć wszystko i przypominam sobie o czymś, a raczej o kimś.- Nie widziałeś Jareda? Zniknął mi.
-Niespodziankę ci przygotowuje.- Odpowiada czarnowłosy takim tonem głosu, jakby to było oczywiste. Otwieram szeroko oczy, cały czas wpatrując się w niego.- No, nie gap się tak, bo ci zaraz gałki oczne wypadną.- Przechyla lekko głowę.
-Jaką znów niespodziankę?
-Jak ci powiem, to już nie będzie niespodzianka, dlatego muszę siedzieć cicho, jak ta, mysz pod młotem.- Uśmiecha się szeroko, a moja dłoń ląduje na czole.
-Pod miotłą, matole.- Poprawiam go, a ten wywraca oczami.
-Jedna cholera, ważne że cicho.- Ponownie się szczerzy, a muzyka w tle nagle milknie. Próbuję coś zobaczyć w tłumie ludzi, ale jak to tłum ludzi, wszystko zasłaniają.- To znaczy, że się zaczyna.- Spoglądam na Whita, który cały czas siedzi na miejscu mojego męża, nie robiąc sobie nic z tego, że ja tu zaraz oszaleją.- No siedź spokojnie. Zaraz wszystkiego się dowiesz.- Wraz z końcem jego wypowiedzi, rozbrzmiewa jakaś melodia z cichym „Oh oh” w wykonaniu Jaya. Ludzie się rozchodzą, a ja dostrzegam na małej scenie, stojącej centralnie naprzeciwko trzech muzyków.
-I've been dreaming
Of things yet to come
Living, learning, watching, burning
Eyes on the sun
-
Śpiewa młodszy Leto, a ja przyglądam mu się jak zaczarowana.
-I’m leaving
Gone yesterday
Brutal, laughing, fighting, fucking
A price I had to pay-
Jared zeskakuje ze sceny i powoli podchodzi do stolika przy którym siedzę.
Bright lights, big city
She dreams of love
Bright lights, big city.- Słowa z mojej ulubionej koszulki.
He lives to run-
Zatrzymuje się przede mną i wpatruje we mnie smutnym spojrzeniem, bo te słowa padły z moich ust na lotnisku, gdy wyjeżdżał w trasę. 
-To run, to run, to run….- Powtarzają cicho Tomo i Shan do mikrofonu, a Jay nadal się we mnie wparuję.
-Przepraszam.- Mówię bezgłośnie, z oczami pełnymi łez, a ten uśmiecha się słabo, po czym kontynuuje piosenkę.
-Demon
Where did my angel go
Vacant, vapid, stupid, perfect
You are the one.-
Tym razem jak też się uśmiecham, słysząc jednocześnie przezwisko ojca, o któro tyle razy się z nim kłóciłam, to jak mnie ciągle nazywa i wyznanie, które znaczy dla mnie więcej niż te wszystkie przyrzeczenia.
-A new day, a new age, a new face, a new lay
A new love, a new drug, a new me, a new you
.-
No i nie mogło zabraknąć naszego postanowienie, że zaczynamy wszystko od początku. Niebieskooki wraca na scenę, ponownie powtarzając refren.
-Bright lights, big city
She dreams of love
Bright lights, big city
He lives to run.
I forgive
Had enough
Time to live
Time to love.-
Po tym znów wkracza Shan i Tomo, po czym Jared kończy piosenkę refrenem. Prawie wpycha mikrofon swojemu bratu i kieruje się w moją stronę. Podnoszę się z krzesła, a ten pojawia obok mnie, wyciągając ramiona, którymi moment później mnie oplata w szczelnym uścisku.
            -To…- Zaczynam, pociągając nosem.- Było po prostu cudowne.- Mówię, unosząc głowę i spoglądając w jego tęczówki.
            -Od razu przepraszam za nazwanie cię próżnym, nudnym i głupim aniołem, ale ten fragment pisałem akurat w samolocie, zaraz po tym jak oddałaś mi pierścionek…- Krzywi się nieznacznie, a ja po prostu wbijam się w jego usta.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz