Spoglądam na parkiet, na którym
tańczy Emma w objęciach Shannona. Uśmiecham się na ich widok. Odkąd dwa
miesiące temu wpadliśmy niezapowiedzianie do mieszkania perkusisty przestali
ukrywać się ze swoimi uczuciami i są szczęśliwi. Obok nich do rytmu porusza się
Anthony, Emily i mały Victor, ich synek. Trochę dalej dostrzegam Terrego i
Alexandrę, jego dziewczynę i jednocześnie asystentkę. Przechylam głowę na lewo
i dostrzegam Jareda, który wpatruje się we mnie z uśmiechem.
-No co?- Pytam, a ten nachyla się
w moim kierunku.
-Bardzo cię kocham, Aniele.-
Składa na moich ustach krótki pocałunek.- Zatańczysz?- Kiwam głową, wyrażając
zgodę, a ten pomaga mi wstać. Prowadzi mnie na parkiet, po czym obejmuje.
-Jay?- Szepczę, wtulając się w
jego ciało.
-Tak?
-To trochę szalone.- Muzyk odrywa
się ode mnie i spogląda wprost w moje oczy.
-Ale nie żałujesz, prawda?-
Uśmiecham się do niego i cmokam w usta.
-Żartujesz? To najlepsza decyzja
jaką mogłam podjąć. Kocham cię najbardziej na świecie i nie wyobrażam życia bez
ciebie, rozumiesz? A te dwa miesiące były cudowne i mam nadzieję, że całe nasze
życie będzie tak wyglądać.- Niebieskooki unosi kąciki ust w górę.
-W sumie to masz racje, ślub po
dwóch miesiącach jest trochę szalony.- Śmieję się cicho.
-Nie zapominaj, że zepsuliśmy
razem mój wcześniejszy ślub. To było chyba bardziej szalone.
-Może trochę.- Obok nas pojawia
się White. Wystawia dłoń w moim kierunku.
-Mogę?- Leto przekazuje mnie
Jackowi, więc wtulam się tym razem w czarnowłosego.- Jesteś moją ulubioną
cholerną przyjaciółką, więc jeśli ten tam.- Wskazuje palcem na Jareda.-
Kiedykolwiek cię skrzywdzi masz mi o tym od razu powiedzieć, jasne? Załatwię go
wtedy.- Prycham.
-Przecież ty nie umiesz się bić.-
Przypominam.
-To nic nie znaczący szczegół.
-Jack, przestań żartować, lepiej
mi powiedz gdzie są dzieciaki?- Rozglądam się dookoła, ale nigdzie nie
dostrzegam jego dzieci.
-Właśnie dorwały twojego męża.- Wskazuje na lewo, gdzie maluchy
rzeczywiście otoczyły Jaya.-
* * *
Przekręcam na palcu srebrną
obrączkę z czterema znakami- glifami i małą triadą od wewnętrznej strony.
Jeszcze przed śmiercią Melody ustaliliśmy, że tak będą wyglądać nasze obrączki,
tylko teraz nie bardzo pamiętam czy to był pomysł, mój czy Jaya? Chociaż triadę
dodaliśmy pół godziny przed odwiedzeniem jubilera. W każdym razie tak zostało i
nawet gdyby ktoś zaproponował mi górę złota i zwykłą obrączkę zostałabym przy
tej, bo znaczy dla mnie naprawdę wiele.
Przelatuję spojrzeniem po sali,
szukając Jareda, który zniknął jakieś pół godziny temu, ale nigdzie go nie ma,
za to koło mnie pojawia się Emily. Siada na krześle, które wcześniej zajmował
mój już mąż.
-Moje słoneczko nie jest już
starą panną, po prostu nie wierzę.- Mówi, opierając się o oparcie.
-Hej, wypraszam sobie tą starą.-
Jęczę, marszcząc nos.
-No może nie taką starą, ale
popatrz, jesteśmy w tym samym wieku, a ja się hajtnęłam jakieś trzy lata temu i
już mam tego małego szkraba.- Wskazuje na Victora, który bawi się z dzieciakami
Whita, pod dokładnym nadzorem Tonego.- W porównaniu ze mną, byłaś starą panną.-
Zaplata ręce na piersi.
-Ty do czegoś konkretnie
zmierzasz, czy po prostu paplasz co ci ślina przyniesie na język?- Unoszę prawą
brew w górę, a ta wzdycha cicho.
-No właśnie w tym problem, że
chyba po prostu paplam, bo ostatnim razem tak naprawdę rozmawiałyśmy jeszcze
wiesz, przed tym całym zamieszaniem.- Mówi, a ja uświadamiam sobie, że ma
racje.- I nawet nie pozwoliłaś mi się odwdzięczyć za zorganizowanie mojego
wesela, tylko sama to wszystko zrobiłaś.- Wymachuje rękoma.
-Przepraszam, że cię tak
zaniedbałam.- Mruczę, spuszczając wzrok.- Naprawdę nie chciałam. Nawet starałam
się do ciebie odzywać jak mieszkałam u Jacka, ale znając ciebie, jeśli to byłby
stały kontakt, od razu wyciągnęłabyś mój adres i wypaplała Jaredowi, a
przypominam, tego właśnie nie chciałam.
-Taaa, tu masz akurat rację, więc
o nic cię nie winię, no ale przecież mogłam ci pomóc z tym weselem. Tego akurat
ci nie daruję, chyba że obiecasz, że znów będziemy przyjaciółkami na śmierć i
życie.- Z uśmiechem spoglądam ponownie na nią.
-Emi, przecież zawsze nimi
byłyśmy.
-No, w takim razie mogę ci
powiedzieć, że opaćkałaś się jedząc przed chwilą ciasto.- Spoglądam w dół, na
białą sukienkę, na której dostrzegam okruszki z ciasta. Strzepuję je jak
najszybciej, po czym mrożę dziewczynę wzrokiem.
-Czemu mi wcześniej nie
powiedziałaś?- Syczę cicho, a ta wybucha śmiechem.
-Żeby właśnie tak się pośmiać.-
Składa na moim policzku całusa i już jej nie ma, ale nie na długo pozostaję
sama, bo obok mnie pojawia się Jack.
-Widziałem, że cię Emily
dorwała.- Mówi, siadając na krześle, które moment wcześniej zajmowała
blondynka.
-No, tak jakby.- Robię minę,
która powinna mu powiedzieć wszystko i przypominam sobie o czymś, a raczej o
kimś.- Nie widziałeś Jareda? Zniknął mi.
-Niespodziankę ci przygotowuje.-
Odpowiada czarnowłosy takim tonem głosu, jakby to było oczywiste. Otwieram
szeroko oczy, cały czas wpatrując się w niego.- No, nie gap się tak, bo ci
zaraz gałki oczne wypadną.- Przechyla lekko głowę.
-Jaką znów niespodziankę?
-Jak ci powiem, to już nie będzie
niespodzianka, dlatego muszę siedzieć cicho, jak ta, mysz pod młotem.- Uśmiecha
się szeroko, a moja dłoń ląduje na czole.
-Pod miotłą, matole.- Poprawiam
go, a ten wywraca oczami.
-Jedna cholera, ważne że cicho.-
Ponownie się szczerzy, a muzyka w tle nagle milknie. Próbuję coś zobaczyć w
tłumie ludzi, ale jak to tłum ludzi, wszystko zasłaniają.- To znaczy, że się
zaczyna.- Spoglądam na Whita, który cały czas siedzi na miejscu mojego męża,
nie robiąc sobie nic z tego, że ja tu zaraz oszaleją.- No siedź spokojnie.
Zaraz wszystkiego się dowiesz.- Wraz z końcem jego wypowiedzi, rozbrzmiewa
jakaś melodia z cichym „Oh oh” w wykonaniu Jaya. Ludzie się rozchodzą, a ja
dostrzegam na małej scenie, stojącej centralnie naprzeciwko trzech muzyków.
-I've
been dreaming
Of things yet to come
Living, learning, watching, burning
Eyes on the sun- Śpiewa młodszy Leto, a ja przyglądam mu się jak zaczarowana.
Of things yet to come
Living, learning, watching, burning
Eyes on the sun- Śpiewa młodszy Leto, a ja przyglądam mu się jak zaczarowana.
-I’m leaving
Gone yesterday
Brutal, laughing, fighting, fucking
A price I had to pay- Jared zeskakuje ze sceny i powoli podchodzi do stolika przy którym siedzę.
Gone yesterday
Brutal, laughing, fighting, fucking
A price I had to pay- Jared zeskakuje ze sceny i powoli podchodzi do stolika przy którym siedzę.
Bright lights, big city
She dreams of love
She dreams of love
Bright lights, big
city.- Słowa z mojej ulubionej koszulki.
He lives to run- Zatrzymuje się przede mną i wpatruje we mnie smutnym spojrzeniem, bo te słowa padły z moich ust na lotnisku, gdy wyjeżdżał w trasę.
He lives to run- Zatrzymuje się przede mną i wpatruje we mnie smutnym spojrzeniem, bo te słowa padły z moich ust na lotnisku, gdy wyjeżdżał w trasę.
-To run, to run, to run….- Powtarzają
cicho Tomo i Shan do mikrofonu, a Jay nadal się we mnie wparuję.
-Przepraszam.- Mówię bezgłośnie,
z oczami pełnymi łez, a ten uśmiecha się słabo, po czym kontynuuje piosenkę.
-Demon
Where did my angel go
Vacant, vapid, stupid, perfect
You are the one.- Tym razem jak też się uśmiecham, słysząc jednocześnie przezwisko ojca, o któro tyle razy się z nim kłóciłam, to jak mnie ciągle nazywa i wyznanie, które znaczy dla mnie więcej niż te wszystkie przyrzeczenia.
Where did my angel go
Vacant, vapid, stupid, perfect
You are the one.- Tym razem jak też się uśmiecham, słysząc jednocześnie przezwisko ojca, o któro tyle razy się z nim kłóciłam, to jak mnie ciągle nazywa i wyznanie, które znaczy dla mnie więcej niż te wszystkie przyrzeczenia.
-A new day, a new age, a new face, a new lay
A new love, a new drug, a new me, a new you.- No i nie mogło zabraknąć naszego postanowienie, że zaczynamy wszystko od początku. Niebieskooki wraca na scenę, ponownie powtarzając refren.
-Bright lights, big city
She dreams of love
Bright lights, big city
He lives to run.
A new love, a new drug, a new me, a new you.- No i nie mogło zabraknąć naszego postanowienie, że zaczynamy wszystko od początku. Niebieskooki wraca na scenę, ponownie powtarzając refren.
-Bright lights, big city
She dreams of love
Bright lights, big city
He lives to run.
I forgive
Had enough
Time to live
Time to love.- Po tym znów wkracza Shan i Tomo, po czym Jared kończy piosenkę refrenem. Prawie wpycha mikrofon swojemu bratu i kieruje się w moją stronę. Podnoszę się z krzesła, a ten pojawia obok mnie, wyciągając ramiona, którymi moment później mnie oplata w szczelnym uścisku.
Had enough
Time to live
Time to love.- Po tym znów wkracza Shan i Tomo, po czym Jared kończy piosenkę refrenem. Prawie wpycha mikrofon swojemu bratu i kieruje się w moją stronę. Podnoszę się z krzesła, a ten pojawia obok mnie, wyciągając ramiona, którymi moment później mnie oplata w szczelnym uścisku.
-To…-
Zaczynam, pociągając nosem.- Było po prostu cudowne.- Mówię, unosząc głowę i
spoglądając w jego tęczówki.
-Od razu
przepraszam za nazwanie cię próżnym, nudnym i głupim aniołem, ale ten fragment
pisałem akurat w samolocie, zaraz po tym jak oddałaś mi pierścionek…- Krzywi
się nieznacznie, a ja po prostu wbijam się w jego usta.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz