15 grudnia 2011
Wchodzę Laba, gdzie aktualnie
mieszkamy. Z uśmiechem na ustach wchodzę głębiej, mając nadzieje, że Olivia
nigdzie nie wyszła. Zaglądam do kuchni i dostrzegam jedynie plecy Shannona.
-Cześć, Bro.- Mężczyzna odwraca
się i unosi jedną brew w górę.
-Skończyłeś?- Pyta, a ja kiwam
głową w górę i w dół.- Ale wszystko, wszystko?- Dopytuje.
-Jeszcze tylko ubrania i
pierdułki. Ale to już po pokazaniu do Olivi. Nie wiesz gdzie ona jest?
-Jest nad basenem z herbatą.-
Salutuję mu i kieruje się w miejsce gdzie znajdę swoją żonę. Siedzi przy
stoliku, ubrana w zwykłe spodenki i jakąś koszulkę, a na to narzuciła sweter
swojej mamy, bo dziś jest dość chłodny wieczór.
-Cześć, Aniołku.- Mówię
podchodząc do niej. Odwraca głowę w moją stronę i uśmiecha się szeroko. Całuję
ją w skroń i kładę dłoń na jej brzuchu. Nachylam się, tak że moje oczy są na
wysokości brzucha.- Witam, maleństwo.- Mówię.
-Gdzie byłeś? Znikłeś jak
spałam.- Przeczesuje włosy palcami, a ja podnoszę się.
-Musiałem coś załatwić. Mam dla
ciebie niespodziankę.- Pomagam jej wstać.- Jest niedaleko stąd, ale muszę
zawiązać ci oczy.- Wtula się we mnie.
-Wiesz, że nie lubię
niespodzianek.- Wzdycha wprost w moją koszulkę.- Mam nadzieję, że to naprawdę
niedaleko.- Uśmiecham się jeszcze szerzej, a ona robi kilka kroków w stronę
budynku.- To jak? Idziesz?- Łapię ją za rękę i wchodzimy do środka.- Ale oczy
zasłonisz mi dopiero w samochodzie,
dobrze?- Robi proszącą minkę, a ja zgadzam się bez wahania.
-Shan, wychodzimy!- Wołam, a ten
wychyla się z kuchni i puszcza nam oczko.
-Bawcie się dobrze, dzieciaczki!-
Tym razem w naszą stronę leci całus od niego. Śmieję się, a czarnowłosa ubiera
buty, po prostu naciągając je na stopy.
-Gotowa?- Pytam, a ona kiwa
głową. Łapię swój zimowy szalik, który nawet nie wiem co tu robi, bo powinien
być w Nowym Yorku. Wychodzimy z Laba i podchodzimy do samochodu. Otwieram
drzwiczki i pomagam wsiąść Olivii, po czym jak najszybciej zajmuję miejsce za
kierownicą.- Zawiążę ci oczy, żebyś nic nie widziała.- Oznajmiam, a ona odwraca
głowę w kierunku szyby, ułatwiając mi to. Po chwili wyjeżdżam na ulicę. Jadę
może pół kilometra dalej i wjeżdżam na posesję. Gaszę auto.
-Już?- Pyta zdziwiona.
-No tak. Mówiłem, że niedaleko.-
Wysiadam i po raz kolejny pomagam kobiecie.- Jesteś gotowa na niespodziankę?-
Zagryzam wargę i nie czekając na odpowiedź odsłaniam jej oczy. Przygląda się
zdziwiona budynkowi, po czym kieruje swój wzrok na mnie.
-Co to za dom?- Przechyla głowę
lekko na prawo.
-To nasz dom.- Uśmiecham się.-
Wyremontowałem go dla nas. Wiem, że w Labie nie jest za wygodnie i ciągle ktoś
hałasuje, dlatego przeprowadzamy się.- Wzruszam ramionami.- Mam tylko nadzieję,
że ci się spodoba.
-Mówisz poważnie? To nasz dom?-
Udaję zamyślonego, po czym kiwam głową, potwierdzając.- Taki nasz, nasz?-
Dopytuje.
-Tak. Nasz i tylko nasz. Będziemy
w nim mieszkać dopóki się nie zestarzejemy, o ile oczywiście zechcesz.-
Czarnowłosa wtula się we mnie.
-Kocham cię!- Całuje mnie
namiętnie.- Możemy wejść do środka?- Uśmiecham się szeroko, widząc jaka jest
szczęśliwa.
-O ile chcesz. To po części też
twój dom.
-Masz klucze?- Przez moment
grzebię w kieszeni, a potem wyciągam dwa komplety. Wyciągam je w kierunku
fotograf.
-Wybierz, które chcesz.- Kobieta łapie
te po prawej i na tyle szybko, na ile pozwala jej na to maleństwo, dociera do
drzwi wejściowych. Po chwili wchodzimy do środka. Naciskam przycisk po lewej i
w przed pokoju włącza się światło, oświetlając również salon. Przepuszczam ją w
przejściu i obserwuję jej reakcje, a wnioskując po uśmiechu rozświetlający jego
twarz, wnioskuję że jej się podoba. Zagryzam wargę, przyglądając się jak
kobieta z zafascynowaniem ogląda wszystko.
-Jesteś niesamowity. Kiedy
zdążyłeś go wyremontować?
-W związku z tym, że się
rozleniwiłaś w czasie ciąży i śpisz do południa, ja sobie wstawałem wcześniej i
razem z Shannem, Henrym i Foleyami ciężko pracowaliśmy.- Opadam na dużą sofę,
która stoi tu z myślą o ilości osób, które będą nas odwiedzać.
-Oj, biedactwo się znalazło.-
Mruczy, wywracając oczami, zatrzymując się naprzeciwko mnie. Wyciągam dłonie w
jej kierunku i pomagam usiąść na moich kolanach, twarzą do mnie.- To naprawdę
nasz dom?- Kiwam głową potwierdzając.
-Naszym przeznaczeniem jest szczęście.
I w końcu nam się uda, obiecuję, a codzienne wrzaski w Labie nie pomagają.-
Czarnowłosa zarzucam mi ręce na szyje.
-Komu przeszkadzają, temu
przeszkadzają. Ja śpię jak zabita.- Całuje mnie w nos, a ja śmieję się cicho.
Co jak co, ale Olivia potrafiłaby przespać nawet przemarsz orkiestry dętej w
sypialni.- Oprowadzisz mnie po całym domu, czy będziemy tu tak siedzieć?-
Podnosi się z moich kolan.
-Ja czekam tylko na ciebie.-
Klaskam w dłonie, również stając na nogi.- Może zaczniemy od kuchni?- Prowadzę
ją do pomieszczenia koło salonu, potem do łazienki i wychodzimy na pierwsze
piętro, gdzie znajduje się sypialnia i dodatkowy pokój, który przerobimy na
dziecięcy i jeden gościnny oraz druga łazienka. Na drugim piętrze są trzy
pokoje gościnne, dwa biura dla mnie i dla Lee i mały salonik. Powoli schodzimy
z powrotem na dół, gdzie zatrzymuję się przed żoną i łapię ją za ręce.- Mam dla
ciebie jeszcze jedną niespodziankę. Tylko jest w piwnicy.
-Nie myślisz, że już wystarczy
tych niespodzianek?- Unosi prawą brew w górę.
-Nie, ale obiecuję, to już
ostatnia rzecz.- Uśmiecham się szeroko i schodzimy po w dół. Od razu trafiamy
do przestronnego korytarzyku z drzwiami na prawo i lewo. Otwieram te na prawo i
zapraszam kobietę do mini studia muzycznego.
-Nieźle się urządziłeś, nie
powiem. Mam tylko nadzieję, że wszystko jest obłożone dźwiękoszczelną gąbką.-
Otwieram szeroko oczy.
-Kurczę, wiedziałem, że o czymś
zapomniałem.- Strzelam otwartą dłonią w czoło, a widząc jej minę wybucham
śmiechem.- No żartuję przecież. A teraz chcę ci pokazać co jest naprzeciwko.-
Prowadzę ją teraz do drzwi na lewo i wchodzimy do mini studia, ale tym razem
fotograficznego.
-Ty sobie ze mnie chyba naprawdę
żartujesz.- Odzywa się, a ja obejmuję ją w pasie, kładąc dłonie na dużym już
brzuchu.
-Absolutnie nie. Jestem w stu
procentach poważny i bardzo was kocham.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz