POSTACIE Strona głóna

środa, 1 lutego 2017

80. ŚLUB TOMO I VICKI

3 lipiec 2011

    Przyglądam się jak mój przyjaciel i jego narzeczona mówią sobie sakramentalne „tak”, jednocześnie obejmując ramieniem Olivię. Spoglądam na nią i uśmiecham się do niej leciutko, po czym całuję w czubek głowy. Kilka minut później wszyscy wychodzą z małego kościółka i kierujemy się do hotelu tuż obok plaży, w którego ogrodzie ma się odbyć wesele. Ciągle zastanawiam się jak oni znaleźli to miejsce i kiedy to wszystko przygotowali. Docieramy do wielkiego ogrodu z widokiem na morze, pośrodku którego stoi parkiet, a wokół porozstawiane są stoliki dla najbliższej rodziny i znajomych pary młodej. Po złożeniu życzeń schodzimy się do swoich stolików. Mi jak zwykle wypadł przydział z bratem. Z szerokim uśmiechem odsuwam krzesło dla mojej żony, a Shannon idzie moim przykładem i obok robi to samo z krzesłem dla mojej asystentki.  Siadam pomiędzy bratem, a panią fotograf, która chociaż dzisiaj rozstała się z aparatem.
    -Tylko, Bro, nie upij się dzisiaj.- Mówię, nachylając się do perkusisty.- Nie chcę cię potem zgarniać z podłogi.- Perkusista spogląda na mnie jak na wariata.- Poważnie mówię.
-Człowieku, ja nawet alkoholu nie tknę!- Broni się.- Nie mam dzisiaj ochoty.- Marszczę brwi na tą jego uwagę.- No, co?
-Nic, po prostu nie spodziewałem się takich słów po tobie.- Wzruszam ramionami, jednocześnie będąc pewny, że Tomo na sto procent namówi go na wypicie choćby jednego kieliszka. Nie to, że nie wierzę w zdolności odmawiania swojego brata, ale… No dobra, nie wierzę.

*        *        *
    Podchodzę do mojej żony, która od kilku minut stoi, wpatrując się w morze. Ma na sobie złotą sukienkę, sięgającą lekko za kolana. Zdejmuję marynarę i narzucam jej na ramiona, a ta odwraca się gwałtownie, po czym widząc, że to ja, uśmiecha lekko.
    -Nie chciałem cię przestraszyć.- Mówię cicho, stając teraz obok kobiety.
    -Muzyka zagłusza kroki.- Spogląda na mnie, po czym wtula się w moje ramię.- Nawet gdybyś był wielkim słoniem, to bym cię nie usłyszała.- Dodaje, a ja cmokam ją we włosy.
    -Dobrze, że użyłaś tego „gdybyś był”, bo w innym wypadku mógłbym się troszkę pogniewać.- Przejeżdżam językiem po dolnej wardze, czekając na jej reakcje.
    -Spokojnie, mało ci do niego brakuje.- Chcąc, nie chcąc muszę się uśmiechnąć, ale moment później przywołuję się do porządku, bo przecież, Leto, ona cię obraziła!
-Hej, nie zapędzasz się? Jestem twoim mężem i chyba mam prawo do jakiegoś szacunku?- Kontynuuję naszą dyskusję, która mnie śmieszy, ale tylko w duchu. Na zewnątrz próbuję zachować powagę, co nawet całkiem nieźle mi idzie.
-No, ale halo, masz swój „jakiś szacunek”. Przecież możesz spać ze mną w łóżku, a nie na podłodze.- Marszczę brwi, przyglądając się jak przenosi spojrzenie z niebieskiego morza na moją twarz, a na jej twarzy dostrzegam ten dobrze mi znany uśmiech, który oznacza tylko jedno. Droczy się ze mną.
-Co prawda, to prawda.- Mruczę w końcu, dając jej wygrać tą potyczkę słowną, ale obiecując sobie, że w następnej to ja będę zwycięzcą. Wpatruje się w jej uśmiech triumfu, ciesząc się z tego, że jest tu ze mną.
-Twoje oczy mają taki sam kolor jak to morze, wiesz?- Mówi, a ja kładę dłoń na jej policzku i całuję ją delikatnie.
-A ja cię bardzo mocno kocham, wiesz?- Kobieta marszczy nosek.
-A wiem.- Odpowiada, a marynarka zsuwa jej się z ramion i spada na trawę. Chcę ją podnieść, ale własna żona mnie uprzedza. Prostuję się, a ona już otrzepuje ją z niewidzialnych brudów.
-Daj spokój, nic się nie stało.- Wzdycham, wyjmując ciuch z jej rąk i ponownie zarzucając na jej ramiona.
-Ty mówisz „daj spokój”, ale to ja będę ją musiała później prać.- Pstryka mnie w nos.
-Tu akurat masz racje.- Obejmuję ją w pasie, stając za nią i wpatrujemy się w zachodzące słońce, a gdy ono już znika obok pojawia się Shan.
-Oliver!- Wykrzykuje, a ja wywracam oczami.- Co tak stoisz z tym pajacem?- Klepie mnie po ramieniu, a Olivia spogląda na mnie z rozbawieniem.- A czekaj, zapomniałem, to twój mąż.- Perkusista wystawia ręce w geście obronnym i przez moment się zatacza, ale po chwili znów stoi prosto.- Ta wyspa jest jakaś dziwna.- Mruczy, marszcząc brwi.- Cały wieczór nią trzęsie.- Krzywi się, ja wzdychając łapię go pod ramię.
-Chodź, Bro, poszukamy Emmy.- Mówię, próbując prowadzić go w stronę stolików, ale ten się opiera.
-Nie chce mnie!- Jęczy, co trochę jednak przypomina jego płaczliwy ton, którego zazwyczaj używa, gdy ma dość prób. Stoi tak bez ruchu, przez chwilę, po czym jednak rusza. W ciszy pokonujemy kilka metrów. Przez całą drogę rozglądam się dookoła, szukając swojej asystentki, a Olivia kroczy tuż za nami. Wskazuje mi blondynkę, która siedzi przy naszym stoliku z opuszczoną głową na blat. Pomagam usiąść bratu na moim krześle, co zwraca uwagę Australijki, która podnosi głowę i spogląda na nas błagalnie.
-Zróbcie coś z nim, bo ja już mam dość.- Wygląda jakby zaraz miała się rozpłakać. Moja żona staje za nią i kładzie jej dłonie na ramionach.
-A ja cię ostrzegałam przed związywaniem się z jednym z braci Leto i mnie nie posłuchałaś.- Mówi, a ja parzę na nią, marszcząc brwi.- A ty się tak nie gap. Jesteś równie irytujący jak twój brat, z tą różnicą, że jak się upijesz, to zachowujesz się jak dziecko.- Shannon w reakcji na jej słowa wybucha głośnym śmiechem, dzięki czemu przykuwa uwagę Tomislava. No tak, tylko pana młodego nam tu brakowała, jakby nie miał co robić. W momencie, gdy gitarzysta jest kilka kroków od nas, tej starszy Leto opuszcza głowę na blat, a raczej zrobiłby to, gdyby nie tort, który zostawiłem sobie na potem, także teraz mam twarz brata o bardzo słodkim smaku, albo ciasto z wyjątkowo pijanym bratem. Wszystko zależy od punktu widzenia. Spoglądam na pozostałych, w tym na Milicevica, który zatrzymał się w pół kroku i po prosu wybuchamy śmiechem.
-Ja mu zdjęcie muszę zrobić.- Wykrztusza Chorwat, wyciągając z marynarki telefon.- Wiecie, takie w razie, gdybym kiedyś potrzebował go zaszantażować.- Uśmiecha się szeroko, dzięki czemu doskonale widać jego krzywe zęby. Opieram ręce na biodrach, przyglądając się jak najmłodszy z zespołu robi zdjęcia z każdej możliwej perspektywy. W końcu prostuje się, a jego wzrok zatrzymuje się na Olivi.- Leć do fotografa i pożycz jego aparat. Te moje fotki nie wystarczą.- Kobieta spogląda na mnie, a ja kiwam leciutko głową z uśmiechem, wyrażając zgodę na złamanie wieczoru bez aparatu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz